piątek, 18 marca 2011

Artmix: call for papers - termin przedłużony

Uprzejmie informujemy, że termin nadsyłania propozycji tekstów do numeru o kiczu został przedłużony do 30-ego kwietnia 2011.

Chcemy zastanowić się, jaka jest rola kiczu we współczesnej sztuce? Kiedy można mówić, że mamy do czynienia z kiczem? Czy pojęcie to jest w ogóle adekwatne do sztuki współczesnej? Czy istnieje definicja kiczu, jak odróżnić estetykę kiczu od innej? Czy kicz może zacierać podział na kulturę popularną i kulturę czy sztukę wysoką? Czy może być wykorzystany jako rodzaj prowokacji? Dlaczego to, co dobre, miłe i piękne tak często określane jest jako kicz? Jaka jest rola kiczu w oswajaniu tego, co wstrętne, przerażające i trudne? W jaki sposób nawiązują do niego feministyczne artystki? Jaką rolę pełni kicz w sztuce odwołującej się do wątków religijnych, ale również w sztuce odnoszącej się do kwestii seksualności i cielesności?

Teksty prosimy przesyłać na adres: artmix_obieg@tlen.pl

Pozdrawiamy,
Izabela Kowalczyk, Dorota Łagodzka i Edyta Zierkiewicz



---

czwartek, 17 marca 2011

A właśnie, że nie! ... czyli znowu o "Piramidzie zwierząt"

Katarzyna Kozyra, "Piramida zwierząt". (zdjęcie pochodzi z blogu Karoliny Plinty)

Kiedy w styczniowym "Arteonie" ukazał się mój tekst krytykujący bezkrytyczność polskiego środowiska sztuki współczesnej wobec "Piramidy zwierząt" Katarzyny Kozyry, do Redakcji przyszedł list, którego anonimowy autor porównał mnie do histerycznej nastolatki i postulował, by wreszcie dać święty spokój "Piramidzie" i pozwolić jej wreszcie spokojnie cieszyć się statusem klasyki sztuki. Tym samym autor tego listu stał się wręcz modelowym reprezentantem postawy, którą opisuję w owym artykule. Postawy, która marginalizuje każdą próbę wpisania dyskursu praw zwierząt w dyskurs krytyczno-artystyczny, wyśmiewając ją jako emocjonalną i infantylną. Jest to charakterystyczne dla polskiego środowiska i wynika chyba ze strachu przed cenzurą, który to strach z kolei przeradza się w nadużywanie słowa cenzura i bezmyślne absolutyzowanie wolności wypowiedzi artystycznej, do tego stopnia, że staje się ona zaprzeczeniem wolności: wolności zwierząt i wolności wypowiedzi krytycznej. Tymczasem dyskurs proanimalistyczny w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej zaistniał już jakiś czas temu w galeriach i na uniwersytetach i bynajmniej nie jest wyśmiewany i szufladkowany jako sentymentalny. Ale o tym szerzej w "Arteonie".

Oczywiście krytyczne spojrzenie na "Piramidę zwierząt" (która moim zdaniem z etycznego punktu widzenia jest niedopuszczalna, z artystycznego natomiast też nie powala na kolana, choć jedno od drugiego nie musi zależeć), nie znaczy, że neguję całą twórczość Katarzyny Kozyry. Nie oznacza też histeryczności i braku obiektywizmu, które tak jak kiedyś powszechnie przypisywano feministkom, tak teraz antygatunkowist(k)om i innym osobom działającym na rzecz zwierząt.

Dowodem na racjonalizm antygatunkowistki w spojrzeniu na całokształt twórczości Kozyry niech będzie moja recenzja wystawy w Zachęcie, która ukazała się w "Artluku". Ale tam też czepiam się "Piramidy", a koncepcja wystawy akcentująca nierozerwalność życia i sztuki Kozyry, dostarczyła mi tylko kolejnego argumentu. Jakiego - przeczytajcie w "Artluku".

I właśnie, że nie mam zamiaru przypiąć tej pracy bezpiecznej, kuloodpornej etykietki "klasyka sztuki", jak chciał autor listu do "Arteonu"! Etykietki, która ma ją chronić przed krytycznym spojrzeniem. Na szczęście wiem, że nie jestem wśród krytyków sztuki tak całkiem osamotniona w myśleniu, że Kozyrze za "Piramidę zwierząt" jeszcze się oberwie. Dyskurs animalistyczny w Polsce dopiero się rozwija, mentalność społeczeństwa, w tym także środowiska skupionego wokół sztuki współczesnej ewoluuje i etyczna krytyka tej pracy może co najwyżej się nasilić. Niestety przysparza to Kozyrze sławy. Ale cóż, lepsze to niż aura nietykalności.

Katarzyna Kozyra, "Piramida zwierząt", 1993.

Katarzyna Kozyra, "Piramida zwierząt", 1993.

Katarzyna Kozyra, "Piramida zwierząt", 1993.



---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.

środa, 9 marca 2011

Fotoreportaż z wystawy i tekst z folderu

od lewej: Anna Jackowska, Maria Niemyjska, Tomek Rogaliński, Filip Sadowski
fot. Łukasz Żywulski

Trochę późno, bo prawie miesiąc po zakończeniu wystawy ZWIERZenia. Czułość istnienia, na której pokazane zostały prace Tomasza Rogalińskiego i Filipa Sadowskiego, zamieszczam jej dokumentację fotograficzną, wykonaną przez Kazimierza Napiórkowskiego z Wozowni. W szczególności jestem mu wdzięczna za wspaniałe zdjęcia "Psa w pościeli". Jemu też należą się podziękowania za piękny folderek i zaproszenia. Za zdjęcia z wernisażu dziękuję też Łukaszowi Żywulskiemu. Annie Jackowskiej pragnę serdecznie podziękować za możliwość zorganizowania tej wystawy i za przemiłą współpracę. Podziękowania kieruję także w stronę Marii Niemyjskiej i pozostałych pracowników Wozowni, a także Jakuba Banasiaka z Galerii Kolonie, z którą związany jest Filip. Zaś podziękowania dla samych artystów to już oczywistość! :-)

Zdjęcia na blogu pojawiają się w kolejności odpowiadającej z grubsza ruchowi widza, kolejności zwiedzania wymuszonej przestrzenią lub też przez nią podpowiadanej. Idąc klatką schodową najpierw trafiało na salę z rzeźbami Tomka Rogalińskiego, która kusiła obiektami widocznymi przez szklaną ścianę w jasnej rozświetlonej przestrzeni. Oglądaniu rzeźb towarzyszyły dźwięki z filmów Sadowskiego, które kazały podążyć w ich kierunku. Dźwięk był więc elementem integrującym obie części wystawy. W drugiej sali można było w ciemności i ciszy zagłębić się w miękkiej pufie i w skupieniu obejrzeć filmy.

Na samym końcu tego wpisu zamieszczam tekst z folderku towarzyszącego wystawie, który jest nieco rozbudowany w stosunku do tekstu rozsyłanego do mediów, który zamieściłam wcześniej na blogu w ramach zapowiedzi wystawy.

Tomek Rogaliński, "Pies w pościeli", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Pies w pościeli", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Pies w pościeli", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Pies w pościeli", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Przyszły i poszły", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

fot. Łukasz Żywulski

Tomek Rogaliński, "Przyszły i poszły", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Żółty piesek", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Żółty piesek", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Mały", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Mały", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Mały", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Łukasz Żywulski

fot. Łukasz Żywulski

Projekcja filmów Filipa Sadowskiego "Schron" i "Klatka", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Łukasz Żywulski

Projekcja filmów Filipa Sadowskiego "Schron" i "Klatka", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Łukasz Żywulski

Projekcja filmów Filipa Sadowskiego "Schron" i "Klatka", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Projekcja filmów Filipa Sadowskiego "Schron" i "Klatka", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Projekcja filmów Filipa Sadowskiego "Schron" i "Klatka", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski



Filip Sadowski, "Schron"


Filip Sadowski, "Klatka"


folderek wystawy "ZWIERZenia. Czułośc istnienia", fot. Tomasz Rogaliński

Tekst z folderu:

Dorota Łagodzka

ZWIERZenia. Czułość istnienia

Zwierz-am się, więc jestem – napisała Agata Araszkiewicz, parafrazując Jacquesa Derridę. Poprzez grę słów, możliwą tylko w języku polskim, do filozoficznych rozważań Derridy na temat zwierzęcości autorka dodała warstwę emocjonalną. Jednym z możliwych artystycznych komentarzy do tych rozważań są prezentowane na wystawie w Wozowni rzeźby Tomasza Rogalińskiego i filmy Filipa Sadowskiego.

Tym, co je łączy, jest postać psa. Jest on głównym bohaterem, człowiek pojawia się jako dopowiedzenie, uzupełnienie, bohater drugoplanowy. Wszystkie kontemplują też w jakiś sposób zwyczajność psa, zwierzęcia samego w sobie, nie zaś jako symbolu czegoś, co ludzkie, nie jako nośnika ludzkich znaczeń i metafor. W tych pracach psy pojawiają się jako konkretne jednostki, jako osoby, ale także jako uniwersalne znaki „psowatości” i zwierzęcości w ogóle. Prace uwidaczniają sposób bycia psa w świecie, nie abstrahują przy tym od relacji zwierzęcia z człowiekiem, przywołują na różne sposoby ludzką obecność.

Dzieła Rogalińskiego i Sadowskiego łączy też rodzaj emocjonalnej atmosfery: zawierają dozę swoistej czułości, uczucia, które bardzo trudno oddać w sposób, który nie trąciłby banałem lub kiczem. Im się to udało! Jest to czułość, której towarzyszy poczucie śmierci i sytuacja zagrożenia cielesności, przy czym u każdego z artystów wszystkie one przybierają inny wyraz. Wszak rzeźba i wideo art to dwa zupełnie inne media sztuki.

Filmy Sadowskiego mówią wiele nie tylko o zwierzętach, ale także, a może nawet więcej, o naturze człowieka, która ujawnia się poprzez stosunek do zwierząt. W swojej twórczości, przede wszystkim tej zebranej w powstałej rok temu książce-wystawie "Surogat", artysta sugeruje, że w ludzkich praktykach uważanych za normalne i oczywiste, tkwią zalążki zła; te same które doprowadziły ludzkość do największych zbrodni w historii. Treści te Sadowski pokazuje za pomocą kolaży obrazów i tekstów. Zazwyczaj posługuje się typowo postmodernistyczną metodą tworzenia nowej całości ze znalezionych fragmentów: pochodzących z internetu zdjęć, tekstów, reportaży, fragmentów prozy czy poezji – czyjejś lub swojej. Łączy je w sposób, który daje zupełnie nową jakość i wytwarza nowe znaczenia. Na podobnej zasadzie posługuje się obrazem filmowym i muzyką, tworząc nowe projekcje, fabuły i treści. Operuje zatem techniką found footage. Jak zauważa Tomasz Kozak, w szerszym rozumieniu found footage film, zwany niekiedy filmem kompilacyjnym, jest odrębnym gatunkiem sztuki wideo, który przy pomocy awangardowych technik montażowych dokonuje powtórnej redakcji cudzych dzieł ujawniając ich nieświadome, zaszyfrowane lub potencjalne znaczenia.

W kontekście całej twórczości artysty "Klatka" i "Schron" wydają się wręcz optymistyczne, napawają nadzieją, że w naturze ludzkiej tkwi jednak pierwiastek dobra. Egzystencjalna refleksja przepełniona jest tu skondensowaną dawką emocji, wśród których na pierwszy plan wysuwa się czułość. Połączenie pełnego napięcia dokumentu, poetyckiej narracji i oniryczności obrazu bezlitośnie wzrusza.

Rzeźby Rogalińskiego także emanują czułością, jednak nie wzbudzają odczuć tak gwałtownych. Artysta abstrahuje także bardziej od człowieka, jedynym niemal znakiem ludzkiej obecności jest prześcieradło w "Psie w pościeli" i różowa szmatka w Małym. Artysta przedstawia po prostu zwierzęta, ich cielesny i metafizyczny wymiar. Ukazuje psy i ślimaki w ich bezpośredniej zwierzęcości, w ich zwierzęcej kondycji. Ślimaki – na tej wystawie tytułowi bohaterowie rzeźby "Przyszły i poszły", są jednym z najczęściej występujących motywów w jego twórczości. Szczególnie często pojawia się wątek przemijania i śmierci, rozkładu ciała. "Żółty piesek" to portret nieżywego małego psa z wybebeszonymi wnętrznościami, może ofiary wypadku samochodowego. Nieoczywistość organicznych form sugeruje jednocześnie martwe ciało w dołku i kształt płodu, ulokowanego bezpiecznie w brzuchu matki. Ambiwalencja form przestrzennych powoduje balansowanie postrzeżenia na granicy narodzin i przemijania, życia i śmierci. Prace Rogalińskiego ukazują niesamowitość i zwyczajność zwierzęcego ciała oraz eksponują jego haptyczną organiczność ze swoistą czułością. Abiekt zostaje tu oswojony, pokazany w taki sposób, że nie odrzuca, nie jest wstrętny, a raczej uroczy. Świadomość medium, jakim jest rzeźba, świadomość materiału i maksymalne wyzyskiwanie jego wizualnych i haptycznych właściwości, współgra z charakterystyczną dla prac Rogalińskiego organiczną estetyką. Intuicyjny sposób rzeźbienia przekłada się na autentyczny i bezpośredni język jego sztuki oraz swoiście prostolinijny wyraz dzieł. Jednak, jak trafnie to ujął Andrzej Mencfel, prosta bezpośredniość działania jest zawsze najtrudniejsza do objaśnienia i poniekąd objaśnienia nie potrzebuje.

Pracą szczególną jest najmniejsza i najmniej spektakularna z obecnych tu rzeźb – "Mały". Powstała ona bowiem już po opracowaniu koncepcji wystawy i ostatecznie została w nią włączona. Rogaliński stworzył ją pod wpływem silnych emocji, jakie wzbudził w nim jeden z filmów Sadowskiego.

Tomasz Rogaliński - ur.1987, tworzy rzeźby, obiekty i instalacje rzeźbiarskie, mieszka i pracuje w Koszalinie.

Filip Sadowski – ur. 1983, tworzy filmy i kolaże, związany z warszawską galerią Kolonie, mieszka i pracuje w Warszawie.


---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.

czwartek, 17 lutego 2011

Artmix o kiczu - call for papers

Informujemy o możliwości nadsyłania tekstów do następnego numeru „Artmixa” poświęconego kiczowi.

Chcemy zastanowić się, jaka jest rola kiczu we współczesnej sztuce? Kiedy można mówić, że mamy do czynienia z kiczem? Czy pojęcie to jest w ogóle adekwatne do sztuki współczesnej? Czy istnieje definicja kiczu, jak odróżnić estetykę kiczu od innej? Czy kicz może zacierać podział na kulturę popularną i kulturę czy sztukę wysoką? Czy może być wykorzystany jako rodzaj prowokacji? Dlaczego to, co dobre, miłe i piękne tak często określane jest jako kicz? Jaka jest rola kiczu w oswajaniu tego, co wstrętne, przerażające i trudne? W jaki sposób nawiązują do niego feministyczne artystki? Jaką rolę pełni kicz w sztuce odwołującej się do wątków religijnych, ale również w sztuce odnoszącej się do kwestii seksualności i cielesności?

Teksty prosimy przesyłać na adres: artmix_obieg@tlen.pl
Termin przyjmowania tekstów do tego numeru to 15.03.2011.

Pozdrawiamy serdecznie - Iza Kowalczyk, Dorota Łagodzka i Edyta Zierkiewicz

---

‘Artmix’. Call for papers. The next issue: “Kitsch”

In the next ‘Artmix’ issue we would like to reflect on the role of kitsch in contemporary art. When can we say that we are dealing with kitsch? Does the concept of kitsch is relevant to contemporary art? Is there a definition of kitsch or kitsch aesthetics as distinguished from another? Can kitsch blur distinction between popular culture and high culture or art? Can kitsch be used as a kind of provocation? Why the good, nice and beautiful things are so often referred to as kitsch? What is the role of kitsch in confronting to that describing as disgusting, scary and difficult? How does it used by feminist artist? What is the role of kitsch in the art of appealing to religious themes, but also in the art relating to issues of sexuality and carnality?

Texts should be sent to: artmix_obieg@tlen.pl
Deadline for texts is 15/03/2011.

With best regards - Iza Kowalczyk, Dorota Łagodzka and Edyta Zierkiewicz

Julia Curyło, "Kuraki", olej na płótnie, 190 x 124 cm, 2009

---

środa, 16 lutego 2011

Pogranicza ludzkiej natury i granica zwana zwierzęciem

Daniel Lee, seria "Origin"

W najbliższym czasie szykuje się kilka ciekawych wydarzeń związanych ze zwierzętami w kulturze (Katowice - UŚ, Kraków - Goldex Poldex, USA - Wesleyan University). Zacznę od tego, w którym sama zamierzam brać udział. Będzie to konferencja "Potwory, hybrydy, mutanty. Pogranicza ludzkiej natury" na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach w dniach 23-25 lutego. O ile tylko wstęp na konferencje dla słuchaczy jest wolny ( a uważam, że powinno tak być i mam nadzieję, że jest) pragnę zaprosić ewentualnych zainteresowanych na mój referat "Ludzko-nieludzkie hybrydy w sztuce współczesnej", z którym według planu mam wystąpić 24 lutego jakoś między 16:15 a 17:15.

Referat ma być analizą tematu zwierzęco-ludzkich hybryd w twórczości wybranych artystów współczesnych: Patricii Piccinini, Sama Jinksa, Ewy Łowżył, Reinera Marii Matysik i Tomasza Rogalińskiego. Posługują się oni różnymi mediami, m. in. rzeźbą, fotografią i animacją. Ich dzieła analizuję w kontekście filozoficzno-etycznej teorii antygatunkowizmu prof. Petera Singera próbującej przełamać moralny antropocentryzm. Drugim punktem odniesienia są rozważania Giorgio Agambena o związku pomiędzy tym, co ludzkie i tym, co zwierzęce, które przeciwstawiają się konceptualizacji relacji człowiek-zwierzę w obrębie dyskursów humanizmu.
Tytułowe określenie "nieludzki" odnosi się do zwierząt nie-ludzkich lub inaczej pozaludzkich, czyli zwierząt innych gatunków niż człowiek. Gra słowna dotyczy tu także potocznego rozumienia etycznego wymiaru epitetu „ludzki” i stereotypowego rozumienia „zezwięrzęcenia”. Zezwierzęcenie i uczłowieczenie odnieść można do ontologicznych teorii Gillesa Deluze’a i Felixa Guattariego i ich rozumienia „stawania się zwierzęciem” oraz „stawania się człowiekiem”.
Analizy konkretnych dzieł pokazują, w jaki sposób przełamywanie antropocentryzmu w sztuce poprzez kreowanie hybryd łączy się ze świadomością medium artystycznego i organiczną estetyką tych prac.

Konferencja skupia się na obecności potworów, hybryd, mutantów w literaturze, kinie, komiksie, serialach, nowych mediach, ale także w filozofii czy naukach humanistycznych i posthumanistycznych. Referaty mają być próbą odpowiedzi na pytanie, jak kultura przedstawia istoty nie-ludzkie, ale też jakie są reguły dyskursów produkujących wiedzę o tych formach, jakie funkcje (społeczne, polityczne, ideologiczne) spełnia nasza potoczna i „naukowa” wiedza o potworach, hybrydach, mutantach. Dotyczy zatem nie ludzi i zwierząt, czy też zwierząt ludzkich i nie-ludzkich, ale form pośrednich, które siłą rzeczy są intrygujące i kłopotliwe. Dotyczy istot, które, nawet jeśli tylko wyobrażone, teoretyczne, to zacierają pozornie oczywistą granicę miedzy tym, co ludzkie i tym, co nieludzkie.

Do problemu granicy między ludzkim i zwierzęcym odnosić się będzie także wykład Mateusza Borowskiego* "Granica zwana zwierzęciem. Maszyna antropologiczna i definicje humanitas", który odbędzie się 17 lutego o godz. 19:00 w krakowskim Goldexie-Poldexie. Pisałam o nim przy okazji wystawy prac Pimpka.
Wykład poświęcony będzie problemom przemian historycznych definicji człowieka, wytyczających za każdym razem inaczej granice między światem ludzi i zwierząt. Funkcjonowanie opisanej przez Giorgio Agambena "maszyny antropologicznej", wytwarzającej wyobrażenia na temat człowieczeństwa i jego relacji ze zwierzęcością, zostaną zilustrowane na dwóch przykładach - "Wyspy doktora Moreau" H. G. Wellsa i "Planety małp" Pierre'a Boule.

Tego samego dnia, kiedy kończy się konferencja w Katowicach, rozpoczyna się konferencja "Sex, Gender, Species" na Wesleyan University w Stanach Zjednoczonych.
Oczywiście nie mogę na niej być, nie wysyłałam nawet zgłoszenia, bo przecież nie stać mnie na podróż do Stanów w tym celu, ale mam nadzieję nabyć publikację pokonferencyjną. Organizatorem konferencji jest instytut animal studies na w. w. uczelni. Debata ma dotyczyć związków pomiędzy gender studies i animal studies, pomiędzy teorią feministyczną i animalistyczną, prawami kobiet i prawami zwierząt, innością kobiet i innością istot pozaludzkich, mechanizmami wykluczania jednych i drugich. Program konferencji dostępny jest na stronie instytutu: http://sexgenderspecies.conference.wesleyan.edu/conference-program/. Tej tematyce ma być też poświęcony kolejny numer amerykańskiego czasopisma filozofii feministycznej "Hypatia".

Daniel Lee, seria "Origin":
















---
* Mateusz Borowski - adiunkt w Katedrze Dramatu UJ, zajmuje się przede wszystkich historią i teorią współczesnego dramatu, kulturoznawstem i teorią queer.

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

wtorek, 15 lutego 2011

Motywy zwierzęce - Pola Dwurnik w Szarej

Pola Dwurnik „Motywy Zwierzęce“
Galeria Szara, ul. Srebrna 1, Cieszyn
19.02 – 23.03.2011
otwarcie: 19.02., godz. 19.00

Pola Dwurnik, "Tableau No 9: Pigs" z serii "Unnantural Death"

Wystawa zapowiada się ciekawie. Trochę wątpię, czy uda mi się wybrać do Cieszyna, ale może przynajmniej poinformuję innych. . Nie wiedziałam, że Polę Dwurnik interesują zwierzęta. Zazwyczaj nie przepadam za wywodami artystów na temat ich własnych prac, ale Dwurnik pisze akurat sensownie. Najbardziej chciałabym zobaczyć obrazy z serii "Unanatural Death", gdyż poruszyło mnie to, co artystka o nich napisała: "(...) w serii rysunkowych tablic „Unnatural Death“ sprzeciwiam się bezsensownemu zabijaniu bezbronnych istot. Na wzór eleganckich plansz ze staroświeckiego bestiarium tworzę kolekcje brutalnych śmierci. W tej serii kierunek metafory biegnie w drugą stronę; poprzez zestawienie wizerunków zwierząt z ludzkimi zwłokami przypominam o „człowieczeństwie“ ich ignorowanego cierpienia.".
Artystka odnosi się w swoim tekście także do Waltona Forda, a o którym ja pisałam tu: http://niezla-sztuka.blogspot.com/2010/03/bestiarium-waltona-forda.html


Wywiad z artystką na temat prac z serii "Unnantural death", czyli tych najistotniejszych ze względu na kwestie praw i wyzwolenia zwierząt, można przeczytać w "Obiegu": "Katharsis przez dotyka materii. Rozmowa z Polą Dwurnik".

Pola Dwurnik, "Tableau No 4: Dogs" z serii "Unnantural Death"

A tak Dwurnik pisze o swoich "zwierzęcych" obrazach:

Kiedy byłam mała rysowałam zwierzęta jako ludzi na wzór dziecięcej literatury, komiksów i filmów animowanych. Pamiętam, że bardzo odpowiadała mi ta forma niedosłowności i chętnie wlewałam w zwierzęce postacie własne marzenia i historie. Od czasów Ezopa zabieg atropomorfizacji jest nieustannie obecny w literaturze i sztuce, ale w erze nowoczesności, coraz częściej spychany do edukacyjnej literatury dla najmłodszych. Niestety, wraz z procesem dojrzewania i wkraczania w dorosłe życie przestajemy postrzegać zwierzęta jako istoty nam bliskie, stworzenia archetypiczne, łączące nas z przyrodą, przeszłością i tradycją; odcinamy się od tajemnic świata Animalii zamykając za sobą drzwi dziecięcego pokoju. Ostatnio jednak zwierzęta niepowstrzymanie powracają do literatury i kultury wizualnej; jak choćby w ostatniej powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych“ czy w wielkoformatowych alegorycznych akwarelach amerykańskiego artysty Waltona Forda.

Pola Dwurnik, z cyklu "Ogród Apolonii", olej na płótnie, 2010.

Na wystawie „Motywy zwierzęce“ w Galerii Szarej w Cieszynie pokażę kilka odrębnych cykli prac. W serii obrazów „Ogród Apolonii“ nawiązuje do libretta opery Georga Friedricha Haendla „Alcina“ (zaczerpniętego z jednej z pieśni z „Orlanda szalonego“ Ludovica Ariosta), w której mieszkająca na wyspie tytułowa czarownica zamienia byłych kochanków w rośliny i zwierzęta. Pod postacią zwierząt przedstawiam mężczyzn, z którymi łączyły mnie intymne relacje i idąc tropem tejże metafory analizuję moje z nimi związki. Z kolei w serii rysunkowych tablic „Unnatural Death“ sprzeciwiam się bezsensownemu zabijaniu bezbronnych istot. Na wzór eleganckich plansz ze staroświeckiego bestiarium tworzę kolekcje brutalnych śmierci. W tej serii kierunek metafory biegnie w drugą stronę; poprzez zestawienie wizerunków zwierząt z ludzkimi zwłokami przypominam o „człowieczeństwie“ ich ignorowanego cierpienia. Jeszcze inną perspektywę kreśli komiksowa seria ołówkowa „Życie dwóch klaczy“, którą narysowałam w wieku 12 lat w 1991 roku. Dopełniającymi elementami wystawy będą także połączony z muralem slide show oraz zbiór pojedynczych przedstawień zwierząt w najróżniejszych technikach i kontekstach. (Pola Dwurnik)

Pola Dwurnik, z cyklu "Ogród Apolonii", olej na płótnie, 2010.

Pola Dwurnik
Ur. w 1979 w Warszawie. Artystka wizualna. Uprawia malarstwo, rysunek, fotografię studyjną i pisze o sztuce. Równolegle podejmuje odmienne stylistyki, od wielkoformatowego, realistycznego malarstwa olejnego, przez konceptualny rysunek, po narracyjny komiks. Pasjonują ją także alternatywne formy ekspozycji sztuki współczesnej - od 2007 prowadzi miniaturową, częściowo tajną Apolonia Art Gallery, a od 2008 uprawia sztukę poczty w ramach Message from Edie S. Mail Art Series. W 2004 i 2005 roku była stypendystką Stiftung Laurenz-Haus w Bazylei, a w 2010 rezydentką mobilnej platformy artystycznej The Knot. Współpracuje z magazynem artystycznym Obieg. Mieszka w Berlinie i Warszawie. http://www.poladwurnik.com

Pola Dwurnik, "Przestępstwo" (autoportret), olej na płótnie, 210 x 150 cm.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Nie ma jeży bez kolców

Serdeczny jeż z okazji Walentynek. Życzę Wam miłości do zwierząt i sztuki.


Hedgehog by Alessandro Sanna

P.S. Zachęcam do wsparcia Fundacji Igliwiak: http://www.jeze.com.pl/kontakt/

piątek, 28 stycznia 2011

Wystawa prac Pimpka. Zwierzę jako artysta?

W Krakowie, w miejscu o swojskiej nazwie Goldex Poldex pełniącym funkcję galerii sztuki współczesnej i innych działań kulturalnych, ma miejsce niezwykła wystawa i towarzyszące jej wykłady. Otóż jest to wystawa tworów psa, które przez jego opiekunów, Martę Ojrzyńską i Kubę de Barbaro, zostały uznane za obiekty artystyczne.

W czasie trwania wystawy w galerii odbędzie się seria wydarzeń towarzyszących: wykład Joanny Warszy o performatywnych aspektach ogrodów zoologicznych, Mateusza Borowskiego o posthumanizmie, rozmowa z Pimpkiem prowadzona przez telepatyczny komunikator. Niestety nie mogę wybrać się do Krakowa, czego bardzo żałuję. Ciekawa jestem jednak, w jaki sposób Warsza podchodzi do ogrodów zoologicznych, czy jej tekst jest radosna apoteozą performatywnych cech tych ogrodów, które mogą być wątpliwą zaletą co najwyżej dla ludzi, czy może, czego bym sobie życzyła, krytycznie podejdzie do tematu, patrząc na ZOO jako na miejsce więzienia do zwiedzania. Interesuje mnie też, w jaki sposób Borowski rozumie pojęcie posthumanizmu, do którego, po pierwszym zauroczeniu (co widać być może w pierwszych wpisach na moim blogu), podchodzę już bardziej ostrożnie. Myślę też, że odchodzenie od antropocentryzmu wcale nie musi być jednoznaczne z rezygnacją z humanizmu, a niektóre wymiary posthumanizmu jawią się jako dalece ambiwalentne. I wreszcie ostatnie z tych wydarzeń, rozmowa z psem-artystą przez telepatyczny komunikator, brzmi dość infantylnie lub satyrycznie. Pomysł ten wydaje mi się poniekąd wtłaczaniem zwierzęcia na siłę w obręb jakichś ludzkich pojęć i działań. Nie mogę jednak ostatecznie oceniać, póki nie wiem, na czym to w rzeczywistości polega. Niestety - Kraków daleko.

Zagadnienie zwierzęcia jako artysty poruszone zostało przez autorów wystaw z 2009 roku: "Tier-Werden, Mensch-Werden" w NGBK i "Tierperspektiven" w Georg-Kolbe Museum w Berlinie. Jedna z kuratorek, Jessica Ullrich, opowiada w wywiadzie dla Artmixa m. in. o pracy Bärbel Rothhaar, stworzonej we współpracy ze społecznością pszczół. W tej instalacji pszczoły otrzymują jedno piętro z woskowymi popiersiami i kartkę zapisaną notatkami z wywiadów. Zwierzęta łamią, przebudowują i przeżuwają te woskowe i papierowe przedmioty, a przez to stają się współtwórcami sztuki. Rzeczywiście niesamowite jest, w jaki sposób pszczoły przekształcają woskowe głowy. Niesamowita work in progress. Operują co prawda na rzeźbach stworzonych przez jakiegoś człowieka, ale bazowanie na czyichś pracach i przetwarzanie ich to wszak jedną z najbardziej charakterystycznych cech postmodernistycznej sztuki.

Bärbel Rothhaar, Talking Heads, 2008/2009,(wystawa "Tierperspektiven")

Tymczasem prace Pimpka z wystawy w Krakowie to raczej przetworzone przedmioty, ready mades. Unicestwianie zaś przedmiotów, sprowadzanie ich do "nieistnienia", do strzępów to dynamiczny performance, a to, co z niego pozostaje to prace swoiście minimalistyczne. Z jednej strony brzmi to żartobliwie, ironicznie lub naiwnie, z drugiej zaś taka działalność zwierząt faktycznie jest bardzo bliska twórczości niektórych artystów. Różni je niekiedy jedynie świadomość artystów i nieświadomość (której zresztą nie możemy być pewni) zwierząt, że tworzą sztukę. Ale czy świadomość jest decydującą cechą definicji sztuki?

Niemniej zastanawiam się, na ile ma sens rozważanie artystycznego wymiaru czynności zwierząt i przedmiotów przez nie tworzonych lub przetwarzanych. W perspektywie etycznej uznanie zwierząt za potencjalnych artystów miałoby znaczenie o tyle, że byłby to kolejny aspekt, który zrównuje zwierzęta z ludźmi, a tym samym nie pozwala ich krzywdzić, np. wykorzystując je bez ich zgody jako materiał w pracy artystycznej. Z drugiej strony artyści przekraczają tę granicę również względem ludzi (np. "Łaźnia" i "Łaźnia II" Kozyry). Niemniej, zarówno konsekwencje prawne jak i ich własna mentalność sprawiają, że praktyka artystyczna nie sięga np. zabijania ludzi dla sztuki. Konkludując optymistycznie: gdyby zwierzę miało status artysty i zakładając, że artyści nie zabijają innych artystów w imię sztuki, wówczas artyści nie zabijaliby zwierząt w imię sztuki. :-D

Istnieje jeszcze inny wymiar twórczości zwierząt, o którym wspomniałam we wpisie na temat sztuki ziemi: gdzie przebiega granica między sztuką a naturą? A także: co odróżnia sztukę od reszty kultury? Czy każdy tworzony lub przetwarzany przez zwierzę przedmiot ma być sztuką, np. gniazdo ptasie? Wszak nie każdy przedmiot wytwarzany przez człowieka nią jest.

Uff... Czasami zastanawiam się, jak długo jeszcze sztuka i teoria sztuki pociągną bez jakichkolwiek granic i definicji?

Poniżej zamieszczam informację na temat wystawy w Goldexie Poldexie w oryginalnym kształcie z tą tylko różnicą, że poprawiłam dwa błędy językowe (jeden dotyczył nieprawidłowego tworzenia imiesłowu, drugi nieprawidłowej odmiany przez przypadki - tak modny ostatnio błąd stosowania dopełniacza zamiast biernika). Przyznam, że upadek kultury językowej i niestaranne redagowanie książek, które się coraz bardziej upowszechnia, czasem mnie dobijają. Humaniści nie maja pracy, a tymczasem dobrzy redaktorzy, choć i tak jest ich jak na lekarstwo, zarabiają grosze...

Mimo wszystko warto przeczytać poniższy tekst:

----------
Spółdzielnia Goldex Poldex
Józefińska 21/12, Stare Podgórze
Kraków

"Czy zwierzę może być artystą"

W sobotę, 22 stycznia o godz. 19, Spółdzielnia Goldex Poldex zaprasza na wystawę prac Pimpka, psa Marty Ojrzyńskiej i Kuby de Barbaro.

Piesek wykazuje wyjątkowy pociąg i energię do radosnej destrukcji: drze na strzępy szmaty, gryzie buty i fotele, rozszarpuje na części książki czy gazety. Powstałe obiekty uwodzą kompulsywną precyzją wykonania - patyk rozgryziony zostaje na setki kawałków, chusteczka higieniczna znika. Zoopsychologia podpowiada nam że jednym z głównych przycz...yn destrukcyjnych popędów zwierząt domowych jest lęk przed porzuceniem. Pozostawiony sam w domu pies zaczyna kompensować stres niszcząc elementy otoczenia. Pimpek jednak zdaje się wykonywać swoją pracę ze szczerą radością.

Czy zwierzę może być artystą?

Co najmniej od czasów oglądniętego w dzieciństwie Blade Runnera wiadomo że granice człowieczeństwa nie są sztywne; podobna refleksja na pewno towarzyszyła komuś kto spojrzał w oczy małpie.

Nie ulega wątpliwości ze zwierzęta się bawią, odczuwają radość i tracą energię na pozbawione celu czynności: przynoszą patyki, biegają w kółko za własnym ogonem czy podają łapę. Psychoanalityczne teorie twórczości szukały jej źródeł w sublimacji lęków pochodzących z nieświadomości. Być może zatem procesy zachodzące w głowie Pimpka drącego na kawałki polarowy koc można porównać do emocji - na przykład - Jacksona Pollocka czy Edwarda Dwurnika dziko wylewających farbę na dużych rozmiarów płótna. Niektóre prace pieska są też zaskakująco podobne do obiektów, które można ostatnio zobaczyć na międzynarodowych targach sztuki.

Przede wszystkim jednak te przedmioty po prostu bardzo nam się podobają, dlatego od ponad roku je zbieramy i dlatego postanowiliśmy pokazać je na tej wystawie.

Wystawa trwa do 20 Lutego 2011.
----------

A na zakończenie rozważań muszę bez fałszywej skromności przyznać, że mój pies Gwidon jest doskonałym performerem. W swojej twórczości używa najczęściej zabawek, które dostanie, najlepiej piszczących. Pierwszym elementem performansu jest zazwyczaj entuzjastyczna, wręcz namiętna eliminacja intrygującego gwizdka przez precyzyjne rozgryzienie, wobec czego reszta show odbywa się w ciszy. Następnie cała reszta gumowej zabawki zostaje konsekwentnie przetwarzana na marne strzępy w ciągu zaledwie jednej do trzech godzin. Fakt ten nie jest bez znaczenia, gdyż tego typu zabawki wedle zamierzeń producentów mają służyć przez długi czas. ;-)

Gwidon, "Zabawa w destrukcję"

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.