Lucian Freud, Letni poranek. Osiem nóg.
20 lipca 2011 roku w Londynie zmarł Lucian Freud. Urodził się 8 grudnia 1922 w Berlinie. Jednak tragiczne wydarzenia w Norwegii i nagła śmierć 27-letniej Amy Winehouse przyćmiły śmierć wybitnego malarza. Jego twórczość określana jest często mianem realizmu, radykalnego realimzu lub realizmu brutalnego, ale może najtrafniejsze byłoby określenie natutralizm. Artysta przedstawia ciała w taki sposób, że eksponuje ich nieidealność, granicząc z deformacją.
"Maluję ludzi nie dlatego, że tacy są, ani na przekór temu jacy są. Maluję ich takich, jakimi zdarza się im być" - mówił o swoim malarstwie*.
Co ciekawe odkryłam całkiem sporo obrazów z psami, a najczęściej są to akty portretowe. Warto zauważyć, że ciała psów są w gruncie rzeczy też aktami, są nagie, a jednak jest to nagość na tyle powszechna i naturalna, że jej nie dostrzegamy. Mówi się niekiedy, że wstyd jest tym, co odróżnia ludzi od pozostałych zwierząt, ale to nieprawda. Zwierzęta zdecydowanie się wstydzą, tylko czasami czego innego lub w innych sytuacjach niż ludzie. A czasami w tych samych. Ale na obrazach Freuda portretowani ludzie i nieludzie nie odczuwają wstydu. Zachwycająca jest swoboda z jaką prezentują swoje "brzydkie" ciała, zawsze zbyt blade, zbyt sine, zbyt grube, zbyt chude lub zbyt żylaste; swoboda, która wynika bądź to z nieświadomości bycia oglądanym bądź to z przyjemności czerpanej z eksponowania swego ciała. Freud przełamuje wiele stereotypów towarzyszących gatunkowi zwanemu aktem, z równą dosłownością i pieczołowitością portretując ciała mężczyzn i kobiet, a także psów. Ale ciała zwierząt jakby mniej poddają się jego sile czynienia z ciała abiektu czy też eksponowania abiektualności, którą każde ciało w sobie zawiera. Sposób ukazywania ludzi odsyła do twórczości Egona Schiele, którą uwielbiam.
Lucian Freud, Eli i David.
Lucian Freud, Podwójny portret.
Lucian Freud, Dziewczyna z białym psem.
Lucian Freud, Wieczór w pracowni.
---
* Cyt. za "Gazeta.pl": http://kultura.gazeta.pl/kultura/1,114548,9989006,Lucian_Freud_nie_zyje__Wybitny_realista___najwiekszy.html
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---
blog Doroty Łagodzkiej o zwierzętach w sztuce / Dorota Łagodzka's blog about animals in art
środa, 27 lipca 2011
wtorek, 26 lipca 2011
Artmix nr 26/27 (16/17) Podwójny: Wystawy, Kicz
Właśnie pojawił się w sieci wiosenno-letni, podwójny numer Artmixa.
Artmix nr 26/27 (16/17) "Podwójny: Wystawy, Kicz"
Spis treści
I Wystawy
Aleka Polis, Kobiece rewolucje: "Trzy kobiety", Zachęta (2011)
Aleka Polis, Kobiece rewolucje: "3 kobiety" (1978), "Odbicia VI"
Izabela Kowalczyk, Prekursorki wciąż w izolacji
Ewa Toniak, Zamiast
Natalia Cieślak, W czym mogę pomóc? O wystawie prac Elżbiety Jabłońskiej
Dorota Łagodzka, Straszne bajki Basi Bańdy
Alicja Kusiak-Brownstein, Stare szaty Amerykanki. O modzie, narodzie, emancypacji i pop-kulturze w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku
Alicja Kusiak-Brownstein, tłum. Joanna Billewicz, The American Woman‘s Old Clothes: On Fashion, Nation, Suffrage, and Pop-Culture at the Metropolitan Museum of Art, New York
II. Kicz
Ewa Sułek, Kicz, magia, religia. Katolicka popkultura w obrazach Julii Curyło
Łukasz Ciemiński, Słodycz dziecięctwa, gorycz pasji, potęga banału - w poszukiwaniu artystycznych i ikonograficznych źródeł kiczu religijnego
Aleksandra Brzozowska, Rola kiczu na przykładzie pamiątek pontyfikatu Jana Pawła II
Anna Kwiatkowska-England, Ta melodia prześladuje mnie, gdy się zadumam - czy to kicz czy to kamp?
Niniejszy numer "Artmixa" poświęcony jest dwóm oddzielnym tematom. Pierwsza część dotyczy wystaw poświęconych sztuce i tożsamości kobiet, druga - związków sztuki i kiczu.
Pierwszą część rozpoczynają "Kobiece rewolucje". Jest to materiał zebrany przez Alekę Polis na temat niedawnej wystawy "Trzy kobiety. Maria Pinińska-Bereś, Natalia Lach-Lachowicz, Ewa Partum" (Zachęta) oraz ekspozycji pod tym samym tytułem, która miała miejsce w Poznaniu w 1978 roku. Na filmach Aleki Polis ukazany jest wernisaż wystawy w Zachęcie oraz rozmowa Ewy Majewskiej z Natalią LL, natomiast na drugim filmie Krystyna Piotrowska wspomina wystawę z 1978 roku.
Polemicznie o wystawie "Trzy kobiety" w Zachęcie pisze Izabela Kowalczyk, zastanawiając się przy okazji, na czym powinny polegać feministyczne praktyki kuratorskie. Kuratorka wystawy, Ewa Toniak w niekonwencjonalnej formie odpowiada na postawione w tekście zarzuty.
Kolejne dwa teksty poświecone są niedawnym wystawom sztuki kobiet w olsztyńskim BWA: "Nadzwyczajnieudanedzieło" Elżbiety Jabłońskiej oraz "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać" Basi Bańdy. O wystawie Jabłońskiej pisze Natalia Cieślak, koncentrując się na rodzajowej analizie zjawiska pomocy, dość często podejmowanego przez artystkę w swojej twórczości. Z kolei Dorota Łagodzka analizuje przedstawienia zwierząt w obrazach Bańdy, zastanawiając się jednocześnie nad zmianami języka jej sztuki i miejscem tej artystki w polskiej sztuce feministycznej. Ostatnim artykułem w tej części "Artmixa" jest tekst Alicji Kusiak-Brownstein (w wersji anglojęzycznej i w tłumaczeniu Joanny Billewicz). Autorka proponuje bardzo ciekawą, pogłębioną analizę dotyczącą procesów kształtowania się tożsamości narodowej Amerykanek. Te procesy znalazły swoje odzwierciedlenie w strojach noszonych przez kobiety. Wystawa "American Woman. Fashioning National Identity" odbyła się w połowie ubiegłego roku w Metropolitan Museum of Art. w Nowym Jorku.
W drugiej części numeru autorki i autor tekstów zastanawiają się nad rolą kiczu we współczesnej kulturze. Przede wszystkim zaś zwracają uwagę na kwestie sztuki religijnej oraz dewocjonaliów, ale pytają również o krytyczną możliwość użycia pojęcia kiczu.
Ewa Sułek pisze o kiczu w sztuce Julii Curyło. Artystka ta przedstawia na swych płótnach głównie warszawskie krajobrazy, ale przysłonięte plastikowymi balonami w formie np. kurek czy kwiatów. Interesuje ją między innymi problem kiczu pojawiającego się w naszej codzienności, również kiczu dewocjonaliów, do których często w swych obrazach nawiązuje. Problematyka dewocjonaliów pojawia się także w tekście Łukasza Ciemińskiego, który pisze o XIX-wiecznych grafikach dewocyjnych przeznaczonych głównie do modlitewników, które produkowane były przez konsorcjum artystyczno-handlowe działające przy paryskim seminarium "Saint-Sulpice". Z kolei współczesne dewocjonalia, a dokładnie pamiątki pontyfikatu Jana Pawła II omówione zostają w tekście Aleksandry Brzozowskiej. Kolejny artykuł, autorstwa Anny Kwiatkowskiej-England, odnosi się do pytania, czy to, co kiczowate, możemy określać jako kamp.
Izabela Kowalczyk, Edyta Zierkiewicz, Dorota Łagodzka
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---
Artmix nr 26/27 (16/17) "Podwójny: Wystawy, Kicz"
Spis treści
I Wystawy
Aleka Polis, Kobiece rewolucje: "Trzy kobiety", Zachęta (2011)
Aleka Polis, Kobiece rewolucje: "3 kobiety" (1978), "Odbicia VI"
Izabela Kowalczyk, Prekursorki wciąż w izolacji
Ewa Toniak, Zamiast
Natalia Cieślak, W czym mogę pomóc? O wystawie prac Elżbiety Jabłońskiej
Dorota Łagodzka, Straszne bajki Basi Bańdy
Alicja Kusiak-Brownstein, Stare szaty Amerykanki. O modzie, narodzie, emancypacji i pop-kulturze w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku
Alicja Kusiak-Brownstein, tłum. Joanna Billewicz, The American Woman‘s Old Clothes: On Fashion, Nation, Suffrage, and Pop-Culture at the Metropolitan Museum of Art, New York
II. Kicz
Ewa Sułek, Kicz, magia, religia. Katolicka popkultura w obrazach Julii Curyło
Łukasz Ciemiński, Słodycz dziecięctwa, gorycz pasji, potęga banału - w poszukiwaniu artystycznych i ikonograficznych źródeł kiczu religijnego
Aleksandra Brzozowska, Rola kiczu na przykładzie pamiątek pontyfikatu Jana Pawła II
Anna Kwiatkowska-England, Ta melodia prześladuje mnie, gdy się zadumam - czy to kicz czy to kamp?
Niniejszy numer "Artmixa" poświęcony jest dwóm oddzielnym tematom. Pierwsza część dotyczy wystaw poświęconych sztuce i tożsamości kobiet, druga - związków sztuki i kiczu.
Pierwszą część rozpoczynają "Kobiece rewolucje". Jest to materiał zebrany przez Alekę Polis na temat niedawnej wystawy "Trzy kobiety. Maria Pinińska-Bereś, Natalia Lach-Lachowicz, Ewa Partum" (Zachęta) oraz ekspozycji pod tym samym tytułem, która miała miejsce w Poznaniu w 1978 roku. Na filmach Aleki Polis ukazany jest wernisaż wystawy w Zachęcie oraz rozmowa Ewy Majewskiej z Natalią LL, natomiast na drugim filmie Krystyna Piotrowska wspomina wystawę z 1978 roku.
Polemicznie o wystawie "Trzy kobiety" w Zachęcie pisze Izabela Kowalczyk, zastanawiając się przy okazji, na czym powinny polegać feministyczne praktyki kuratorskie. Kuratorka wystawy, Ewa Toniak w niekonwencjonalnej formie odpowiada na postawione w tekście zarzuty.
Kolejne dwa teksty poświecone są niedawnym wystawom sztuki kobiet w olsztyńskim BWA: "Nadzwyczajnieudanedzieło" Elżbiety Jabłońskiej oraz "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać" Basi Bańdy. O wystawie Jabłońskiej pisze Natalia Cieślak, koncentrując się na rodzajowej analizie zjawiska pomocy, dość często podejmowanego przez artystkę w swojej twórczości. Z kolei Dorota Łagodzka analizuje przedstawienia zwierząt w obrazach Bańdy, zastanawiając się jednocześnie nad zmianami języka jej sztuki i miejscem tej artystki w polskiej sztuce feministycznej. Ostatnim artykułem w tej części "Artmixa" jest tekst Alicji Kusiak-Brownstein (w wersji anglojęzycznej i w tłumaczeniu Joanny Billewicz). Autorka proponuje bardzo ciekawą, pogłębioną analizę dotyczącą procesów kształtowania się tożsamości narodowej Amerykanek. Te procesy znalazły swoje odzwierciedlenie w strojach noszonych przez kobiety. Wystawa "American Woman. Fashioning National Identity" odbyła się w połowie ubiegłego roku w Metropolitan Museum of Art. w Nowym Jorku.
W drugiej części numeru autorki i autor tekstów zastanawiają się nad rolą kiczu we współczesnej kulturze. Przede wszystkim zaś zwracają uwagę na kwestie sztuki religijnej oraz dewocjonaliów, ale pytają również o krytyczną możliwość użycia pojęcia kiczu.
Ewa Sułek pisze o kiczu w sztuce Julii Curyło. Artystka ta przedstawia na swych płótnach głównie warszawskie krajobrazy, ale przysłonięte plastikowymi balonami w formie np. kurek czy kwiatów. Interesuje ją między innymi problem kiczu pojawiającego się w naszej codzienności, również kiczu dewocjonaliów, do których często w swych obrazach nawiązuje. Problematyka dewocjonaliów pojawia się także w tekście Łukasza Ciemińskiego, który pisze o XIX-wiecznych grafikach dewocyjnych przeznaczonych głównie do modlitewników, które produkowane były przez konsorcjum artystyczno-handlowe działające przy paryskim seminarium "Saint-Sulpice". Z kolei współczesne dewocjonalia, a dokładnie pamiątki pontyfikatu Jana Pawła II omówione zostają w tekście Aleksandry Brzozowskiej. Kolejny artykuł, autorstwa Anny Kwiatkowskiej-England, odnosi się do pytania, czy to, co kiczowate, możemy określać jako kamp.
Izabela Kowalczyk, Edyta Zierkiewicz, Dorota Łagodzka
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---
sobota, 11 czerwca 2011
Wyniki II edycji konkursu na obraz o tematyce zwierzęcej
Są już wyniki konkursu na obraz o tematyce zwierzęcej odbywającego się w ramach II Triennale Animalis, organizowanego przez Miejską galerię sztuki MM w Chorzowie.
Spośród wyłonionych do wystawy pokonkursowej obrazów jury w składzie
Józef Wilkoń (przewodniczący jury),
Andrzej Matynia,
Krzysztof Cichoń,
Piotr Naliwajko
oraz Aleksandra Rej (kurator konkursu)
przyznało nagrody regulaminowe następującym obrazom:
GRAND PRIX - Aleksandra KOZIOŁ „White Rhino Attacks”:
II NAGRODA - Anna ŚWITALSKA „Chwila”:
III NAGRODA – Tomasz KOKOTT „Piesek Willi”:
Jury przyznało również wyróżnienia honorowe (bez nagród pieniężnych) dla następujących obrazów:
Marcin PAPROTA „Rozróba”:
Przemysław KMIEĆ „Cela”:
Bogumiła TWARDOWSKA-ROGACEWICZ „Kura”:
MONSTFUR „Mucha na dziko”:
Mariusz MIERZEJEWSKI „100/4”:
Ponadto w konkursie nagrodzono dodatkowymi nagrodami:
Marcina Paprotę za obraz "Rozróba" - Nagrodą Prezesa ZPAP - Zarząd Główny (statuetka):
Rafała Borcza za obraz "Wilki" - Nagrodą Prezesa ZPAP o. Katowice (statuetka).
Informator POLAND-ART wyróżnił Rafała Borcza nagrodą w postaci rekomendacji jego twórczości na swoich łamach:
Trudno oceniać malarstwo na podstawie reprodukcji na ekranie komputera, niemniej taka praktyka staje się normą. Uważam, że to nie najlepiej, ale często sama komentuję wystawy lub prace wyłącznie na podstawie zdjęć. Trudno też się dziwić jury Animalis, że pierwszy etap konkursu to odsiew na podstawie nadesłanych mailowo reprodukcji, inne rozwiązanie byłoby organizacyjnie karkołomne. Ale może jednak warto podjąć wyzwanie? Na szczęście kolejny etap - przyznanie nagród i wyróżnień jest już oceną realnych, namacalnych obrazów, z którymi jury ma bezpośredni kontakt. Na wystawie pokonkursowej I Triennale Animalis w 2008 miałam okazję się przekonać, że wrażenia powstałe w bezpośrednim oglądzie i kształtowany na jego podstawie osąd mogą się znacząco różnić od tych powstałych w momencie odbioru reprodukcji. Dlatego też powinnam zaufać wyborom jury.
Niemniej wybór Grand Prix mnie nie przekonuje, podobnie jak III nagrody. W "Rhinos Attack" nie widzę nic szczególnego, a "Piesek Willi" byłby może lepszy jako ilustracja, ale jednak jego popowo-kreskówkowa stylistyka wydaje mi się dość banalna. Nie zachwyca mnie również "Kura".
Dużo bardziej przychylam się do werdyktu dotyczącego I nagrody. Obraz Anny Świtalskiej "Chwila" ma w sobie nastrój magicznego realizmu i ciekawie ukształtowaną przestrzeń.
Obraz "Rozróba" Marcina Paproty, podobnie jak "kura" przedstawia tylko ptaki na abstrakcyjnym tle, jest jednak lepszy. Ciszy mnie, że dostał dwa niezależne wyróżnienia. Artyście udało się uchwycić sedno i piękno banalnej sceny bójki dwóch czarnych ptaków. Zamaszystość ruchów pędzla i zróżnicowanie faktur doskonale oddają dynamikę sceny. Dynamiczna jest przestrzeń wewnątrzobrazowa - postacie ptaków balansują pomiędzy trójwymiarem, który zbliża je do widza i abstrakcją, która uświadamia ich przynależność do płaszczyzny płótna. Obraz kojarzy mi się z płótnami Krzyżanowskiego, który za pomocą kilku maźnięć pędzlem potrafił oddać nastrój wycinka natury.
Dwa wyróżnienia otrzymał również obraz "Wilki" Rafała Borcza. Wyrazistość przestrzeni i opracowanie detalu sprawiają, że widz niemal czuje ostre dotknięcia gałęzi.
Monstfur miał niby ciekawy pomysł, interesujące jest zderzenie stylistyk i przemieszanie rzeczywistości, hiperrealistyczny rysunek much na kartonowym pudle, ale jakoś ten obraz do mnie nie trafia.
W "100/4" Mariusz Mierzejewski ukazując fragment masowej ubojni podejmuje temat kluczowy dla współczesnej kondycji zwierzęcia i paradoksu rozwijania się przemysłowych hodowli i rzeźni przy jednoczesnym wzroście świadomości na temat praw zwierząt. I choć artyście nie udało się do końca oddać makabryczności martwych ciał świń, to jednak udało mu się uchwycić charakter sceny przez skontrastowanie owych różowo-czerwonych ciał z czernią wypełniającą dolną część pola obrazowego. Najboleśniejsze miejsce w tym obrazie to to, w którym delikatne nóżki zwierząt podwieszone są do metalowych urządzeń na suficie. To miejsce w obrazie uzmysławia mechaniczność i bezduszność przemysłowej rzeźni i to, że zwierzę staje się w niej jedynie przedmiotem, produktem.
Do społecznych uwarunkowań kondycji zwierzęcia we współczesnym świecie odnosi się także "Cela" Przemysława Kmiecia. W tym obrazie szczególnie ciekawe jest światło, które podkreśla wyrazistość siatki, w domyśle klatki, w której zamknięte jest zwierzę. Podobnie jednak jak w "100/4" sylwetce zwierzęcia czegoś brakuje, przez co nastrój obrazu nie jest tak dojmujący jak mógłby być.
Warto obejrzeć wystawę pokonkursową w Galerii MM, a także pozostałe obrazy w internecie. Podoba mi się, że na stronie triennale można obejrzeć wszystkie prace zgłoszone i zakwalifikowane do konkursu. Nie podoba mi się natomiast punkt w regulaminie wykluczający twórców, którzy nie mają papierka na to, że są artystami, przez co niektóre świetne prace nie zostają w ogóle zgłoszone. Ale to bolączka większości, jeśli nie wszystkich, konkursów artystycznych w Polsce.
Szkoda także, że konkurs ogranicza się do malarstwa, ale rozumiem, że warunki lokalowe Galerii MM nie pozwalają na zorganizowanie wystawy prezentującej na przykład kilka przestrzennych instalacji.
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
Spośród wyłonionych do wystawy pokonkursowej obrazów jury w składzie
Józef Wilkoń (przewodniczący jury),
Andrzej Matynia,
Krzysztof Cichoń,
Piotr Naliwajko
oraz Aleksandra Rej (kurator konkursu)
przyznało nagrody regulaminowe następującym obrazom:
GRAND PRIX - Aleksandra KOZIOŁ „White Rhino Attacks”:
II NAGRODA - Anna ŚWITALSKA „Chwila”:
III NAGRODA – Tomasz KOKOTT „Piesek Willi”:
Jury przyznało również wyróżnienia honorowe (bez nagród pieniężnych) dla następujących obrazów:
Marcin PAPROTA „Rozróba”:
Przemysław KMIEĆ „Cela”:
Bogumiła TWARDOWSKA-ROGACEWICZ „Kura”:
MONSTFUR „Mucha na dziko”:
Mariusz MIERZEJEWSKI „100/4”:
Ponadto w konkursie nagrodzono dodatkowymi nagrodami:
Marcina Paprotę za obraz "Rozróba" - Nagrodą Prezesa ZPAP - Zarząd Główny (statuetka):
Rafała Borcza za obraz "Wilki" - Nagrodą Prezesa ZPAP o. Katowice (statuetka).
Informator POLAND-ART wyróżnił Rafała Borcza nagrodą w postaci rekomendacji jego twórczości na swoich łamach:
Trudno oceniać malarstwo na podstawie reprodukcji na ekranie komputera, niemniej taka praktyka staje się normą. Uważam, że to nie najlepiej, ale często sama komentuję wystawy lub prace wyłącznie na podstawie zdjęć. Trudno też się dziwić jury Animalis, że pierwszy etap konkursu to odsiew na podstawie nadesłanych mailowo reprodukcji, inne rozwiązanie byłoby organizacyjnie karkołomne. Ale może jednak warto podjąć wyzwanie? Na szczęście kolejny etap - przyznanie nagród i wyróżnień jest już oceną realnych, namacalnych obrazów, z którymi jury ma bezpośredni kontakt. Na wystawie pokonkursowej I Triennale Animalis w 2008 miałam okazję się przekonać, że wrażenia powstałe w bezpośrednim oglądzie i kształtowany na jego podstawie osąd mogą się znacząco różnić od tych powstałych w momencie odbioru reprodukcji. Dlatego też powinnam zaufać wyborom jury.
Niemniej wybór Grand Prix mnie nie przekonuje, podobnie jak III nagrody. W "Rhinos Attack" nie widzę nic szczególnego, a "Piesek Willi" byłby może lepszy jako ilustracja, ale jednak jego popowo-kreskówkowa stylistyka wydaje mi się dość banalna. Nie zachwyca mnie również "Kura".
Dużo bardziej przychylam się do werdyktu dotyczącego I nagrody. Obraz Anny Świtalskiej "Chwila" ma w sobie nastrój magicznego realizmu i ciekawie ukształtowaną przestrzeń.
Obraz "Rozróba" Marcina Paproty, podobnie jak "kura" przedstawia tylko ptaki na abstrakcyjnym tle, jest jednak lepszy. Ciszy mnie, że dostał dwa niezależne wyróżnienia. Artyście udało się uchwycić sedno i piękno banalnej sceny bójki dwóch czarnych ptaków. Zamaszystość ruchów pędzla i zróżnicowanie faktur doskonale oddają dynamikę sceny. Dynamiczna jest przestrzeń wewnątrzobrazowa - postacie ptaków balansują pomiędzy trójwymiarem, który zbliża je do widza i abstrakcją, która uświadamia ich przynależność do płaszczyzny płótna. Obraz kojarzy mi się z płótnami Krzyżanowskiego, który za pomocą kilku maźnięć pędzlem potrafił oddać nastrój wycinka natury.
Dwa wyróżnienia otrzymał również obraz "Wilki" Rafała Borcza. Wyrazistość przestrzeni i opracowanie detalu sprawiają, że widz niemal czuje ostre dotknięcia gałęzi.
Monstfur miał niby ciekawy pomysł, interesujące jest zderzenie stylistyk i przemieszanie rzeczywistości, hiperrealistyczny rysunek much na kartonowym pudle, ale jakoś ten obraz do mnie nie trafia.
W "100/4" Mariusz Mierzejewski ukazując fragment masowej ubojni podejmuje temat kluczowy dla współczesnej kondycji zwierzęcia i paradoksu rozwijania się przemysłowych hodowli i rzeźni przy jednoczesnym wzroście świadomości na temat praw zwierząt. I choć artyście nie udało się do końca oddać makabryczności martwych ciał świń, to jednak udało mu się uchwycić charakter sceny przez skontrastowanie owych różowo-czerwonych ciał z czernią wypełniającą dolną część pola obrazowego. Najboleśniejsze miejsce w tym obrazie to to, w którym delikatne nóżki zwierząt podwieszone są do metalowych urządzeń na suficie. To miejsce w obrazie uzmysławia mechaniczność i bezduszność przemysłowej rzeźni i to, że zwierzę staje się w niej jedynie przedmiotem, produktem.
Do społecznych uwarunkowań kondycji zwierzęcia we współczesnym świecie odnosi się także "Cela" Przemysława Kmiecia. W tym obrazie szczególnie ciekawe jest światło, które podkreśla wyrazistość siatki, w domyśle klatki, w której zamknięte jest zwierzę. Podobnie jednak jak w "100/4" sylwetce zwierzęcia czegoś brakuje, przez co nastrój obrazu nie jest tak dojmujący jak mógłby być.
Warto obejrzeć wystawę pokonkursową w Galerii MM, a także pozostałe obrazy w internecie. Podoba mi się, że na stronie triennale można obejrzeć wszystkie prace zgłoszone i zakwalifikowane do konkursu. Nie podoba mi się natomiast punkt w regulaminie wykluczający twórców, którzy nie mają papierka na to, że są artystami, przez co niektóre świetne prace nie zostają w ogóle zgłoszone. Ale to bolączka większości, jeśli nie wszystkich, konkursów artystycznych w Polsce.
Szkoda także, że konkurs ogranicza się do malarstwa, ale rozumiem, że warunki lokalowe Galerii MM nie pozwalają na zorganizowanie wystawy prezentującej na przykład kilka przestrzennych instalacji.
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
poniedziałek, 6 czerwca 2011
Kłusownicy w poznańskim Arsenale
Jeszcze do 12 czerwca w poznańskiej galerii Arsenał można oglądać wystawę "Kłusownicy", na której znalazły się fantastyczne fotografie Alexandra Bindera z cyklu "Allerseelen".
Alexander Binder, fotografia z cyklu "Allerseelen"
Binder jest niemieckim fotografem samoukiem, nigdy nie uczęszczał do żadnej szkoły fotografii, nawet swoje obiektywy konstruuje częściowo z różnych optycznych zabawek, starych sowieckich aparatów i różnego rodzaju odpadków. Prezentowane w Poznaniu zwierzęce fotografie są niezwykle efemeryczne i subtelne, choć pełne czającego się niepokoju, podobnie jak większość jego zdjęć. Przedstawiony na nich eteryczny świat ma w sobie coś mistycznego. Zwierzęta zdają się być zjawami.
Alexander Binder, fotografia z cyklu "Allerseelen"
Alexander Binder, fotografia z cyklu "Allerseelen"
Obecna w tych fotografiach atmosfera zagrożenia koresponduje z przewodnią ideą wystawy - zła jako elementu ludzkiego doświadczenia, zła u samych jego źródeł. Przestawienia zwierząt zaś, poza wszelkimi innymi konotacjami, przede wszystkim odnoszą się do tytułu wystawy - "Kłusowncy". Podoba mi się pomysł porównania tkwiącego w człowieku zła do kłusownictwa, choć niekoniecznie musi być ono przepełnione ambiwalencją, o której mowa w tekście towarzyszącym wystawie, który zamieszczam poniżej. Zazwyczaj wynika z najniższych pobudek - żądzy zysku finansowego. Inaczej sprawa ma się z myślistwem, w którym zabijanie jest czystą rozrywką, przez co wydaje mi się jeszcze bardziej patologiczne. Ale zarówno zwierzęce fotografie Bindera, jak i cała wystawa odnoszą się też do zła w sensie bardziej ogólnym, egzystencjalnym.
"Zło wydaje się koniecznym i stałym elementem ludzkiego doświadczenia. Definiowane jako zadawanie cierpienia jest niemalże niemożliwe do wyeliminowania, gdyż wartość cierpienia jest wpisana w wielowymiarową egzystencję człowieka. Człowiek jest stworzeniem agresywnym i trudno temu zaprzeczyć. Możemy się wzdragać z przerażenia, kiedy dowiadujemy się o okropnościach, jakich się dopuszcza , jednak doskonale zdajemy sobie sprawę, że w każdym z nas drzemią dzikie impulsy, prowadzące do zbrodni, morderstw i okrucieństwa.
Wystawa „Kłusownicy” podejmuje ten wątek, próbując ująć kwestię zła u jego źródła, dociekając jego początków. Jest to spojrzenie jakby od wewnątrz, spojrzenie nieobawiające się zboczyć w obszary szalonej fantazji, zakrawającej niekiedy o mity, przywołujące wrogie duchy i upiory. Nie chodzi tu o przedstawienie publicystycznej myśli, analizującej efekty współczesnych konfliktów, tylko o wniknięcie w tajemnicę zła, w mroczne zakręty duszy, bestialskie instynkty i nienawistne myśli. Zło, podobnie jak dobro jest dwuznaczne, a to dlatego, że wartości te są nierozerwalne i najczęściej występują razem. Tak jak dwuznaczne jest serce kłusownika, który choć pełen uwielbienia i podziwu dla piękna i siły zwierzęcia, jednocześnie nie ma oporów, by je zabić. Każda dwuznaczność fascynuje, tak też zło jest przedmiotem fascynacji i choć wydawać się może patologią, to rzadko spotykamy kogoś, kto rzucałby się do walki w imię zła. Częściej spotykamy agresywne zachowania, które są podporządkowane prawom moralnym.
Wystawa nie ma na celu przedstawienia, czym zło jest, ale będzie próbą nakreślenia aury, jaka otacza to zjawisko. Aury, która im bardziej subtelna i niewinna, tym bardziej upajająca i wściekła. Artyści wprowadzą widza w zakłopotanie, kiedy oto okaże się, że nieświadomie zauroczony, jest on częścią tej sytuacji. Zamienią się w semantycznych kłusowników, którzy zastawiają wnyki na konwencjonalne, utarte i jednoznaczne przekonania i opinie na temat zła."*
Alexander Binder, fotografie z cyklu "Allerseelen", wystawa "Kłusownicy / Guerillas", Galeria Miejska Arsenał w Poznaniu.
Kłusownicy/Guerrillas
kuratorka: Anna Czaban
artyści biorący udział: Ewa Axelrad, Alexander Binder, Olaf Brzeski, Jakub Czyszczoń, Michał Dudek, Konrad Smoleński, E. S. Mayorga, Zofia Nierodzińska, Piotr Żyliński
13.05-12.06.2011
wernisaż: 13.05., godz. 18.00-20.00
* materiały galerii Arsenał.
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
Alexander Binder, fotografia z cyklu "Allerseelen"
Binder jest niemieckim fotografem samoukiem, nigdy nie uczęszczał do żadnej szkoły fotografii, nawet swoje obiektywy konstruuje częściowo z różnych optycznych zabawek, starych sowieckich aparatów i różnego rodzaju odpadków. Prezentowane w Poznaniu zwierzęce fotografie są niezwykle efemeryczne i subtelne, choć pełne czającego się niepokoju, podobnie jak większość jego zdjęć. Przedstawiony na nich eteryczny świat ma w sobie coś mistycznego. Zwierzęta zdają się być zjawami.
Alexander Binder, fotografia z cyklu "Allerseelen"
Alexander Binder, fotografia z cyklu "Allerseelen"
Obecna w tych fotografiach atmosfera zagrożenia koresponduje z przewodnią ideą wystawy - zła jako elementu ludzkiego doświadczenia, zła u samych jego źródeł. Przestawienia zwierząt zaś, poza wszelkimi innymi konotacjami, przede wszystkim odnoszą się do tytułu wystawy - "Kłusowncy". Podoba mi się pomysł porównania tkwiącego w człowieku zła do kłusownictwa, choć niekoniecznie musi być ono przepełnione ambiwalencją, o której mowa w tekście towarzyszącym wystawie, który zamieszczam poniżej. Zazwyczaj wynika z najniższych pobudek - żądzy zysku finansowego. Inaczej sprawa ma się z myślistwem, w którym zabijanie jest czystą rozrywką, przez co wydaje mi się jeszcze bardziej patologiczne. Ale zarówno zwierzęce fotografie Bindera, jak i cała wystawa odnoszą się też do zła w sensie bardziej ogólnym, egzystencjalnym.
"Zło wydaje się koniecznym i stałym elementem ludzkiego doświadczenia. Definiowane jako zadawanie cierpienia jest niemalże niemożliwe do wyeliminowania, gdyż wartość cierpienia jest wpisana w wielowymiarową egzystencję człowieka. Człowiek jest stworzeniem agresywnym i trudno temu zaprzeczyć. Możemy się wzdragać z przerażenia, kiedy dowiadujemy się o okropnościach, jakich się dopuszcza , jednak doskonale zdajemy sobie sprawę, że w każdym z nas drzemią dzikie impulsy, prowadzące do zbrodni, morderstw i okrucieństwa.
Wystawa „Kłusownicy” podejmuje ten wątek, próbując ująć kwestię zła u jego źródła, dociekając jego początków. Jest to spojrzenie jakby od wewnątrz, spojrzenie nieobawiające się zboczyć w obszary szalonej fantazji, zakrawającej niekiedy o mity, przywołujące wrogie duchy i upiory. Nie chodzi tu o przedstawienie publicystycznej myśli, analizującej efekty współczesnych konfliktów, tylko o wniknięcie w tajemnicę zła, w mroczne zakręty duszy, bestialskie instynkty i nienawistne myśli. Zło, podobnie jak dobro jest dwuznaczne, a to dlatego, że wartości te są nierozerwalne i najczęściej występują razem. Tak jak dwuznaczne jest serce kłusownika, który choć pełen uwielbienia i podziwu dla piękna i siły zwierzęcia, jednocześnie nie ma oporów, by je zabić. Każda dwuznaczność fascynuje, tak też zło jest przedmiotem fascynacji i choć wydawać się może patologią, to rzadko spotykamy kogoś, kto rzucałby się do walki w imię zła. Częściej spotykamy agresywne zachowania, które są podporządkowane prawom moralnym.
Wystawa nie ma na celu przedstawienia, czym zło jest, ale będzie próbą nakreślenia aury, jaka otacza to zjawisko. Aury, która im bardziej subtelna i niewinna, tym bardziej upajająca i wściekła. Artyści wprowadzą widza w zakłopotanie, kiedy oto okaże się, że nieświadomie zauroczony, jest on częścią tej sytuacji. Zamienią się w semantycznych kłusowników, którzy zastawiają wnyki na konwencjonalne, utarte i jednoznaczne przekonania i opinie na temat zła."*
Alexander Binder, fotografie z cyklu "Allerseelen", wystawa "Kłusownicy / Guerillas", Galeria Miejska Arsenał w Poznaniu.
Kłusownicy/Guerrillas
kuratorka: Anna Czaban
artyści biorący udział: Ewa Axelrad, Alexander Binder, Olaf Brzeski, Jakub Czyszczoń, Michał Dudek, Konrad Smoleński, E. S. Mayorga, Zofia Nierodzińska, Piotr Żyliński
13.05-12.06.2011
wernisaż: 13.05., godz. 18.00-20.00
* materiały galerii Arsenał.
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
niedziela, 5 czerwca 2011
"Wilk bardzo zły", czyli o spotkaniu baśniowej dziewczynki ze zwierzęciem
Nie jest łatwo przedzierać się przez gęstwinę lasu. Należy uważać na wystające korzenie, lawirować pomiędzy rozpościerającymi się gałęziami. Baśniowa rzeczywistość przyrody, skrywa w sobie pochowane w zakamarkach wyobraźni historię, o wilku bardzo złym, zakopanym skarbie, zagubionej wśród zarośli dziewczynce. Wystawa Natalii Bażowskiej, Ewy Juszkiewicz i Agaty Kus "Wilk bardzo zły" to trzy indywidualne narracje artystyczne oparte na spotkaniu baśniowej dziewczynki z zwierzęciem. Spotkanie z nim jest nieuniknione by iść dalej, dojść do krańca lasu. Wilk nie zawszę bywa zły...Czasem pomiędzy nim a złotowłosą dziewczynką rodzi się przedziwna fascynacja. A pomiędzy liśćmi migoczą pytania. Gdzie iść? Czy może lepiej zostać i pozwolić baśni rozwijać się w naszej głowie? - pisze Marta Kudelska, kuratorka wystawy "Wilk bardzo zły", która odbyła się w maju w krakowskiej galerii Art Agenda Nova.
Wystawa była baśniową narracją o wilkach, dziewczynkach i sarenkach - zarówno dosłowną tekstową jak i wizualną. Obie bardzo mi się podobają. Prace trzech artystek zostały zestawione ze współczesnymi baśniami, w których tradycyjne baśniowe motywy przenikają się z refleksjami o relacjach bohaterów: współczesnych czerwonych kapturków, małych księżniczek i śpiących królewien oraz mężczyzn, stworów, wilków i innych zwierząt, tworząc nowe fabuły, wykraczające poza baśniowy schemat. Pierwiastki dobra i zła, okrucieństwa i niewinności, oczywiste i nieskomplikowane w tradycyjnych baśniach, zostają tu przetransponowane na słowa i obrazy, które niepokoją swoją ambiwalencją. Charakterystyczny dla typowej baśni triumf dobra zostaje poddany w wątpliwość.
Pomieszczenia galerii dzięki delikatnej wzorzystej tapecie w pastelowych kolorach zamieniają się w dziewczęce pokoiki, w których pojawiają się zranione sarny, dziewczynki-sarenki, ale też wilki - jakby rysowane dziecięcą ręką i dziewczynki-wilki, bez twarzy, z twarzą zakrytą, zarośniętą. Dziewczynki jako alegorie niewinności, bezbronności i słodyczy, ale też dziewczynki-sarenki, dziewczynki-wilkołaczki, dzieci-potwory, dzieci-ofiary. Wystawę przenika atmosfera infantylnej słodyczy i poczucia zagrożenia w niejasny sposób związanego z seksualnością, które charakterystyczne jest dla obrazów Basi Bańdy. Podobnie jak w najnowszych obrazach Bańdy, tak i w pokazanych na wystawie "Wilk bardzo zły" pracach Bażowskiej, Juszkiewicz i Kus oraz towarzyszących im baśniach, przyroda - las i zwierzęta są odniesieniem do podświadomych lęków. I choć na wystawie w Art Agendzie stworzony przez artystki realistyczno-magiczny dziecięcy świat jest pozbawiony przedstawień nagich ludzkich ciał i oczywistych odniesień do seksualności, to jednak nie bez powodu główną bohaterką jest dziewczynka. Dziewczynka w sukience, dziewczynka z warkoczykiem, dziewczynka porośnięta włosami. A także sarna, z której różowej waginy wydobywają się niebieskie sukienki, biała sukienka ze strużkami krwi. W jednej z baśni królewna Śnieżka podążająca śladami krwi cieknącej z paszczy wilka dociera do białej sarny, której myśliwy wypatroszył serce. Kładzie się obok zwierzęcia, które przejmuje jej zapach i razem umierają. Żadnej z nich nie zabił wilk bardzo zły.
materiały prasowe
Zastanawiałam się jak pozyskane zostały ciała saren użyte przez Agatę Kus. Jak dowiedziałam się z blogu Karoliny Plinty, nie tylko ja. Sarny budziły zainteresowanie, a zwiedzającym nie było obojętne, czy zostały zabite dla sztuki. Co do jednej wiem od kuratorki, że prawdopodobnie została znaleziona na jakimś strychu. Plinta pisze, że Marta Kudelska deklaruje, że "ani artystka (czyli Agata Kus), ani kuratorka nikogo nie zabiły".
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
poniedziałek, 16 maja 2011
Wege porno
Uwaga! Ten wpis zawiera zdjęcia, które mogą zostać uznane za pornografię.
W majowym "Arteonie" pojawił się tekst Doroty Łuczak "Obrona cyckiem. PETA przeciw opresji(?)" o kampaniach PETA (People for Ethical Treatment of Animals) wykorzystujących nagie zdjęcia modelek, często erotyczne. Autorka analizuje fotografie, w których ukazywane są nagie modelki i wskazuje na stereotypowo erotyczny charakter tych przedstawień, w których kobieta staje się przedmiotem obserwacji męskiego spojrzenia. Zadziwiający wydaje jej się fakt, że "w Stanach Zjednoczonych - królestwie politycznej poprawności - nawet protesty feministek w tej sprawie spotykały się z niezrozumieniem. Tymczasem PETA - najbardziej znana na świecie organizacja walcząca z opresją zwierząt - aktywnie uczestnicząc w tworzeniu współczesnej kultury wizualnej, podtrzymuje opresyjny wobec kobiet porządek patriarchalny." A zatem według autorki PETA walcząc z opresją zwierząt wspiera opresję kobiet. A przecież, jak już wielokrotnie pisałam, mechanizm działania gatunkowizmu jest analogiczny do rasizmu i seksizmu. Według mnie weganizm i seksizm stoją ze sobą w sprzeczności, choć zapewne wiele jest niuansów i sytuacji nieoczywistych.
O ile w pierwszych "gołych" kampaniach PETA pod hasłem "I'd rather go naked than wear fur" ("Wolę chodzić nago niż nosić futro") Łuczak dostrzega jakiś sens - wynikający ze związku pomiędzy noszeniem futer a nagością - to pozostałe kampanie uznaje już za wpisujące kobiety w patriarchalne schematy, "ucyckowienie jej". Przyznać trzeba jednak, że to zazwyczaj kobiety noszą futra, by podkreślić swój prestiż i seksapil (co akurat zawsze mnie zastanawiało, bo futra niemiłosiernie pogrubiają).
Izabela Kowalczyk natomiast wskazuje na zupełnie inny aspekt, a mianowicie, że nagość, nawet erotyczna, przeznaczona dla męskiego widza, nie musi oznaczać uprzedmiotowienia. Nawiązując krytycznie do tzw. "feminizmu ofiary" wskazuje na możliwość czerpania przyjemności z bycia oglądaną. Dodam, że również w walce o prawa zwierząt coraz częściej podkreśla się, że zwierzęta nie tylko cierpią, czują ból i strach, ale także przyjemność, zadowolenie i entuzjazm.
Zgodzę się, że przyjemność z bycia piękną, oglądaną i pożądaną jest aspektem często pomijanym w feministycznych interpretacjach, niemniej w wypadku kampanii PETA (jak i rożnych przejawów kultury popularnej, które te kampanie kopiują), wizerunki kobiet faktycznie wpisują się w seksistowskie schematy uprzedmiotawiające kobietę bądź liczące się wyłącznie z upodobaniami mężczyzn (pytanie na ile są to rzeczywiste upodobania, na ile ukształtowane i tymczasowe?). Symptomatyczna jest też zdecydowana jednostronność płciowa, tzn. epatowanie niemal wyłącznie kobiecym ciałem, ukazywanym tak, by podobało się mężczyznom. Nadzy mężczyźni na zdjęciach dla PETA pojawiają się rzadko, i to zazwyczaj w towarzystwie kobiet. Młode, prężne, seksowne męskie ciała w ogóle są rzadkością we współczesnej kulturze wizualnej. A jeśli się pojawiają, to częściej w kontekście homoseksualnym. Podobnie jest z pornografią (i prostytucją). Istnieje właściwie wyłącznie pornografia dla mężczyzn. Występują w niej z reguły przeciętni, często dużo starsi faceci i niemal zawsze perfekcyjne, młodziutkie kobiety. Kategorie filmów, scenariusze, sposób prowadzenia kamery i sposób ukazywania ciał i seksu - wszystko to nastawione jest na męskiego widza. Kobiety wszak nie oglądają (czy na pewno??) pornografii, mogą lub powinny najwyżej oburzać się, gorszyć, wstydzić lub być zazdrosne. Jeżeli istnieje pornografia, w której można się do woli naoglądać nagiego męskiego ciała, to jest to pornografia gejowska. Bardzo nieliczne produkcje zaliczane do tzw. porno dla kobiet są trudno dostępne i słono płatne, często przeznaczone dla lesbijek (choć dużo częściej lesbijki pojawiają się jako motyw w męskim porno!) lub są rodzajem porno-artystycznego eksperymentu, a już na pewno jest ich za mało, by mogłyby uwzględniać różnorodne upodobania kobiet.
Veggie Love CASTING SESSION otwarcie wpisuje się w tę seksistowską tradycję pornograficzną. Widzimy jednego, średnio atrakcyjnego, łysiejącego i lekko przy kości faceta oraz całą plejadę idealnie zgrabnych i seksownych dziewczyn w bieliźnie i na wysokich szpilkach. Prezentują się w sposób, który jest chyba najbardziej typowym rodzajem wstępu do przeciętnego amerykańskiego pornola bez fabuły. W tym wszytskim wkurzająca jest właśnie ta jednostronność. Dlaczego bowiem nie pojawia się plejada przystojnych nagich młodzieńców w modnych bokserkach, których atrakcyjność i talent do erotycznych igraszek z warzywami ocenia filmująca je kobieta, kierująca castingiem? Odpowiedzią mogą być tylko stereotypy, które PETA skwapliwie i świadomie powiela.
No właśnie, świadomie. Dlatego też w jakimś stopniu jestem w stanie zrozumieć sens tych kampanii. Większość bowiem wegetarian i wegan to kobiety, a kulturowo męskość jest silnie związana z mięsnością. Pokutuje stereotyp, że prawdziwy mężczyzna musi jeść mięso i jajka, żeby być silny, wysportowany i budować masę mięśniową. Tak myślący o sobie mężczyzna to właśnie przeciętny widz typowego amerykańskiego pornola. I do niego właśnie chce trafić PETA. Ale może w takim razie skuteczniejsza byłaby kampania przedstawiająca seksownych nagich silnych mężczyzn z hasłem o przesłaniu: Nie musisz jeść mięsa, żeby być prawdziwym mężczyzną, żeby być dobry w łóżku, żeby mieć duży penis, żeby podobać się kobietom itd. Choć oczywiście też by to było stereotypowe i wpisywało się w opresje i obsesje współczesnej kultury popularnej.
Eksponowanie erotyczności, nagości i atrakcyjności ciała jest z resztą dla mnie jak najbardziej zrozumiałe w kampaniach promujących prawa zwierząt, a to dlatego, że w świadomości przeciętnego mięsożernego obywatela weganin to chudy, zasuszony, blady i anemiczny dziwak ubierający się w sprane sztruksy. Zapewne dlatego PETA wymyśliła także konkurs na najseksowniejszych wegetarian roku (Sexiest Vegetarian 2011), a w Polsce inicjatywę te kontynuuje portal wegetarianie.pl, który jednak ewidentnie odcina się od seksistowskich wzorów, zaczynając ogłoszenie o konkursie od słów: Wegetarianie, Weganie. Panowie i Panie!
W zupełnie inny sposób wykorzystuje pornografię Isabella Rossellini w swoim "Green porno", ale o tym już innym razem...
Isabella Rossellini, "Green porno".
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
W majowym "Arteonie" pojawił się tekst Doroty Łuczak "Obrona cyckiem. PETA przeciw opresji(?)" o kampaniach PETA (People for Ethical Treatment of Animals) wykorzystujących nagie zdjęcia modelek, często erotyczne. Autorka analizuje fotografie, w których ukazywane są nagie modelki i wskazuje na stereotypowo erotyczny charakter tych przedstawień, w których kobieta staje się przedmiotem obserwacji męskiego spojrzenia. Zadziwiający wydaje jej się fakt, że "w Stanach Zjednoczonych - królestwie politycznej poprawności - nawet protesty feministek w tej sprawie spotykały się z niezrozumieniem. Tymczasem PETA - najbardziej znana na świecie organizacja walcząca z opresją zwierząt - aktywnie uczestnicząc w tworzeniu współczesnej kultury wizualnej, podtrzymuje opresyjny wobec kobiet porządek patriarchalny." A zatem według autorki PETA walcząc z opresją zwierząt wspiera opresję kobiet. A przecież, jak już wielokrotnie pisałam, mechanizm działania gatunkowizmu jest analogiczny do rasizmu i seksizmu. Według mnie weganizm i seksizm stoją ze sobą w sprzeczności, choć zapewne wiele jest niuansów i sytuacji nieoczywistych.
O ile w pierwszych "gołych" kampaniach PETA pod hasłem "I'd rather go naked than wear fur" ("Wolę chodzić nago niż nosić futro") Łuczak dostrzega jakiś sens - wynikający ze związku pomiędzy noszeniem futer a nagością - to pozostałe kampanie uznaje już za wpisujące kobiety w patriarchalne schematy, "ucyckowienie jej". Przyznać trzeba jednak, że to zazwyczaj kobiety noszą futra, by podkreślić swój prestiż i seksapil (co akurat zawsze mnie zastanawiało, bo futra niemiłosiernie pogrubiają).
Izabela Kowalczyk natomiast wskazuje na zupełnie inny aspekt, a mianowicie, że nagość, nawet erotyczna, przeznaczona dla męskiego widza, nie musi oznaczać uprzedmiotowienia. Nawiązując krytycznie do tzw. "feminizmu ofiary" wskazuje na możliwość czerpania przyjemności z bycia oglądaną. Dodam, że również w walce o prawa zwierząt coraz częściej podkreśla się, że zwierzęta nie tylko cierpią, czują ból i strach, ale także przyjemność, zadowolenie i entuzjazm.
Zgodzę się, że przyjemność z bycia piękną, oglądaną i pożądaną jest aspektem często pomijanym w feministycznych interpretacjach, niemniej w wypadku kampanii PETA (jak i rożnych przejawów kultury popularnej, które te kampanie kopiują), wizerunki kobiet faktycznie wpisują się w seksistowskie schematy uprzedmiotawiające kobietę bądź liczące się wyłącznie z upodobaniami mężczyzn (pytanie na ile są to rzeczywiste upodobania, na ile ukształtowane i tymczasowe?). Symptomatyczna jest też zdecydowana jednostronność płciowa, tzn. epatowanie niemal wyłącznie kobiecym ciałem, ukazywanym tak, by podobało się mężczyznom. Nadzy mężczyźni na zdjęciach dla PETA pojawiają się rzadko, i to zazwyczaj w towarzystwie kobiet. Młode, prężne, seksowne męskie ciała w ogóle są rzadkością we współczesnej kulturze wizualnej. A jeśli się pojawiają, to częściej w kontekście homoseksualnym. Podobnie jest z pornografią (i prostytucją). Istnieje właściwie wyłącznie pornografia dla mężczyzn. Występują w niej z reguły przeciętni, często dużo starsi faceci i niemal zawsze perfekcyjne, młodziutkie kobiety. Kategorie filmów, scenariusze, sposób prowadzenia kamery i sposób ukazywania ciał i seksu - wszystko to nastawione jest na męskiego widza. Kobiety wszak nie oglądają (czy na pewno??) pornografii, mogą lub powinny najwyżej oburzać się, gorszyć, wstydzić lub być zazdrosne. Jeżeli istnieje pornografia, w której można się do woli naoglądać nagiego męskiego ciała, to jest to pornografia gejowska. Bardzo nieliczne produkcje zaliczane do tzw. porno dla kobiet są trudno dostępne i słono płatne, często przeznaczone dla lesbijek (choć dużo częściej lesbijki pojawiają się jako motyw w męskim porno!) lub są rodzajem porno-artystycznego eksperymentu, a już na pewno jest ich za mało, by mogłyby uwzględniać różnorodne upodobania kobiet.
Veggie Love CASTING SESSION otwarcie wpisuje się w tę seksistowską tradycję pornograficzną. Widzimy jednego, średnio atrakcyjnego, łysiejącego i lekko przy kości faceta oraz całą plejadę idealnie zgrabnych i seksownych dziewczyn w bieliźnie i na wysokich szpilkach. Prezentują się w sposób, który jest chyba najbardziej typowym rodzajem wstępu do przeciętnego amerykańskiego pornola bez fabuły. W tym wszytskim wkurzająca jest właśnie ta jednostronność. Dlaczego bowiem nie pojawia się plejada przystojnych nagich młodzieńców w modnych bokserkach, których atrakcyjność i talent do erotycznych igraszek z warzywami ocenia filmująca je kobieta, kierująca castingiem? Odpowiedzią mogą być tylko stereotypy, które PETA skwapliwie i świadomie powiela.
No właśnie, świadomie. Dlatego też w jakimś stopniu jestem w stanie zrozumieć sens tych kampanii. Większość bowiem wegetarian i wegan to kobiety, a kulturowo męskość jest silnie związana z mięsnością. Pokutuje stereotyp, że prawdziwy mężczyzna musi jeść mięso i jajka, żeby być silny, wysportowany i budować masę mięśniową. Tak myślący o sobie mężczyzna to właśnie przeciętny widz typowego amerykańskiego pornola. I do niego właśnie chce trafić PETA. Ale może w takim razie skuteczniejsza byłaby kampania przedstawiająca seksownych nagich silnych mężczyzn z hasłem o przesłaniu: Nie musisz jeść mięsa, żeby być prawdziwym mężczyzną, żeby być dobry w łóżku, żeby mieć duży penis, żeby podobać się kobietom itd. Choć oczywiście też by to było stereotypowe i wpisywało się w opresje i obsesje współczesnej kultury popularnej.
Eksponowanie erotyczności, nagości i atrakcyjności ciała jest z resztą dla mnie jak najbardziej zrozumiałe w kampaniach promujących prawa zwierząt, a to dlatego, że w świadomości przeciętnego mięsożernego obywatela weganin to chudy, zasuszony, blady i anemiczny dziwak ubierający się w sprane sztruksy. Zapewne dlatego PETA wymyśliła także konkurs na najseksowniejszych wegetarian roku (Sexiest Vegetarian 2011), a w Polsce inicjatywę te kontynuuje portal wegetarianie.pl, który jednak ewidentnie odcina się od seksistowskich wzorów, zaczynając ogłoszenie o konkursie od słów: Wegetarianie, Weganie. Panowie i Panie!
W zupełnie inny sposób wykorzystuje pornografię Isabella Rossellini w swoim "Green porno", ale o tym już innym razem...
Isabella Rossellini, "Green porno".
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
wtorek, 10 maja 2011
Relacja z wykładu w Pokoju z kuchnią (CSW Toruń)
Bardzo mi miło, że tyle osób przyszło na mój wykład "Zwierzęta w sztuce współczesnej a problem wolności wypowiedzi artystycznej". Nie spodziewałam się, że temat ten spotka się z zainteresowaniem. Osobom związanym z ruchem wyzwolenia zwierząt sztuka wydaje się zazwyczaj kwestią marginalną, ponieważ jest elitarna i nie jest masowa, z kolei osoby związane ze sztuką niespecjalnie interesuje etyka wobec zwierząt. Ale sądząc po komentarzach na facebooku i liczbie osób obecnych na sali, chyba jednak coś się zmienia :) A sądząc po konferencjach, o których postaram się niebawem napisać, coś się zmienia w ogóle w humanistyce.
Wykład w toruńskim CSW był pewnym podsumowaniem moich dotychczasowych przemyśleń na temat wykorzystywania przez artystów zwierząt nie-ludzkich i problemu wolności sztuki w odniesieniu do tej kwestii, był zbiorem argumentów, które do tej pory pojawiały się zarówno w różnych moich tekstach jak i na blogu. Temat ten dotyka trudnego problemu cenzury, a nawet samej definicji tego pojęcia, którego jednak nie sformułowałam, a jedynie starałam się pokazać, że nie jest ono takie oczywiste, jak się czasem wydaje. Starałam się pokazać, że "między prymitywną dominacją (i żałosnym wywyższeniem) a tanim sentymentalizmem; między protekcjonalnym i eksploatacyjnym antropocentryzmem a ekscentryczną franciszkańską (dla wielu) fraternizacją ze wszystkim co żywe, jest naprawdę sporo miejsca na sensowne propozycje intelektualne."* Również w myśleniu o sztuce, o relacjach artystów ze zwierzętami.
fot. Ernest Wińczyk
---
* D. Czaja, "Zwierzęta w klatce języków", Konteksty nr 4(287) 2009, s. 7.
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
Wykład w toruńskim CSW był pewnym podsumowaniem moich dotychczasowych przemyśleń na temat wykorzystywania przez artystów zwierząt nie-ludzkich i problemu wolności sztuki w odniesieniu do tej kwestii, był zbiorem argumentów, które do tej pory pojawiały się zarówno w różnych moich tekstach jak i na blogu. Temat ten dotyka trudnego problemu cenzury, a nawet samej definicji tego pojęcia, którego jednak nie sformułowałam, a jedynie starałam się pokazać, że nie jest ono takie oczywiste, jak się czasem wydaje. Starałam się pokazać, że "między prymitywną dominacją (i żałosnym wywyższeniem) a tanim sentymentalizmem; między protekcjonalnym i eksploatacyjnym antropocentryzmem a ekscentryczną franciszkańską (dla wielu) fraternizacją ze wszystkim co żywe, jest naprawdę sporo miejsca na sensowne propozycje intelektualne."* Również w myśleniu o sztuce, o relacjach artystów ze zwierzętami.
fot. Ernest Wińczyk
---
* D. Czaja, "Zwierzęta w klatce języków", Konteksty nr 4(287) 2009, s. 7.
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Wystawy, wystawy, wystawy...
...czyli dział ogłoszeniowy. Jako, że ostatnio nastąpił wysyp wystaw, które w przeróżny sposób dotyczą zwierząt, czuję się w obowiązku poinformować o nich moich czytelników. Nie zdążę jednak napisać żadnego głębszego ani autorskiego tekstu o żadnej z nich. Nie tylko dlatego, że wiążą się ze zbyt wieloma problemami, ale także dlatego, że nie miałam okazji tych ekspozycji zobaczyć.
Na początek polecam wystawę Józefa Wilkonia w Galerii MM w Chorzowie, którą można oglądać już tylko do jutra! Nie wiem jaki był klucz doboru prac, ale wydaje mi się, że sztuka Wilkonia obroni się w każdych warunkach, a prosta biała przestrzeń chorzowskiej galerii chyba nie może jej zaszkodzić.
Odbywa się ona w ramach II Triennale Malarstwa ANIMALIS. Konkurs na obraz o tematyce zwierzęcej. Konkurs jest na razie na drugim etapie. O wystawie napiszę być może jeszcze, gdy zostanie ona otwarta, a na razie na stronie triennale można obejrzeć wszystkie nadesłane prace oraz wszystkie obrazy zakwalifikowane do wystawy. Jest tego bardzo dużo, aż trudno uwierzyć, że tylu malarzy w Polsce interesują zwierzęta. Wiele prac przeciętnych, ale też wiele ciekawych - warto poszperać:
http://www.galeriamm.art.pl/prezentacja/konkurs.php
Ekspozycja przy okazji pierwszej edycji nie była może co prawda porywająca, ale też nie żałowałam ani chwili, że się na nią wybrałam aż na Śląsk - czyli kawał drogi. Trochę byłam zawiedziona ograniczeniami lokalowymi i aranżacyjnymi galerii, ale też znalazło się tam kilka dobrych obrazów, a sam pomysł na taką imprezę uważam za fantastyczny i życzę organizatorom powodzenia. Zmieniłabym jednak zdecydowanie regulamin konkursu, wykluczający artystów, którzy nie skończyli uczelni artystycznej, nie należą do ZPAP-u ani w żaden inny formalny sposób nie potrafią udowodnić, że są "profesjonalnymi artystami". Tym samym wykluczony jest np. Xavier Bayle, którego niektóre "obrazy o tematyce zwierzęcej" są niezwykłe, a już z pewnością nie gorsze niż część prac, które widziałam w Chorzowie w 2008.
Sylwester Stabryła, "Człowiek pierwotny", olej, płótno, 100x90 cm, 2011 r. (jeden z obrazów zakwalifikowanych do wystawy)
Katalog tamtej wystawy widziałam przed jej obejrzeniem i zaskoczeniem dla mnie była zmiana postrzegania kilku prac. Niektóre z nich bowiem w katalogu wydawały się niezłe, w rzeczywistości jednak sprawiały zawód lub na odwrót - obrazy wyglądające fatalnie na reprodukcji, zaskakiwały pozytywnie. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że tak powszechne obecnie ocenianie sztuki (i to nie tylko malarstwa czy rysunku) na podstawie fotografii jest absurdem. Tymczasem na podstawie cyfrowych reprodukcji wybierane są prace na konkursy, wystawy, festiwale...
Wspomnę jeszcze o wystawie The Krasnals w galerii Art Agenda Nova w Krakowie, o której niestety informuję za późno, ponieważ sprawy osobiste nie pozwoliły mi uzupełnić blogu na czas. Wystawa do zwierząt nawiązywała już samym tytułem, który brzmiał "150 małp". Nie wiem do końca w jaki sposób go rozumieć, ale znając dotychczasowe obrazy Krasnali z małpami, mam prawo przypuszczać, że zwierzęta są w ich twórczości jedynie symbolami, i to raczej pejoratywnymi, ludzi, ich cech, działań, zachowań i funkcji oraz układów w świecie sztuki. Podejrzewam, że na krakowskiej ekspozycji małpy obarczone zostały także tego typu znaczeniami, ale pewna być nie mogę, bo wystawy nie widziałam. Jest to właściwie najbardziej tradycyjny i powszechny, również w sztuce dawnej, sposób przedstawiania zwierząt i trudno mu coś zarzucić, oprócz tego, że zwierzęta nie reprezentują wtedy samych siebie, a jedynie to, co ludzkie. W tym względzie Krasnale okazują się bardzo konwencjonalni.
otwarcie wystawy The Krasnals "150 małp", Art Agenda Nova, Kraków
Whielki Krasnal (The KRasnals), "Piramida zwierząt / na podstawie pracy Katarzyny Kozyry". 2008. Olej na płótnie. 92 x 65 cm
W tej samej galerii odbywa się obecnie wystawa "Wilk bardzo zły", na której obejrzeć można prace Natalii Bażowskiej, Ewy Juszkiewicz i Agaty Kus. Ta wystawa to "trzy indywidualne narracje artystyczne, oparte na spotkaniu baśniowej dziewczynki ze zwierzęciem. Spotkanie z nim jest nieuniknione by iść dalej, dojść do krańca lasu. Wilk nie zawszę bywa zły... Czasem pomiędzy nim a złotowłosą dziewczynką rodzi się przedziwna fascynacja. A pomiędzy liśćmi migoczą pytania. Gdzie iść? Czy może lepiej zostać i pozwolić baśni rozwijać się w naszej głowie?"(1) Podoba mi się i intryguje mnie poniższa praca, która wydaje mi się doskonałym odzwierciedleniem tych quasi baśniowych zawiłości.
Niepokoi mnie natomiast praca, która wygląda jakby zastosowano w niej tułów sarny. Nie wiem, czy artystka użyła wypchanego ciała prawdziwego zwierzęcia? Może ktoś z czytelników był na tej wystawie i mi podpowie?
---
Przypisy:
1. http://www.e-splot.pl/index.php?pid=articles&id=1227
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
Na początek polecam wystawę Józefa Wilkonia w Galerii MM w Chorzowie, którą można oglądać już tylko do jutra! Nie wiem jaki był klucz doboru prac, ale wydaje mi się, że sztuka Wilkonia obroni się w każdych warunkach, a prosta biała przestrzeń chorzowskiej galerii chyba nie może jej zaszkodzić.
Odbywa się ona w ramach II Triennale Malarstwa ANIMALIS. Konkurs na obraz o tematyce zwierzęcej. Konkurs jest na razie na drugim etapie. O wystawie napiszę być może jeszcze, gdy zostanie ona otwarta, a na razie na stronie triennale można obejrzeć wszystkie nadesłane prace oraz wszystkie obrazy zakwalifikowane do wystawy. Jest tego bardzo dużo, aż trudno uwierzyć, że tylu malarzy w Polsce interesują zwierzęta. Wiele prac przeciętnych, ale też wiele ciekawych - warto poszperać:
http://www.galeriamm.art.pl/prezentacja/konkurs.php
Ekspozycja przy okazji pierwszej edycji nie była może co prawda porywająca, ale też nie żałowałam ani chwili, że się na nią wybrałam aż na Śląsk - czyli kawał drogi. Trochę byłam zawiedziona ograniczeniami lokalowymi i aranżacyjnymi galerii, ale też znalazło się tam kilka dobrych obrazów, a sam pomysł na taką imprezę uważam za fantastyczny i życzę organizatorom powodzenia. Zmieniłabym jednak zdecydowanie regulamin konkursu, wykluczający artystów, którzy nie skończyli uczelni artystycznej, nie należą do ZPAP-u ani w żaden inny formalny sposób nie potrafią udowodnić, że są "profesjonalnymi artystami". Tym samym wykluczony jest np. Xavier Bayle, którego niektóre "obrazy o tematyce zwierzęcej" są niezwykłe, a już z pewnością nie gorsze niż część prac, które widziałam w Chorzowie w 2008.
Sylwester Stabryła, "Człowiek pierwotny", olej, płótno, 100x90 cm, 2011 r. (jeden z obrazów zakwalifikowanych do wystawy)
Katalog tamtej wystawy widziałam przed jej obejrzeniem i zaskoczeniem dla mnie była zmiana postrzegania kilku prac. Niektóre z nich bowiem w katalogu wydawały się niezłe, w rzeczywistości jednak sprawiały zawód lub na odwrót - obrazy wyglądające fatalnie na reprodukcji, zaskakiwały pozytywnie. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że tak powszechne obecnie ocenianie sztuki (i to nie tylko malarstwa czy rysunku) na podstawie fotografii jest absurdem. Tymczasem na podstawie cyfrowych reprodukcji wybierane są prace na konkursy, wystawy, festiwale...
Wspomnę jeszcze o wystawie The Krasnals w galerii Art Agenda Nova w Krakowie, o której niestety informuję za późno, ponieważ sprawy osobiste nie pozwoliły mi uzupełnić blogu na czas. Wystawa do zwierząt nawiązywała już samym tytułem, który brzmiał "150 małp". Nie wiem do końca w jaki sposób go rozumieć, ale znając dotychczasowe obrazy Krasnali z małpami, mam prawo przypuszczać, że zwierzęta są w ich twórczości jedynie symbolami, i to raczej pejoratywnymi, ludzi, ich cech, działań, zachowań i funkcji oraz układów w świecie sztuki. Podejrzewam, że na krakowskiej ekspozycji małpy obarczone zostały także tego typu znaczeniami, ale pewna być nie mogę, bo wystawy nie widziałam. Jest to właściwie najbardziej tradycyjny i powszechny, również w sztuce dawnej, sposób przedstawiania zwierząt i trudno mu coś zarzucić, oprócz tego, że zwierzęta nie reprezentują wtedy samych siebie, a jedynie to, co ludzkie. W tym względzie Krasnale okazują się bardzo konwencjonalni.
otwarcie wystawy The Krasnals "150 małp", Art Agenda Nova, Kraków
Whielki Krasnal (The KRasnals), "Piramida zwierząt / na podstawie pracy Katarzyny Kozyry". 2008. Olej na płótnie. 92 x 65 cm
W tej samej galerii odbywa się obecnie wystawa "Wilk bardzo zły", na której obejrzeć można prace Natalii Bażowskiej, Ewy Juszkiewicz i Agaty Kus. Ta wystawa to "trzy indywidualne narracje artystyczne, oparte na spotkaniu baśniowej dziewczynki ze zwierzęciem. Spotkanie z nim jest nieuniknione by iść dalej, dojść do krańca lasu. Wilk nie zawszę bywa zły... Czasem pomiędzy nim a złotowłosą dziewczynką rodzi się przedziwna fascynacja. A pomiędzy liśćmi migoczą pytania. Gdzie iść? Czy może lepiej zostać i pozwolić baśni rozwijać się w naszej głowie?"(1) Podoba mi się i intryguje mnie poniższa praca, która wydaje mi się doskonałym odzwierciedleniem tych quasi baśniowych zawiłości.
Niepokoi mnie natomiast praca, która wygląda jakby zastosowano w niej tułów sarny. Nie wiem, czy artystka użyła wypchanego ciała prawdziwego zwierzęcia? Może ktoś z czytelników był na tej wystawie i mi podpowie?
---
Przypisy:
1. http://www.e-splot.pl/index.php?pid=articles&id=1227
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
niedziela, 24 kwietnia 2011
4 maja w Pokoju z kuchnią
Tuż po długim weekendzie zapraszam do Pokoju z kuchnią w toruńskim CSW na mój wykład:
"Zwierzęta w sztuce współczesnej a problem wolności wypowiedzi
artystycznej"
Wykład będzie krytyczną analizą relacji artystów ze zwierzętami w
sztuce współczesnej w kontekście etyki antygatunkowizmu, ze wskazaniem
na sytuacje konfliktu wartości artystycznych i etycznych. Omówione
zostaną wybrane praktyki artystyczne, poprzez które w sztukę zostają
uwikłane zwierzęta, stając się materiałem sztuki, jej
współuczestnikami lub twórcami.
Joseph Beuys, "I Like America And America Likes Me", 1974.
Pilar Albarracĭn, "Wilczyca", 2006.
Wykład poprzedzi projekcja filmu krótkometrażowego "Stan Oblężenia" (reż. Xavier Bayle, muz. Rafal Iwański a.k.a. X-NAVI:et, montaż: Anna Pilewicz. 20' Hiszpania-Polska 2011), a wszystkiemu towarzyszyć będzie rynek wymiany, którego regulamin można znaleźć na stronie Wegetoruń.pl.. Na koniec - wegański poczęstunek! Wydarzenia te odbędą się w ramach Tygodnia Weganizmu.
Pokój z kuchnią, fot. Ernest Wińczyk
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
"Zwierzęta w sztuce współczesnej a problem wolności wypowiedzi
artystycznej"
Wykład będzie krytyczną analizą relacji artystów ze zwierzętami w
sztuce współczesnej w kontekście etyki antygatunkowizmu, ze wskazaniem
na sytuacje konfliktu wartości artystycznych i etycznych. Omówione
zostaną wybrane praktyki artystyczne, poprzez które w sztukę zostają
uwikłane zwierzęta, stając się materiałem sztuki, jej
współuczestnikami lub twórcami.
Joseph Beuys, "I Like America And America Likes Me", 1974.
Pilar Albarracĭn, "Wilczyca", 2006.
Wykład poprzedzi projekcja filmu krótkometrażowego "Stan Oblężenia" (reż. Xavier Bayle, muz. Rafal Iwański a.k.a. X-NAVI:et, montaż: Anna Pilewicz. 20' Hiszpania-Polska 2011), a wszystkiemu towarzyszyć będzie rynek wymiany, którego regulamin można znaleźć na stronie Wegetoruń.pl.. Na koniec - wegański poczęstunek! Wydarzenia te odbędą się w ramach Tygodnia Weganizmu.
Pokój z kuchnią, fot. Ernest Wińczyk
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
Chrystus pod postacią kotka
Życzę wszystkim, którzy je obchodzą pełnych radości Świąt Wielkanocnych i dużo energii na wiosnę, mając przy tym nadzieję, że nie święcicie jajek z nr 3, z chowu klatkowego.
Z okazji Wielkiej Nocy mam dla Was bardzo dziwne wyobrażenie Chrystusa Zmartwychwstałego pod postacią zwierzaka, ale co ciekawe nie baranka, ale kotka. Ten niesamowity obraz otrzymałam od Izy Kowalczyk, która z kolei ma go bodajże od Maurycego Gomulickiego. Pochodzenie tego malowidła (lub jego komputerowej symulacji), autor i datowanie pozostają tajemnicą. Obraz wydaje mi się udaną współczesną stylizacją na sztukę dawną, gdyby nie napisy "LOVE" i "HAT..." (HATE?) na łapkach, psujące nieco jego kiczowatą harmonię. Być może jest on rodzajem żartu, być może autentycznym przejawem współczesnego kiczu religijnego (o którym to zjawisku przeczytać będzie można w najbliższym numerze "Artmixa", który ukaże się po świętach), a być może autentycznym obrazem nie współczesnym, co by mnie najbardziej ucieszyło.
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
Z okazji Wielkiej Nocy mam dla Was bardzo dziwne wyobrażenie Chrystusa Zmartwychwstałego pod postacią zwierzaka, ale co ciekawe nie baranka, ale kotka. Ten niesamowity obraz otrzymałam od Izy Kowalczyk, która z kolei ma go bodajże od Maurycego Gomulickiego. Pochodzenie tego malowidła (lub jego komputerowej symulacji), autor i datowanie pozostają tajemnicą. Obraz wydaje mi się udaną współczesną stylizacją na sztukę dawną, gdyby nie napisy "LOVE" i "HAT..." (HATE?) na łapkach, psujące nieco jego kiczowatą harmonię. Być może jest on rodzajem żartu, być może autentycznym przejawem współczesnego kiczu religijnego (o którym to zjawisku przeczytać będzie można w najbliższym numerze "Artmixa", który ukaże się po świętach), a być może autentycznym obrazem nie współczesnym, co by mnie najbardziej ucieszyło.
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
Subskrybuj:
Posty (Atom)














































