niedziela, 24 czerwca 2012

Artmix - call for papers

Redakcja "Artmixa" (http://obieg.pl/artmix) informuje o możliwości nadsyłania tekstów do trzech kolejnych numerów: „Cyborgi”, „Wizualizacje wojny”, „Kobiety w islamie”.


CYBORGI - wrzesień 2012

Ten numer odnosić się będzie do podjętego już przez nas wcześniej tematu posthumanizmu. W poprzednim numerze pojawiły się teksty związane z nurtem posthumanizmu przyrodniczego i krytycznego oraz studiami nad zwierzętami. Tym razem proponujemy zastanowienie się nad posthumanizmem technologicznym. Chcemy zapytać o aktualność mitu cyborga we współczesnej kulturze oraz o ludzką kondycję w kontekście współczesnych biotechnologii. Proponujemy namysł nad tym, w jaki sposób cyborgizacja współczesnego człowieka oddawana jest poprzez sztukę.

Proponujemy zastanowienie się nad następującymi problemami:
Mit Cyborga – czy wciąż aktualny?
Cyborgizacja w kontekście posthumanizmu
Obrazy sztucznego człowieka w sztuce
Przekraczanie niemożliwego – technologie jako szansa na poprawę ludzkiej kondycji
Biotechnologie i biopolityka
Bio art

Deadline: 30.07.2012




WIZUALIZACJE WOJNY – styczeń 2013

W kontekście 140. rocznicy Powstania Styczniowego, warto przywołać już nieco zapomniane malarstwo batalistyczne, także po to, aby zastanowić się, w jaki sposób dzisiaj ukazywane są w sztuce współczesnej działania wojenne. Niektóre prezentacje artystyczne ukazują koszmar wojny, np. działania Mariny Abramovic odnoszące się do wojny w byłej Jugosławii. Część artystów stworzyło też artystyczne interpretacje wojny w Iraku, a także związanych z nią nadużyć (przede wszystkim odwołania do koszmaru irackich więźniów w Abu Ghraib). Z kolei Harun Farocki, w swoich pracach prezentowanych niedawno w warszawskim CSW, obrazuje związki pomiędzy wojną o kulturowym wizerunkiem mężczyzny. Sztuka awangardowa ma dość długą tradycję działań antywojennych, warto więc zastanowić się również nad tym, jaka jest ta tradycja. W kontekście tematu wojny, warto też zadać pytanie o problematykę płci, a także odmienność kobiecych doświadczeń w kontekście wojny oraz o to, w jaki sposób te doświadczenia oddawane są w sztuce.

Proponujemy zastanowienie się nad następującymi problemami:
Nowe odczytania sztuki batalistycznej
Tradycja walk narodowo-wyzwoleńczych
Wojna w sztuce współczesnej
Sztuka antywojenna
Kobiece doświadczenia wojenne
Wojna i obrazowanie męskości

Deadline: 30.11.2012




KOBIETY W ISLAMIE – kwiecień 2013


Chcemy poruszyć problem sytuacji kobiet w krajach muzułmańskich i społecznościach muzułmańskich w Europie, Stanach Zjednoczonych i innych krajach oraz ich obrazowanie w sztuce. Proponujemy także odniesienie się do trudnych kwestii wolności twórczej w krajach muzułmańskich, prawa do własnego ciała oraz problemu przedkładania tolerancji religijnej nad prawa człowieka, w szczególności prawa kobiet i dziewczynek. Chcemy zapytać o to, czy problemy te znajdują swoje odbicie w sztuce, czy poruszane są przez artystów. Interesują nas związki feminizmu i sztuki twórców z muzułmańskiego kręgu kulturowego. Chcemy zapytać o feminizm islamski, sztukę feministyczną powstającą w krajach i społecznościach muzułmańskich oraz o sytuację artystek, kuratorek, krytyczek sztuki i galerzystek w tych środowiskach. Interesują nas związki islamu i powiązanych z nim tradycji z kulturą i sztuką oraz obrazowanie ich w sztuce.

Proponujemy zastanowienie się nad następującymi problemami:

Feminizm i islam
Sztuka a prawa kobiet w społecznościach muzułmańskich
Wolność twórcza w krajach muzułmańskich
Kobiety a współczesna sztuka muzułmańskiego kręgu kulturowego

Deadline: 30.02.2013



Teksty prosimy przesyłać na adres: artmix_obieg@tlen.pl

Pozdrawiamy serdecznie - Iza Kowalczyk, Edyta Zierkiewicz i Dorota Łagodzka




---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.---

niedziela, 20 maja 2012

Paryskie "Piękno zwierząt"

widok wystawy "Beaute Animale" (Grand Palais, Paryż) z obrazem Theodore Gericault "Głowa lwicy"


W paryskim Grand Palais trwa właśnie wystawa „Beaute animale” podejmująca problematykę relacji artystów i zwierząt. Prezentowane są prace artystów sztuki zachodnioeurpejskiej od Breugle’a do Jeffa Koonsa. Zatem znajdą się na niej dzieła od renesansowych po współczesne, autorstwa m. in. takich sław jak Leonardo da Vinci, Remabrandt, Gericault, Goya, Degas, Giacometti, Matisse czy Warhol. Kuratorzy postanowili zebrać prace znane i nieznane, dla których wspólne jest to, że przedstawiają same zwierzęta, bez postaci ludzkich, obrazy, w których zwierzę jest głównym tematem i celem przedstawienia nie zaś uzupełnieniem czy dekoracją. Wystawa ma charakter, może nie pełnej, ale jednak historycznej retrospektywy artystycznych odpowiedzi na pytanie o zwierzę, pytanie, które w dzisiejszych czasach zaczyna być świadomie stawiane. Opracowanie takiej wystawy wymaga od historyka sztuki-kuratora znajomości badawczej perspektywy studiów nad zwierzętami (animal studies). Jednocześnie zaś, zarówno sama wystawa, jak i poszczególne dzieła znajdujące się na niej, wymagają języka analizy i opisu, który opiera się na dyskursie studiów nad zwierzętami.

Théodore Géricault (1791-1824)
Głowa lwicy, 1819, olej na płótnie, 55 x 65 cm, Paryż, Luwr, © Press Service RMN - Grand Palace / Jean Christian

widok wystawy "Beaute Animale" w paryskim Grand Palais, photo credit: Ian Langsdon / EPA



Jacoppo Bassano (1515-1592), Dwa psy przywiązane do pnia





Albrecht Dürer, Młody zając, 1502, akwarela i gwasz na papierze, 25 x 23 cm, Muzeum Albertina w Wiedniu



Francisko Goya (1746-1828), Walka kotów



Theodore Gericault (1791-1824), Głowa białego konia





Jeff KoonS (1955), Pudel, 1991, drewno polichromowane, 58,4 x 100,3 x 52,1 cm, Musée Collection Berardo, Fondation d’art moderne et contemporain, © Musée Collection Berardo Fondation d’art moderne et contemporain




Francois Pompon, Biały niedźwiedź



Francois Pompon, Głowa orangutana, 1930, czarny marmur, 33,5 x 20 x 23 cm.



Rosa Bonheur, Labourage nivernais : le sombrage, 1849 © RMN-GP (Musée d'Orsay) / M. Urtado





Wyjątkowe są obrazy Corneliusa Gabriela von Maxa, który w upodobaniem malował małpy. Z jednej strony jego podejście do zwierzęcia jest tradycyjne - pełni ono role metafory, alegorii lub symbolu. Z drugiej strony artysta zdaje się dostrzegać, że granica pomiędzy zwierzęciem i człowiekiem nie jest przepaścią. Obrazy te mogły być inaczej odbierane w czasach, w których powstały, współcześnie zaś mogą być postrzegane w zupełnie nowych kontekstach, jak choćby Great Ape Project. Ale temu artyście chciałabym kiedyś poświęcić osobny wpis. Jest on bodaj największym malarzem małp wszechczasów.

Gabriel Cornelius von Max (1840-1915) Małpy jako sędziowie sztuki, 1889, Neue Pinakothek Munchen



Ale nie tylko von Max malował małpy jako ludzi. Na wystawie "Beaute animale" znalazł się także obraz Decampsa, który od dawna miałam na oku i czekałam na stosowny moment, żeby go zamieścić na blogu.

Alexandre Gabriel Decamps(1803-1860), Małpa jako malarz we wnętrzu pracowni, ok. 1833, olej na płótnie, 32 x 40,5 cm, Paris, Luwr, © Service presse Réunion des musées nationaux – Grand Palais / Michel Urtado




Paryska wystawa nie jest jednak wyjątkiem. W ostatnich latach odbyło się sporo ekspozycji poświęconych zwierzętom w sztuce. Z pewnością inspiracją lub pretekstem do tego była celebrowana 3 lata temu rocznica darwinowska. Pisałam już o tym swego czasu w Artmixie i wspominałam na wykładzie w Pokoju z kuchnią.

W londyńskim Muzeum Historii Naturalnej zaprezentowano wtedy dzieła współczesnych artystów w ramach wystawy After Darwin: "Contemporary Expressions", a w Schirn Kunsthalle we Frankfurcie nad Menem odbyła się wystawa "Von Affen und Menschen." Jednak zjawisko tych wystaw ma głębsze korzenie i szerszy kontekst, jest częścią pewnego procesu zmian kulturowych, podważających antropocentryczny paradygmat. Nie wszystkie ekspozycje odnosiły się bowiem do darwinizmu, większość z nich skupiała się na różnych aspektach istnienia zwierząt i ich relacji z człowiekiem, z artystą.

Berlińskie Neue Gesselschaft für Bildene Kunst zorganizowało wystawę "Tier-Werden, Mensch-Werden" , w Georg-Kolbe Museum oraz Projektraum Soutterain w Berlinie odbyły się dwie edycje wystawy "Tierperspektiven" oraz towarzyszący im pokaz filmów w berlińskim Instytucie Filmu i Sztuki Wideo „Arsenal”. The Arts Catalyst w Londynie zorganizowało projekt "Interspecies - artists collaborate with animals", w galerii San Diego State University odbyła się wystawa "Animalkind", natomiast w Sweeney Art Gallery na University of California, Riverside miała miejsce wystawa "Intelligent Design: Interspecies Art". (Na marginesie wtrącę, że jednocześnie na tej samej uczelni praktykowano/praktykuje się? okrutne eksperymenty na zwierzętach, m. in. w 1985 roku miała tam miejsce akcja uwolnienia z laboratorium małpki Britches przez członków ruchu Animal Liberation Front).

W warszawskiej Narodowej Galerii Sztuki Zachęta na przełomie 2009 i 2010 roku można było zobaczyć wystawę Wszystkie stworzenia duże i małe. Warto nadmienić, że wcześniej w 2006 roku w częstochowskiej Galerii Miejskiej odbyła się wystawa „Żywoty zwierząt”, jeszcze wcześniej zaś w 1999 roku, w warszawskiej Zachęcie wystawa „Fauna”. Porównując te trzy wystawy można pokusić się o stwierdzenie, że perspektywa kuratorska staje się z czasem mniej antropocentryczna.

Na koniec zamieszczam moje ulubione zdjęcie Andy'ego Warhola. Nie wiem, co prawda, czy jest ono pokazywane na paryskiej wystawie, ale doskonale by się na nią nadawało.

Andy Warhol, Świnia, 1979

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.---

Wiejski street art w Trójce i tekst w magazynie "Kontakt"

mural Daniela Rycharskiego w Kurówku, fot. Tomasz Kaczora (źródło zdjęcia - magazyn Kontakt)


Dopiero teraz przypadkiem trafiłam na tekst Cyryla Skibińkiego o twórczości Daniela Rycharskiego odnoszący się do wystawy w Wozowni, a raczej tylko do tego, co zostało o niej powiedziane lub napisane. Autor nie wspomina bowiem o pobycie w Toruniu, pofatygował się natomiast do Kurówka, a nawet rozmawiał z mieszkańcami.

http://magazynkontakt.pl/wiejski-street-art.html

Skibiński jest trochę krytyczny jak na krytyka przystało, ale wyeksponował pewne moje słowa, a inne pominął. Dla jasności wrzucam link, pod którym można posłuchać audycji w radiowej Trójce.

http://www.polskieradio.pl/9/327/Artykul/517409,Street-art-na-wsi-http://www.polskieradio.pl/9/327/Artykul/517409,Street-art-na-wsi-

Obraz, który wyłania się z rozmowy w Trójce oraz komunikatu prasowego Wozowni jest faktycznie trochę zbyt optymistyczny, choć była mowa także o dostosowywaniu projektów do oczekiwań mieszkańców i modyfikowaniu pod kątem odbiorców. Mogę dodać także słowo o działaniach z kolorowym kisielem, z których Daniel zrezygnował właśnie dlatego, że nie trafiły do przekonania mieszkańcom Kurówka.

Prezentowane w galerii-kapliczce w Wozowni "Strachy na dziki i ptaki" pokazują autentyczne reakcje mieszkańców. Daniel nie oczekuje od nich dogłębnego zrozumienia sztuki i entuzjastycznych opinii. Byłyby to właśnie wielkomiejskie oczekiwania. Akceptacja mieszkańców dla tej sztuki jest zgodna z ich stylem życia i mentalnością, nie jest jednak reakcją, jakiej spodziewają się od widzów autorzy wystaw w prestiżowych galeriach i muzeach. Niektóre z przytoczonych cytatów o tym świadczą, podobnie jak wypowiedź sołtysa w "Strachach na dziki i ptaki" lub scena, w której babcia Daniela czyta w miejscowej gazecie informację o jego działaniach.
W tym miejscu jednak wkraczamy w obszar analiz o charakterze etnograficznym, pojawia się etnograficzno-kolonizatorska nutka, która była obecna, naszym zdaniem, w działaniach lucimskich, a której staraliśmy się uniknąć - Daniel tworząc i działając, a ja pisząc i mówiąc o tym.

W każdym razie dziękuję za zainteresowanie i autorski tekst.

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

sobota, 19 maja 2012

Artywizm. Contract Killer w Atlasie Sztuki

W magazynie Vege właśnie ukazał się tekst, niby mój, ale nie mój, bo z tytułem zmienionym bez mojej wiedzy. Ponadto nie podpisano zdjęć, naruszając tym samym autorskie prawa artystów, fotografa i galerii.

Poniżej publikuję tekst do "Vege", w kształcie, którego jestem autorką, ale najpierw krótki komentarz. (Można przewinąć komentarz i przejść od razu do tekstu - zaczyna się pod zdjęciem. :)

Redakcja wykazała się kompletnym brakiem profesjonalizmu i zwykłą bezczelnością. Piszę to, choć w 100% popieram idee etyki wobec zwierząt, które głosi to czasopismo. Jest mi jednak przykro i jestem strasznie wkurzona, ponieważ tytuł i podtytuł sprowadzają sztukę do estetyki. Cóż za wąskie rozumienie sztuki i niezrozumienie mojego tekstu!! Usunięcie z tytułu słowa artywizm sprawiło, że traci on odniesienie do tekstu i sens, który miał w założeniu. Ów nagłówek odnosi się do ostatniego akapitu, w którym cytuję Adama Mazura, ale myśl krytyka została przez redaktora "Vege" spłycona.

Jak można zmieniać coś w tekście bez wiedzy autorki?? W dodatku wysyłając tekst zastrzegłam, że wszelkie propozycje zmian muszą być ze mną konsultowane. Takiej propozycji nie otrzymałam, za to powiedziano mi, że tekst bardzo się wszystkim podoba. Tymczasem dokonane zmiany nie są poprawkami czysto redaktorskimi, tylko jakimiś niezrozumiałymi zabiegami. Świadomie napisałam ten tekst z myślą o szerokiej publiczności, więc niepotrzebne były dodatkowe próby jego uatrakcyjnienia przez uproszczenie. Gdyby jednak była taka potrzeba, redakcja ma obowiązek skonsultować zmiany.

Tytuł i nagłówek są tym, co najwięcej osób czyta i zapamiętuje. Na razie dowiedziałam się o zmianie tytułu i nagłówka przez telefon, jutro mam nadzieję dorwę ten tekst i sprawdzę, czy nie wprowadzono więcej zmian. Zrezygnuję też chyba z napisania do "Vege" relacji z wystawy stałej w Galerii Dawnego Malarstwa Europejskiej w nowo otwartym MNW, której nieduża część poświęcona jest martwym naturom oraz żywym zwierzętom.

Panie redaktorze, oczekuję opublikowania sprostowania w kolejnym numerze. Choć takie sprostowania niewiele dają, tekst poszedł już w świat.

Jest rzeczą normalną, że redakcja ma uwagi, a zmiany są uzgadniane pomiędzy redaktorem a autorem. Zarówno redakcja jak i autor mają prawo do odmowy publikacji. Jestem otwarta na propozycje redakcji, ale nie na stawianie mnie przed faktem dokonanym.

To mój tekst, ja jestem jego autorką, ja mam do niego prawo (zarówno w sensie prawnym jak i moralnym). Mam też prawo odmówić zgody na publikację.

Melania podczas wernisażu, fot. Dominik Szwemberg

Tekst w oryginalnej formie można przeczytać tutaj:

Artywizm. Contract Killer w Atlasie Sztuki

13. stycznia w łódzkiej galerii Atlas Sztuki pojawiła się Melania, ur. 17.02.2004 w Łodzi, weganka, dwoje dzieci, związana z łódzkim ogrodem zoologicznym. Do galerii miała przyjeżdżać codziennie na kilka godzin do końca trwania wystawy „Contract Killer”; do sali z legowiskiem, oddzielonej od zwiedzających szklaną ścianką. Okazało się jednak, że temperatura w galerii jest na tyle wysoka, że sprawiałaby Melanii dyskomfort. Z tego i innych względów Tatiana Czekalska i Leszek Golec w porozumieniu z opiekunką Melanii zdecydowali, że przyjdzie ona jedynie na wernisaż. Melania jest owcą. Czekalska i Golec wegańskim duetem artystów-kuratorów.

Pojawienie się prawdziwego żywego zwierzęcia w galerii budzi moją czujność. A to dlatego, że sztuka, tak jak i inne dziedziny ludzkiego życia, uwikłana jest w gatunkowizm. Artyści niestety dość często i bezrefleksyjnie wykorzystują zwierzęta do swoich celów, traktują je mniej lub bardziej przedmiotowo – jako materiał, tworzywo sztuki. Podobne obawy pojawiły się w przypadku wystawy w Atlasie Sztuki, choć duetowi Czekalska + Golec z pewnością nie można zarzucić braku refleksji czy empatii.

Melania, wychowała się od urodzenia w łódzkim zoo, gdzie mieszka do dziś, co roku bierze też udział w szopce bożonarodzeniowej. Melania nie boi się ludzi, lubi przebywać w ich towarzystwie, a wręcz nie lubi być sama. Nie wydaje mi się to wystarczającym argumentem do pomysłu umieszczenia jej w galerii, ale doceniam, że artyści potrafili zmodyfikować projekt, zrezygnować z jego części przez wzgląd na zwierzę.

Czekalska i Golec swoją postawą, zarówno życiową jak i artystyczną, zwracają uwagę na problemy związane z sytuacją zwierząt, poprzez swoją twórczość promują weganizm oraz apelują o etyczne traktowanie zwierząt i wszystkich żywych istnień. (W tym kontekście niepokoi mnie trochę w opublikowanych przez galerię rozmowach z artystami brak krytycyzmu wobec instytucji zoo i zwyczaju szopek z udziałem żywych zwierząt). Tworzyli między innymi „Avatary”, przemyślne obiekty wykonane z cennych materiałów, jak np. złoto, mające służyć ratowaniu owadów. Pozornie pusty klasyczny white cube wcale nie jest pusty, zawsze są w nim jakieś żyjątka. W którymś z kątów zaszył się pająk i ktoś mieszka pod podłogą.

Tatiana Czekalska + Leszek Golec, Avatar, 1996.



Niekiedy kwestionowali też materialność sztuki. Ich twórczość jest często metaforyczna i czysto konceptualna, a jednocześnie silnie zaangażowana etycznie, społecznie czy nawet politycznie. W 2004 roku w Galerii Kont w Lublinie przeprowadzili "The Favourite Action" – pieniądze otrzymane na realizację wystawy wpłacili na konto Polskiej Akcji Humanitarnej, utożsamiając tym samym działalność artystyczną z działalnością społeczną. W tym samym roku w Cysternie warszawskiego CSW zamiast tradycyjnie rozumianego dzieła sztuki umieścili informację o wylince – przemianie, którą przechodziły właśnie niewidoczne gołym okiem owady. Praca ta wiąże się także z charakterystycznym dla Czekaskiej i Golca podważeniem autorstwa. Artystą, twórcą niezauważalnego dla ludzkiego oka performansu, stał się owad, Czekalska i Golec zaś jego kuratorami. Podobnie w 2006 w Słupsku zostali kuratorami kołatków. Na wystawie "Homo Anobium. Święty Franciszek 100% rzeźby 1680-1985" znalazła się drewniana figura św. Franciszka z XVII wieku mocno przetworzona przez owady i w 1985 roku uratowana przez ludzi – konserwatorów, którzy utrwalili ją w ostatniej chwili, tuż przed rozpadem. Czekalska i Golec pragnęli zwrócić uwagę na działalność najmniejszych żyjątek, wydrążone przez nie kształty korytarzy uznali za kontynuację procesu rzeźbienia.


Tatiana Czekalska + Leszek Golec, Homo Anobium. Św. Franciszek 100% rzeźby 1680-1985, 2005.



Wracając do roku 2012, do łódzkiego Atlasu Sztuki, warto zaznaczyć, że obecność owcy w czerwonym pomieszczeniu galerii odnosi się do tytułu wystawy: Contract Killer. W wąskim, ciemnym korytarzu prowadzącym do szyby przez którą widać Melanię artyści zaprezentowali wyniki badań, wedle których na liście światowych zabójców spożywanie mięsa wyprzedza alkohol i papierosy. Mięso to tytułowy płatny zabójca, płacimy za nie, a ono nas zabija. Samo też jest konsekwencją zabójstwa. W tym właśnie kontekście w galerii pojawiła się owca, znana dotychczas mieszkańcom Łodzi z szopek bożonarodzeniowych.

„Jest to dość spektakularne” – mówi Leszek Golec w rozmowie z Sebastianem Cichockim – „Pojawiają się artykuły, zdjęcia w prasie (...). Pisze się o Melanii, ile ma lat, co lubi. Ludzie ją rozpoznają. (...) I tu jest problem. (...) Podczas kolacji wigilijnej nie je się mięsa. O północy wszystko się zmienia. A przecież podczas pasterki ogląda się szopkę. O, zobacz, to jest Melania, dotknij jej noska. Po 15 minutach dzieci spotykają się z koleżankami Melanii podanymi na talerzu. To samo dziecko ma tak skrajne doświadczenia ze zwierzętami w bardzo krótkim czasie.”

W drugiej sali widz zostaje skonfrontowany z fotografiami przestronnych poprzemysłowych wnętrz z jedną niewyraźną, rozmazaną postacią białego kota artystów o imieniu Wieloryb. Ta tajemnicza postać pojawia się też nad morzem, wśród ruin, na cmentarzu i we wnętrzu kościoła – kojarząc się nieodparcie z Barankiem Bożym. Ruchliwy, dynamiczny, i dlatego niewyraźny na fotografiach, wędrowiec kontrastuje ze statycznością monumentalnego otoczenia.

Jak pisze Adam Mazur sąd estetyczny nad poszczególnymi fotografiami i zastaną w dniu wernisażu sytuacją stopniowo przechodzi w refleksję etyczną. Bez etyki wystawa mogłaby się wydawać kolejnym dość minimalistycznym, postkonceptualnym projektem, jakich wiele w głównym nurcie sztuki współczesnej.

Melania podczas wernisażu w towarzystwie artystów, fot. Dominik Szwemberg

Tatiana Czekalska + Leszek Golec, Biały kot, czarna owca, WEGE Petformance for photography, wystawa „Contract Killer”, Atlas Sztuki, Łódź 2012.



Tatiana Czekalska + Leszek Golec, Contract Killer, fragment z kolekcji White Vege Fur, Petformance for photography 2009 -2012, Lambda Print, Kodak Proffesional Ultra Endura, Dibond, Plexi 10 mm.



Tatiana Czekalska + Leszek Golec, Contract Killer, fragment z kolekcji White Vege Fur, Petformance for photography 2009 -2012, Lambda Print, Kodak Proffesional Ultra Endura, Dibond, Plexi 10 mm.


Tatiana Czekalska + Leszek Golec, Contract Killer, fragment z kolekcji White Vege Fur, Petformance for photography 2009 -2012, Lambda Print, Kodak Proffesional Ultra Endura, Dibond, Plexi 10 mm.



Tatiana Czekalska + Leszek Golec, Contract Killer, fragment z kolekcji White Vege Fur, Petformance for photography 2009 -2012, Lambda Print, Kodak Proffesional Ultra Endura, Dibond, Plexi 10 mm.



Tatiana Czekalska + Leszek Golec, Contract Killer, fragment z kolekcji White Vege Fur, Petformance for photography 2009 -2012, Lambda Print, Kodak Proffesional Ultra Endura, Dibond, Plexi 10 mm.

---
Zdjęcia są własnością duetu Czekalska&Golec i nie mogą być publikowane bez ich zgody.
---

sobota, 14 kwietnia 2012

Konferencja kulturoznawcza ,,Ludzie i zwierzeta''

Ostatnio rzadko piszę, a wszystkiemu winne jest MNW, które pochłania mnóstwo czasu energii ;) Mam kilka zaległych tematów, które ciągle odkładam. Teraz znowu muszę je odłożyć, ponieważ przygotowuję referat na poniższą konferencję. Wstęp dla słuchaczy jest bezpłatny, więc zapraszam do Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego na Krakowskim Przedmieściu.

Swój referat Znaczenie studiów nad zwierzętami dla rozwoju badań nad sztuką. Zarys problematyki wygłoszę drugiego dnia konferencji, czyli 27.04. ok. godz. 9:45. Ale przede mną o godz. 9:30 wystąpi Joanna Jeśman, również z referatem o sztuce pt. Zwierzę w BioArcie. Obrona czy atak?

Zapowiada się jednak więcej ciekawych wystąpień, sami zobaczcie:


Ludzie i zwierzęta
26-27 kwietnia 2012 roku
ogólnopolska studencko-doktorancka konferencja naukowa

Katedra Kultury Polskiej
Wydział Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego
ul. Krakowskie Przedmieście 26/28, 00-927 Warszawa


PROGRAM

26. kwietnia, czwartek
9:00 wykład inauguracyjny
Marta Bucholc, O uporczywych powrotach antropocentryzmu

10:00-11:20 W(y)łączyć – o możliwościach poznawczych zwierząt i tego konsekwencjach

Marta Rakoczy, Człowiek, symbol, pismo – o Cassirerowskich poszukiwaniach istoty człowieczeństwa
Kacper Skocki, Animal rhetoric - wartościowa perspektywa czy dziwna moda?
Aleksandra Brzostek, Agnieszka Niemczyk, Z memetyką wśród zwierząt

11:40-12:45 Zwierzęta i zagłada

Piotr Krupiński, Nowa pedagogika Zagłady? Zwierzę jako podmiot narracji postholocaustowych
Lech Nijakowski, Zwierzęta i ludzie w czasach postapokaliptycznych. Relacje zwierząt i ludzi w tekstach postapokaliptycznych kultury popularnej jako źródło wiedzy o człowieku i społeczeństwie doby późnej nowoczesności

13:00-14:45 Przekroczyć antropocentryzm

Justyna Schollenberger, „I poznali, że są nadzy…” - zagadnienie relacji ludzi i zwierząt w odniesieniu do kategorii władzy i wstydu
Anna Barcz, „Moja przyjaciółka krowa” – o niesymbolicznej reprezentacji krowy u Julii Hartwig, Jolanty Brach-Czainy i Marlen Haushofer
Weronika Plińska, Zwierzę jako Inny. Perspektywizm Eduardo Viveirosa de Castro
Karolina Wróbel, Zwierzęta w prozie Olgi Tokarczuk. Perspektywa nieantropocentryczna

14:45-17:00 przerwa obiadowa

17:00-18:20 Gołąb, kot i małpa – o zwierzętach w mieście

Marzena Kotyczka, Od gołębiego serca do… Gołębie w przestrzeni wielkich miast
Paweł Wiszomirski, Kot miejski (wolno żyjący) – konstruowanie nowego aktora, analiza z użyciem teorii aktora-sieci
Katarzyna Kucharska, Zwierzęta w mieście, pomiędzy niechcianym obcym a kochanym przyjacielem

18:40-19:45 Chronić, leczyć

Katarzyna Wagner, Choroby zwierząt i sposoby ich zwalczania w Warszawie w latach 1864-1901 w świetle doniesień prasowych
Anna Jaroszuk, Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Warszawie – historia idei

27. kwietnia, piątek

9:30-11:15 Przedmiotowość/podmiotowość

Joanna Jeśman, Zwierzę w BioArcie. Obrona czy atak?
Dorota Łagodzka, Znaczenie studiów nad zwierzętami dla rozwoju badań nad sztuką. Zarys problematyki
Daniel Brzeszcz, Chcę być twoim psem
Ariel Lisowski, Osiołkowi w żłoby dano w jednym medal, w drugim siano, czyli o „zwierzęcym sporcie” słów kilka

11:30-13:00 Dialektyka spojrzeń

Magdalena Dorobińska, Oko krowy, oko kamery - bezduszny automat?
Natalia Schiller, Czarna pantera - o ciele i seksualności czarnych kobiet w świetle spuścizny kolonializmu
Przemysław Dudziński, „Ośmiornica wdziera sie do waginy i to boli” - obrazowanie seksu ze zwierzętami w kulturze japońskiej

Szymon Adamczak, Miłość w post-antropocentrycznych czasach. Afekty międzygatunkowe w filmie dokumentalnym 13:15-15:30 przerwa obiadowa

15:30-17:15 Hodowla, kolekcja, tożsamość

Katarzyna Adamska, „Chowałem niegdyś sowę...” – zwierzę w „Estetyce mieszkania” Paula Schultze-Naumburga
Hanna Jurkowska, „Bazyliszek prawdziwy, jednorożcowych rogów dwa, zasuszony w całości krokodyl...”. Zwierzęce kurioza Hieronima Floriana Radziwiłła

Zbigniew Chmiel, Dwa sarmackie traktaty o hippice, czyli koń w dziełach K.M. Dorohostajskiego i K. Pieniążka
Olga Czeranowska, Zwierzę jako element budowania prestiżu klasy próżniaczej

17:15-19:30 Narracje

Małgorzata Szubartowska, Łowcy krokodyli, czyli o dyskursach ludzkiej dominacji w telewizyjnych programach przyrodniczych
Marta Kluszczyńska, Ogród zoologiczny jako miejsce konstruowania Zwierzęcia
Grzegorz Simborowski, Oswoić jednorożca – cudownie sprzeczny bohater popkultury
Igor Piotrowski, Insektoteologia i insektoteologie. O niełatwych i zmiennych relacjach miedzy Bogiem, ludźmi i owadami

Przy okazji przywołam książkę Antoniny Żabińskiej o tym samym tytule, co konferencja. Jest to niesamowity zapis wspólnego życia ludzi i zwierząt w warszawskim ogrodzie zoologicznym podczas niemieckiej okupacji, dziennik prowadzony przez żonę ówczesnego dyrektora ZOO. W domu Żabińskiej schronienie znaleźli zarówno ludzie, np. Żydzi, jak i zwierzęta nieczłowiecze: kot, pies, chomik, borsuk. Autorka reprezentuje dość niesamowitą mieszankę troski o los zwierząt przy jednoczesnym braku refleksji w pewnych kwestiach z tym związanych. Warto jednak wziąć pod uwagę czasy, w których żyła.

sobota, 10 marca 2012

Artmix nr 28(18) "Posthumanizm"


Artmix nr 28(18) "Posthumanizm"
Dorota Łagodzka, Anna Barcz, Izabela Kowalczyk, Edyta Zierkiewicz
08.03.2012

Heather Dodge, Nowa taksonomia - pozyskiwanie i odzyskiwanie zwierząt widoczne na szkicach Sue Coe z rzeźni
Heather Dodge, The New Animal Taxonomy: rendering animals visible in Sue Coe's slaughterhouse sketches
Magdalena Dąbrowska, Psy rasowe jako bio-dzieło sztuki?
Małgorzata Marciniak, Oczami cyborga - posthumanistyczny wymiar prac Moniki Zawadzki
Monika Rogowska-Stangret, Człowiek - pies. O Lucy Lourie w kontekście filozofii Michela Foucaulta i "polityki niezauważalności" Elizabeth Grosz
Izabela Kowalczyk, O byciu z innymi (recenzja książki Moniki Bakke Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu)
Fragment książki Moniki Bakke Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu


Czym jest posthumanizm? - pyta Cary Wolfe w tytule swojej książki. Najogólniej można powiedzieć, że posthumanizm wiąże się ze zmianą postrzegania miejsca człowieka w świecie. Człowiek przestaje być centrum świata oraz miarą wszechrzeczy. Posthumanizm wskazuje na potrzebę odejścia od antropocentrycznego punktu widzenia, według którego wszelkie nie-ludzkie formy życia podporządkowane były człowiekowi. Dzisiaj coraz częściej akcentuje się powiązania i zależności między światem ludzi a światem zwierząt i roślin, gdyż to, co ludzkie jest nierozerwalnie związane z nie-ludzkimi formami życia. Z odejściem od antropocentryzmu wiąże się także, rozwijająca się równolegle, dziedzina studiów nad zwierzętami (animal studies), postrzegana często jako część dyskursu posthumanistycznego lub jeden z jego głównych nurtów.

W Polsce posthumanizm jest wciąż traktowany jako nowy i marginalny trend w humanistyce, choć w samych sztukach wizualnych możemy obserwować już od jakiegoś czasu zjawiska, które można z tym dyskursem powiązać. Posthumanizm prowokuje do nowych interpretacji w obszarze sztuk wizualnych, a także zmusza do przewartościowania relacji między ludźmi a zwierzętami, co starają się pokazać autorki tekstów zebranych w niniejszym numerze Artmixa.

Związki sztuki z posthumanizmem nie ograniczają się do formułowania nowych teorii i kreowania nowego języka mówienia o sztuce, ale są dużo głębsze. Sztuka bowiem aktywnie uczestniczy w dokonujących się zamianach, będąc zarówno elementem posthumanistycznych procesów, jak i odpowiedzią na nie.

W niniejszym numerze prezentujemy teksty, które wpisują się w dyskurs posthumanizmu lub do niego nawiązują, bądź też są analizą zjawisk, które współtworzą to, czym jest posthumanizm.

Do dziedziny studiów nad zwierzętami, a nawet jej krytycznego nurtu (tzw. critical animal studies) można zaliczyć tekst Heather Dodge, która pisząc o szkicach Sue Coe z rzeźni przybliża etyczne znaczenie pojęcia nowej taksonomii.

Tekst dostępny jest również w wersji oryginalnej.

Magdalena Dąbrowska zastanawia się, czy psy rasowe mogą być postrzegane jako dzieła bio artu. Autorka sygnalizuje m. in. kwestie etyczne, które pojawiają się w kontekście zjawiska wytwarzania „doskonałych" reprezentantów psów wystawowych.

O pracach Moniki Zawadzki z wystawy Oczy szukają głowy do zamieszkania w kontekście posthumanistycznej myśli Donny Haraway pisze Małgorzata Marciniak.

Monika Rogowska-Stangret w artykule: Człowiek - pies. O Lucy Lourie w kontekście filozofii Michela Foucaulta i „polityki niezauważalności" Elizabeth Grosz analizuje postać bohaterki Hańby Johna Maxwella Coetzego.

Izabela Kowalczyk w tekście O byciu z innymi recenzuje książkę Moniki Bakke Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu, zwracając uwagę na to, że refleksji takich jak ta nadal brakuje w polskim dyskursie naukowym.

Publikujemy również, za zgodą Autorki i wydawnictwa fragment książki Moniki Bakke zawierający analizę prac Grzegorza Kowalskiego.

Dorota Łagodzka, Anna Barcz, Izabela Kowalczyk, Edyta Zierkiewicz

Sue Coe, Egg Machines, Dead Meat, © Sue Coe

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

niedziela, 8 stycznia 2012

Street art na wsi

Tych, którzy mają wolny wieczór w najbliższy piątek 13-ego, zapraszam do Galerii Sztuki Wozownia w Toruniu na wernisaż wystawy "Street art na wsi", która będzie dokumentacją artystycznych działań Daniela Rycharskiego we wsi Kurówko.

Daniel Rycharski, "Street art na wsi".


Daniel Rycharski
Street art na wsi

kuratorka: Dorota Łagodzka

Galeria Sztuki Wozownia, Toruń
13.01. - 19.02.2012
otwarcie 13.01., godz. 18:00

Czy mieszkańcom wsi sztuka jest do czegoś potrzebna? Może nie wpływa bezpośrednio na ich życie w wymiarze praktycznym, ale może wpływać na ich marzenia i świat wartości. Z takiego założenia wyszedł Daniel Rycharski, autor działań artystycznych w przestrzeni wiejskiej. Zainspirowany niezwykłymi opowieściami miejscowych o tajemniczych zwierzętach, rozpoczął w 2009 roku projekt, który kontynuuje do dziś w ramach doktoratu na krakowskiej ASP w pracowni prof. Zbigniewa Sałaja.

Hybrydalne zwierzęta namalowane na domu babci i dziadka artysty spotkały się z aprobatą mieszkańców wsi. Wkrótce powstały kolejne na domu sąsiadów, aż w końcu mieszkańcy zaczęli zapraszać Rycharskiego do kolejnych realizacji, proponowali nowe miejsca, w których chętnie widzieliby jego murale. W ten sposób hybrydalne zwierzęta zadomowiły się w całym Kurówku, na przystankach autobusowych, stodołach, szopach, domach. Gdy już większość miejsc w Kurówku została wykorzystana, projekt spontanicznie rozszerzył się na sąsiednie wioski, a nawet z ulicy wkroczył do wnętrz. Ale wiejski street art nie ogranicza się tylko do murali. Powstała m. in. „Galeria-Kapliczka”, a także multimedialne „Strachy na dziki i ptaki”, zrealizowane we współpracy ze streetartową fundacją vlep[v]net.

Kurówko położone jest na północnym Mazowszu w okolicach Sierpca. Tam artysta mieszka i pracuje. Inspirację stanowi dla niego twórczość Grupy Działania, która od drugiej połowy lat siedemdziesiątych prowadziła akcje artystyczne we wsi Lucim, angażując tamtejszą społeczność. (tekst: Dorota Łagodzka)

Daniel Rycharski
ur. 1986, twórca wiejskiego street artu, zajmuje się działaniami artystycznymi w przestrzeni wsi, tworzy m. in. instalacje, wideo, projekty site specific; doktorant w pracowni interdyscyplinarnej Zbigniewa Sałaja i Grzegorza Sztwiertni na ASP w Krakowie.

Daniel Rycharski, "Galeria-Kapliczka".

Daniel Rycharski, "Strachy na dziki i ptaki".

P.S. Niebawem zamieszczę dokumentację wystawy wraz z komentarzem dotyczącym różnych kontekstów pojawiania się zwierząt w twórczości Rycharskiego. Tekst w katalogu wystawy, napisany w dużej mierze na podstawie mojego wcześniejszego artykułu w Magzaynie Sztuki, dotyczy raczej charakteru i genezy samego wiejskiego street artu, działań w przestrzeni wsi, a także inspiracji artysty oraz porównań z twórczością Grupy Działania we wsi Lucim.

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

sobota, 31 grudnia 2011

Sylwestrowy plakat TPN

projekt: Krzysztof Kokoryn (dla Tatrzańskiego Parku Narodowego)

Udany plakat Krzysztofa Kokoryna krytykujący infantylną nowobogacką, kapitalistyczną i jakże egoistyczną tradycję, kultywowaną głównie przez dużych chłopców, którzy nie mogą dorosnąć. Wujek Freud na pewno by miał coś na ten temat do powiedzenia ;)

Doznałam wczoraj niechybnie uszkodzenia słuchu po tym jak banda zadowolonych z siebie kretynów pod Biedronką odpaliła na chodniku petardę.

Mój pies ciągle szczeka, ktoś musi z nim zostać, więc nie pójdzie na imprezę.

Kotka sąsiadów dostała kiedyś w Sylwestra zawału serca.

W Tatrach niedźwiedzie budzą się z zimowego snu.

Ptaki uciekają.

Ludzie starzy i chorzy się męczą.

Niemowlęta i chorzy psychicznie się boją.

Co roku komuś urywa rękę.

sobota, 26 listopada 2011

Zbrodnia, kicz i komercja czy(li) klasyka sztuki?

Uwaga! Ten wpis zawiera obrazy, które mogą zostać uznane za drastyczne!

---

W krakowskim Muzeum Sztuki Współczesnej (MOCAK) trwa wystawa "Akcjonizm wiedeński. Przeciwny biegun społeczeństwa" (do 29.1.2012). Jak pisze kurator Stanisław Ruksza

"(...) owiany legendą akcjonizm nie jest dobrze znany. Dokumentacje ich działań wciąż wzbudzają emocje, nie tylko w społeczeństwie austriackim. Znaczenie zjawiska przykryte zostało strategią don't touch - pokazywać, lecz nie dyskutować".

Wydaje mi się, że znaczenia tej sztuki (sugerowane krytykom przez samych artystów) nie są wcale aż tak niechętnie zgłębiane. Strategia nie dotykania dotyczy raczej społecznego, w tym etycznego wymiaru większości prac artystycznych, które weszły do kanonu sztuki, mimo iż są wobec kogoś ewidentnie nie w porządku, łamią czyjeś prawa, podważają czyjąś godność, wykorzystują kogoś lub upokarzają. Dotyczy to choćby osławionych Łaźni Kozyry lub Piramidy zwierząt, która staje się już na tym blogu nadużywanym przykładem (ale cóż, jest jednym z nielicznych znanych przykładów w polskiej sztuce, które w podobnych sytuacjach można przywołać). Każdy krytyk, który spróbuje dyskutować z etyczna zasadnością Łaźni naraża się na to, że zostanie wrzucony do jednego worka z LPR-wocami, którzy chcieli skazać Nieznalską. Tekst Doroty Jareckiej na temat wystawy akcjonistów potwierdza te obawy: http://wyborcza.pl/Wykrwawiona_rewolucja.html

widok wystawy "Akcjonizm wiedeński. Przeciwny biegun społeczeństwa" w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie(zdjęcie pochodzi ze strony: www.obieg.pl)


Hermann Nitsch, Teatr Orgii Misteriów (kaseta). Akcja nr 3 i 4, Wiedeń 1963 / O.M. Theater (Kassette), 3. und 4. Aktion, Wien 1963, 1963/1974, dokumentacja fotograficzna: Ludwig Hoffenreich, fotografie: Atelier Graficzne Neumann, Wiedeń, ©Hermann Nitsch, Kolekcja Essla (za: www.obieg.pl)

Pozwolę sobie przytoczyć krótki wpis Magdy Ujmy z jej blogu "Krytyk sztuki na skraju załamania nerwowego". Blog polecam, a jego nazwę uwielbiam. We wpisie "W sprawie artystów i zwierząt" autorka porusza kwestię zwierząt w odniesieniu do recenzji Doroty Jareckiej:

Na początek zwracam uwagę na recenzję z wystawy akcjonistów wiedeńskich, jaka właśnie otworzyła się w krakowskim muzeum Mocak. Dorota Jarecka w "Gazecie Wyborczej" pisze:
To prawda: wiedeńscy akcjoniści urządzali drastyczne akcje połączone z zarzynaniem zwierząt i spuszczaniem z nich krwi. Prawdą jest jednak także, że nie była to powierzchowna i głupawa reakcja na to, że wiedeńczycy chodzą do opery i jedzą knedle, ale generalne odrzucenie współczesnej kultury jako zakłamanej.

Zgoda, nie zatrzymywali się na knedlach. Zgoda, gwałtownie kontestowali austriacką, zakłamaną Gemütlichkeit. Brus był najinteligentniejszy, a Mühl zbłądził? Nie za łatwe? Co z tego wynika? Dlaczego jeden jest oceniany jako ten, co się utrzymał w granicach sztuki, a drugi - trzymając się tej samej logiki - poza nie wyszedł? Dorota cytuje krytyczną opinię Michela Houellbecqua z "Cząstek elementarnych" i twierdzi, że autor się myli. Pod płaszczykiem artystycznych wyczynów akcjoniści wiedeńscy, tacy jak Nitsch, Muehl czy Schwarzkogler, dopuszczali się masakrowania zwierząt na oczach publiczności. Tłumy kretynów patrzyły, jak (...) rozciągają organy i wnętrzności, zanurzają ręce w mięsie i krwi, doprowadzając niewinne zwierzęta do ostatecznych granic cierpienia - podczas gdy jakiś palant fotografował czy filmował tę jatkę, by wystawić otrzymane w ten sposób dokumenty w galerii sztuki.

Teraz czego ja bym się chciała dowiedzieć, to dlaczego etyczny wymiar traktowania zwierząt u akcjonistów, nie jest tak ważny jak ich cel. Oczywiście, gwałt, przemoc, agresja - i rytuały. A jednak to podstawowy problem, jak przebrnąć przez krew, przez litry przelanej krwi i przez mękę zwierząt zaszlachtowanych dla potrzeb artystów. Zabite jagnięta w ilościach przemysłowych, świnie, przelana krew, nadzy ludzie polewani krwią zabitych zwierząt. Trupia sztuka. Potrzeba o tym wspomnieć i zapytać czy można występować w słusznej sprawie posługując się niesłusznymi środkami?

A dodatkowo przypomnę tylko, że wielka afera w Polsce lat 90. wybuchła wokół Piramidy zwierząt Katarzyny Kozyry. Akcjoniści działali jednak dawno, nie w Polsce, i dodatkowo byli facetami - to powód, dla którego wszystko jest OK. No i jeszcze rynek sztuki ma ich w swoim posiadaniu. Kozyra nie tworzyła zaś żadnego teatru ani orgii, po prostu wykorzystała jednego konia i tak skazanego na rzeź. Notabene, właśnie otwiera się jej "Wystawa" w krakowskim Muzeum Narodowy


Prztoczę tu w nieco zmienionej i poszerzonej formie moje komentarze do powyższego wpisu Magdy Ujmy.

Otóż jest wielu artystów, którzy na różne sposoby i w różnym stopniu zabijają lub maltretują i zabijają zwierzęta na potrzeby sztuki, używają ich jako materiału, uprzedmiotawiają je. Jest tego tak dużo, że nie nadążam z komentowaniem wszystkiego na bieżąco na moim blogu.

Wspomnę choćby działającą obecnie, w latach 2000-ych holenderską młodą artystkę Katinkę Simonse o pseudonimie Tinkebell. Ona na przykład zamordowała własnego kota, by zrobić z niego torebkę. Jedna z jej prac artystycznych polegała na umieszczeniu żywych chomików w karuzelach, z których nie mogły wyjść, a które kręciły się nieustannie w godzinach otwarcia wystawy. Czas był obliczony tak, by chomiki były ledwo żywe, ale jednak żywe. Ledwie zwierzęta odpoczęły, karuzele były uruchamiane od nowa. Tinkebell z powodzeniem robi karierę dzięki szumowi medialnemu i dzięki swoistemu "snobizmowi uwielbienia dla okrucieństwa" art worldu, galerzystów, krytyków, kuratorów. A także dzięki nietykalności sztuki, która jak się okazuje może łamać holenderskie prawo mimo protestów opinii publicznej na dużą skalę.

Akcje akcjonistów wiedeńskich chwilami sprawiają wrażenie kiczowatych show mających przyciągnąć publiczność, bazujących na tych samych środkach, co horrory w stylu "Piły".

O pewnym rysie kiczowatości i komercyjności działań akcjonistów wspominała dr Marta Smolińska, która dość dokładnie badała ich twórczość. W relacji ze 114. akcji Hermana Nitscha, na której była, pisze:
"Po akcji na stołach pozostały czerwone ślady po ściekającej krwi, rozrzucone wnętrzności, zalane krwią chleby, pogniecione winogrona i rozprute ryby. Jako dzieło sztuki - relikt akcji powstał również obraz wykonany przez Nitscha za pomocą chlustania krwią na białe płótno."
i dalej:
"Na początku działalności grupy w trakcie wystąpień wiedeńskich akcjonistów interweniowała policja, co dodawało całej sytuacji nieco pikanterii. Obecnie Nitsch stał się jednym z najbardziej uznanych artystów austriackich, a aura skandalu wypaliła się. W galerii pojawili się eleganccy konsumenci jego sztuki, których stać było na zapłacenie 35 euro za bilet wstępu. Komercja wyzierała z kątów galerii (...)
Po akcji Nitsch domagał się więcej aplauzu... Sam pozostał niezbrukany krwią, od "czerwonej" roboty miał asystentów, podających mu kolejne i kolejne dzbany z krwią".

Te mankamenty wytyka akcjonistom także Jarecka. Ale może sztuka akcjonistów była taka od początku, tylko dopiero po jakimś czasie to dostrzeżono?

Dodam od siebie, że w tym wszystkim gdzieś znika prawda o użytych do akcji zwierzętach. Pozostają tylko flaki i krew - skomercjalizowany bezosobowy abiekt, okraszony wzniosłą i tajemniczą symboliką, znaczeniami i odniesieniami. I już nikt nawet nie pamięta, skąd te flaki się właściwie wzięły i że były częścią czyjegoś ciała.


Gdy jest mowa o cenzurze, mówi się, że słaba jakość pracy nie może być argumentem przeciwko sztuce. Zgoda, ale w drugą stronę to też nie może działać. Ważne treści, poruszone problemy nie mogą usprawiedliwiać etycznie takiego postępowania ze zwierzętami.

Problem ten na przykładzie "Piramidy zwierząt" Kozyry przy okazji jej wystawy w Zachęcie, poruszyłam w kilku tekstach analizując kwestie praw zwierząt w zderzeniu z problematyką granic wolności wypowiedzi artystycznej. Nie chcę powtarzać tu całej argumentacji, odsyłam do następujących tekstów:
- "Nietykalność Piramidy zwierząt, czyli jak ograniczamy dyskurs o sztuce", „Arteon”,
nr 1(129) 2011.
- To (nie) jest wystawa! Katarzyna Kozyra w Zachęcie, „Artluk” nr 1(19) 2011.
- Paradoksy wolności, „Artmix” nr 23(13) 2010: http://obieg.pl/artmix/16533
- "Prawo-rządnośc sztuki", „Fragile” nr 1(7) 2010.

Co zaś do "Piramidy" Kozyry to muszę w odniesieniu do wypowiedzi Ujmy przypomnieć, że sprawa nie jest taka prosta, za jaką się ją powszechnie uważa, czyli że Kozyra zabiła jednego konia który i tak by zginął, więc o co cała afera.
Po pierwsze koń wcale niekoniecznie by zginął (wysoce prawdopodobne, że zostałby wykupiony przez jakąś fundację lub osobę prywatną i do dziś spacerowałby po zielonej trawie), a poza tym chodzi też o inne zwierzęta, z których niektóre zabijała bez namysłu i niepotrzebnie, o czym świadczy jej wypowiedź w "Drżących ciałach" (str. 187):

"(...) a koguty zatłukłam dwa. Nie wiedziałam, który będzie lepszy, duży czy mały".

(więcej cytatów z Kozyry na ten temat w mojej recenzji z wystawy w Zachęcie - "Artluk" nr 1(19) 2011. Ale ta recenzja dotyczy nie tylko "Piramidy" i nie jest jednakowo krytyczna wobec całej wystawy).

We "Fragile" i "Artmixie" komentowałam też podejście Doroty Jareckiej do kwestii wykorzystywania zwierząt w sztuce. Otóż parę lat temu broniła ona też kostarykańskiego artysty, który w ramach swojej akcji artystycznej przywiązał i głodził wychudzonego chorego psa złapanego na ulicy. Mam podejrzenie, że gdyby podobną rzecz popełnił zwykły nastolatek lub rolnik, to jej ocena etyczna tego czynu byłaby zupełnie inna.
I powtórzę, że mimo całego szacunku dla Doroty Jareckiej, mam jej za złe, że każdą próbę obrony zwierząt szufladkuje jako konserwatywną, prawicową, a w tym tekście wręcz przekonuje, że cytat nie pochodzi z płomiennej mowy działacza LPR, ale z Huellebequa. Co za demagogia, wynikająca z braku wiedzy lub ze świadomej manipulacji. No i przede wszystkim absurd, ponieważ ruchy związane z wyzwoleniem zwierząt były i są głównie lewicowe, anarchistyczne i feministyczne.


Otto Muehl, Testowanie artykułów spożywczych. Akcja nr 26 / Nahrungsmitteltest, 26. Aktion, 1966, dokumentacja fotograficzna: Ludwig Hoffenreich, fotografie: Stefan Fiedler – Salon Iris, Wiedeń, ©Otto Muehl, Kolekcja Essla (za: www.obieg.pl)

Kiedy patrzę na dokumentację "Testowania artykułów spożywczych" Otto Muehla, zastanawiam się, dlaczego pokawałkowanie ciał ludzkich jest tam tylko iluzją, nogi, które mają sprawiać wrażenie odciętych w rzeczywistości wystają z dziur w prześcieradle? Dlaczego nie pokawałkował ludzi naprawdę, byłoby to jednak bardziej spektakularne. A skoro zamierzony efekt udało się osiągnąć za pomocą iluzji, może należało ją też zastosować w odniesieniu do zwierząt, zamiast je naprawdę rozszarpywać. Powtórzę tu pytanie, które pisałam już w niektórych tekstach: co stanowi zatem granice sztuki? Czy tylko mentalność twórcy nie pozwala artyście rozszarpać człowieka? A może tylko prawo go od tego powstrzymuje?

Kiedy z kolei czytam o tym, że akcjonizm wiedeński był reakcją na wojnę, Holokaust, poparcie dla Hitlera w Austrii, czy też ich odreagowanie, to moja refleksja idzie raczej w stronę smutnego braku zdziwienia, że Holokaust był w ogóle możliwy. Nic dziwnego, że doszło do zagłady Żydów, skoro zagłada zwierząt jest akceptowalna cały czas, nic dziwnego, że SS-mani byli w stanie czerpać dochód ze swojej pracy i jednocześnie być poprawnymi, kochającymi mężami i ojcami, skoro takich ojców jest i dziś na pęczki, zajmujących się zawodowo hodowlą i rzezią zwierząt na mięso i futra czy też eksperymentowaniem na zwierzętach w laboratoriach, a potem bawiących się z dziećmi i całujących żonę na dobranoc. Nic dziwnego, że naziści potrafili mieć frajdę ze znęcania się nad Żydami lub innymi więźniami, skoro cyrk, corrida czy rodeo są cały czas legalną rozrywką w Europie. Nic dziwnego, że pojawili się akcjoniści.
Zaryzykowałabym stwierdzenie, że akcjonizm w tym kontekście wcale nie jest przeciwnym biegunem społeczeństwa, ale raczej wpisuje się w pewne jego mechanizmy paradoksalnego akceptowania zbrodni na co dzień.

Opinia Hullebeqa pozostaje jednak dla mnie najbardziej trafiającą w sedno, w to, czym akcjonizm wiedeński właściwie jest:

"Pod płaszczykiem artystycznych wyczynów akcjoniści wiedeńscy, tacy jak Nitsch, Muehl czy Schwarzkogler, dopuszczali się masakrowania zwierząt na oczach publiczności. Tłumy kretynów patrzyły, jak (...) rozciągają organy i wnętrzności, zanurzają ręce w mięsie i krwi, doprowadzając niewinne zwierzęta do ostatecznych granic cierpienia - podczas gdy jakiś palant fotografował czy filmował tę jatkę, by wystawić otrzymane w ten sposób dokumenty w galerii sztuki".

Na szczęście jest coraz więcej sztuki, w której zwierzę jest uPODMIOTowione. Może to właśnie tą sztuką warto się zająć.

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

środa, 26 października 2011

Artmix - call for papers


Informujemy o możliwości nadsyłania tekstów do następnego numeru „Artmixa”:

Artmix nr 28 „Posthumanizm i ekofeminizm”

Zarówno posthumanizm, jak i ekofeminizm akcentują potrzebę zmiany pojmowania roli człowieka w świecie, odrzucenie jego centralistycznej pozycji i zwrócenie się w stronę innych istot oraz związków między ludźmi a zwierzętami i roślinami, a także związków między żywymi organizmami a maszynami.

Posthumanizm wydaje się być konsekwencją przemian, którym coraz bardziej zaczyna podlegać ludzkie życie oraz sama cielesność. Zmienia się status ciała, rozmywają się granice między ciałami „naturalnymi” (nie sposób już określić, co mogłoby to oznaczać, należałoby raczej powiedzieć, że obecnie nie ma już czegoś takiego jak naturalne ciało) a sztucznie konstruowanymi w wyniku różnych ingerencji. Czy można wyznaczyć granice etyczne dla ingerencji w żywe organizmy? Jaki jest obecnie status ciał ludzkich i nieludzkich?

Interesuje nas, jak feminizm odpowiada na te zmiany? Jakie stanowiska wobec posthumanizmu prezentuje ekofeminizm? Jakie jest stanowisko ekofeminizmu wobec nowoczesnych biotechnologii? Czy współczesna biopolityka oznacza faktycznie, że żyjemy w „stanie wyjątkowym” (jak opisuje to Georgio Agamben)? I wreszcie jak sztuka odpowiada na te problemy? Jak odnosi się do kwestii podejmowanych zarówno w dyskursie posthumanizmu, jak i ekofeminizmu? W tym kontekście namysłu wymaga przede wszystkim sztuka bio-artu.

Proponujemy zastanowienie się nad następującymi problemami:

Posthumanizm i ekofeminizm – związki i różnice
Ekofeminizm w sztuce
Bio-art (definicje, przykłady, bio art w Polsce)
Bio-art a ekokrytyka
Sztuka i etyka wobec posthumanizmu
Biopolityka
Dyskurs o sztuce w ramach animal studies
Sztuka zwierząt
Biotechnologie w sztuce
„naturalne” – „sztuczne”
Mit naturalności w ekofeminizmie
Ludzie-maszyny

Teksty prosimy przesyłać na adres: artmix_obieg@tlen.pl

Termin przyjmowania tekstów do nowego numeru to 30.11.2011.

Pozdrawiamy serdecznie,
Iza Kowalczyk, Edyta Zierkiewicz, Dorota Łagodzka i Anna Barcz


---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

środa, 14 września 2011

Burka Band i "Ciepły, mokry aksamit" w Zadrze

W najnowszej, muzycznej "Zadrze", która została wydana w czerwcu, pojawił się mój tekst o Burka Band, afgańskim żeńskim zespole muzycznym. Polecam ten tekst, nie dlatego, że jest mój, tylko dlatego, że Burka Band jest niesamowitym zjawiskiem, kroplą feministyczną w morzu seksistowskiego islamskiego świata. Polecam także cały muzyczny numer i "Zadrę" w ogóle, choć mam za złe redakcji dość liczne nie skonsultowane ze mną zmiany w tekście, które trochę zmieniły jego wyraz. Parę rzeczy też zmieniono po prostu błędnie. Każda redakcja ma prawo do zmian, ale ma też obowiązek je konsultować z autorką.

O istnieniu Burka Band dowiedziałam się od Adama Wereszczyńskiego, za co mu serdecznie dziękuję.

Burka Band, "Burka blue":


Burka Band, "No burka!":


W tym numerze "Zadry" jest też ciekawy wywiad z Dominiką Dzikowską, która stworzyła cykl fotografii "Ciepły, mokry aksamit". Składa się on z dwóch części: jedna to fotografie przedstawiające rodzące kobiety, głównie ich twarze, emocje, które przeżywają duchowy aspekt porodu, druga to zdjęcia koszul nocnych, w których kobiety rodziły. Te ubrania są zakrwawione i ukazują drugi, fizjologiczny wymiar porodu. Autorka zdjęć opowiada o tabu, które wiąże się z porodem, z kobiecą fizjologią i kobiecą krwią, "krwią stamtąd". Bo przecież zakrwawione mundury żołnierzy nikogo nie oburzają, tymczasem koszule nocne matek owszem. "Rodzenie, dawanie życia wydaje nam się obrzydliwe, tak samo jak fizjologia, która temu towarzyszy. A fizjologia towarzysząca zabijaniu już się wydaje mniej obrzydliwa" - mówi Dominika Dzikowska.

"Justyna", z cyklu "Ciepły, mokry aksamit", fot. Dominika Dzikowska

"Koszula Marty", z cyklu "ciepły, mokry aksamit", fot. Dominika Dzikowska

Co ciekawe jakiś czas temu okazało się, że nawet fotografie matki karmiącej dziecko są w naszym społeczeństwie czymś bulwersującym. Ocenzurowano wystawę pokonkursową fotografii przedstawiających karmienie piersią. Pisała o tym Izabela Kowalczyk i Grzegorz Szymanik w Gazecie Wyborczej. Wystawa została jednak zaproszona do Gdańska. Zdjęcia zostały zaprezentowane na Pikniku dla Zdrowia w Parku Zielonym przy ul. Skłodowskiej-Curie. Wystawa była jednym z elementów kampanii "Gdańsk - miasto przyjazne naturalnemu karmieniu".

A oto zdjęcia, które zajęły trzy pierwsze miejsca w konkursie:

fot. Dominika Nieradka-Jessa

fot. Sylwia Rudolf

fot. Paweł Łukowski

Zdarzyło się też, że karmiąca matka została wyproszona z warszawskiego CSW. Instytucja co prawda przeprosiła za zachowanie swojego pracownika, ale problem nie zniknął. Zamieszczam krótki, prosty i trafny filmik australijskiej organizacji:



Europejki i autsralijki walcza o prawo do karmienia piersią w miejscach publicznych, Muzułmanki walczą o prawo do pokazywania twarzy...

Ten wpis przypomina, że podtytuł mojego blogu brzmiał na początku: sztuka, feminizm, wyzwolenie zwierząt. Po jakimś czasie okazało się, że piszę głównie o zwierzętach, więc go zmieniłam. Ale o analogiach pomiędzy seksizmem a gatunkowizmem nie zapomniałam.

Ten wpis jest dość nietypowy dla mojego blogu, gdyż jest o muzyce. Nie czuję się kompetentna z tej dziedzinie, ale czasem muzyka wyraźnie koresponduje z kulturą wizualną. Całe przedsięwzięcie zwane Burka Band wykracza daleko poza sferę czysto muzyczną. Ich teledyski są swoistymi performansami, sztuką zaangażowaną politycznie, ale też sztuką, której nie sposób oddzielić od życia. Sztuką, którą grozi śmiercią...

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

czwartek, 11 sierpnia 2011

Pocztówka z Danii

fot. Dorota Łagodzka

fot. Łukasz Żywulski

Dania, a przynajmniej Południowa Jutlandia, w szczególności zaś prowincja (o ile cała Dania nie jest prowincją), jest równościowa. Ten kraj, w którym nie było komunizmu realizuje z powodzeniem socjalistyczne ideały. Bez większości skutków ubocznych, które wystąpiły w bloku wschodnim. Wszyscy mają podobnej wielkości domy, podobnej jakości samochody, bogatsi płacą wyższe podatki, bezrobotni otrzymują wysokie zasiłki, a szef dużej firmy bez cienia niezadowolenia osobiście zastępuje sprzątacza, gdy ten jest chory. W jakiś sposób przekłada się to na świat artystyczny. Małe miasteczko, które mieszkańców ma tyle, co średniej wielkości polska wieś, ale sklepów, punktów usługowych i instytucji tyle, co większe z mniejszych polskich miast, ma również katalog lokalnych artystów. Gruby, kolorowy i ładnie wydany, a do tego bezpłatnie dostępny w urzędzie miasta. W owym katalogu każdemu artyście poświęcono tyle samo miejsca, a ci tworzący całkiem dobrą sztuką figurują tuż obok tych całkowicie kiczowatych, ciekawe prace obok bohomazów w nowoczesno-drobnomieszczańskim guście, razem z profesjonalnymi projektantami, rzemieślnikami wyplatającymi użytkowe wyroby z wikliny i twórcami szklanych figurek do stawiania na parapecie (Szerokie duńskie parapety to swoiste małe wystawy - misternie ustawione i bardzo estetyczne kompozycje kwiatów, świeczek, figurek, obrazków i innych "pierdółek" stojące na okach bez firanek przyciągają wzrok przechodniów. Gdyby nie prostota, umiar i dobry gust, charakterystyczne dla skandynawskiego wzornictwa, byłoby to istne postmodernistyczne rokoko).
Ciekawie jest też rozumiana lokalność, katalog dotyczy bowiem artystów mieszkających w regionie rezerwatu przyrody Vadehavet.

I jeszcze muszę się podzielić architekturą. W Bolilmark na wyspie Rømø stoi osiedle domków, które znikają, gdy spojrzeć na nie z lotu ptaka.

fot. Dorota Łagodzka



Na tej samej wyspie w portowej miejscowości Havneby na wybrzeżu stoi osiedle domów, którym nie straszne przypływy. W razie sztormu utoną tylko samochody.

fot. Dorota Łagodzka

fot. Dorota Łagodzka

Na starówce w Esbjerg można przysiąść na nagrzanych w słońcu kamieniach, które zostały delikatnie wyrzeźbione w sylwety zwierząt. Wybrano kamienie, których formy przypominały zwierzęce figury i tylko delikatnie je wyprofilowano. Wykorzystano też naturalną kolorystykę minerałów. Zielone kamienie przekształcono w gady i płazy, brązowe w konie, szare w owce itp. Pomysł całkiem sympatyczny, prostolinijny, a jednak ożywiający przestrzeń miasta.

fot. Dorota Łagodzka

fot. Łukasz Żywulski

fot. Dorota Łagodzka

Zafascynowały mnie także poidełka i figurki ptaków (a czasami też innych zwierząt) na ludzkich grobach, na duńskich cmentarzach protestanckich, ale o tym chciałabym jeszcze kiedyś szerzej napisać...

fot. Dorota Łagodzka

fot. Dorota Łagodzka

fot. Dorota Łagodzka

fot. Dorota Łagodzka

---
Blog Nie-zła sztuka objęty jest prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę lub adres blogu.

Używając zdjęć z tego wpisu, musisz podać imię i nazwisko autora oraz nazwę lub adres blogu.
---