sobota, 14 kwietnia 2012

Konferencja kulturoznawcza ,,Ludzie i zwierzeta''

Ostatnio rzadko piszę, a wszystkiemu winne jest MNW, które pochłania mnóstwo czasu energii ;) Mam kilka zaległych tematów, które ciągle odkładam. Teraz znowu muszę je odłożyć, ponieważ przygotowuję referat na poniższą konferencję. Wstęp dla słuchaczy jest bezpłatny, więc zapraszam do Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego na Krakowskim Przedmieściu.

Swój referat Znaczenie studiów nad zwierzętami dla rozwoju badań nad sztuką. Zarys problematyki wygłoszę drugiego dnia konferencji, czyli 27.04. ok. godz. 9:45. Ale przede mną o godz. 9:30 wystąpi Joanna Jeśman, również z referatem o sztuce pt. Zwierzę w BioArcie. Obrona czy atak?

Zapowiada się jednak więcej ciekawych wystąpień, sami zobaczcie:


Ludzie i zwierzęta
26-27 kwietnia 2012 roku
ogólnopolska studencko-doktorancka konferencja naukowa

Katedra Kultury Polskiej
Wydział Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego
ul. Krakowskie Przedmieście 26/28, 00-927 Warszawa


PROGRAM

26. kwietnia, czwartek
9:00 wykład inauguracyjny
Marta Bucholc, O uporczywych powrotach antropocentryzmu

10:00-11:20 W(y)łączyć – o możliwościach poznawczych zwierząt i tego konsekwencjach

Marta Rakoczy, Człowiek, symbol, pismo – o Cassirerowskich poszukiwaniach istoty człowieczeństwa
Kacper Skocki, Animal rhetoric - wartościowa perspektywa czy dziwna moda?
Aleksandra Brzostek, Agnieszka Niemczyk, Z memetyką wśród zwierząt

11:40-12:45 Zwierzęta i zagłada

Piotr Krupiński, Nowa pedagogika Zagłady? Zwierzę jako podmiot narracji postholocaustowych
Lech Nijakowski, Zwierzęta i ludzie w czasach postapokaliptycznych. Relacje zwierząt i ludzi w tekstach postapokaliptycznych kultury popularnej jako źródło wiedzy o człowieku i społeczeństwie doby późnej nowoczesności

13:00-14:45 Przekroczyć antropocentryzm

Justyna Schollenberger, „I poznali, że są nadzy…” - zagadnienie relacji ludzi i zwierząt w odniesieniu do kategorii władzy i wstydu
Anna Barcz, „Moja przyjaciółka krowa” – o niesymbolicznej reprezentacji krowy u Julii Hartwig, Jolanty Brach-Czainy i Marlen Haushofer
Weronika Plińska, Zwierzę jako Inny. Perspektywizm Eduardo Viveirosa de Castro
Karolina Wróbel, Zwierzęta w prozie Olgi Tokarczuk. Perspektywa nieantropocentryczna

14:45-17:00 przerwa obiadowa

17:00-18:20 Gołąb, kot i małpa – o zwierzętach w mieście

Marzena Kotyczka, Od gołębiego serca do… Gołębie w przestrzeni wielkich miast
Paweł Wiszomirski, Kot miejski (wolno żyjący) – konstruowanie nowego aktora, analiza z użyciem teorii aktora-sieci
Katarzyna Kucharska, Zwierzęta w mieście, pomiędzy niechcianym obcym a kochanym przyjacielem

18:40-19:45 Chronić, leczyć

Katarzyna Wagner, Choroby zwierząt i sposoby ich zwalczania w Warszawie w latach 1864-1901 w świetle doniesień prasowych
Anna Jaroszuk, Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Warszawie – historia idei

27. kwietnia, piątek

9:30-11:15 Przedmiotowość/podmiotowość

Joanna Jeśman, Zwierzę w BioArcie. Obrona czy atak?
Dorota Łagodzka, Znaczenie studiów nad zwierzętami dla rozwoju badań nad sztuką. Zarys problematyki
Daniel Brzeszcz, Chcę być twoim psem
Ariel Lisowski, Osiołkowi w żłoby dano w jednym medal, w drugim siano, czyli o „zwierzęcym sporcie” słów kilka

11:30-13:00 Dialektyka spojrzeń

Magdalena Dorobińska, Oko krowy, oko kamery - bezduszny automat?
Natalia Schiller, Czarna pantera - o ciele i seksualności czarnych kobiet w świetle spuścizny kolonializmu
Przemysław Dudziński, „Ośmiornica wdziera sie do waginy i to boli” - obrazowanie seksu ze zwierzętami w kulturze japońskiej

Szymon Adamczak, Miłość w post-antropocentrycznych czasach. Afekty międzygatunkowe w filmie dokumentalnym 13:15-15:30 przerwa obiadowa

15:30-17:15 Hodowla, kolekcja, tożsamość

Katarzyna Adamska, „Chowałem niegdyś sowę...” – zwierzę w „Estetyce mieszkania” Paula Schultze-Naumburga
Hanna Jurkowska, „Bazyliszek prawdziwy, jednorożcowych rogów dwa, zasuszony w całości krokodyl...”. Zwierzęce kurioza Hieronima Floriana Radziwiłła

Zbigniew Chmiel, Dwa sarmackie traktaty o hippice, czyli koń w dziełach K.M. Dorohostajskiego i K. Pieniążka
Olga Czeranowska, Zwierzę jako element budowania prestiżu klasy próżniaczej

17:15-19:30 Narracje

Małgorzata Szubartowska, Łowcy krokodyli, czyli o dyskursach ludzkiej dominacji w telewizyjnych programach przyrodniczych
Marta Kluszczyńska, Ogród zoologiczny jako miejsce konstruowania Zwierzęcia
Grzegorz Simborowski, Oswoić jednorożca – cudownie sprzeczny bohater popkultury
Igor Piotrowski, Insektoteologia i insektoteologie. O niełatwych i zmiennych relacjach miedzy Bogiem, ludźmi i owadami

Przy okazji przywołam książkę Antoniny Żabińskiej o tym samym tytule, co konferencja. Jest to niesamowity zapis wspólnego życia ludzi i zwierząt w warszawskim ogrodzie zoologicznym podczas niemieckiej okupacji, dziennik prowadzony przez żonę ówczesnego dyrektora ZOO. W domu Żabińskiej schronienie znaleźli zarówno ludzie, np. Żydzi, jak i zwierzęta nieczłowiecze: kot, pies, chomik, borsuk. Autorka reprezentuje dość niesamowitą mieszankę troski o los zwierząt przy jednoczesnym braku refleksji w pewnych kwestiach z tym związanych. Warto jednak wziąć pod uwagę czasy, w których żyła.

sobota, 10 marca 2012

Artmix nr 28(18) "Posthumanizm"


Artmix nr 28(18) "Posthumanizm"
Dorota Łagodzka, Anna Barcz, Izabela Kowalczyk, Edyta Zierkiewicz
08.03.2012

Heather Dodge, Nowa taksonomia - pozyskiwanie i odzyskiwanie zwierząt widoczne na szkicach Sue Coe z rzeźni
Heather Dodge, The New Animal Taxonomy: rendering animals visible in Sue Coe's slaughterhouse sketches
Magdalena Dąbrowska, Psy rasowe jako bio-dzieło sztuki?
Małgorzata Marciniak, Oczami cyborga - posthumanistyczny wymiar prac Moniki Zawadzki
Monika Rogowska-Stangret, Człowiek - pies. O Lucy Lourie w kontekście filozofii Michela Foucaulta i "polityki niezauważalności" Elizabeth Grosz
Izabela Kowalczyk, O byciu z innymi (recenzja książki Moniki Bakke Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu)
Fragment książki Moniki Bakke Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu


Czym jest posthumanizm? - pyta Cary Wolfe w tytule swojej książki. Najogólniej można powiedzieć, że posthumanizm wiąże się ze zmianą postrzegania miejsca człowieka w świecie. Człowiek przestaje być centrum świata oraz miarą wszechrzeczy. Posthumanizm wskazuje na potrzebę odejścia od antropocentrycznego punktu widzenia, według którego wszelkie nie-ludzkie formy życia podporządkowane były człowiekowi. Dzisiaj coraz częściej akcentuje się powiązania i zależności między światem ludzi a światem zwierząt i roślin, gdyż to, co ludzkie jest nierozerwalnie związane z nie-ludzkimi formami życia. Z odejściem od antropocentryzmu wiąże się także, rozwijająca się równolegle, dziedzina studiów nad zwierzętami (animal studies), postrzegana często jako część dyskursu posthumanistycznego lub jeden z jego głównych nurtów.

W Polsce posthumanizm jest wciąż traktowany jako nowy i marginalny trend w humanistyce, choć w samych sztukach wizualnych możemy obserwować już od jakiegoś czasu zjawiska, które można z tym dyskursem powiązać. Posthumanizm prowokuje do nowych interpretacji w obszarze sztuk wizualnych, a także zmusza do przewartościowania relacji między ludźmi a zwierzętami, co starają się pokazać autorki tekstów zebranych w niniejszym numerze Artmixa.

Związki sztuki z posthumanizmem nie ograniczają się do formułowania nowych teorii i kreowania nowego języka mówienia o sztuce, ale są dużo głębsze. Sztuka bowiem aktywnie uczestniczy w dokonujących się zamianach, będąc zarówno elementem posthumanistycznych procesów, jak i odpowiedzią na nie.

W niniejszym numerze prezentujemy teksty, które wpisują się w dyskurs posthumanizmu lub do niego nawiązują, bądź też są analizą zjawisk, które współtworzą to, czym jest posthumanizm.

Do dziedziny studiów nad zwierzętami, a nawet jej krytycznego nurtu (tzw. critical animal studies) można zaliczyć tekst Heather Dodge, która pisząc o szkicach Sue Coe z rzeźni przybliża etyczne znaczenie pojęcia nowej taksonomii.

Tekst dostępny jest również w wersji oryginalnej.

Magdalena Dąbrowska zastanawia się, czy psy rasowe mogą być postrzegane jako dzieła bio artu. Autorka sygnalizuje m. in. kwestie etyczne, które pojawiają się w kontekście zjawiska wytwarzania „doskonałych" reprezentantów psów wystawowych.

O pracach Moniki Zawadzki z wystawy Oczy szukają głowy do zamieszkania w kontekście posthumanistycznej myśli Donny Haraway pisze Małgorzata Marciniak.

Monika Rogowska-Stangret w artykule: Człowiek - pies. O Lucy Lourie w kontekście filozofii Michela Foucaulta i „polityki niezauważalności" Elizabeth Grosz analizuje postać bohaterki Hańby Johna Maxwella Coetzego.

Izabela Kowalczyk w tekście O byciu z innymi recenzuje książkę Moniki Bakke Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu, zwracając uwagę na to, że refleksji takich jak ta nadal brakuje w polskim dyskursie naukowym.

Publikujemy również, za zgodą Autorki i wydawnictwa fragment książki Moniki Bakke zawierający analizę prac Grzegorza Kowalskiego.

Dorota Łagodzka, Anna Barcz, Izabela Kowalczyk, Edyta Zierkiewicz

Sue Coe, Egg Machines, Dead Meat, © Sue Coe

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

niedziela, 8 stycznia 2012

Street art na wsi

Tych, którzy mają wolny wieczór w najbliższy piątek 13-ego, zapraszam do Galerii Sztuki Wozownia w Toruniu na wernisaż wystawy "Street art na wsi", która będzie dokumentacją artystycznych działań Daniela Rycharskiego we wsi Kurówko.

Daniel Rycharski, "Street art na wsi".


Daniel Rycharski
Street art na wsi

kuratorka: Dorota Łagodzka

Galeria Sztuki Wozownia, Toruń
13.01. - 19.02.2012
otwarcie 13.01., godz. 18:00

Czy mieszkańcom wsi sztuka jest do czegoś potrzebna? Może nie wpływa bezpośrednio na ich życie w wymiarze praktycznym, ale może wpływać na ich marzenia i świat wartości. Z takiego założenia wyszedł Daniel Rycharski, autor działań artystycznych w przestrzeni wiejskiej. Zainspirowany niezwykłymi opowieściami miejscowych o tajemniczych zwierzętach, rozpoczął w 2009 roku projekt, który kontynuuje do dziś w ramach doktoratu na krakowskiej ASP w pracowni prof. Zbigniewa Sałaja.

Hybrydalne zwierzęta namalowane na domu babci i dziadka artysty spotkały się z aprobatą mieszkańców wsi. Wkrótce powstały kolejne na domu sąsiadów, aż w końcu mieszkańcy zaczęli zapraszać Rycharskiego do kolejnych realizacji, proponowali nowe miejsca, w których chętnie widzieliby jego murale. W ten sposób hybrydalne zwierzęta zadomowiły się w całym Kurówku, na przystankach autobusowych, stodołach, szopach, domach. Gdy już większość miejsc w Kurówku została wykorzystana, projekt spontanicznie rozszerzył się na sąsiednie wioski, a nawet z ulicy wkroczył do wnętrz. Ale wiejski street art nie ogranicza się tylko do murali. Powstała m. in. „Galeria-Kapliczka”, a także multimedialne „Strachy na dziki i ptaki”, zrealizowane we współpracy ze streetartową fundacją vlep[v]net.

Kurówko położone jest na północnym Mazowszu w okolicach Sierpca. Tam artysta mieszka i pracuje. Inspirację stanowi dla niego twórczość Grupy Działania, która od drugiej połowy lat siedemdziesiątych prowadziła akcje artystyczne we wsi Lucim, angażując tamtejszą społeczność. (tekst: Dorota Łagodzka)

Daniel Rycharski
ur. 1986, twórca wiejskiego street artu, zajmuje się działaniami artystycznymi w przestrzeni wsi, tworzy m. in. instalacje, wideo, projekty site specific; doktorant w pracowni interdyscyplinarnej Zbigniewa Sałaja i Grzegorza Sztwiertni na ASP w Krakowie.

Daniel Rycharski, "Galeria-Kapliczka".

Daniel Rycharski, "Strachy na dziki i ptaki".

P.S. Niebawem zamieszczę dokumentację wystawy wraz z komentarzem dotyczącym różnych kontekstów pojawiania się zwierząt w twórczości Rycharskiego. Tekst w katalogu wystawy, napisany w dużej mierze na podstawie mojego wcześniejszego artykułu w Magzaynie Sztuki, dotyczy raczej charakteru i genezy samego wiejskiego street artu, działań w przestrzeni wsi, a także inspiracji artysty oraz porównań z twórczością Grupy Działania we wsi Lucim.

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

sobota, 31 grudnia 2011

Sylwestrowy plakat TPN

projekt: Krzysztof Kokoryn (dla Tatrzańskiego Parku Narodowego)

Udany plakat Krzysztofa Kokoryna krytykujący infantylną nowobogacką, kapitalistyczną i jakże egoistyczną tradycję, kultywowaną głównie przez dużych chłopców, którzy nie mogą dorosnąć. Wujek Freud na pewno by miał coś na ten temat do powiedzenia ;)

Doznałam wczoraj niechybnie uszkodzenia słuchu po tym jak banda zadowolonych z siebie kretynów pod Biedronką odpaliła na chodniku petardę.

Mój pies ciągle szczeka, ktoś musi z nim zostać, więc nie pójdzie na imprezę.

Kotka sąsiadów dostała kiedyś w Sylwestra zawału serca.

W Tatrach niedźwiedzie budzą się z zimowego snu.

Ptaki uciekają.

Ludzie starzy i chorzy się męczą.

Niemowlęta i chorzy psychicznie się boją.

Co roku komuś urywa rękę.

sobota, 26 listopada 2011

Zbrodnia, kicz i komercja czy(li) klasyka sztuki?

Uwaga! Ten wpis zawiera obrazy, które mogą zostać uznane za drastyczne!

---

W krakowskim Muzeum Sztuki Współczesnej (MOCAK) trwa wystawa "Akcjonizm wiedeński. Przeciwny biegun społeczeństwa" (do 29.1.2012). Jak pisze kurator Stanisław Ruksza

"(...) owiany legendą akcjonizm nie jest dobrze znany. Dokumentacje ich działań wciąż wzbudzają emocje, nie tylko w społeczeństwie austriackim. Znaczenie zjawiska przykryte zostało strategią don't touch - pokazywać, lecz nie dyskutować".

Wydaje mi się, że znaczenia tej sztuki (sugerowane krytykom przez samych artystów) nie są wcale aż tak niechętnie zgłębiane. Strategia nie dotykania dotyczy raczej społecznego, w tym etycznego wymiaru większości prac artystycznych, które weszły do kanonu sztuki, mimo iż są wobec kogoś ewidentnie nie w porządku, łamią czyjeś prawa, podważają czyjąś godność, wykorzystują kogoś lub upokarzają. Dotyczy to choćby osławionych Łaźni Kozyry lub Piramidy zwierząt, która staje się już na tym blogu nadużywanym przykładem (ale cóż, jest jednym z nielicznych znanych przykładów w polskiej sztuce, które w podobnych sytuacjach można przywołać). Każdy krytyk, który spróbuje dyskutować z etyczna zasadnością Łaźni naraża się na to, że zostanie wrzucony do jednego worka z LPR-wocami, którzy chcieli skazać Nieznalską. Tekst Doroty Jareckiej na temat wystawy akcjonistów potwierdza te obawy: http://wyborcza.pl/Wykrwawiona_rewolucja.html

widok wystawy "Akcjonizm wiedeński. Przeciwny biegun społeczeństwa" w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie(zdjęcie pochodzi ze strony: www.obieg.pl)


Hermann Nitsch, Teatr Orgii Misteriów (kaseta). Akcja nr 3 i 4, Wiedeń 1963 / O.M. Theater (Kassette), 3. und 4. Aktion, Wien 1963, 1963/1974, dokumentacja fotograficzna: Ludwig Hoffenreich, fotografie: Atelier Graficzne Neumann, Wiedeń, ©Hermann Nitsch, Kolekcja Essla (za: www.obieg.pl)

Pozwolę sobie przytoczyć krótki wpis Magdy Ujmy z jej blogu "Krytyk sztuki na skraju załamania nerwowego". Blog polecam, a jego nazwę uwielbiam. We wpisie "W sprawie artystów i zwierząt" autorka porusza kwestię zwierząt w odniesieniu do recenzji Doroty Jareckiej:

Na początek zwracam uwagę na recenzję z wystawy akcjonistów wiedeńskich, jaka właśnie otworzyła się w krakowskim muzeum Mocak. Dorota Jarecka w "Gazecie Wyborczej" pisze:
To prawda: wiedeńscy akcjoniści urządzali drastyczne akcje połączone z zarzynaniem zwierząt i spuszczaniem z nich krwi. Prawdą jest jednak także, że nie była to powierzchowna i głupawa reakcja na to, że wiedeńczycy chodzą do opery i jedzą knedle, ale generalne odrzucenie współczesnej kultury jako zakłamanej.

Zgoda, nie zatrzymywali się na knedlach. Zgoda, gwałtownie kontestowali austriacką, zakłamaną Gemütlichkeit. Brus był najinteligentniejszy, a Mühl zbłądził? Nie za łatwe? Co z tego wynika? Dlaczego jeden jest oceniany jako ten, co się utrzymał w granicach sztuki, a drugi - trzymając się tej samej logiki - poza nie wyszedł? Dorota cytuje krytyczną opinię Michela Houellbecqua z "Cząstek elementarnych" i twierdzi, że autor się myli. Pod płaszczykiem artystycznych wyczynów akcjoniści wiedeńscy, tacy jak Nitsch, Muehl czy Schwarzkogler, dopuszczali się masakrowania zwierząt na oczach publiczności. Tłumy kretynów patrzyły, jak (...) rozciągają organy i wnętrzności, zanurzają ręce w mięsie i krwi, doprowadzając niewinne zwierzęta do ostatecznych granic cierpienia - podczas gdy jakiś palant fotografował czy filmował tę jatkę, by wystawić otrzymane w ten sposób dokumenty w galerii sztuki.

Teraz czego ja bym się chciała dowiedzieć, to dlaczego etyczny wymiar traktowania zwierząt u akcjonistów, nie jest tak ważny jak ich cel. Oczywiście, gwałt, przemoc, agresja - i rytuały. A jednak to podstawowy problem, jak przebrnąć przez krew, przez litry przelanej krwi i przez mękę zwierząt zaszlachtowanych dla potrzeb artystów. Zabite jagnięta w ilościach przemysłowych, świnie, przelana krew, nadzy ludzie polewani krwią zabitych zwierząt. Trupia sztuka. Potrzeba o tym wspomnieć i zapytać czy można występować w słusznej sprawie posługując się niesłusznymi środkami?

A dodatkowo przypomnę tylko, że wielka afera w Polsce lat 90. wybuchła wokół Piramidy zwierząt Katarzyny Kozyry. Akcjoniści działali jednak dawno, nie w Polsce, i dodatkowo byli facetami - to powód, dla którego wszystko jest OK. No i jeszcze rynek sztuki ma ich w swoim posiadaniu. Kozyra nie tworzyła zaś żadnego teatru ani orgii, po prostu wykorzystała jednego konia i tak skazanego na rzeź. Notabene, właśnie otwiera się jej "Wystawa" w krakowskim Muzeum Narodowy


Prztoczę tu w nieco zmienionej i poszerzonej formie moje komentarze do powyższego wpisu Magdy Ujmy.

Otóż jest wielu artystów, którzy na różne sposoby i w różnym stopniu zabijają lub maltretują i zabijają zwierzęta na potrzeby sztuki, używają ich jako materiału, uprzedmiotawiają je. Jest tego tak dużo, że nie nadążam z komentowaniem wszystkiego na bieżąco na moim blogu.

Wspomnę choćby działającą obecnie, w latach 2000-ych holenderską młodą artystkę Katinkę Simonse o pseudonimie Tinkebell. Ona na przykład zamordowała własnego kota, by zrobić z niego torebkę. Jedna z jej prac artystycznych polegała na umieszczeniu żywych chomików w karuzelach, z których nie mogły wyjść, a które kręciły się nieustannie w godzinach otwarcia wystawy. Czas był obliczony tak, by chomiki były ledwo żywe, ale jednak żywe. Ledwie zwierzęta odpoczęły, karuzele były uruchamiane od nowa. Tinkebell z powodzeniem robi karierę dzięki szumowi medialnemu i dzięki swoistemu "snobizmowi uwielbienia dla okrucieństwa" art worldu, galerzystów, krytyków, kuratorów. A także dzięki nietykalności sztuki, która jak się okazuje może łamać holenderskie prawo mimo protestów opinii publicznej na dużą skalę.

Akcje akcjonistów wiedeńskich chwilami sprawiają wrażenie kiczowatych show mających przyciągnąć publiczność, bazujących na tych samych środkach, co horrory w stylu "Piły".

O pewnym rysie kiczowatości i komercyjności działań akcjonistów wspominała dr Marta Smolińska, która dość dokładnie badała ich twórczość. W relacji ze 114. akcji Hermana Nitscha, na której była, pisze:
"Po akcji na stołach pozostały czerwone ślady po ściekającej krwi, rozrzucone wnętrzności, zalane krwią chleby, pogniecione winogrona i rozprute ryby. Jako dzieło sztuki - relikt akcji powstał również obraz wykonany przez Nitscha za pomocą chlustania krwią na białe płótno."
i dalej:
"Na początku działalności grupy w trakcie wystąpień wiedeńskich akcjonistów interweniowała policja, co dodawało całej sytuacji nieco pikanterii. Obecnie Nitsch stał się jednym z najbardziej uznanych artystów austriackich, a aura skandalu wypaliła się. W galerii pojawili się eleganccy konsumenci jego sztuki, których stać było na zapłacenie 35 euro za bilet wstępu. Komercja wyzierała z kątów galerii (...)
Po akcji Nitsch domagał się więcej aplauzu... Sam pozostał niezbrukany krwią, od "czerwonej" roboty miał asystentów, podających mu kolejne i kolejne dzbany z krwią".

Te mankamenty wytyka akcjonistom także Jarecka. Ale może sztuka akcjonistów była taka od początku, tylko dopiero po jakimś czasie to dostrzeżono?

Dodam od siebie, że w tym wszystkim gdzieś znika prawda o użytych do akcji zwierzętach. Pozostają tylko flaki i krew - skomercjalizowany bezosobowy abiekt, okraszony wzniosłą i tajemniczą symboliką, znaczeniami i odniesieniami. I już nikt nawet nie pamięta, skąd te flaki się właściwie wzięły i że były częścią czyjegoś ciała.


Gdy jest mowa o cenzurze, mówi się, że słaba jakość pracy nie może być argumentem przeciwko sztuce. Zgoda, ale w drugą stronę to też nie może działać. Ważne treści, poruszone problemy nie mogą usprawiedliwiać etycznie takiego postępowania ze zwierzętami.

Problem ten na przykładzie "Piramidy zwierząt" Kozyry przy okazji jej wystawy w Zachęcie, poruszyłam w kilku tekstach analizując kwestie praw zwierząt w zderzeniu z problematyką granic wolności wypowiedzi artystycznej. Nie chcę powtarzać tu całej argumentacji, odsyłam do następujących tekstów:
- "Nietykalność Piramidy zwierząt, czyli jak ograniczamy dyskurs o sztuce", „Arteon”,
nr 1(129) 2011.
- To (nie) jest wystawa! Katarzyna Kozyra w Zachęcie, „Artluk” nr 1(19) 2011.
- Paradoksy wolności, „Artmix” nr 23(13) 2010: http://obieg.pl/artmix/16533
- "Prawo-rządnośc sztuki", „Fragile” nr 1(7) 2010.

Co zaś do "Piramidy" Kozyry to muszę w odniesieniu do wypowiedzi Ujmy przypomnieć, że sprawa nie jest taka prosta, za jaką się ją powszechnie uważa, czyli że Kozyra zabiła jednego konia który i tak by zginął, więc o co cała afera.
Po pierwsze koń wcale niekoniecznie by zginął (wysoce prawdopodobne, że zostałby wykupiony przez jakąś fundację lub osobę prywatną i do dziś spacerowałby po zielonej trawie), a poza tym chodzi też o inne zwierzęta, z których niektóre zabijała bez namysłu i niepotrzebnie, o czym świadczy jej wypowiedź w "Drżących ciałach" (str. 187):

"(...) a koguty zatłukłam dwa. Nie wiedziałam, który będzie lepszy, duży czy mały".

(więcej cytatów z Kozyry na ten temat w mojej recenzji z wystawy w Zachęcie - "Artluk" nr 1(19) 2011. Ale ta recenzja dotyczy nie tylko "Piramidy" i nie jest jednakowo krytyczna wobec całej wystawy).

We "Fragile" i "Artmixie" komentowałam też podejście Doroty Jareckiej do kwestii wykorzystywania zwierząt w sztuce. Otóż parę lat temu broniła ona też kostarykańskiego artysty, który w ramach swojej akcji artystycznej przywiązał i głodził wychudzonego chorego psa złapanego na ulicy. Mam podejrzenie, że gdyby podobną rzecz popełnił zwykły nastolatek lub rolnik, to jej ocena etyczna tego czynu byłaby zupełnie inna.
I powtórzę, że mimo całego szacunku dla Doroty Jareckiej, mam jej za złe, że każdą próbę obrony zwierząt szufladkuje jako konserwatywną, prawicową, a w tym tekście wręcz przekonuje, że cytat nie pochodzi z płomiennej mowy działacza LPR, ale z Huellebequa. Co za demagogia, wynikająca z braku wiedzy lub ze świadomej manipulacji. No i przede wszystkim absurd, ponieważ ruchy związane z wyzwoleniem zwierząt były i są głównie lewicowe, anarchistyczne i feministyczne.


Otto Muehl, Testowanie artykułów spożywczych. Akcja nr 26 / Nahrungsmitteltest, 26. Aktion, 1966, dokumentacja fotograficzna: Ludwig Hoffenreich, fotografie: Stefan Fiedler – Salon Iris, Wiedeń, ©Otto Muehl, Kolekcja Essla (za: www.obieg.pl)

Kiedy patrzę na dokumentację "Testowania artykułów spożywczych" Otto Muehla, zastanawiam się, dlaczego pokawałkowanie ciał ludzkich jest tam tylko iluzją, nogi, które mają sprawiać wrażenie odciętych w rzeczywistości wystają z dziur w prześcieradle? Dlaczego nie pokawałkował ludzi naprawdę, byłoby to jednak bardziej spektakularne. A skoro zamierzony efekt udało się osiągnąć za pomocą iluzji, może należało ją też zastosować w odniesieniu do zwierząt, zamiast je naprawdę rozszarpywać. Powtórzę tu pytanie, które pisałam już w niektórych tekstach: co stanowi zatem granice sztuki? Czy tylko mentalność twórcy nie pozwala artyście rozszarpać człowieka? A może tylko prawo go od tego powstrzymuje?

Kiedy z kolei czytam o tym, że akcjonizm wiedeński był reakcją na wojnę, Holokaust, poparcie dla Hitlera w Austrii, czy też ich odreagowanie, to moja refleksja idzie raczej w stronę smutnego braku zdziwienia, że Holokaust był w ogóle możliwy. Nic dziwnego, że doszło do zagłady Żydów, skoro zagłada zwierząt jest akceptowalna cały czas, nic dziwnego, że SS-mani byli w stanie czerpać dochód ze swojej pracy i jednocześnie być poprawnymi, kochającymi mężami i ojcami, skoro takich ojców jest i dziś na pęczki, zajmujących się zawodowo hodowlą i rzezią zwierząt na mięso i futra czy też eksperymentowaniem na zwierzętach w laboratoriach, a potem bawiących się z dziećmi i całujących żonę na dobranoc. Nic dziwnego, że naziści potrafili mieć frajdę ze znęcania się nad Żydami lub innymi więźniami, skoro cyrk, corrida czy rodeo są cały czas legalną rozrywką w Europie. Nic dziwnego, że pojawili się akcjoniści.
Zaryzykowałabym stwierdzenie, że akcjonizm w tym kontekście wcale nie jest przeciwnym biegunem społeczeństwa, ale raczej wpisuje się w pewne jego mechanizmy paradoksalnego akceptowania zbrodni na co dzień.

Opinia Hullebeqa pozostaje jednak dla mnie najbardziej trafiającą w sedno, w to, czym akcjonizm wiedeński właściwie jest:

"Pod płaszczykiem artystycznych wyczynów akcjoniści wiedeńscy, tacy jak Nitsch, Muehl czy Schwarzkogler, dopuszczali się masakrowania zwierząt na oczach publiczności. Tłumy kretynów patrzyły, jak (...) rozciągają organy i wnętrzności, zanurzają ręce w mięsie i krwi, doprowadzając niewinne zwierzęta do ostatecznych granic cierpienia - podczas gdy jakiś palant fotografował czy filmował tę jatkę, by wystawić otrzymane w ten sposób dokumenty w galerii sztuki".

Na szczęście jest coraz więcej sztuki, w której zwierzę jest uPODMIOTowione. Może to właśnie tą sztuką warto się zająć.

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

środa, 26 października 2011

Artmix - call for papers


Informujemy o możliwości nadsyłania tekstów do następnego numeru „Artmixa”:

Artmix nr 28 „Posthumanizm i ekofeminizm”

Zarówno posthumanizm, jak i ekofeminizm akcentują potrzebę zmiany pojmowania roli człowieka w świecie, odrzucenie jego centralistycznej pozycji i zwrócenie się w stronę innych istot oraz związków między ludźmi a zwierzętami i roślinami, a także związków między żywymi organizmami a maszynami.

Posthumanizm wydaje się być konsekwencją przemian, którym coraz bardziej zaczyna podlegać ludzkie życie oraz sama cielesność. Zmienia się status ciała, rozmywają się granice między ciałami „naturalnymi” (nie sposób już określić, co mogłoby to oznaczać, należałoby raczej powiedzieć, że obecnie nie ma już czegoś takiego jak naturalne ciało) a sztucznie konstruowanymi w wyniku różnych ingerencji. Czy można wyznaczyć granice etyczne dla ingerencji w żywe organizmy? Jaki jest obecnie status ciał ludzkich i nieludzkich?

Interesuje nas, jak feminizm odpowiada na te zmiany? Jakie stanowiska wobec posthumanizmu prezentuje ekofeminizm? Jakie jest stanowisko ekofeminizmu wobec nowoczesnych biotechnologii? Czy współczesna biopolityka oznacza faktycznie, że żyjemy w „stanie wyjątkowym” (jak opisuje to Georgio Agamben)? I wreszcie jak sztuka odpowiada na te problemy? Jak odnosi się do kwestii podejmowanych zarówno w dyskursie posthumanizmu, jak i ekofeminizmu? W tym kontekście namysłu wymaga przede wszystkim sztuka bio-artu.

Proponujemy zastanowienie się nad następującymi problemami:

Posthumanizm i ekofeminizm – związki i różnice
Ekofeminizm w sztuce
Bio-art (definicje, przykłady, bio art w Polsce)
Bio-art a ekokrytyka
Sztuka i etyka wobec posthumanizmu
Biopolityka
Dyskurs o sztuce w ramach animal studies
Sztuka zwierząt
Biotechnologie w sztuce
„naturalne” – „sztuczne”
Mit naturalności w ekofeminizmie
Ludzie-maszyny

Teksty prosimy przesyłać na adres: artmix_obieg@tlen.pl

Termin przyjmowania tekstów do nowego numeru to 30.11.2011.

Pozdrawiamy serdecznie,
Iza Kowalczyk, Edyta Zierkiewicz, Dorota Łagodzka i Anna Barcz


---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

środa, 14 września 2011

Burka Band i "Ciepły, mokry aksamit" w Zadrze

W najnowszej, muzycznej "Zadrze", która została wydana w czerwcu, pojawił się mój tekst o Burka Band, afgańskim żeńskim zespole muzycznym. Polecam ten tekst, nie dlatego, że jest mój, tylko dlatego, że Burka Band jest niesamowitym zjawiskiem, kroplą feministyczną w morzu seksistowskiego islamskiego świata. Polecam także cały muzyczny numer i "Zadrę" w ogóle, choć mam za złe redakcji dość liczne nie skonsultowane ze mną zmiany w tekście, które trochę zmieniły jego wyraz. Parę rzeczy też zmieniono po prostu błędnie. Każda redakcja ma prawo do zmian, ale ma też obowiązek je konsultować z autorką.

O istnieniu Burka Band dowiedziałam się od Adama Wereszczyńskiego, za co mu serdecznie dziękuję.

Burka Band, "Burka blue":


Burka Band, "No burka!":


W tym numerze "Zadry" jest też ciekawy wywiad z Dominiką Dzikowską, która stworzyła cykl fotografii "Ciepły, mokry aksamit". Składa się on z dwóch części: jedna to fotografie przedstawiające rodzące kobiety, głównie ich twarze, emocje, które przeżywają duchowy aspekt porodu, druga to zdjęcia koszul nocnych, w których kobiety rodziły. Te ubrania są zakrwawione i ukazują drugi, fizjologiczny wymiar porodu. Autorka zdjęć opowiada o tabu, które wiąże się z porodem, z kobiecą fizjologią i kobiecą krwią, "krwią stamtąd". Bo przecież zakrwawione mundury żołnierzy nikogo nie oburzają, tymczasem koszule nocne matek owszem. "Rodzenie, dawanie życia wydaje nam się obrzydliwe, tak samo jak fizjologia, która temu towarzyszy. A fizjologia towarzysząca zabijaniu już się wydaje mniej obrzydliwa" - mówi Dominika Dzikowska.

"Justyna", z cyklu "Ciepły, mokry aksamit", fot. Dominika Dzikowska

"Koszula Marty", z cyklu "ciepły, mokry aksamit", fot. Dominika Dzikowska

Co ciekawe jakiś czas temu okazało się, że nawet fotografie matki karmiącej dziecko są w naszym społeczeństwie czymś bulwersującym. Ocenzurowano wystawę pokonkursową fotografii przedstawiających karmienie piersią. Pisała o tym Izabela Kowalczyk i Grzegorz Szymanik w Gazecie Wyborczej. Wystawa została jednak zaproszona do Gdańska. Zdjęcia zostały zaprezentowane na Pikniku dla Zdrowia w Parku Zielonym przy ul. Skłodowskiej-Curie. Wystawa była jednym z elementów kampanii "Gdańsk - miasto przyjazne naturalnemu karmieniu".

A oto zdjęcia, które zajęły trzy pierwsze miejsca w konkursie:

fot. Dominika Nieradka-Jessa

fot. Sylwia Rudolf

fot. Paweł Łukowski

Zdarzyło się też, że karmiąca matka została wyproszona z warszawskiego CSW. Instytucja co prawda przeprosiła za zachowanie swojego pracownika, ale problem nie zniknął. Zamieszczam krótki, prosty i trafny filmik australijskiej organizacji:



Europejki i autsralijki walcza o prawo do karmienia piersią w miejscach publicznych, Muzułmanki walczą o prawo do pokazywania twarzy...

Ten wpis przypomina, że podtytuł mojego blogu brzmiał na początku: sztuka, feminizm, wyzwolenie zwierząt. Po jakimś czasie okazało się, że piszę głównie o zwierzętach, więc go zmieniłam. Ale o analogiach pomiędzy seksizmem a gatunkowizmem nie zapomniałam.

Ten wpis jest dość nietypowy dla mojego blogu, gdyż jest o muzyce. Nie czuję się kompetentna z tej dziedzinie, ale czasem muzyka wyraźnie koresponduje z kulturą wizualną. Całe przedsięwzięcie zwane Burka Band wykracza daleko poza sferę czysto muzyczną. Ich teledyski są swoistymi performansami, sztuką zaangażowaną politycznie, ale też sztuką, której nie sposób oddzielić od życia. Sztuką, którą grozi śmiercią...

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

czwartek, 11 sierpnia 2011

Pocztówka z Danii

fot. Dorota Łagodzka

fot. Łukasz Żywulski

Dania, a przynajmniej Południowa Jutlandia, w szczególności zaś prowincja (o ile cała Dania nie jest prowincją), jest równościowa. Ten kraj, w którym nie było komunizmu realizuje z powodzeniem socjalistyczne ideały. Bez większości skutków ubocznych, które wystąpiły w bloku wschodnim. Wszyscy mają podobnej wielkości domy, podobnej jakości samochody, bogatsi płacą wyższe podatki, bezrobotni otrzymują wysokie zasiłki, a szef dużej firmy bez cienia niezadowolenia osobiście zastępuje sprzątacza, gdy ten jest chory. W jakiś sposób przekłada się to na świat artystyczny. Małe miasteczko, które mieszkańców ma tyle, co średniej wielkości polska wieś, ale sklepów, punktów usługowych i instytucji tyle, co większe z mniejszych polskich miast, ma również katalog lokalnych artystów. Gruby, kolorowy i ładnie wydany, a do tego bezpłatnie dostępny w urzędzie miasta. W owym katalogu każdemu artyście poświęcono tyle samo miejsca, a ci tworzący całkiem dobrą sztuką figurują tuż obok tych całkowicie kiczowatych, ciekawe prace obok bohomazów w nowoczesno-drobnomieszczańskim guście, razem z profesjonalnymi projektantami, rzemieślnikami wyplatającymi użytkowe wyroby z wikliny i twórcami szklanych figurek do stawiania na parapecie (Szerokie duńskie parapety to swoiste małe wystawy - misternie ustawione i bardzo estetyczne kompozycje kwiatów, świeczek, figurek, obrazków i innych "pierdółek" stojące na okach bez firanek przyciągają wzrok przechodniów. Gdyby nie prostota, umiar i dobry gust, charakterystyczne dla skandynawskiego wzornictwa, byłoby to istne postmodernistyczne rokoko).
Ciekawie jest też rozumiana lokalność, katalog dotyczy bowiem artystów mieszkających w regionie rezerwatu przyrody Vadehavet.

I jeszcze muszę się podzielić architekturą. W Bolilmark na wyspie Rømø stoi osiedle domków, które znikają, gdy spojrzeć na nie z lotu ptaka.

fot. Dorota Łagodzka



Na tej samej wyspie w portowej miejscowości Havneby na wybrzeżu stoi osiedle domów, którym nie straszne przypływy. W razie sztormu utoną tylko samochody.

fot. Dorota Łagodzka

fot. Dorota Łagodzka

Na starówce w Esbjerg można przysiąść na nagrzanych w słońcu kamieniach, które zostały delikatnie wyrzeźbione w sylwety zwierząt. Wybrano kamienie, których formy przypominały zwierzęce figury i tylko delikatnie je wyprofilowano. Wykorzystano też naturalną kolorystykę minerałów. Zielone kamienie przekształcono w gady i płazy, brązowe w konie, szare w owce itp. Pomysł całkiem sympatyczny, prostolinijny, a jednak ożywiający przestrzeń miasta.

fot. Dorota Łagodzka

fot. Łukasz Żywulski

fot. Dorota Łagodzka

Zafascynowały mnie także poidełka i figurki ptaków (a czasami też innych zwierząt) na ludzkich grobach, na duńskich cmentarzach protestanckich, ale o tym chciałabym jeszcze kiedyś szerzej napisać...

fot. Dorota Łagodzka

fot. Dorota Łagodzka

fot. Dorota Łagodzka

fot. Dorota Łagodzka

---
Blog Nie-zła sztuka objęty jest prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę lub adres blogu.

Używając zdjęć z tego wpisu, musisz podać imię i nazwisko autora oraz nazwę lub adres blogu.
---

niedziela, 7 sierpnia 2011

Bracia mniejsi w Bocheńskiej

Ze względu na odległość przegapiłam już kilka ciekawych wystaw, m. in. Pimpka w Krakowie i Poli Dwurnik w Cieszynie. Teraz z kolei, gdy w Warszawie trwa zwierzęca wystawa, ja jestem akurat zagranicą. Co za pech. "Nasi młodsi bracia" pozostaną w galerii Bochenska na warszawskiej Pradze do 4 września, jest więc cień szansy, że na nią zdążę. Wtedy też postaram się zamieścić relację. Tymczasem prezentuję notkę prasową, zaproszenie z listą artystów i kilka fotek z wernisażu. Na razie tylko drobna feministyczna refleksja na temat tytułu: jak zwykle brak sióstr.



"Nasi młodsi bracia"

28 lipca – 4 września 2011
Bochenska Gallery
Centrum Kulturalne Koneser

Dzielą z nami radość, przyjaźń, ale też strach i ból. Często są od nas zależne, a sposób ich traktowania jest także miarą naszego człowieczeństwa. Przenosimy na nie wiele naszych cech, traktujemy symbolicznie. Zaludniają nasze legendy, mity, przysłowia. Nie żyjemy sami – nasi bracia mniejsi stanowią integralną część wspólnego świata. Psy, koty, konie, ptaki, wilki, świnie, nosorożce, osły, węże – menażeria przyjazna i bestiarium, zwierzęta dzikie i uczłowieczone stanowią uniwersalny i niewyczerpany motyw i temat sztuki. Postaci zwierząt pełniących rolę symboli i metafor, groteskowe i poetyckie, realistyczne i abstrakcyjne, pokazane zostaną w pracach kilkudziesięciu polskich artystów współczesnych*.

wernisaż wystawy "Nasi młodsi bracia", galeria Bochenska

wernisaż wystawy "Nasi młodsi bracia", galeria Bochenska

wernisaż wystawy "Nasi młodsi bracia", galeria Bochenska, fot. Maria Krawczyk

Michał Torzecki, Nokturn


---
* Z materiałów prasowych galerii Bochenska
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

sobota, 6 sierpnia 2011

Problemy techniczne / Technical problems

Mój blog znowu został przejęty przez hakerów i przekierowywał na stronę z reklamami. Odzyskałam go, ale skasowało się prawie wszystko, co znajdowało się w prawej kolumnie. Musiałam też zmienić tło.

Hackers took over the blog. It redirected automatically to the page with ads.
I' ve got the blog back, but almost everything in the right column was delated.

sobota, 30 lipca 2011

"Zwierzęta idą do nieba" Genowefy Magiery

22 lipca w toruńskim Muzeum Etnograficznym została otwarta wystawa prac Genowefy Magiery, 91-letniej podopiecznej Domu Pomocy Społecznej w Wielkiej Nieszawce. Urodziła się 18 stycznia 1921 r., w Lgocie, w pow. wadowickim. Jako dziecko wraz z rodzicami przyjechała do Dąbrowy Chełmińskiej. Zmiana miejsca zamieszkania spowodowana była biedą. Po przyjeździe na ziemię chełmińską, jej rodzice zajęli się prowadzeniem gospodarstwa. Genowefa Magiera ukończyła cztery klasy szkoły podstawowej. Kiedy jako dziecko pasła krowy, umilała sobie czas lepieniem glinianych ptaszków. Niestety z biegiem lat, obowiązki gospodarskie uniemożliwiały Genowefie poświęcanie czasu na twórczość artystyczną*. Jej talent znalazł ujście dopiero niedawno na warsztatach terapii zajęciowej w DPS, prowadzonych przez Krzysztofa Majczuka**. W ciągu dwóch lat stworzyła około półtora tysiąca prac.

Genowefa Magiera podczas wernisażu na tle rekonstrukcji atelier, fot. Wojciech Kardas (Agencja Gazeta).

"Zwierzęta idą do nieba" to tytuł toruńskiej wystawy jej prac, kuratorowanej przez Aleksandrę Jarysz. Oprócz prac artystki znajduje się na niej instalacja odzwierciedlająca jej pracownię. Obrazy Genowefy Magiery zaludniają zwierzęta (celowo używam tego paradoksalnego sformułowania), wypełnia je gęstwina zwierząt (to drugie określenie odnosi się z kolei do roślin). Wyjątkowo urocze w jej wykonaniu są sowy z rozpostartymi skrzydłami i żyrafy. Magiera najczęściej używa flamastrów oraz farb plakatowych, ale bardzo często tworzy kolaże, w których wykorzystuje rozmaite materiały: koraliki, skrawki materiału, pióra czy ziarna fasoli. Artystka tworzy także postacie zwierząt w formie rzeźb.

Genowefa Magiera

Genowefa Magiera

Genowefa Magiera

Genowefa Magiera

Genowefa Magiera

Genowefa Magiera

widok wystawy "Zwierzęta idą do nieba", fot. Wojciech Kardas (Agencja Gazeta)

Kuratorka zalicza prace Magiery do art brut. Do jej prac pasuje także określenie sztuka naiwna i nieodpracie kojarzą się one z Nikiforem. Podobnie jak on Genowefa Magiera ma swój styl, jej zwierzęta są charakterystyczne. Kreska Magiery jest jednak mniej geometryczna niż u Nikifora, bardziej miękka. Nie zachwycają mnie natomiast w jej wykonaniu postacie ludzkie, podobnie z resztą jak u Nikifora. U krynickiego twórcy podobają mi się przede wszystkim krajobrazy i architektura. U Magiery zwierzęta, które stanowią zdecydowanie główny, niemal jedyny temat twórczości i inspirację. Tak jak w naturze nie istnieją dwa identyczne liście, choć pozornie są do siebie podobne, tak w pracach Magiery nie sposób znaleźć dwóch identycznych postaci zwierzęcych. Możliwość wariantów wydaje się być w jej wyobraźni i jej dłoniach nieskończona. Może jednak i ludzie w jej wykonaniu okażą się interesujący. Artystka zapowiedziała bowiem, że zaczną się oni pojawiać w jej obrazach, że poprzez swoją sztukę opowie całe swoje nieszczęsne życie.

Nikifor Krynicki (Epifaniusz Drowniak)

Nikifor Krynicki (Epifaniusz Drowniak)

Dla Genowefy Magiery znalazło się miejsce w muzeum etnograficznym jako dla pewnego fenomenu kulturowo-społecznego, choć nie wątpię, że zarówno kuratorka jak i widzowie docenili jej twórczość przede wszystkim jako sztukę. A czy jej prace mają szansę trafić do galerii sztuki współczesnej lub muzeum sztuki, jako po prostu dobra sztuka, nie zaś zjawisko antropologiczne? Wątpię, choć jednocześnie zadaję sobie pytanie na czym właściwie polega różnica pomiędzy zwierzęcymi obrazami Genowefy Magiery, Józefa Wilkonia i Basi Bańdy. Na czym zasadza się rozróżnienie na sztukę ludową i sztukę wysoką? Jak do tych podziałów ma się warsztat artysty, jak samoświadomość, jak dziecięcość, a jak zwierzęta?

Józef Wilkoń

Józef Wilkoń

Basia Bańda

---
* informacje biograficzne cytuję za stroną Kujawsko-Pomorskiej Organizacji Turystycznej: http://visitkujawsko-pomorskie.pl/zwierz%C4%99ta-id%C4%85-do-nieba-toru%C5%84-2011,178,503,2315.html.
** źródło Gazeta.pl: http://torun.gazeta.pl/torun/1,35574,9993541,Zwierzeta_ida_do_nieba___niesamowita_wystawa_91_letniej.html

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---