poniedziałek, 5 października 2020

Zwierzęta w obrazach – między formą i treścią

Jury V Triennale Malarstwa ANIMALIS 2020 w składzie: Krzysztof Cichoń, Antoni Cygan, Dorota Łagodzka, Piotr Naliwajko, Aleksandra Rej, podczas obrad w dniu 20 czerwca 2020 przyznało na podstawie nadesłanych oryginałów obrazów następujące nagrody:

Grand Prix: Magdalena Szczęśniak, „Obiad”

Magdalena Szczęśniak, „Obiad”, 2019.


II Nagroda: Piotr Kaniewski, „Pies”

Piotr Kaniewski, Pies, 2017.

III Nagroda: Agnieszka Nienartowicz, „Polowanie na jednorożca”

Agnieszka Nienartowicz, „Polowanie na jednorożca”, 2019.

Wyróżnienie honorowe: Karol Gawroński, „Żubr”

Karol Gawroński, Żubr, 2019.


Wyróżnienie honorowe: Marzena Sroczyńska-Gudajczyk, „Lekcja zoologii”

Marzena Sroczyńska-Gudajczyk, „Lekcja zoologii”, 2019.

Nagroda Rektora ASP w Katowicach: Agnieszka Łapka, bez tytułu

Agnieszka Łapka, bez tytułu, 2018.

Nagroda ZPAP o. Katowice: Jerzy Dobrzyniecki, „Miau”

Jerzy Dobrzyniecki, Miau, 2020.

Nagroda Śląskiego Ogrodu Zoologicznego w Chorzowie: Tomasz Kokott, „Cisza”

Tomasz Kokott, Cisza, 2019.

Po obradach jury – nie tylko Animalis – zazwyczaj czuję mieszankę satysfakcji i poczucia winy wobec prac, które nie wygrały lub zostały odrzucone. Nie zawsze też końcowy werdykt mnie zachwyca, najczęściej budzi wątpliwości. Pojawia się pytanie: czy wybraliśmy sprawiedliwie? I czy to w ogóle możliwe? 

Kiedy porównuję nasze wybory dotyczące obrazów, które przechodzą do drugiego etapu, często bywam zaskoczona tym, co wybrali inni. Niekiedy doceniają obraz, na który nie zwróciłam uwagi lub taki, który wręcz mi się nie podoba. Werdykt końcowy nigdy nie jest obiektywny, jest syntezą i średnią subiektywnych wyborów. Istnieje jednak przecież tajemniczy byt abstrakcyjny, który nazywamy wartością artystyczną. Są obrazy dobre i słabe, rzadziej wybitne lub beznadziejne. Niektóre potrafię docenić, mimo iż do mnie nie przemawiają. Inne zaś urzekają mimo niedoskonałości. Podczas oglądania obrazów na żywo w drugim etapie konkursu jedne dzieła zaskakują nas pozytywnie, innymi czujemy się zawiedzeni. Mamy szansę o tym wszystkim porozmawiać: wyjaśnić nasze stanowiska, uzasadnić nasze wybory, skrytykować, docenić, dostrzec, odkryć jakiś obraz lub się do niego przekonać. Zdarza się więc tak, że decyzje o nagrodach są wynikiem kompromisu – wszyscy dany obraz doceniamy, nikt nie jest jego zdecydowanym przeciwnikiem. Z kolei obraz, który zachwyci, ale tylko jedną osobę może się nie załapać na wyróżnienie. Warto, by artyści o tym wszystkim pamiętali, gdy czują się zawiedzeni. 

W moich wyborach – podobnie jak w poprzedniej edycji – byłam często odosobniona i odczułam nadmiar oceny czysto warsztatowej poprawności w stosunku do koncepcji i całościowego wyrazu dzieła.  Jedną z prac, których to dotyczy jest „Lekcji zoologii” Marzeny Sroczyńskiej-Gudajczyk. Obraz ten, intrygujący w formie i treści, nie nuży mnie, co jest ważnym wyznacznikiem wartości malarstwa. Niezależnie od tego, czy doskonałe warsztatowo, nie może być nudne. Obraz Sroczyńskiej-Gudajczyk, mimo iż nie zachwycił większej części jury, pobudził nas do przeróżnych interpretacji, biegnących w kilku kierunkach, na tyle złożonych, że nie sposób je tu przytoczyć. 

Innym takim obrazem był „Smacznego” Edyty Jaworskiej-Kowalskiej. który moim zdaniem poruszał ważny temat, trudny do przedstawienia w sposób niebanalny, nieoczywisty, nie opierający się na prostych porównaniach i nie belfersko dydaktyczny – problem powszechnie znany, lecz sukcesywnie wypierany – fakt zjadania przez nas zwierząt i ubierania się w pozostałości po ich trupach. Niewygodna kompozycja i kolorystyka świetnie oddają to, jak niewygodny jest to temat. Obraz jest mocny, a jego zadaniem nie była poprawność w żadnym znaczeniu tego słowa. Na podstawie komentarzy innych członków jury wnioskuję, że obraz spełnił swoje zadanie wytrącając nas z tego, do czego jesteśmy w malarstwie przyzwyczajeni. 

Edyta Jaworska-Kowalska, Smacznego, 2019.

Poniekąd  na odwrotnej zasadzie oddziałują obrazy Agnieszki Łapki – świetne warsztatowo, piękne estetycznie, staranne, dopracowane, z bardzo dobrze uchwyconymi postaciami przedstawicieli różnych gatunków. W nich jednak strona estetyczna wysuwa się na tyle na pierwszy plan, że znaczenie obrazu staje się nieuchwytne. Prace te bardziej są wyrazem fascynacji wyglądem zwierząt i możliwościami jego transpozycji na płótno niż próbą poruszenia jakiegoś problemu naszych relacji z innymi gatunkami.

Co ciekawe obraz Bożeny Chlebickiej „Mural ZOO Chorzów” nie otrzymał nagrody ZOO, przyznawanej co roku na Triennale Animalis. Być może ze względu na rys krytyczny wobec instytucji ogrodu zoologicznego, który w tej pracy dostrzegam. Smutna różowa małpa na pierwszym planie surrealistycznie siedzi na chodniku w przestrzeni miasta na tle ściany ze starym plakatem z nosorożcami i napisami „Travel to ZOO Africa” i „Park Śląski Chorzów”. Na tej samej ścianie biegną namalowane zebry i bizon dający susa z bilbordu na ścianę, a więc niejako do miasta. Niedoskonale przedstawiona perspektywa na dalszym planie nie ma tu większego znaczenia, obraz przemawia (na ważny temat), a sposób namalowania krajobrazu miasta w tle, który odbiega od reszty płótna, wpisuje się w wielość przenikających się płaszczyzn ulicy, ściany, plakatu i papieru. 

Bożena Chlebicka, Mural ZOO Chorzów, 2019/2020.

W tej edycji konkursu nadesłano stosunkowo dużo prac z dzikami, z których niektóre zostały zakwalifikowane na wystawę, np. „Dzikość serca” Izabeli Kity. Być może zainteresowanie tym gatunkiem związane jest z głośnym w ostatnim czasie, ale już dość długo trwającym, masowym odstrzałem dzików pod pretekstem walki z ASF. Trudny problem porusza też obraz Marty Jamróg „Bardzo ciężki żywot krakowskich koni” w konwencji będącej połączeniem surrealizmu ze średniowiecznym malarstwem tablicowym, namalowany z resztą na desce. Na obrazie widoczna jest połowa dorożki będącej wyraźną aluzją do wykorzystywania koni w przemyśle turystycznym, zmuszonych stać całymi dniami w upale na kamiennym rynku, w tłumie ludzi i budynków. Konie mają aureole, jakby były świętymi męczennikami. Zagadkowe białe linie kojarzą się z mapą – siecią ulic, którymi konie wożą bezrefleksyjnych turystów. 

Izabela Kita, Dzikość serca, 2019.

Marta Jamróg, Bardzo ciężki żywot krakowskich koni, 2019.

Na tegorocznym Animalis stosunkowo nielicznie reprezentowane były gatunki zwierząt hodowlanych, w porównaniu z bogatą w świnie poprzednią edycją. W tym kontekście szkoda, że na wystawę nie zakwalifikowały się portrety krów Anny Magdziarz i Natalii Komorowskiej. Zdecydowanie jednak uwidoczniły się kury, co mnie cieszy, gdyż to piękne niedoceniane ptaki. Ciekawym przypadkiem jest praca „5 z tyłu” Andy Anety Kobińskiej, która początkowo przyciągnęła uwagę większej części jury, lecz ostatecznie nie otrzymała nagrody. 

Anna Magdziarz, Krowa, 2019

Natalia Komorowska, Krowiczka2

Anda Aneta Kobińska, 5 z tyłu, 2017.

Powodzeniem w malarstwie nieustająco cieszą się zwierzęta towarzyszące, przede wszystkie psy. W tym roku skromny obraz z kundelkiem otrzymał drugą nagrodę. Bez wyróżnienia pozostał natomiast wzruszający portret psa Aleksandry Kulczyckiej „Masza/Bo przecież będę”, który – nie wiem, czy zgodnie z intencją autorki – kieruje mnie ku refleksji nad śmiercią naszych najbliższych zwierząt. Psim obrazem, który zasługuje na uwagę jest także „Strażnik” Joanny Śmielowskiej-Jaremin przedstawiający ekspresyjnego białego kundelka na ulicy małego miasta z zielenią w tle, w której dzieją się dziwne rzeczy – przestrzeń wiruje. Niektóre obrazy zyskują na znaczeniu wraz z tytułem. Tak dzieje się w przypadku „Psa, który został porzucony cztery razy” Anety Zdziech. Zamaszyste linie, układające się w sylwetkę zwierzęcia doskonale oddają zniszczenie i zmęczenie życiem, znękaną duszę porzuconego zwierzęcia, rozpadające się na kawałki psie serce. Równie poruszający, a przy tym dobrze namalowany, choć zupełnie inaczej, jest obraz Anny Andruchowicz „Opuszczona” przedstawiający puszystą kocicę siedzącą na murku z namalowanym przez dziecko rysunkiem kota. Obraz przypomina o tym, że sympatia do zwierząt bywa powierzchowna i pełna hipokryzji. Zwierzęta często trafiają na ulice lub do schroniska, gdy się starzeją, nie są już uroczymi i zabawnymi maluchami, więc przestają odpowiadać ludzkim wyobrażeniom o „fajnych zwierzaczkach”. 

Aleksandra Kulczycka, Masza/Bo przecież będę, 2019.

Joanna Śmielowska-Jaremin, Strażni, 2019.

Aneta Zdziech, Pies, który był porzucony cztery razy, 2019.

Anna Andruchowicz, Opuszczona, 2020. 

Spotkanie rzeczywistego zwierzęcia z namalowanym na murze ma miejsce także w obrazie „Obiad” Magdaleny Szczęśniak, który otrzymał główną nagrodę. Praca ta usatysfakcjonowała zarówno tę część jury, dla której priorytetem jest warsztat malarski, jak i tych, którzy poszukują w sztuce ciekawych wypowiedzi na temat złożoności stosunków między ludźmi a innymi zwierzętami. Martwa, realistycznie namalowana ryba leży bezwładnie w nieokreślonej przestrzeni – płaskim tle, na ulicy miasta, jak sugeruje wizerunek drugiego zwierzęcia w formie schematycznego muralu. Oba stworzenia spotykają się przypadkowo za sprawą człowieka: jedno zabrane ze środowiska wodnego i wyrzucone jak śmieć, drugie stworzone do „życia” w przestrzeni miasta, (i przestrzeni sztuki?). Jednocześnie spotykają się dwie konwencje malarskie przedstawiania zwierząt.

Chciałabym napisać o wielu innych obrazach, m. in.: „Jacalope” Barbary Kiecy, „Teatrze iluzji dla moich kotów” Marzeny Sroczyńskiej-Gudajczyk, „W zbożu” Neli Stucke, „Żubrze” Karola Gawrońskiego i „Miejscu, w którym umierają psy” Michała Cygana, a także obrazach niezakwalifikowanych do wystawy, jak na przykład „Koty nocne z Poznania” Jana Wojciecha Malika. 
Planowałam napisać podsumowanie zawierające refleksję na temat wszystkich pięciu dotychczasowych edycji Triennale Animalis, w końcu mija właśnie 15 lat tego konkursu. Okazało się jednak, że zamiast uogólniać i syntetyzować skupiłam się na konkretnych dziełach. Przy którejś z kolejnych edycji, może dopiero X, warto byłoby podjąć się trudnego zadania analizy całokształtu Triennale na przestrzeni lat. Z pewnością wyjątkowa internetowa kolekcja obrazów o tematyce zwierzęcej co trzy lata rośnie o kilkadziesiąt dzieł, i stanowi świetny materiał do badań zwierzęcej ikonografii we współczesnym polskim malarstwie. 

Barbara Kieca, Jackalope, 2019.

Marzena Sroczyńska-Gudajczyk, Teatr iluzji dla moich kotów, 2020.

Neli Stucke, W zbożu, 2019.

Michał Cygan, Miejsce, w którym umierają psy, 2019.

Jan Wojciech Malik, Koty nocne z Poznania, 2018.

Tekst pochodzi z katalogu wystawy pokonkursowej V Triennale Animalis 2020. Polecam zaopatrzyć się w katalogi Animalis ze wszystkich pięciu edycji. 

Relację z wernisażu można obejrzeć tutaj: https://youtu.be/WUqIK3IwCvs

Tu jeszcze obrazy z wystawy:

Antonia Hontar, Wiewiórkowy las, 2019.

Zofia Skiba, Zmysły, 2020.

... i kilka obrazów, których żałuję, że nie zakwalifikowały się na wystawę:

Iza Jaśniewska, Podwórkowo III, 2020.

Anna Masiul-Gozdecka, Krąg zaufania tworzymy razem, 2020

Katarzyna Stopińska, Kot i jego pani, 2019.

Justyna Pizio, Co widzisz?, 2020.


--- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

Brak komentarzy: