niedziela, 10 marca 2013

Bio-art Karoliny Żyniewicz

Karolina Żyniewicz, Kwarantanna, Laboratorium sztuki 2013. Nie(po)rozumienie, Galeria Wozownia


Karolina Żyniewicz, Kwarantanna, Laboratorium sztuki 2013. Nie(po)rozumienie, Galeria Wozownia


Podczas pobytu w Toruniu z powodu udziału w debacie "Granice sztuki" w toruńskim CSW, miałam okazję poznać przy okazji Karolinę Żyniewicz, artystkę, której biologiczno-chemiczna instalacja "Kwarantanna" w Galerii Wozownia została pokazana następnego dnia. Karolina jest artystką bezpretensjonalną, co w przypadku twórców zajmujących się bio-artem, jest raczej rzadkie. Podoba mi się także, że jej wystawa "Kwarantanna", prezentowana w ramach kolejnego cyklu wystaw w Laboratorium sztuki, kuratorowanego przez Marię Niemyjską, nie jest wątpliwa etycznie, w przeciwieństwie do większości dzieł bio-artu. Żyniewicz pracuje w materii nieożywionej, raczej chemicznej niż biologicznej (choć są i kiełkujące ziarna), ale nie sposób je przecież całkowicie rozdzielić.

Jak pisze Niemyjska: Projekt „Kwarantanna” obejmuje wyizolowaną w niewielkiej przestrzeni „sterylną” instalację oraz konstrukcje, które wyzwalają chemiczne procesy z udziałem wody, metali, soli. Procesy te nie rządzą się naukową, ale artystyczną logiką. W warunkach izolacji, przebiegają one samorzutnie, nie prowadząc do rozstrzygnięć na gruncie chemii czy biologii, ale na gruncie sztuki. W polu badania pojawia się estetyka organicznej materii jak również estetyka laboratorium, przypominającego w pewnych  aspektach white cube. Karolina Żyniewicz nie inicjuje rzeczywistych spotkań nauki ze sztuką, jak wielu artystów zajmujących się bioartem. Artystka raczej w swobodny sposób korzysta z laboratoryjnych procedur, a pozbawiając je naukowej celowości, nadaje im sens podyktowany subiektywnymi potrzebami.  Może właśnie ten brak pretensji do naukowości sprawia, że bio-art Żyniewicz nie jest kontrowersyjny z bioetycznego punktu widzenia. Dzięki temu nie jest szokujący, smutny i męczący. I dlatego o nim piszę. Kontrowersyjna sztuka jest nudna. ;)

 Karolina Żyniewicz, Kwarantanna, Laboratorium sztuki 2013. Nie(po)rozumienie, Galeria Wozownia

 Karolina Żyniewicz, Kwarantanna, Laboratorium sztuki 2013. Nie(po)rozumienie, Galeria Wozownia

 Karolina Żyniewicz, Kwarantanna, Laboratorium sztuki 2013. Nie(po)rozumienie, Galeria Wozownia

Na swoim blogu artystka pisze, że bardzo się starała uzyskać idealnie sterylne, białe wnętrze: Osoby przechodzące, w trakcie mojej pracy zachwycały się czystością i jednocześnie wyrażały obawę o jej zniszczenie śladami stóp zwiedzających. Mnie samej również chodziła po głowie ta myśl. Pojawiła się idea przygotowania ścieżki po środku, wyznaczenia obszaru ,,do zadeptania,,. Ostatecznie jednak każdy dodatkowy element raził mnie obcością, sam "zbrudzał". Podjęłam decyzję o ,,poddaniu,, się w walce o zachowanie ideału. Choć muszę przyznać, że pierwsze ślady, które znalazłam na podłodze, spowodowały dziwne ukłucie a zaraz potem ulgę, że stało się, stan kwarantanny został przerwany, człowiek wszedł ,,z buciorami,, w sztucznie wygenerowany ideał. Efektu ,,zbrukania,, udało by się uniknąć, gdyby w niszach nie było nic do zobaczenia. Jednak umieściłam tam samorealizujące się obrazy. W jednej z wnęk ciecz, cieknąca z kroplówki, nawilża podłoże (z podpasek higienicznych), które chłonie i utrzymuje wodę, dając tym samym podstawy do wykiełkowania ziarnom. W drugiej wnęce obraz powstaje w kooperacji wody i soli. Wspólnie destruują one blachę, malując abstraksyjne plamy. Obie prace wymagają aktywności kuratora wystawy, który pod moją nieobecność, będzie dokumentował malarskie procesy.

 Karolina Żyniewicz, Kwarantanna, Laboratorium sztuki 2013. Nie(po)rozumienie, Galeria Wozownia

 Karolina Żyniewicz, Kwarantanna, Laboratorium sztuki 2013. Nie(po)rozumienie, Galeria Wozownia

 Karolina Żyniewicz, Kwarantanna, Laboratorium sztuki 2013. Nie(po)rozumienie, Galeria Wozownia

Zachęcam do śledzenia Laboratorium sztuki oraz do zapoznania się z poprzednim cyklem tych miniaturowych wystaw, pt. Wielkie mi rzeczy!, kuratorowanym również przez Marię Niemyjską.

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

piątek, 1 marca 2013

Plagiat i granice sztuki oraz istotne szczegóły związane z pijawką

performens Angeliki Fojtuch, Festiwal „Pigs&Rabbits”, Sopot, 2013, kadr z filmu Artura Trzcińskiego

W związku z opisanym przeze mnie w "Artmixie" performensem interwencyjnym Angeliki Fojtuch odbędzie się dyskusja w toruńskim CSW. Wezmą w niej udział zarówno Angelika Fojtuch jak i Arti Grabowski, a także krytycy sztuki, kuratorzy i pedagodzy: Hubert Bilewicz, Stanisław Ruksza i ja oraz filozof-etyk dr Marcin Zdrenka. Zabraknie niestety prawnika, który, jak się okazało, nie będzie mógł przyjechać. Johannes Deimling również został zaproszony, ale odmówił.

Poniżej zamieszczam zapowiedź dyskusji sformułowaną przez CSW, ja natomiast chciałabym poruszyć inną jeszcze kwestię związaną z performensem Angeliki Fojtuch i dyskusjami na temat granic sztuki. Otóż do tej pory zajmowałam się granicami sztuki w odniesieniu do używania zwierząt w sztuce. Z jednej strony można tu znaleźć punkty styczne, ponieważ pojęcie przekraczania granic sztuki można odnieść zarówno do tego, co zrobiła Fojtch, jak i do tego, co zrobił Grabowski, a wreszcie do tego, co zrobił Deimling.

Bardziej bezpośrednim punktem stycznym jest jednak użycie przez Fojtuch pijawki. Jak napisałam w "Artmixie"
pijawka przyczepiona do czoła symbolicznie wysysała myśli artystki, a pozostała po tym krwawiąca rana była raną emocjonalną, krzywdą, której doznała przez kradzież. Ściskaną (symbolicznie miażdżoną) w ręku pijawkę obnoszoną dookoła sali można rozumieć jako zapowiedź zwycięstwa Fojtuch w wojnie o prawo autorskie do credo artystycznego. W tym miejscu na prośbę artystki chciałabym wyraźnie zaznaczyć, że pijawka nie była miażdżona dosłownie i nie stała jej się żadna krzywda. Wręcz przeciwnie, żyje nadal w mieszkaniu Fojtuch. Tak jak wspomniałam artystka użyła jednak zwierzęcia, nad którym miała przewagę i które zostało potraktowane przedmiotowo, co może stanowić precedens do używania w sztuce innych zwierząt, których losy bywają często niewesołe. W tym wypadku jednak, paradoksalnie, zwierzę zostało uratowane właśnie dzięki wykorzystaniu go w sztuce. Gdyby bowiem Fojtuch nie zaangażowała pijawki do swojego performensu  zostałaby ona zutylizowana niezwołocznie po użyciu w celach medycznych (w hirudoterapii). Jest to kolejny przykład na to, że komentowana przeze mnie wcześniej wersja zapisu dotyczącego sztuki proponowanego przez Ewę Chudybę do ustawy o ochronie zwierząt, mimo słusznych celów, jest wyrazem zbyt małej wnikliwości i nieuwzględniania różnorodności sztuki i sytuacji etycznych, które w jej obrębie mogą zaistnieć. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że pojęcie krzywdy jest kluczowe dla wspomnianej inicjatywy ustawodawczej. Tutaj bowiem w sztuce pojawiło się żywe zwierzę, ale nie zostało skrzywdzone, tylko uratowane. Jest to jednak raczej wyjątek.

Wracając jednak do samej dyskusji w CSW, dotyczy ona przede wszystkim zjawiska plagiatu. Nie będę się tu rozpisywać, żeby mieć o czym mówić podczas panelu, ale wspomnę jedynie, że zjawisko plagiatu szerzy się ostatnio także w świecie naukowym. W tym temacie polecam artykuły na Forum Akademickim, ponieważ wydaje mi się, że plagiat, wbrew któremu protestuje Fojtuch nie różni się jakością (choć wielkością - owszem) od plagiatu Magdaleny Otlewskiej, którego ofiarą stała się przede wszystkim dr hab. Małgorzata Kowalewska Warto porównać fragmenty doktoratu Otlewskiej i doktoratu Kowalewskiej (na zdjęciach w prawej kolumnie artykułu), by nie mieć wątpliwości, że mamy do czynienia z plagiatem. Podczas spotkania w CSW będzie okazja, by Fojtuch w ten sam sposób porównała dwa katalogi. W środowisku akademickim obowiązują określone procedury związane z plagiatem, a jak to wygląda w środowisku artystycznym? Czym się różni plagiat od cytatu, od parafrazy oraz od appropriation art i sztuki pirackiej, o której pisała na swoim blogu Iza Kowalczyk? :
 http://strasznasztuka.blox.pl/2012/11/O-pochwale-sztuki-pirackiej-i-pracy-Oli-Ska.html
 http://strasznasztuka.blox.pl/2012/11/Obrazy-w-internecie-jak-zombie.html

GRANICE SZTUKI - panel dyskusyjny
czwartek, 7 marca, godz.18.00, LabSen

Jak daleko może posunąć się artysta? Czy może dowolnie przesuwać granice? Czy działanie artystyczne podlega normom społecznym i prawnym?
7 marca w toruńskim CSW odbędzie się debata z udziałem zaproszonych gości, którzy będą próbowali odpowiedzieć na powyższe pytania.
Punktem wyjścia debaty będzie konflikt dwojga artystów: Angeliki Fojtuch oraz Johanesa Deimlinga. Artystka zarzuciła niemieckiemu performerowi kradzież credo artystycznego. Je protest nie doczekał się żadnej reakcji ze strony środowiska artystycznego, akademickiego i instytucjonalnego. Frustracja Fojtuch, spowodowana ignorowaniem problemu i środowiskową inercją  – rosła. Okazją do inteligentnej reakcji, która stała się jednocześnie działaniem artystycznym, był „interwencyjny  performance” artystki, wykonany podczas męskiej edycji festiwalu „Pigs&Rabbits”. Akcja miała miejsce 11 stycznia 2013 roku w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie (materiał video z akcji: http://www.youtube.com/watch?v=JHMybEOWN60&feature=youtu.be ).
Zaproszeni do CSW goście, reprezentujący zarówno środowisko artystów, jak i krytyków i teoretyków sztuki, włączą się w ten trudny dyskurs, próbując uczciwie przedstawić swoje stanowisko dotyczące zjawiska plagiatu w przestrzeni artystycznej i jego konsekwencji etycznych i prawnych. Czy artystka miała prawo zakłócić działanie performatywne Deimlinga? Dlaczego to zrobiła? Czy reakcja kuratora Artiego Grabowskiego była prawidłowa, czy wręcz przeciwnie – niedopuszczalna?
Zapraszamy na dyskusję!
Paneliści:
Angelika Fojtuch
Arti Grabowski
Hubert Bilewicz
Stanisław Ruksza
Dorota Łagodzka
dr Marcin Zdrenka

Notki biograficzne panelistów można znaleźć na stronie CSW. 

piątek, 15 lutego 2013

Artmix nr 30(20) "Wizualizacje wojny"

 

  

Spis treści
Paweł Leszkowicz, Susan Sontag i etyka fotografii
Beata Łazarz, Feminizowanie ciał "terrorystów", czyli o cyklu Abu Ghraib Fernando Botero z  nie-męskiej perspektywy
Elżbieta Janicka, Miejska partyzantka symboliczna. O Widoczkach Patrycji Dołowy
Marta Raczek-Karcz, Ciała mimo wszystko – o projekcie That You Have Someone Agnes Janich
Joanna Turowicz, Historie Ziny i jej dzieci, wywiad z Nelą Brzezińską, Danielem Brzezińskim, Katarzyną Regulską, Magdą Sobolewską i Joanną Wichowską
Dorota Łagodzka, Performance interwencyjny Angeliki Fojtuch
 
W tym numerze prezentujemy teksty odnoszące się wizualizacji wojny i koszmaru Zagłady. Chcemy zastanowić się wspólnie z czytelnikami i czytelniczkami, w jaki sposób współcześnie ukazywane są w sztuce działania wojenne oraz na ile tego rodzaju przedstawienia podejmują wyzwania etyczne.

Jak pisała Susan Sontag, dzisiaj to przede wszystkim fotografie określają sposób, w jaki pamiętamy i oceniamy ważne konflikty. O rozważaniach tej autorki na temat fotografii wojennych, problematycznego ukazywania cierpienia innych i współczesnych „okropności wojny” pisze Paweł Leszkowicz. Autor pyta za Sontag o etykę fotografii, a pod koniec swojego tekstu zastanawia się nad kwestią recepcji jej myśli w kontekście polskiej kultury wizualnej. Sontag rozważając patrzenie na cierpienia innych pisała przede wszystkim o fotografiach z Abu Ghraib ukazujących torturowanie irackich więźniów przez amerykańskich żołnierzy. Te fotografie stały się inspiracją dla obrazów Fernando Botero, o których pisze Beata Łazarz, zwracając uwagę na kwestię feminizowania ciał „terrorystów”.

Kwestia etyki, współodpowiedzialności, potrzeby zaświadczania o koszmarze przeszłości pojawia się w tekście Elżbiety Janickiej omawiającym Widoczki Patrycji Dołowy. Prace te odnoszą się do topografii miasta, w którym zapomniano o odprawianiu pochówku, przywołane zostaje bowiem dawne warszawskie getto. Janicka opisuje metodę pracy artystki: „Patrycja Dołowy sporządza odlewy własnego torsu, pokrywa je emulsją fotograficzną, naświetla pod powiększalnikiem obrazami z rodzinnego archiwum, następnie zaś zakopuje w ziemi”. Chodzi w ten sposób o uwidocznienie rozpadu, ale także – co ważne – dawanie świadectwa. Inną artystką zwracającą uwagę w swej sztuce na potrzebę zaświadczania o koszmarze Zagłady jest Agnes Janich, o której pisze Marta Raczek-Karcz. W przypadku projektu tej artystki That You Have Someone, odnoszącego się do obozowych wspomnień, chodzi przede wszystkim o ocalenie pamięci ciała – pożądającego i kochającego. Ważna dla tego tekstu, jak i pozostałych, jest również problematyka płci, m.in. odmienność kobiecych doświadczeń w kontekście wojny.

Tego problemu dotyczy również wywiad Joanny Turowicz z autorami spektaklu Historie Ziny, a dotyczący kobiecego doświadczeniu wojny i uchodźstwa, teatru dokumentalnego oraz tożsamości drugiego pokolenia uchodźców z Kaukazu. Tekst ten jest przedrukowany dzięki uprzejmości „Didaskaliów”.

Również na polu sztuki toczą się wojny – o prawa autorskie, o prawo do swoich idei artystycznych, a także o szacunek. Tego problemu dotyczył performance Angeliki Fojtuch „Sztuka! Nie kradnij”, który miał miejsce 11 stycznia 2013 roku, a o którym pisze w komentarzu Dorota Łagodzka.

Dziękujemy przy okazji Alicji Kusiak-Brownstein za namówienie nas do podjęcia tego tematu. Informujemy również, że z naszej redakcji odeszła Edyta Zierkiewicz, której dziękujemy za wieloletnią współpracę.

Izabela Kowalczyk i Dorota Łagodzka

 Kadr z filmu Anny Grzelewskiej Widoczki. Pamięć miasta, pamięć ciała.

Kadr z filmu Anny Grzelewskiej Widoczki. Pamięć miasta, pamięć ciała.


piątek, 28 grudnia 2012

Nie strzelaj w Sylwestra! - drugi plakat TPN


Kolejny dobry plakat Tatrzańskiego Parku Narodowego mający zwrócić uwagę na to, że wystrzałów boją się nie tylko zwierzęta domowe, ale także dzikie, których nie możemy przytulić na pocieszenie ani podać im środków uspokajających. Poważną sprawą jest to, że wybuchy petard wybudzają je z zimowego snu, który pozwala im przetrwać zimę. Także błyski świateł powodują popłoch wśród kozic i sprawiają, że niedźwiedź ucieka z gawry - swojej zimowej kryjówki. Gdy taki naturalny proces snu-letargu zostanie zaburzony, co gorsza gwałtownie przerwany, zwierzę może nie przeżyć, na ucieczkę zużywa energię, którą miało zmagazynowaną, by przetrwać do wisony.

Wpis ten jest jednocześnie kontynuacją wątku dobrych projektów plakatów proanimalistycznych. Plakat jest nieco retro, oscyluje wokół stylistyki modernistycznej i przywodzi na myśl drzeworyty tatrzańskie Władysława Skoczylasa. Nie jest minimalistyczny w duchu dzisiejszej estetyki plakatowej, ale prosty i oszczędny, choć bynajmniej nie subtelny, raczej zbliżony do stylistyki art brut. Skojarzenie z drzeworytami Skoczylasa nie jest chyba przypadkowe, bowiem plakat powstał na zamówienie TPN, przede wszystkim z myślą o turystach, którzy zamierzają spędzić Sylwestra w Zakopanem.


Przypominam jak wyglądał plakat zeszłoroczny w podobnej stylistyce: http://niezla-sztuka.blogspot.com/2012/01/sylwestrowy-plakat-tpn.html. Jego autorem był Krzysztof Kokoryn, więc podejrzewam, że tegoroczny plakat też można mu przypisać.
 







---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

Bałwan - street art czy land art?



Ostatnio mam skłonność do wpisów lekkich i dowcipnych. Tak też powitajmy Nowy Rok... Prezentuję zatem rzeźby z naturalnego tworzywa jakim jest śnieg - bałwany. Niektóre wyrzeźbione, ulepione, inne stworzone tylko przez dodanie małego akcentu do natury - kładziemy patyczek, kamyczek na ośnieżonej gałęzi i mamy niedźwiedzia, którego Greenpeace wykorzystał do promowania kampanii w obronie Arktyki. Artywizm zatem. Moda na zwierzęce tematy w sztuce ujawnia się także w "sztuce niskiej" lepienia bałwanów, za którymi kryją się czasem głębsze treści. Np. suki Anity to portrety suk przebywających na tzw. tymczasie u przodowniczki organizacji Bezdomniaki Szydłowieckie, która w szczególności zajmuje się pomocą bezdomnym, często ciężarnym sukom. Niekiedy jedynym ratunkiem jest aborcja lub sterylizacja aborcyjna, gdyż bezdomne suki bywają często zapładniane przez za duże dla nich psy, co powoduje, że szczeniaki są duże i ciąża lub poród powodują ryzyko śmierci matki. Niemniej jest to także kwestia prewencyjnej polityki przeciwdziałania rozmnażaniu bezdomnych zwierząt. Uważam jednak, że decyzja o aborcji, którą wszak człowiek podejmuje za sukę, powinna być podyktowana jedynie względami dobra jej i szczeniaków, a nie dobra ogólnego. Bezdomniaki Szydłowieckie odwalają kawał dobrej roboty, niemniej istnieje w społeczeństwie bardziej ogólny problem nadużywania aborcji i eutanazji w odniesieniu do zwierząt. Zabiegi te w odniesieniu do zwierząt nie są traktowane do końca poważnie, a decyzja o nich podejmowana jest często zbyt łatwo. Eufeminizm "usypianie" zdecydowanie to ułatwia... No i w międzyczasie przestało być lekko i dowcipnie.


Anita Wesołowska, Moje osobiste suczydła












 fot. Katarzyna Kombi Jankowska


  fot. Katarzyna Kombi Jankowska
 ---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
 ---

czwartek, 13 grudnia 2012

Paryskie animalesuqe Renaty Żółcińskiej

Jutro ostatnia szansa, by zobaczyć wystawę "Animalesque" Renaty Żółcińskiej w warszawskiej galerii Domu Artysty Plastyka na Mazowieckiej. Ta galeria nie jest co prawda w głównym nurcie nowych odkryć artystycznych i lansu środowiskowego, ale jednak od czasu do czasu trafiają się tam ciekawe wystawy. Jedną z nich jest "Animalesque" (malarstwo + filmy).

Na razie tylko polecam, mam nadzieję, że jeszcze uzupełnię wpis - dopiszę więcej!

 Renata Żółcińska, Pies polski, 2011


widok wystawy Renaty Żółcińskiej "Animalesque" w galerii DAP w Warszawie, fot. Renata Żółcińska

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

Gry ze streotypem prawdziwego mężczyzny w kampaniach społecznych ciąg dalszy...

Rysiek z Klanu zmienia image! - chciałoby się rzec. Ale tak naprawdę to Piotr Cyrwus miał dość wizerunku Ryśka z "Klanu" (za pierwszym razem cudzysłów celowo pominęłam). Ta postać tak przylgnęła do aktora, że musiałam sprawdzić, jak ma naprawdę na imię.

Trzeba przyznać, że mu się udało. Zaprezentował się jako szef mafii, typowy twardziel, stereotypowy prawdziwy mężczyzna. Bo przecież uczynny i dobry Rysiek prawdziwym mężczyzną nie był. Był mięczakiem i pantoflarzem, w najlepszym wypadku "miśkiem". Tak to pozornie wygląda, gdy poddamy się władzy stereotypów. Ale nowy bohater Cyrwusa okazuje się być jednak nie aż tak daleki od Ryśka. Grę ze stereotypem uważam tu za udaną, pokazuje ona, że wygląd twardziela nie musi oznaczać zatwardziałego serca. A przez pojawienie się w spocie policjanta jako tzw. "psa" zamiast prawdziwego psa nadaje filmowi wymowę podwójnie przeciwdziałającą przemocy - zarówno wobec zwierząt, jak i wobec ludzi.



---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

Czy prawdziwy facet zjada krowę w 5 sekund?



W najbliższy piątek w Kawiarni Fawory przy ul. Mickiewicza 21 w Wawie odbędzie się wernisaż  wystawy "Prawa człowieka - zobacz je" wraz z dyskusją. Na początku wkurzyłam się, że w kontekście praw człowieka promowane jest mięsożerstwo (więc i zabijanie zwierząt) oraz przy okazji stereotypowy model męskości. W naszej kulturze bardzo silnie zakorzeniony jest stereotyp, że prawdziwy mężczyzna musi jeść mięso. Źródła tego stereotypu są złożone, ale można przytoczyć choćby niektóre. Prawdziwy mężczyzna poluje na mamuty, zabija. Ale w tym modelu prawdziwa kobieta siedzi przy garach, co pokazuje, w jaki sposób taki "mięsny" model męśkości konotuje seksitowskie podejście do kobiet i utwierdza tradycyjne role społeczne kobiet i mężczyzn. Prawdziwy mężczyzna jest silny, ma mięśnie, jak pan na plakacie.  A żeby być silnym i mieć mięśnie jeszcze do niedawna (dzięki stereotypom medycznym) trzeba było bezapelacyjnie jeść mięso. Na szczęście lekarze i dietetycy stopniowo zmieniają zdanie. Poza tym przecież gej też może być wegetarianinem. A czy gej może być prawdziwym mężczyzną? Tak, pod warunkiem, że je mięso ;-)

Pomijam już, że prawdziwy mężczyzna, zgodnie z plakatem powstałym w ramach warsztatów Humanity in Action Polska jest łysy i niedogolony...  Ale już tego się nie czepiam. Nie chodzi przecież o to, że nie mam poczucia humoru. Zgrzytem jest jednak to, że plakat próbuje mówić o prawach człowieka traktując je przecież poważnie - taki jest cel, a jednocześnie żartuje sobie z praw zwierząt, z ich śmierci. Biorąc pod uwagę, że śmierć krów z powodu ich zjadania jest powszechnym masowym, codziennym procederem, jest to porównywalne do dowcipów o Żydach uciekających z Auschiwtz przez komin... W ciągu roku na świecie ginie ok. 24 mln zwierząt zabijanych na mięso. Można sobie policzyć ile ich ginie w ciągu 5 sekund.

Reakcja była spora, rozgorzały dyskusje, choć zdecydowana większość się ze mną zgadzała. Dotarłam jednak do informacji, że w Faworach serwowane są dania wegańskie. Knajpa deklaruje, że jest wegetariańska (choć chyba nie jest to do końca prawdą, gdyż podobno czasem serwują rybę). Ponadto Fawory podkreślają także, że są przeciw WSZELKIEJ dyskryminacji, co w tym kontekście miało potwierdzać także sprzeciw wobec dyskryminacji zwierząt.

Wydaje mi się więc, że umieszczenie niniejszego plakatu jako zdjęcia promującego wydarzenie było prowkacją, mającą na celu... No właśnie, co? Poruszenie ważnego tematu czy wypromowanie wydarzenia poprzez gorącą dyskusję. W sumie metoda okazała się skuteczna, w końcu dowiedziałam się o kawiarni, polubiłam na facebooku, żeby sprawdzić, co mają w menu, a jak się okazało, że wege jedzenie, to nie było powodu, żeby lubienie odkliknąć. Teraz w dodatku piszę na blogu, potem wrzucę to na swój facebook, w dodatku informacja dotrze do odpowiedniej grupy odbiorców, potencjalnych klientów. Tak zwany marketing wirusowy. Problem jednak w tym, że czasem może on przynieść efekt odwrotny, negatywny pogłos w tle... Nie jestem więc pewna, czy to dobrze, że Fawory będą kojarzyć się z tym plakatem. Gdybym była trochę mniej dociekliwa, nie dotarłabym do informacji, że serwowane są tam wege potrawy, więc również nie doszłabym do wniosku, że to prowokacja, a co za tym idzie nie miałabym najlepszego zdania o Faworach. Szkoda by było. Istnieje ryzyko, że nie ja jedna...

Ktoś zapytał "czy chodziło o to, żeby ktoś napisał, że plakat jest do dupy", ktoś napisał, że o to właśnie chodziło, by wzbudził emocje i by "drogie Panie zaczęły gorącą debatę o archetypie (...) mężczyzny. Właśnie po to jest to dzieło". Jest to "dzieło" trójki cudzoziemców, którzy uczestniczyli w warsztatach Humanity in Action Polska (nazwiska dodam jutro jak otrzymam je od organizatorów wystawy). Gdy zapytałam o autora plakatu, ktoś próbował mnie sprowokować do emocjonalnych wypowiedzi (nie udało mu się, więc rozmowa potoczyła się w miarę konstruktywnie). Zasugerowano mi jednak więcej dystansu. Tak samo można by poprosić o dystans do hasła "zakaz pedałowania" (też na swój sposób jest dowcipne). Niestety trudno o dystans, gdy żyje się w kulturze, w której mięsożerność i męskość kojarzone są ze sobą nader często i bardzo serio. Pojawiło się spostrzeżenie, że kontekst jest ważny. Owszem, hasło o zjadaniu krowy w 5 sekund jest tym bardziej żenujące, że występuje w kontekście praw człowieka. Gdyby wystąpiło w kontekście "konserwy" lub mowy nienawiści, wcale by mnie nie zdziwiło, ba, nawet bym się nie fatygowała, by dyskutować. Po tym, jak odkryłam wege jedzenie w menu Faworów, uznałam umieszczenie tego plakatu na profilu wydarzenia za prowokację do dyskusji, ale też sprytny zabieg marketingowy. Więc rzeczywiście kontekst jest ważny. 

Napisałam, że apeluję o usunięcie plakatu, ale  zaznaczyłam (dwukrotnie), że dotyczy to usunięcia plakatu z Facebooka jako reprezentatywnego dla tego wydarzenia. Dla jasności - nie chodziło mi o usuwanie go z wystawy. Na wystawie mają prawo zostać pokazane różne podejścia, także te głupie i stereotypowe.


---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Plakat zimowej zbiórki dla Schroniska w Korabiewicach


Miło patrzeć jak projekty graficzne akcji prozwierzecych przechodzą pozytywną przemianę. Organizacje działające na rzecz praw zwierząt zazwyczaj nie mają pieniędzy na dobrych projektantów, a ludzie w nich pracujący często nie mają czasu i siły myśleć o takich mało istotnych (w porównaniu z ratowaniem życia) sprawach jak estetyka plakatów i ulotek. Od jakiegoś czasu na szczęście się to zmienia, dostrzeżono chyba, że estetyka ma wpływ na skuteczność w docieraniu do odbiorców, czego przykładem jest fajny plakat dotyczący zimowej zbiórki koców, kołder, ręczników i innych rzeczy, które mogą przydać się w schronisku w Korabiewicach. Może typografia, rozmieszczenie liter mogłaby byc lepiej dopracowana, ale kolorystyka jest udana, a wizerunki zwierząt urocze.

Przypominam, że Schronisko w Korabiewicach parę lat temu zostało zastane w stanie strasznym, zwierzęta umierały z głodu, brudu i chorób. Na szczęście dzięki uporowi i konsekwentnym działaniom Fundacji Viva! udało się je doprowadzić do przyzwoitego stanu, większość zwierząt (łącznie z niedźwiedziem!) została wyleczona.


Swoją drogą estetyka plakatów, ulotek, akcji ulicznych (demonstracji, happeningów) proanimalistycznych to ciekawy temat do analizy. Wspominałam po krótce o happeningach Igualdad Animal, ale chciałabym jeszcze kiedyś napisać o zupełnie innych estetykach i ich sile oddziaływania (gdyż to jest cecha najbardziej liczącą się dla tych organizacji). Członkowie Igualdad Animal wytwarzają w swoich akcjach rodzaj szoku, który pozostając szokujący, jest jednocześnie piękny. 8 grudnia w Madrycie miał miejsce po raz kolejny.

Interesuje mnie też sposób przedstawiania zwierząt w formie rysunków czy grafik w tekstach wizualnych kultury popularnej. Fascynuje mnie jak w uproszczonej, estetyzowanej, stylizowanej formie (zdawałoby się tak dalekiej od realizmu) można uchwycić istotę bycia danego zwierzęcia - czasem postrzeganego jako przedstawiciel gatunku, a czasem również jako indywiduum. Niedoścignionym mistrzem jest oczywiście Wilkoń, ale ilustracja książki dziecięcej to jeszcze trochę co innego. Plakat zbiórki dla Korabiewic kojarzy mi się natomiast z okładką Darwinowskiego "Czasu Kultury" projektu Marianny Sztymy. Chciałabym wiedzieć, kto jest autorem korabiewickiego plakatu...


---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

środa, 5 grudnia 2012

Sztuczne Fiołki, Sroka i koty

Tym razem wpis lekki - trochę appropriation art. Zacznę od końca: Sztuczne Fiołki, Dorota Sroka, fotografia (autor nieznany). Właśnie piszę nieco spóźnioną recenzję z wystawy Fontanna. Niezwykła lepkość gliny w Muzeum rzeźby Współczesnej w Orońsku (kurator Leszek Golec). I tak przy okazji prac Kamila Kuskowskiego i Jerzego Kosałki, będących parafrazą Duchampa oczywiście, przypomniały mi się Sztuczne Fiołki i obraz Doroty Sroki oraz genialna fotografia nieznanego autora. Ta z kolei przypomina mi genialną fotografię Agnes Geoffrey.

Typowa dla postmodernizmu, o dadaistycznej genezie i popkulturowych powinowactwach, siostra found footage, krewna pop artu... appropriation art. (Nie lubię tego terminu, kolejny anglojęzyczny neologizm w polskiej historii sztuki, która jakoś nie radzi sobie z pojęciami.)

Sztuczne Fiołki były niedawno nominowane do paszportów Polityki w kategorii Sztuki Wizualne. Podejrzewam o to jedną z jurorek - Izę Kowalczyk, ale pewności nie mam, cicho sza...  Sztuczne Fiołki pojawiły się na facebooku i w jego obrębie funkcjonują, można je uznać za rodzaj sztuki internetowej, sztuki hurtowego tworzenia memów, robienia sobie żartów pomieszanych z konstruktywną krytyką i komentarzem społecznym przy pomocy dzieł sztuki. Profanacja o tyle o ile profanacją był dadaizm. Facebook skasował Sztuczne Fiołki uznając je za niezgodne z regulaminem, ale one momentalnie wykiełkowały od nowa.

Fiołki podają na szczęście autorów, których obrazy przetwarzają, ale osoby, które gdzieś zamieszczają te przetworzone przez nich, już niekoniecznie - piszą tak jakby to Fiołki namalowały XIX-wieczny pejzaż albo jakby to Fiołki namalowały obraz Malewicza. I tak to idzie dalej w świat - ze zmienionym autorem. To jak uznać za autora cytatu osobę, która go przytacza. Smutny proces. Śmierć autora. Piractwo i plagiat są błahe póki to nie my jesteśmy ich ofiarą, póki to nie naszą twórczość ktoś przypisuje komu innemu.



Sztuczne Fiołki: obraz Doroty Sroki


Dorota Sroka 


  fotograf nieznany

Agnes Geoffray, Night, 2005
 

 Marcel Duchamp jako Robert Mutt, Fontanna, 1917 


widok wystawy Fontanna w CRP w Orońsku: Jerzy Kosałka, Fontanna z cyklu Pardon Marcel, 1997
(fot. Łukasz Żywulski)


 
widok wystawy Fontanna w CRP w Orońsku: Kamil Kuskowski, Fontanna, 2008 (fot. Łukasz Żywulski)

I jeszcze trochę Fiołków animalistycznych:

 Sztuczne Fiołki: Edwin Henry Landseer (1802-1873) - malarz brytyjski



Sztuczne Fiołki: Richard de Fournival, "Bestiaire d’Amour", Lotaryngia (północno-wschodnia Francja) XIV wiek [źródło: http://discardingimages.tumblr.com/ ]
 


Sztuczne Fiołki: Artur Grottger (1837-1867)
{Uwaga! Ten obrazek wcale niczego nie promuje!}

Sztuczne Fiołki: Vincent van Gogh, Kruki nad łanem zboża

 Sztuczne Fiołki: Mary Cassatt (1844-1926)

Sztuczne Fiołki: Edgar Degas 

 Alexandre-François Desportes (1661-1743)

 Camille Corot (1796-1875) – francuski malarz, przedstawiciel kierunku realistycznego. {Jeden z tych malarzy, których kunszt można docenić jedynie na żywo}

Sztuczne Fiołki: Edwin Henry Landseer (1802‑1873)

Sztuczne Fiołki: Pieter Bruegel (Starszy) (1525-1569)
{Uwaga! To, co się wydaje może być tego, co jest, odwrotnością!}

 
źródło: https://www.facebook.com/SztuczneFiolki


I na zakończenie:


 Sztuczne Fiołki: Kazimierz Malewicz (1879-1935) – rosyjski malarz i teoretyk sztuki.
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.

---