niedziela, 19 października 2014

Ogłoszeniowo

Aktualnie trwają aż trzy fantastyczne wystawy na temat zwierząt (rzecz jasna). Zazwyczaj publikuję na blogu teksty autorskie, lecz tym razem po prostu polecam, być może niektórym uda się wybrać na dwie berlińskie ekspozycje. Ja już je obejrzałam i obydwoma jestem zachwycona. Obydwie też postaram się zrecenzować, lecz na to muszą Państwo trochę poczekać. Trzecia wystawa jest za oceanem, więc zapewne ani moi czytelnicy ani ja jej nie zobaczymy. A szkoda, bo zapowiada się arcyciekawie. Na koniec prezentuję ogłoszenie o konkursie artystycznym na rzecz małp, który później zaowocuje wystawą. Odbywa się on w USA, lecz można aplikować przez Internet, co mój znajomy prymatolog i artysta już uczynił.

1) "We, animals. Scenarios"
aryści: NEOZOON, Lucy Powell, SIN KABEZA, Uli Westphal, donata kindesperk 
kuratorka: Anne Hoelck
10 - 26.10.2014
Mein Blau Projekraum, Christinenstrasse, Berlin - Mitte:
http://www.meinblau.de/en/news.html

 Supernatural: Albertsons, Uli Westphal, 2014

2) "Notes on Animals"

artistka: Lin May Saeed 
13.09 - 8.11.2014
Galerie Thomas Flor, Mehringdamm, Berlin - Kreuzberg:
http://www.galerieflor.de/

 by Lin May Saeed

3)
"The Singing and the Silence: Birds in Contemporary Art"
32.10.2014 - 22.02.2015
Smithsonian American Art Museum and the Renwick Gallery
3rd floor North, American Art Museum (8th and F Streets, N.W.)
http://americanart.si.edu/exhibitions/archive/2014/birds/

Fred Tomaselli, Migrant Fruit Thugs, 2006,
leaves, photo collage, gouache, acrylic and resin on wood panel,
Glenstone. © Fred Tomaselli. Image courtesy Glenstone

4) ENGANGERED. Art for Apes.
http://art4apes.com/


 Cleve Hicks,  Kathé
--- 
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. 
---

niedziela, 5 października 2014

Berlińskie zootanatologie...

Jestem chora, nie mam siły dokończyć zaległego tekstu naukowego, więc może przynajmniej zaopiekuję się moim blogiem, który ostatnimi czasy bardzo zaniedbałam.

W takim marnym stanie psychofizycznym prowadziłam pierwsze zajęcia ze studentami w Kolegium "Artes Liberales" UW. Paskudne samopoczucie wynagrodził mi fakt, że na konwersatorium "Zwierzęta w sztuce i literaturze" (odbywające się w ramach cyklu zajęć "Bio- and Cultural Diversity") był nadmiar chętnych. Nie wiem skąd się biorą narzekania w prasie na współczesnych studentów. Moi wydają się fajni, inteligentni i szczerze zainteresowani. Oczywiście nie liczę na to ani nie oczekuję tego, by wszyscy oni fascynowali się sztuką i animal studies, ale kilkoro takich na pewno jest, a pozostali, mam nadzieję, też nie będą się nudzić. Do współprowadzenia zajęć o literaturze zaprosiłam dwoje gości: dr Annę Barcz i prof. Katarzynę Marciniak. Jednak większa część zajęć poświęcona jest sztukom wizualnym.

Na zajęciach poruszymy m. in. problem śmierci zwierząt w sztuce i dla sztuki. Na ten temat przeprowadziła ze mną wywiad Gabriela Jarzębowska z Fundacji Bios Amigos. Zapraszam do lektury: http://biosamigos.pl/niezidentyfikowane-szczatki-zwierzece-czyli-gatunkowizm-i-sztuka/
W wywiadzie częściowo poruszam problemy, które opisałam w moim artykule "Śmierć zwierząt w sztuce współczesnej na przykładzie Piramidy zwierząt Katarzyny Kozyry" w książce "Śmierć zwierzęcia. Współczesne zootanatologie" pod red. Marzeny Kotyczki (Wyd. Uniwersytetu Śląskiego):
http://wydawnictwo.us.edu.pl/node/8641
W niniejszej publikacji znalazło się także tłumaczenie tekstu Giovanni'ego Aloi, opartego na jego rozdziale z książki "Art and Animals" oraz tekst Natalii Bażowskiej, polskiej artystki, która od dawna maluje zwierzęta, a jakiś czas temu rozpoczęła bardzo ciekawy, już nie malarski, projekt z wilkami. Ponadto w książce znajdą się inne ciekawe teksty polskich autorów oraz tłumaczenia Marca Bekoffa i Erici Cudwordth. Redaktorka tomu Marzena Kotyczka poświęciła swój tekst gołębiom. Od dawna myślę o tych ptakach - gatunku, który przystosował się do życia w najbardziej ekstremalnych warunkach miejskich, a który zamiast za to szanować, cieszyć się z tego i uznać gołębie za nie-ludzkich obywateli miast, zwalczamy je, pogardzamy nimi, instalujemy kolce i inne sprzęty utrudniające im życie. Istnieją jednak dokarmiczaki gołębi, podobnie jak dokarmiaczki kotów. Takie współczesne czarownice ;)



W moim artykule w w.w. książce podejmuję m. in. problem używania ciał zwierząt jako materiału sztuki. Podczas mojej niedawnej wizyty w Berlinie zwiedziłam Museum für Naturkunde, które pełne jest nieżywych zwierząt i ich zakonserwowanych ciał. Największe wrażenie zrobiło na mnie ogromne archiwum fragmentów ciał lub całych zwierząt (w przypadku tych mniejszych) w formalinie lub alkoholu. Gigantyczne regały, rzędy słoiczków, słoików i słoi, buteleczek, butelek i butli... Biblioteka trupów... Wykorzystywanie zwierząt w sztuce i nauce, zaspokajanie ciekawości badawczej artystycznej i estetycznej, fascynacja martwym ciałem i śmiercią świadczą o odwiecznym przeplataniu się dyskursu naukowego i artystycznego. Źródła współczesnego miejsca zwierząt w obydwu porządkach szukać można w oświeceniowej filozofii, uprzedmiotawiających zwierzęta ideach Kartezjusza, ówczesnym rozwoju nauk przyrodniczych i metod badań opartych na eksperymentach na zwierzętach. Co jest jednak szczególnie interesujące w kontekście sztuki, to wspólne początki  muzeów sztuki i muzeów historii naturalnej: zbiory kuriozów, cudów natury, ciekawych okazów przyrodniczych i kolekcje dzieł sztuki. O tym między innymi będziemy rozmawiać na zajęciach w Kolegium "Artes Liberales". 

fot. Dorota Łagodzka

 fot. anonymous author, © Dorota Łagodzka

fot. Dorota Łagodzka
 
fot. Dorota Łagodzka
 
Wracając do Berlina, głównym celem mojej wyprawy była mała, lecz jak się okazało, świetna wystawa "We, animals. Biographies" w Mein Blau Projektraum, kuratorowana przez Anne Hoelck. Ekspozycję postaram się zrecenzować w następnym numerze "Magazynu Sztuki", z tego względu nie opisuję jej tutaj. Zdradzę tylko tyle, że wystawiana tam praca "Two Homes" duetu Hörner/Antlfinger jest od tej pory jednym z moich ulubionych dzieł sztuki. 9 października zostanie w tej samej galerii otwarta kolejna edycja wystaw z cyklu "We, animals", tym razem z podtytułem "Scenarios". Mam nadzieję także ją zobaczyć.

 Hörner/Antlfinger, Two Homes, 2012

Teraz natomiast chciałabym przybliżyć moim czytelnikom moje wrażenia z wystawy "Fliegen" ("Muchy") w Museum für Naturkunde. Na wystawie została umieszczona gablota z żywymi muchami, która momentalnie przypomniała mi instalacje Damiena Hirsta. W odróżnieniu jednak do brytyjskiego specjalisty od artystycznej autopromocij, w Museum für Naturkunde muchy nie były porażane prądem, a umiarkowane ciepło pozwalało im się wylęgać. 


Damien Hirst, A Thousand Years, 1990.


 A tu dla porównania "Muchy" z Museum für Naturkunde, Berlin:





fot. Dorota Łagodzka


Status owadów, które zgodnie z biologiczną klasyfikacją należą do królestwa zwierząt (a zatem tego samego, co ludzie), nie należą jednak do kręgowców. Prof. Andrzej Elżanowski wielokrotnie podkreślał poważne różnice między różnymi gatunkami zwierząt, ich odczuwaniem bólu i poziomem świadomości. Z kolei Monika Żółkoś na marcowej konferencji "Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu?" mówiła o ich statusie ontologicznym i kulturowym. 

Najcenniejsza myśli, jaką wyniosłam z wystawy brzmi": Świat potrzebuje much.

Cokolwiek o nich myślimy, jakkolwiek nas denerwują, jakiekolwiek choroby przenoszą, świat bez nich nie mógłby istnieć. Bez much, robaków, owadów wszelakich.

Jako bohaterowie drugoplanowi pojawiają się one także we fragmencie (25:00) filmu Kathy High "Lily Does Derrida. A Dog' s Video Essay", którą można było zobaczyć w Polsce na wystawie "Ecce Animalia" w Muzeum Rzeźby Współczesnej w Orońsku.Genialna, wspaniała, moja ukochana praca, którą na szczęście można też obejrzeć online: http://vimeo.com/17362680 . Zdecydowanie polecam całość, nie tylko wskazany fragment.
"Dead, dead, dead, dead, dead..." - jest to cytat z filmu, a jednocześnie tytuł artykułu Steve' a Bakera, który polecam. A jednak ktoś żyje w martwym ciele, ktoś je przetwarza, ktoś je integruje na powrót z ziemią. Ci mali owadzi grabarze uczestniczą w owym niesamowitym cyklu życia i śmierci, ciała i ziemi... Świat ich potrzebuje. 

Kathy High, Lily Does Derrida. a dog' s video essay, 2010-12.


W Museum für Naturkunde na wystawie o muchach znalazła się także druga gablota z żywymi i martwymi stworzeniami, która mimowolnie przypomniała mi kadr z filmu High:


Wystawa "Fliegen", Museum für Naturkunde, Berlin, 2014, fot. Dorota Łagodzka.


Wystawa "Fliegen", Museum für Naturkunde, Berlin, 2014, film by Dorota Łagodzka


Na wystawie znajdowały się także okulary, przez które można było oglądać świat oczami muchy, co z kolei przypomniało mi pracę Jo Longhurst "Sight Hound" z 2004/2005 roku, która pokazywana była w Berlinie w 2009 roku na wystawie "Tier-Werden, Mensch-Werden", na której jednak nie byłam, gdyż wtedy dopiero zaczynałam interesować się zwierzętami w sztuce i informacja o wystawie dotarła do mnie z opóźnieniem. W tamtej pracy widzowie przyjmowali niejako punkt widzenia psa myśliwskiego.

 Jo Longhurst "Sight Hound", 2004/2005.

Na wystawie "Muchy" znalazło się także tajemnicze, ale świetne wideo, które nie zostało jednak podpisane. Równie dobrze może funkcjonować jako praca artystyczna, jak i dokumentacja  eksperymentu psychologicznego. Niestety nagrałam je do góry nogami. Jak tylko uda mi się technicznie opanować sytuację, zamieszczę film właściwie ustawiony. Nie podoba mi się, że na wystawie nie było informacji jaką funkcję miał pierwotnie spełniać film, ani nawet czyjego jest autorstwa. Gdzież się podziała edukacyjna funkcją muzeum? Dlaczego we współczesnych muzeach efekciarstwo tak często zdobywa przewagę na rzetelną informacją?

Wystawa "Fliegen", Museum für Naturkunde, Berlin, 2014

Na zakończenie relacji z Berlina podzielę się z Wami zdjęciami z bardzo specyficzną rzeźbą Stephana Horoty stojącą w parku przy placu zabaw na Teutoburger Platz przy Christinienstrasse. Tę kobietę czy też dziewczynkę, a może księżniczkę oraz żabę z łapami żółwia spotkałam po drodze na wystawę "We, animals. Biographies". Obie rzeźby stanowią jedno dzieło, obie postacie są jednolite stylistyczne, jednak  sprawiają wrażenie osobnych. Stoją na oddzielnych podestach, patrzą w różnych kierunkach. Ich wzrok się mija, choć linie wzroku krzyżują, gdyż ustawione są prostopadle do siebie. Zaiste dziwne to dzieło urzekło mnie i na pewno je odwiedzę przy okazji kolejenj wizyty w Mein Blau Projekraum podczas wystawy "We, animals. Scenarios".


© Dorota Łagodzka
 
© Dorota Łagodzka

Stephan Horota, 1987 r., Berlin

--- 
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. 
---

piątek, 8 sierpnia 2014

"Artmix" nr 33(23) "Rzeczy"

Artmix nr 33(23) „Rzeczy"


Anna Batko, Mydło - między przedmiotem, a podmiotem. Konstruowanie biografii rzeczy
Katarzyna Pabijanek, Ich wnętrza
Bartosz Buszkiewicz, Funkcja: fetysz
Karolina Majewska, Świat z rzeczy. Wystawy/instalacje Goshki Macugi
Aleksandra Jaraszkiewicz, Linia, gest, ciało. Splątanie nicią
Dorota Łagodzka, Człowiek wśród rzeczy. O obrazach Emilii Żakiety
Zuzanna Janin, SOLARIS. Nie minął czas okrutnych cudów. O nienarracyjności języka sztuki (fragment dysertacji doktorskiej)
Za granicą sztuki - o związkach rzeczy, sztuki i emigracji rozmawiają Hubert Bilewicz, Dorota Grubba-Thiede i Monika Popow

Ukazały się już trzy numery „Artmixa", których problematyka wiązała się z posthumanizmem - najwcześniejszy skupiał się na antygatunkowizmie, który wpisuje się w nurt animal studies, kolejny numer dotyczył szerszej problematyki posthumanizmu przyrodniczego, późniejszy natomiast traktował o cyborgach, wpisując się tym samym w posthumanizm technologiczny. Posthumanizm w swych szerokich zainteresowaniach nie-ludzkimi bytami uwzględnia także rzeczy, które, wbrew pozorom, wcale nie są bierne, lecz mają znaczący wpływ na życie ludzi i (innych) zwierząt. Rzeczy, na co wskazują tacy badacze jak Arjun Appadurai, posiadają swoje biografie, które łączą się z biografiami ludzi, uwikłane są też w życie społeczne. Słowo rzecz oznacza przedmiot, coś namacalnego i konkretnego, ale jest też pojęciem ogólnym, abstrakcyjnym oznaczającym po prostu coś, sprawę, ideę, problem. Rzeczą - obiektem zazwyczaj jest też dzieło sztuki, zaś w historii awangardy zwyczajny przedmiot wyniesiony został do rangi dzieła, jak miało to miejsce, m.in. w przypadku ready mades. Również współczesna sztuka wykorzystuje rzeczy w bardzo dosłowny sposób, ukazując m.in. ich znaczenie w życiu społecznym.
W tym numerze Anna Batko, wychodząc od pracy Mirosława Bałki Mydlany Korytarz, prezentuje nam kłopotliwą semiotykę mydła naznaczonego skojarzeniami z Zagładą.
Katarzyna Pabijanek analizuje związki płci z przestrzenią domu i przedmiotami, które ją wypełniają, pisząc o dwóch projektach Miry Schor: niedawnej wystawie A ‘Womanhouse' or a Roaming House?, "A Room of One's Own" Today w nowojorskiej galerii A.I.R. w kontekście przełomowej wystawy sztuki feministycznej Womanhouse zorganizowanej przez Miriam Schapiro i Judy Chicago w 1972 roku.
  Problem funkcjonowania rzeczy w sferze seksualności podejmuje Bartosz Buszkiewicz zastanawiając się nad fetyszem w fotografiach Michała Sosny jako obszarem budowania seksualnej tożsamości i wolności.
Status rzeczy w artystycznych praktykach Goshki Macugi na przykładzie jej wystaw-instalacji When Was Modernism? i The Nature of The Beast analizuje Karolina Majewska, wskazując m. in. na zmianę funkcji i znaczenia przedmiotów poprzez zmianę kontekstu ich funkcjonowania.
Aleksandra Jaraszkiewicz opisując wystawę Dla każdego gestu inny aktor w Galerii Art Stations w Poznaniu ujawnia relacje pomiędzy rzeczą (w tym przypadku - nicią) a linią - bytem niematerialnym, lecz powoływanym do życia za pośrednictwem materii oraz ciałem.
O rzeczach i ich sile sprawczej w obrazach Emilii Żakiety, laureatki nagrody „Artmixa" na Ogólnopolskim Przeglądzie Malarstwa Młodych „Promocje" 2011 w Galerii Sztuki w Legnicy pisze Dorota Łagodzka.
Publikujemy także fragment dysertacji doktorskiej Zuzanny Janin, która w autokomentarzu na temat swoich prac z serii PASYGRAFIA SOLARIS pisze o znaczeniach rzeczy użytych w tych pracach, wskazując na nienarracyjność języka sztuki.
Na zakończenie prezentujemy rozmowę Moniki Popow z Hubertem Bilewiczem i Dorotą Grubbą-Thiede o związkach sztuki, rzeczy i emigracji. Tym samym wywiad ten odsyła także do poprzedniego numeru „Artmixa", którego hasłem przewodnim były migracje.
Zapraszamy do lektury!
Dorota Łagodzka i Izabela Kowalczyk

Nancy Grace Horton. "Red Hot", 2011. Pigment Print. 30" x 30".

poniedziałek, 30 czerwca 2014

O książce fotograficznej Antoniny Gugały "Królestwo Zwierząt"

Niedawno, 23 czerwca w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie odbyło się spotkanie wokół książki fotograficznej Antoniny Gugały, zaprojektowanej przez Michała Kożurno. Wzięli w nim udział twórcy: fotografka i projektant książek, Paweł Szyp jako prowadzący oraz ja. Dziękuję za zaproszenie także dlatego, że konieczność przemyślenia tej książki i samo spotkanie zmobilizowały mnie do napisania na blogu, co ostatnio przychodzi mi coraz trudniej.

fot. Tomasz Kaczor


Być może od książki fotograficznej niektórzy oczekują kredowego papieru i twardej oprawy. Jednak książka fotograficzna to niezupełnie to samo co album. Do niejako przypadkowych, choć jednak nie zupełnie, z pewnością jednak niewymuszonych i niestylizowanych fotografii Antoniny Gugały pasuje internetowe określenie "random photos". Skromna i prosta, wręcz zeszytowa oprawa książki współgra zatem z ich charakterem. Gugała i Kożurno podkreślają z resztą, że książka jest efektem ich pracy w duecie, a projektanta książki fotograficznej można poniekąd porównać do kuratora wystawy. 

fot. Antonina Gugała, z książki fotograficznej "Królestwo Zwierząt"

Gugała jawi się jako współczesna flâneur, spaceruje po mieście i obserwuje zwierzęta, uwieczniając je na fotografiach. Przestrzeń miasta jest tłem dla większości wizerunków zwierząt na tych fotografiach. Jawią się one jako aktorzy nie-ludzcy w znaczeniu opisnaym swego czasu przez Joannę Erbel. Zwierzeta są bowiem mieszkańcami miast i tego faktu nie da się podwarzyć, można najwyżej zastanawiać się czy i w jakim sensie uznac je za obywateli. Czy każdy mieszkaniec ma prawo być obywatelem, którego interesy są uwzględniane? Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach, kiedy granice między naturą a kulturą zacierają się, a żyjemy w zasadzie w naturokulturze - co dawno zauważyła Donna Haraway - powinniśmy pogodzić się z tym, że miasta nie są tylko nasze, ludzkie, że coraz więcej gatunków przystosowuje się do życia w nich. I z taką myślą w tle, powinniśmy też miasta projektować i organizować. 

 fot. Antonina Gugała, z książki fotograficznej "Królestwo Zwierząt"
Przestrzeń miast jest na fotografiach Gugały jedną z wielu przestrzeni ukształtowanych lub przekształconych przez człowieka: jest to sztuczny krajobraz udający naturalny, np. w ZOO, są to pola - ziemie zaorane, zarośla przegrodzone drutem kolczastym, przedmieścia, nad którymi górują bloki, wnętrza sklepów i mieszkań, które znowu wiodą nas ku miastu. Tak więc w "Królestwie Zwierząt" jego mieszkańcy pojawiają się wyłącznie w przestrzeni skolonizowanej przez ludzi. Niezależnie od tego, czy są to zwierzęta dzikie czy udomowione, przestrzeń, w której funkcjonują jest przekształcona przez człowieka. Nie tylko przestrzenie, lecz również same zwierzęta są przez człowieka ukształtowane, czasem w sposób tak oczywisty, jak pies z przyciętym ogonem lub w zabawnym ubranku z kotylionem, czasem w sposób mniej oczywisty: można się bowiem zastanawiać, na ile naturalne są zwierzęta urodzone w ogrodzie zoologicznym lub gatunki takie jak kot czy pies, ich natura ukształtowała się bowiem pod wpływem działań ludzkich. Autorka w krótkim autokomentarzu pisze: W Królestwie Zwierząt, tak jak w każdym królestwie, panuje człowiek. Ta władza przejawia się właśnie w zagarnianiu, posiadaniu, kolonizowaniu, przekształcaniu, a na fotografiach zapośredniczają ją wspomniane miejsca i rzeczy. 

Warto zauważyć, że słowo "królestwo" ma również znaczenie taksonomiczne. Królestwo Zwierzeta. W tej taksonomicznej kategorii mieszczą się bardzo rózne organizmy, od prostych bezkręgowców po hominidy. Wydaje nam się, że jesteśmy zewnętrznym władcą, tymczasem też jesteśmy obywatelami tego królestwa.

Ludzie na tych fotografiach są prawie nieobecni explicite, pojawiają się najwyżej fragmentarycznie lub drugoplanowo, a jednak ich silna i ingerencyjna obecność zostaje zaznaczona poprzez wspomniane przestrzenie, architekturę, przedmioty, organizujące zwierzętom życie. Jednak to zwierzęta są tu portretowane, to one są przedmiotem spojrzenia flâneura. I to spojrzenia zwierząt wyznaczają dynamikę w obrębie pola obrazowego poszczególnych fotografii oraz decydują o dynamice całej książki. Ostatnia fotografia przedstawia człowieka - sprzedawcę zabawek w kształcie zwierząt(ek). Jawi się on tu nie tyle jako władca, co jako jeden z mieszkańców tego królestwa, jeden z gatunków ssaków naczelnych - Homo Sapiens. Wbrew pozorom świat, który ów gatunek ukształtował, wcale nie jest dla niego zanadto przyjazny i korzystny. 

 fot. Antonina Gugała, z książki fotograficznej "Królestwo Zwierząt"

Pod koniec spotkania zauważyliśmy, że w książce nie ma jednak przedstawień zwierząt hodowlanych, rzeźnych, nie ma tego, co ukryte. Fotografka nie była bowiem ani rodzajem wścibskiego podglądacza ani bohaterskiego reportera. Fotografowała to, co jest i ma być widoczne, to, co ogólnodostępne. Jednak, mimo iż nie ma w jej książce wizerunków zwierząt zabijanych na potrzeby przemysłu spożywczego czy odzieżowego, to autorka przyznała na spotkaniu, że podczas prac nad tymi fotografiami przestała jeść mięso.

 fot. Antonina Gugała, z książki fotograficznej "Królestwo Zwierząt"

Książkę można dostać w Towarzystwie Inicjatyw Twórczych ę. Spieszcie się, bo nakład jest istnie bibliofilski, wynosi tylko 70 egzemplarzy.

--- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

niedziela, 29 czerwca 2014

Katalog "Ecce Animalia"

Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy, 

miło mi poinformować Was, że już w połowie maja ukazał się katalog wystawy "Ecce Animalia" zawierający piękne fotografie widoku wystawy autorstwa Leszka Golca i Tatiany Czekalskiej, fotografie wszystkich obiektów znajdujących się na wystawie w układzie zbliżonym do ich sąsiedztwa w przestrzeni wystawy oraz mój tekst "Ecce Animalia": Przedstawienia zwierząt w sztuce w sieci relacji i znaczeń, zawierający następujące podrozdziały:
I Wprowadzenie do wystawy "Ecce Animalia" i jej historyczny kontekst;
II Oprowadzanie po wystawie;
III Tropy gatunkowe i problemy etyczne; 
IV Animal studies jako nowa perspektywa w badaniach nad sztuką.

Steve Baker pisze: Największym osiągnięciem "Ecce Animalia", co obszernie wykazuje w swoim eseju Łagodzka, jest rozpoznanie, że kuratorskie strategie i zestawienia znacząco ułatwiają zrozumienie historycznej wagi dzieł i ich tematów, dyskretnie zapraszając widzów do ponownej refleksji nad miejscem zwierzat w naszym więcej niż ludzkim świecie.  

Książka została zaprojektowana przez niezawodną Alicję Kobzę z Poważnego Studia. Podobnie jak cała identyfikacja wizualna wystawy, którą można zobaczyć tu: http://powaznestudio.com/ecce-animalia/

Katalog można kupić w sklepie internetowym Wydawnictwa Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku i jest niewiarygodnie wręcz tani, kosztuje 25 zł. (sic!).








fot. Dorota Łagodzka

--- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

piątek, 2 maja 2014

Pobieżne spojrzenie, czyli kilka słów komentarza do recenzji "Ecce Animalia" Zofii Krawiec w "Szumie"

Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego czytając kolejną* recenzję "Ecce Animalia" mam wrażenie, że autorka tekstu nie obejrzała wystawy. Proste. Winne jest położenie Orońska, odległość i kłopotliwy dojazd bez samochodu. Obie recenzentki wybrały się na wystawę w ramach wycieczki konferencyjnej. Na zakończenie konferencji "Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu?" do Orońska wyruszyły dwa autokary, w sumie ok. 60 osób. Na miejscu byliśmy, o ile dobrze pamiętam, niecałe dwie godziny, z czego przynajmniej połowę czasu zajęło jedzenie. Było pyszne (i wegańskie), a wszyscy zmęczeni i głodni, więc na zwiedzanie wystawy nie zostało zbyt wiele czasu. Ci bardziej zainteresowani, po posiłku wrócili ponownie do sali Muzeum, jednak ogólnie czasu było za mało, by móc w spokoju zwiedzić ekspozycję, a już na pewno zdecydowanie za mało, żeby obejrzeć prace wideo, których było pięć, a z których dwa filmy Filipa Sadowskiego i jeden  Kathy High wymagały chwili czasu i skupienia. No więc wszystko jest logiczne i oczywiste:  recenzentki ("Dziennika Opinii" i "Szumu") po prostu nie zdążyły porządnie obejrzeć wystawy. Trudno mieć do nich pretensję, że nie pofatygowały się do Orońska po raz drugi, a jednak można mieć pretensję, że piszą, szafując ocenami, recenzję czegoś, co obejrzały bardzo pobieżnie.

Tekst Zofii Krawiec w "Szumie" jest bardzo krótki jak na, bądź co bądź, sporą wystawę. Biorąc pod uwagę, że bierze w niej udział ponad 30 twórców, w tym kilku cenionych na świecie, szczególnie w środowisku związanym ze sztuką animalistyczną i animal studies (Singer, High), wymienianie zaledwie dwóch prac: najlepszej (Mary Britton Clouse) i najgorszej (cyfrowa fotografia kotów anonimowego autora) jest trochę niepoważne. Czyżby krytyczka nie dostrzegła nic ciekawego w żadnej innej pracy: ani w wideo Józefa Robakowskiego, ani w fotografiach Zygmunta Rytki, ani w socrealistycznej, ale bardzo dobrej "Świniarce" Antoniego Kenara, ani w niesamowitym ready made Kuby Bąkowskiego, ani, wreszcie, w eksponatach z XIX i początków XX w. z Muzeum Narodowego w Warszawie? Skoro już krytyczka uznaje prace Britton Clouse za zdecydowanie najlepsze, to dlaczego nie dostrzega ani ich zestawienia z "Popiersiem kobiety z kurczęciem" Biernackiego z 1905 roku, ani ze "Świniarką" Kenara? Jak może nie zauważać, że te zestawienia stawiają kilka istotnych pytań!


Fot. Leszek Golec; wystawa "Ecce Animalia", na pierwszym planie: Józef Gott, "Lisica z młodymi i upolowanym łabędziem", XIX w., na drugim planie: Angela Singer, Catch/Caught, 2007.
Na szczęście żadna recenzja nie jest w stanie ująć wartości 
genialnej marmurowej lisicy z młodymi i upolowanym łabędziem Józefa Gotta! 


Zarzuty Zofii Krawiec są ogólnikowe, w ogóle nie wyjaśnione ani nie uzasadnione.  Recenzentka żadnego ze swoich zarzutów nie argumentuje ani nie odnosi do tego, co na wystawie. Jeżeli jednak nie dostrzegła ani  pytań ani problemu podmiotowości, to znaczy, że po prostu nie pamięta niektórych prac lub nie zdążyła ich zobaczyć. Choćby Lily Does Derrida Kathy High stawia mnóstwo fundamentalnych pytań związanych z podmiotowością zwierząt explicite, bynajmniej nie pozostawiając ich w sferze domysłu czy interpretacji. Zastanawiam się więc, jak można było je przegapić... Ale wszystko staje się jasne, gdy Krawiec pisze o hodowli krów. Otóż na tej wystawie nie ma pracy o hodowli krów! Film High jest jedyną pracą, w której taki wątek zostaje na moment przywołany. Skoro jednak krytyczka wydobywa go w kontekście całej wystawy, oznacza, że przechodząc trafiła na ten akurat fragment filmu i, nie oglądając całości, nie była w stanie zrozumieć, w jakim kontekście ów motyw oddziałuje, oraz, że jest jedynie fragmentem opowieści o śmierci i podmiotowości zwierząt u Derridy.

Zgadzam się, że wystawa jest mało radykalna i bez wyraźnych tez oraz, że podejmuje szerokie spektrum relacji ludzko-zwierzęcych. Taka była jej strategia i taki był cel. Choć znalazło się na niej kilka prac, moim zdaniem, radykalnych w formie i treści: Czekalskiej i Golca, Artura Malewskiego oraz Angeli Singer. Mało tego, bierze w niej udział kilku twórców, których postawy życiowe w stosunku do zwierząt, będące źródłem ich sztuki, są dość radykalne (High, Czekalska i Golec, Singer, Britton Clouse). Zastanawiam się też, jakiego rodzaju radykalizmu Krawiec oczekuje od rzeźb? Problem jest też taki, że w Polsce nie ma właściwie dobrych radykalnych prac dotyczących relacji ludzko-zwierzęcych, które zarazem nie powielałyby gatunkowistycznego dyskursu i nie wykorzystywały żywych zwierząt. Ja jednak stosuję całkowicie świadomie strategię umiarkowania, która sprawdziła się w krytyce, nauce i aktywizmie. Strategia radykalizmu spowodowałaby w wypadku wystawy zarzuty o "ideologizację", "manipulację" i "nachalną propagandę wegetarianizmu". I niech nikt nie próbuje mnie przekonać, że byłoby inaczej. Ale prawdą jest, że za cały radykalizm wystarczyłby jeden film: "Earthlings", stawiający bardzo wyraźną tezę. Być może tematy emancypacyjne zazwyczaj sytuują kuratora, artystę, krytyka lub naukowca w sytuacji, w której będzie postrzegany albo jak zideologizowany fanatyk albo jako niewyraźny konformista.

Fot. Leszek Golec; wystawa "Ecce Animalia", na pierwszym planie: Józef Gott, "Lisica z młodymi i upolowanym łabędziem", XIX w., na drugim planie: Wiktor Górka, "Hunting in Poland", w tle prace Tatarczyka i Pastwy. 

Nie zgadzam się, że wystawa nie stawia pytań i nie buduje konkretnych narracji. A już na pewno nie, że jest bezkrytyczną afirmacją. Te zarzuty mnie do tego stopnia zdumiewają, że aż trudno mi się no nich odnieść. Czy naprawdę krytyczka nie zauważyła ogromnego ekranu z animacją Małgorzaty Gurowskiej "Optymalizacja", krytycznej w zdecydowany sposób wobec wykorzystywania przez ludzi rożnych gatunków? Nie pofatygowała się, żeby sprawdzić co oznacza miarowe tykanie co sekundę, które niesie się w przestrzeni wystawy? ,,Każde zwierzę układane jest tak, by ostatecznie zmieściło się w 1 m kw., zostaje upchane, symbolicznie zoptymalizowane (…) Poszczególne obrazy optymalizacji następują po sobie co sekundę. Ma to charakter symboliczny, bo w każdej sekundzie zabija się na potrzeby konsumenckie około 1775 zwierząt na świecie” - wyjaśnia artystka. Wystawa buduje kilka bardzo konkretnych i dość oczywistych narracji, mało tego, te narracje mieszczą się w kwaterach - podziałach przestrzeni wyznaczonych "ścianowymi" filarami. Zastanawia mnie też, że krytyczka w ogóle nie wzięła pod uwagę profilu instytucji - muzeum rzeźby, a co za tym idzie (oraz równolegle do tego) nie wspomniała nawet słowem o tym, że starsze, tradycyjne rzeźby w marmurze i brązie skonfrontowano na wystawie z rzeźbami-obiektami nowoczesnymi, ale także z innymi mediami: filmem, fotografią, malarstwem.

Jest nieprawdą, że "na wystawie dominowały przedstawienia ukochanych piesków artystów", takie prace były tylko trzy - jedno wideo, jeden obraz i jedna rzeźba. Znowu więc krytyczka obnaża pobieżność swojego spojrzenia. Jestem Zofii Krawiec bardzo wdzięczna, że wzięła na wystawę mopsa Michela (wraz z jego panem Łukaszem Rondudą), dzięki temu powstały genialne fotografie do katalogu, a zachowanie psa było zadziwiającym odkryciem etologiczno-historyczno-artystycznym. Szkoda tylko, że Krawiec nie dostrzegła, że Michel mógł reagować na rzeźby, ponieważ zostały one potraktowane jak zwierzęta (stały, siedziały i leżały na podłodze), a nie jak eksponaty (na postumencie). A więc, wbrew temu, co napisała, udało się przekroczyć tradycyjną strukturę antropocentryczną, w której "podmiot patrzący, czyli zawsze człowiek ma władzę i uprzedmiotawia  eksponat". Swoją drogą Michel nie był jedynym zwierzęcym zwiedzającym, który z zaciekawieniem eksplorował przestrzeń i eksponaty. Mam jednak wrażenie, że reakcje Michela na tyle wciągnęły recenzentkę, że na obejrzenie samej wystawy, nie starczyło jej już czasu. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że jej tekst próbuje udawać, że było inaczej. 


 
Wystawa "Ecce Animalia", Michel i "Piesek" Adama Prockiego, fot. Zofia Krawiec

 
Wystawa "Ecce Animalia", Michel i "Small Field" Beaty Czapskiej, fot. Jan Gaworski

* O pierwszej pisałam tu: http://niezla-sztuka.blogspot.com/2014/04/polemika-z-tekstem-o-ecce-animalia.html


--- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Polemika z tekstem o "Ecce Animalia" Weroniki Lewandowskiej w "Dzienniku Opinii"


Kot Ylva z pracami J.A. Pastwy i T. Tatarczyka na wystawie "Ecce Animalia", Muzeum Rzeźby Współczesnej w Orońsku, 
fot. Czekalska + Golec

8 kwietnia w internetowym dzienniku opinii w dziale Sztuki Wizualne ukazał się artykuł Weroniki Lewandowskiej pod chwytliwym, acz mającym się nijak do opisywanej wystawy tytułem "Po co nam wegański smalec?". Doceniam zaangażowanie etyczne autorki po stronie zwierząt, szczególnie, że sama jako wegetarianka od urodzenia takie zaangażowanie przejawiam, a jednak trudno mi czytać ten tekst bez irytacji. Nie wiem o czym jest ów artykuł - mam wrażenie to zbieranina nieuporządkowanych myśli - ale na pewno nie o wystawie "Ecce Animalia" w Muzeum Rzeźby Współczesnej w Orońsku. Co nie znaczy, że w tej zbieraninie nie ma jakichś wartościowych wyimków.

Na samym wstępnie tekstu autorka pisze parę zdań, w których już ujawnia się chaos myślowy, przybierający na sile w dalszej części tekstu. Gorzej, że autorka konstatuje: Z tymi pytaniami mierzyła się wystawa "Ecce Animalia" w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, towarzysząca konferencji „Zwierzęta i ich ludzie”. To z jakimi pytaniami mierzyła się wystawa zostało przeze mnie opisane w folderze wystawy i pytania te brzmią inaczej niż pierwszy akapit artykułu W. Lewandowskiej. Można zapytać, na ile sie to udało, ale nie powinno się przekształcać założeń ekspozycji i wyzwań, jakie sobie postawili kuratorzy.

Jako kuratorka wystawy w pełni akceptuję prawo widza do tego, żeby mu się coś nie podobało, coś go nie przekonywało, a czegoś innego nie dostrzegł. Jednak od osoby, która podejmuje się zrecenzowania wystawy oczekiwałabym takiego patrzenia, które widzi obiekty, na które patrzy (sic!, bo autorka była na wystawie, ale chyba jej nie widziała) i dostrzegania przynajmniej tych najbardziej expilicite wyłożonych tematów.

Nie jest dla mnie jasne dlaczego właściwie W. Lewandowska próbowała napisać recenzję wystawy, skoro do tego, co jest przedmiotem jej tekstu, wystawa jest zbyteczna: rozważania na temat tęsknoty wegetarian za mięsem wyrażającej się w tworzeniu roślinnych produktów imitujących mięso. Na wystawie taki wątek się nie pojawia, mało tego, jest to problem stosunkowo błahy i marginalny także w dyskursie pozaartystycznym dotyczącym zwierząt i ich praw. Choć obecny jest oczywiście problem zabijania zwierząt, m. in. w celach konsumpcyjnych.

 fot. Leszek Golec, widok wystawy "Ecce Animalia" w Muzeum Rzeźby Współczesnej w Orońsku, na pierwszym planie prace J.A. Biernackiego i M. Britton Clouse, na drugim planie M. Tragońskiego, na trzecim J. Modzelewskiego,
w głębi B. Czapskiej i Z. Rytki.

Wystawa stała się pretekstem do mówienia o czym innym, została właściwie zmanipulowana. Autorka pozwala sobie na nadinterpretacje oraz spłyca i jednowymiarowo ustawia wystawę wraz z poszczególnymi pracami, poprzez wpisanie ich w kontekst swojej wypowiedzi. Mam wrażenie, że to jedna z sytuacji, których artyści obawiają się najbardziej. Tymczasem narracja wystawy zostawia widzowi przestrzeń na własne refleksje i interpretacje. Prace na wystawie znajdują się w swoistej sieci relacji, która siłą rzeczy jakoś pozycjonuje ich znaczenia, jakoś je interpretuje, ale nie są ubezwłasnowolnione, maja nadal swoją autonomię zarówno estetyczną, jak i znaczeniową, którą odbiera im dopiero tekst W. Lewandowskiej. Zestawienia obiektów zakreślają przenikające się pola tematyczne, które stanowią rodzaj interpretacji poszczególnych prac, jednocześnie zostawiając widzowi przestrzeń na własną interpretację. Tymczasem W. Lewandowska staje się wszechwiedzącym narratorem, który rzekomo zna nawet intencje artystów (czyste jak wegańska kolacja). Tymczasem intencje artystów mogły być bardzo różne. Można przypuszczać, że intencje i cele pracy Kuby Bąkowskiego z 2013 roku z użyciem podręcznika do chowu świń z lat 60-ych były dalekie od intencji Antoniego Kenara, który w 1962 roku wyrzeźbił socrealistyczną świniarkę.

Stosunki pomiędzy ludźmi a pozostałymi gatunkami zwierząt nie sprowadzają się do jedzenia mięsa, a co więcej do tęsknoty za nim, lecz są złożone. Dzieła sztuki jako byty ze swej natury wielowymiarowe, w każdym tego słowa znaczeniu, mają potencjał, by tę złożoność pokazać.

Recenzentce nie podoba się rozmazane zdjęcie kotów z Internetu (które swego czasu krążyło w sieci z podpisami w kilkunastu rożnych językach) pisząc, że "pojawiło się tam [w Muzeum - D.Ł.] zdecydowanie za wcześnie". Muszę przyznać, że nie rozumiem tego sformułowania. Za wcześnie w stosunku do czego, w jakim sensie za wcześnie? Autorka pisze, że "znalazło się ono obok monumentalnych realizacji rzeźbiarskich, co było spowodowane albo nieco nieudaną próbą wciągnięcia się w pęd ku nowoczesności, albo dziwną chęcią zapełnienia pustki ściany". Monumentalnych rzeźb na tej wystawie nie ma, a z kotami sąsiaduje "Portret córki Haliny z kotkiem" z 1909 roku, naturalnych rozmiarów popiersie marmurowe przedstawiające dziewczynkę z kotem na rękach oraz maleńka rzeźba Beaty Czapskiej przedstawiająca małpę ze swoim dzieckiem w ramionach i wreszcie wideo "Concerto for Head" Józefa Robakowskiego z udziałem jego kota Rudzika. Ponadto anonimowość autora z Internetu koresponduje z anonimowością XVII-wiecznego rzeźbiarza, autora drewnianego św. Franciszka, który stanowi część pracy Tatiany Czekalskiej i Leszka Golca "Św. Franciszek. Homo Anobium 100 rzeźby".  

Kot Czarek z pracą T. Czekalskiej i L. Golca (oraz XVII anonima i korników) na wystawie "Ecce Animalia",
Muzeum Rzeźby Współczesnej w Orońsku, fot. Czekalska + Golec

Lewandowska konkluduje, że "można się zastanawiać, czy sama tematyka wystawy nie jest zbyt szybkim rozbiegiem w stronę nowego, gdy wegetarianizm przez sporą część społeczeństwa jest nazywany fanaberią, a weganizm uznaje się za sektę ześwirowanych cierpiętników?" Nie rozumiem dlaczego sztuka miałaby podążać za zmianami kulturowymi, a nie je współtworzyć. Poza tym wystawa ta nie jest o wegetarianizmie, tylko o złożoności stosunków pomiędzy ludźmi a innymi zwierzętami oraz zwierzęcej podmiotowości, która ze swej istoty nie jest pojęciem prostym ani mającym określone miejsce w czasie. Po trzecie wystawa wcale nie zakłada, że relacje te ulegają poprawie, a jedynie, że są one dostrzegane przez artystów, a zainteresowanie nimi można wyczytać także w wielu pracach dawnych i współczesnych, niekoniecznie tworzonych z taką intencją.

Czekam na jakąś wnikliwą recenzję, która wychwyci przeplatające się tropy znaczeniowe na wystawie oraz to, jak koncepcja i aranżacja wpłynęły na ich ukształtowanie, na tekst, który przedstawiając problemy związane z naszym stosunkiem do zwierząt, wyjdzie od dzieł sztuki lub do nich dojdzie, a nie się z nimi rozminie. Na krytykę też jest miejsce, ale tylko "widzącą". "Obieg" i "Magazyn Sztuki" czekają na takie teksty. A więc, drodzy czytelnicy, do piór, do klawiatur!


widok wystawy "Ecce Animalia" w Muzeum Rzeźby Współczesnej w Orońsku,
na pierwszym planie rzeźba J. A. Ostrowskiego "Portret córki Haliny z kotkiem", fot. Leszek Golec



Teksy i wideo z wystawy "Ecce Animalia": http://www.rzezba-oronsko.pl/index.php?news=701

-- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---