poniedziałek, 2 stycznia 2017

IV Triennale Malarstwa "Animalis" w Chorzowie

Trwa nabór na IV Triennale Malarstwa Animalis - konkurs na obraz o tematyce zwierzęcej, które odbywa się od 2008 roku w Miejskiej Galerii Sztuki "MM" w Chorzowie. Aktualizowane informacje o tegorocznej edycji, m. in. regulamin i karta zgłoszenia dostępne są tutaj:
http://www.galeriamm.eu/animalis/regulamin.pdf

Jury IV edycji:
dr Krzysztof Cichoń,
Janusz Kapusta,
Dorota Łagodzka,
Maciej Mazurek,
Piotr Naliwajko,
Aleksandra Rej (kuratorka)
prof. Stanisław Tabisz

Anna Schumacher, "Smutna świnka"

Konkurs został zainicjowany przez Aleksandrę Rej, dyrektorkę galerii "MM", która o założeniach tego wydarzenia pisze następująco:
Triennale Malarstwa ANIMALIS - ogólnopolski konkurs na obraz o tematyce zwierzęcej dla profesjonalnych artystów plastyków ma za zadanie kultywować tradycyjne malarstwo za pomocą najwcześniejszego tematu jaki pojawił się w tej towarzyszącej człowiekowi od początków jego istnienia technice. Miejska Galeria Sztuki MM w Chorzowie funkcjonująca w samym środku wielkiej aglomeracji katowickiej ma nadzieję za pomocą tego wydarzenia wypełnić lukę zarówno tematyczną jak i lokalizacyjną na mapie odbywających się w naszym kraju prestiżowych konkursów malarskich. Poprzez wybór tematu konkursu pragniemy włączyć się w silny nurt dążący do zmiany głęboko zakorzenionego wizerunku Śląska, postrzeganego jako centrum jedynie przemysłu ciężkiego oraz regionu zanieczyszczenia i degradacji środowiska. Śląsk to również miejsce unikalnych na skalę światową rezerwatów przyrody oraz występowania ginących gatunków zwierząt. To ośrodek kulturalny o wciąż rosnącym znaczeniu.Chorzów posiada ogromny teren zielony jakim jest Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku wraz z jednym z nielicznych w kraju Ogrodów Zoologicznych. Miejska Galeria Sztuki MM nawiązując do najwcześniejszego i wciąż przez tysiąclecia powracającego w dziełach najwybitniejszych twórców motywu malarskiego jakim jest zwierzę niniejszym zaprasza profesjonalnych artystów plastyków do udziału w konkursie a instytucje, stowarzyszenia oraz inne jednostki zainteresowane zarówno upowszechnianiem kultury jak i idei zawartej w temacie konkursu do współpracy przy jego tworzeniu(1).


Anna Bujak, "Sidła"


Byłam na wystawie pokonkursowej I edycji, lecz II i III mnie ominęły. Teraz pojawię się tam z racji mojej przynależności do jury konkursowego tegorocznego triennale. W książce "Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu" pisałam, że impreza ta funkcjonuje niejako na marginesie głównego nurtu sztuki lub zupełnie poza nim i nie poświęca jej uwagi żadne z prestiżowych czasopism o sztuce. Być może powodem jest fakt, że nadsyłane prace oceniane są głównie ze względu na warsztat malarski rozumiany bardzo tradycyjnie(2). Nie po raz pierwszy jednak nachodzi mnie refleksja, czy zawsze innowacyjność, nowość ma stanowić o wartości wydarzenia artystycznego czy dzieła? Czy doprawdy są to najistotniejsze wartości w sztuce, czy sztuka, a być dobra musi zawsze przełamywać zastany porządek? Odnoszę jednak wrażenie, że "topowy artworld" też działa na zasadzie schematów i rzadko wykracza poza wytyczone przez siebie ramy. 

Jak pisałam jednak we wspomnianym tekście, dużą wartość ma jednak inny podkreślany przez organizatorów od samego początku aspekt tego przedsięwzięcia - Triennale Animalis stworzy unikalną i powiększającą się wraz z kolejnymi edycjami bazę danych, zawierającą dzieła malarskie poświęcone zwierzętom oraz teksty krytyczne będące do nich komentarzem, co zaznaczyła Rej w tekście wprowadzającym do katalogu I edycji(3). W miarę rozrastania się wirtualnej kolekcji prac (zarówno tych zakwalifikowanych do wystawy, jak i tych odrzuconych) i przybywania poświęconych im tekstów powstawać ma w Chorzowie unikalne narzędzie pozwalające pozwalające dotrzeć głęboko pod potoczne znaczenie słów takich jak: sztuka, mimetyczność, realizm, wyobraźnia, zmyślenie, instynkt, prawda (4). Odnosząc się do tej konkluzji Krzysztofa Cichonia, jednego z jurorów, w katalogu I edycji Animalis, zastanawiałam się czy taka konkluzja (...) nie oznacza, że zwierzę zostaje w pewnym sensie wykorzystane, ponieważ służy docieraniu do znaczeń sztuki jako takiej i penetrowaniu związanych z nią pojęć, że po raz kolejny zostaje potraktowane tylko jako motyw i staje się pretekstem do mówienia o czymś innym niż ono samo(5).


Tutaj można obejrzeć obrazy zakwalifikowane do kolejnych edycji konkursu i przeczytać komentarz kuratorki do każdej z nich:


Ewelina Wrona, "Walka tytanów"
---
Przypisy:
1 http://www.galeriamm.eu/prezentacja/konkurs.php

2 Dorota Łagodzka, Wystawy sztuki zwierzęcej w Polsce od lat dziewięćdziesiątych do dziś, w: Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu, red. Anna Barcz, Dorota Łagodzka, Wydawnictwo IBL PAN, Warszawa 2015.s. 141.

3 Ibidem. Por. Katalog I Triennale Malarstwa Animalis, Chorzów 2008, s. 3.
4 Katalog Animalis, s. 11. 
5 Zwierzęta i ich ludzie, s. 141-142.
--- 
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. 

---

czwartek, 8 grudnia 2016

Serce psa


kadr z filmu "Serce psa" w reżserii Laurie Anderson

W połowie października w Kinie Lab w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski z inicjatywy Michała Matuszewskiego został zainaugurowany nowy cykl filmowy związany z problematyką posthumanizmu. Pytanie, czy jest możliwe kino z nie-ludzkiej perspektywy, czy zwierzęta (albo inni nie-ludzie) mogą być podmiotem filmu, będzie punktem wyjścia do nowego cyklu filmowego w CSW, który ruszy w 2017 roku. Pokaz specjalny "Serca psa", który wówczas wchodził do polskich kin, był wstępem do tego cyklu. 

Przed filmem miałam przyjemność wygłosić wprowadzenie, w którym starałam się wydobyć z filmu Anderson to, co istotne z uwagi na zwierzęta jako istoty żywe, starając się uwrażliwić widzów na pewne wątki i pytania. W filmie szczególne miejsce zajmuje Lolabelle, suczka artystki, która swego czasu tworzyła obrazy i muzykę. Zwierzę nie zostaje jednak wchłonięte przez ludzką autobiografię. Film jest bowiem narracją o życiu psa w życiu artystki, osobistą, a jednocześnie przesiąkniętą egzystencjalnym uniwersalizmem w duchu filozofii buddyzmu tybetańskiego. Za pośrednictwem związków formy i treści filmu chwiejna równowaga między obecnością zwierzęcia i człowieka stabilizuje się w obliczu śmierci, która stanowi główny przedmiot refleksji: umieranie psa i umieranie matki. Postmodernistyczna mozaika obrazów spojona głosem narratorki tworzy poetycką kompozycję z pogranicza dokumentu i wideo artu.


Komentarz po filmie byłby zadaniem dużo łatwiejszym niż prelekcja. Starałam się jednak w taki sposób mówić, by nie ujawniać za wiele z tego, co widzowie mieli dopiero zobaczyć, oraz by nie narzucać własnej interpretacji. Siłą rzeczy jednak przedstawiłam swoją perspektywę. 

Rzadko zdarza się, że zwierzęta są głównymi bohaterami filmów, gdy się tak dzieje często są jednak antropomorfizowane lub infantylizowane. Czy istnieje kino nastawione na zwierzęcą podmiotowość? Pojęcie podmiotu nie jest dosyć złożone. O ile jednak można sobie wyobrazić zwierzęta jako przedmioty, w sensie temat filmu, o tyle trudno sobie wyobrazić je jako podmioty filmu. Będąc jednak jego przedmiotem mogą zostać przedstawione jako podmioty w rzeczywistości. Tzn. Można w filmie tak przedstawić zwierzęta, by pokazać ich podmiotowość. 

Z uwagi na sam temat i tytuł filmu, lecz także na cykl w ramach, którego jest prezentowany, który rozpoczyna, chciałabym zwrócić uwagę widzów na pewne wątki, skłonić do sformułowania pytań ze zwróceniem uwagi na zwierzęta jako istoty żywe. Jak zaobserwowałam bowiem, w recenzjach, wywiadach z artystką czy dyskusji na pokazie przedpremierowym w Muranowie zwierzę zostało nieco zmarginalizowane w interpretacjach. Ja proponuję obejrzenie go z pełna otwartością, lecz jednocześnie ze zwróceniem uwagi na to, w jaki sposób pojawia się w nim zwierzę, co ten film mówi o zwierzętach. Z pewnością bowiem Lolabelle nie jest jedyną bohaterką filmu. Film jednak, wbrew niektórym interpretacjom nie jest o mężu artystki, muzyku Lou Reedzie, który umarł kilka lat przed Lolabelle, tym samym Anderson straciła dwie najważniejsze osoby w życiu. Jest mu dedykowany (i on tez kochał Lolabelle), ale jak podkreśla reżyserka, nie jest o nim. 

Tytuł filmu zawierający „a dog” sugeruje, że chodzi nie tylko o tę konkretna suczkę, lecz o psy w ogóle i zwierzęta w ogóle. Podobnie jak ogólny jego wydźwięk. Z pewnością jednak nie jest on tylko o zwierzętach. 


Postmodernistyczna mozaika obrazów spojona głosem narratorki tworzy poetycką kompozycję z pogranicza dokumentu i wideo artu. Widać niejako, że reżyserka jest także artystką. Istotną rolę, odgrywa w nim oczywiście muzyka i dźwięk w ogóle, a także cisza. W filmie są momenty kontemplacyjne. Poetyka filmu wymaga od widza cierpliwości, widz musi się nastawić na odbiór, a nie spełnienie przez film jego oczekiwań. Obraz w tej mozaice pochodzą z różnych źródeł, są to zarówno współczesne nagrania, jak i stare taśmy z czasów dzieciństwa artystki, sceny dynamiczne i statyczne, szybkie zmiany kadrów i dźwięków, kontrasty i momenty statyczne, spokojne, ciche, niejako medytacyjne. Film toczy się naprzód także dzięki ruchowi (i bezruchowi), jednak tylko w obrębie poszczególnych części mozaiki. Te zróżnicowane części łączy narracja, obecna w całym filmie. To raczej narracja i zmiany zdjęć, kadrów niż dialogi posuwają film naprzód, tworzą fabułę. Chciałabym zwrócić uwagę na autobiograficzność tego filmu. Znaczący jest fakt, że reżyserka jest też bohaterką filmu. 

 „Serce psa” jest autobiograficzną opowieścią, w której szczególne miejsce zajmuje Lolabelle, suczka artystki, terierka. Zwierzę nie zostaje jednak wchłonięte przez ludzką autobiografię. Film jest bowiem narracją o życiu psa w życiu artystki, osobistą, a jednocześnie przesiąkniętą egzystencjalnym uniwersalizmem w duchu filozofii buddyzmu tybetańskiego. Nie działa to jednak w drugą stronę – mniej jest o życiu opiekunki w życiu Lolabelle. 


kadr z filmu "Serce psa" w reżserii Laurie Anderson (rysunek Anderson)

Perspektywa zwierzęca jest dla nas powiem niepoznawalna w pełni. Dostępna jest nam w ograniczony sposób, dzięki badaniom zdolności kognitywnych różnych gatunków zwierząt, dzięki zoopsychologii i etologii, badaniom nad zrachowaniami zwierząt. A także dzięki intuicyjnej, spontanicznej empatycznej komunikacji. I na tej głównie opiera się autorka filmu. Jednak trenerka też jest obecna. Film świadomie próbuje dotknąć granic kontaktu, granic komunikacji między ludźmi i zwierzętami, oraz między nimi a przyrodą. W filmie pojawiają się bowiem też kadry roślinne, krajobrazowe czy niemal abstrakcyjne wizerunki kropli wody. 

W filmie wyraźna jest jednak próba przyjęcia zwierzęcej perspektywy, wczucia się w zwierzę. Jest to moment, w którym forma filmu jest wyjątkowo integralna z treścią. Sposób prowadzenia kamery staję się medium percepcji świat. Mam tu na myśli te fragmenty, w których świat filmowany jest z wysokości oczu psa, oglądamy go z perspektywy Lolabelle. We mnie osobiście ten fragment filmu budzi inne zmysły: gdy kamera wędruje za nosem psa, mam wrażenie, że czuję zapachy ulicy, dla mnie raczej nieprzyjemne, dla psa prawdopodobnie po prostu ciekawe i będące nośnikiem istotnych treści o rzeczywistości, z uwagi na czułość i znaczenie tego zmysłu u zwierząt. 

Proszę zwrócić uwagę na fragmenty filmu dotyczące twórczości plastycznej i, w większości, muzycznej Lolabelle. Wydaje mi się, że można ją porównać także do działań twórczych, kreatywnych aktywności zarówno w środowisku naturalnym, jak i sztucznym niektórych innych gatunków. Na przykład słonie niekiedy kreślą na piasku wzory, w warunkach sztucznych zaś uczą się malować, w wyniku tresury nawet określone motywy przedstawiające, bez tresury motywy abstrakcyjne. Także niektóre szympansy w azylach dla zwierząt polaboratoryjnych, pocyrkowych, które nie mogą wrócić do środowiska naturalnego, często ze zdewastowana psychiką, czerpią z malowania abstrakcyjnego jakiś rodzaj przyjemności, malowanie staje się dla nich rozrywką i swoistą terapią. 


Można chyba powiedzieć, że film ten jest epitafium dla psa. Chwiejna równowaga między obecnością zwierzęcia i człowieka stabilizuje się w obliczu śmierci, która stanowi główny przedmiot refleksji: umieranie psa i umieranie matki. Film ten jest o tyle ważny i wnosi coś nowego, że w poważny sposób mówi o śmierci zwierzęcia, zarówno w wymiarze osobistego przeżycia, jak i wymiarze uniwersalnym i ontologicznym. W moim odbiorze następuje tu zrównanie istotności, ontologicznej wagi śmierci człowieka i zwierzęcia. 

Film zwraca uwagę na problem decyzji o eutanazji, a jej etyczny i ontologiczny wymiar. Przywykliśmy do sformułowania „uśpienie”, tymczasem jest to eufemizm, na granicy nadużycia, ułatwiający banalizację decyzji o eutanazji. 

Na koniec odniosę się w jednym zdaniu do samego tytułu: film mówi o tym, że serce psa jest tak samo bogate jeśli chodzi o przeżycia, jak ludzkie. A miłość zwierzęcia i do zwierzęcia może być tak samo wartościowa jak ta otrzymywana od człowieka czy skierowana ku drugiej osobie ludzkiej. Lolabelle jest osobą zwierzęcą. 


kadr z filmu "Serce psa" w reżserii Laurie Anderson


--- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

piątek, 18 listopada 2016

Nabór zgłoszeń na wystawę "Co-existence"

Eastern Kentucky University, na którym działają human-animal studies ogłosił nabór prac na wystawę dotyczącą koegzystencji. Zamieszczam ogłoszenie skierowane do artystów. Wystawie ma towarzyszyć konferencja "Living with Animals".



Co-Existence Art Exhibition: Call for Artist Entries

"Animals are born, are sentient and are mortal. In these things they resemble man. ... in their habits, in their time, in their physical capacities, they differ from man. They are both alike and unlike." (John Berger, Why Look at Animals?)

The relationship between animals and humans is complex, varied and a long one that has spanned millennia, adapting and metamorphosing, in a physical as well as metaphoric and imaginative capacity. This competition invites submissions of work that responds to the Seeing with Animals conference theme, Co-existence, however you express and represent the relationship between animal and man. Works produced in all media are welcome - please see below for submission and exhibition information.

ABOUT THE EXHIBITION:
Eastern Kentucky University (EKU) will host the third biennial Living with Animals conference on March 22-26, 2017. For the first time Living with Animals will have a special conference component called Seeing with Animals, which will be devoted directly to key issues in the discourse surrounding animals and imagery. EKU is located in Richmond KY, just south of Lexington, ‘The Horse Capital of the World.’

From March 22-25, 2017, selected artworks will be digitally displayed during the Living with Animals/Seeing with Animals (LwA/SwA) Conference at Eastern Kentucky University in the Perkins Conference Center and will also be included in an exhibition booklet. This will be distributed in print form during the conference and will also be available to download, in April 2017, as a PDF from these websites: https://seeingwithanimals.wordpress.com and http://livingwithanimals.eku.edu

Artists who are selected for the exhibition will be invited to submit an artist book relating to the Co-existence theme, which will be on display for the duration of the conference. At the end of the conference, artist books will be donated to the Living with Animals Conference Collection in Special Collections and Archives at the Crabbe Library on the Eastern Kentucky University campus. The books will be accessible to the students in the Human Animal Studies major at EKU as well as other library users and researchers.

IMPORTANT DATES:
Entries due: December 12, 2016
(Late submissions will be accepted, although the selection process takes place mid-December)
Notice of acceptance: January 4, 2017
Successful artists' submission of high quality images/video files: January 11, 2017
Exhibition dates: March 22-25, 2017

INITIAL SUBMISSION | ENTRY FEE:
Up to 6 artworks: $24 USD
http://livingwithanimals.eku.edu/living-animals-conference-registration-art-exhibition-entry-fee-payment

Please make your payment for the entry fee on the Living with Animals conference registration page. Then include your receipt number in the subject heading of your submission email. If you are interested in entering the exhibition and are not planning to attend the conference, then you will select (1) for $24.00 - Co-Existence Art Exhibition: Entry Fee and pay $24.00 USD.

If you plan to attend the conference, then you must also pay the conference registration fee; this can be paid at a later date.

If you have questions contact us at seeingwithanimals2017@gmail.com.

Works in all media that successfully address the exhibition's central theme will be considered for this exhibition, including video works, no longer than 5 minutes in duration. You may submit any combination of images or video links, up to a total of six. Please submit high quality digital documentation of any non-photographic work.

For inquiries regarding performance pieces and site specific installations to be performed/installed during the conference, please contact the exhibition organizers at seeingwithanimals2017@gmail.com

Images must be sized at 1280 pixels on the longest edge (avoid making images smaller than 1280).
Image resolution is 72 pixels per inch to match native screen resolution. For the selection process, images will be viewed on a monitor.
Save images as a .jpg using the highest quality that keeps the file size under 2mb.
All files must be titled with last name and first name of the artist, plus the image number, (e.g. Smith_Jane_1.jpg or Doe_John_1.jpg.).
Image color profile must be sRGB or Grayscale.
Video submissions must be provided via a working link to view online. (e.g. http://vimeo.com/marysmith/video_title)
Provide a numbered list of all images and include the artist’s name, title of work, medium, date of work and dimensions for each as a Word document (.doc or .docx).
Also include a short (150 word) artist statement and website link if available, in Word document format (.doc and .docx). If accepted, this information will be printed in the exhibition booklet.
All work to be submitted via: seeingwithanimals2017@gmail.com.

Acceptance Notice:
Due to the high number of submissions, only successful entrants will be notified with further instructions for submission of high quality digital files and artist books.

USAGE RIGHTS:
Each artist retains all copyrights to their own images. Each artist is fully and solely responsible for the content of their images, including the reproduction of the likeness of recognizable individuals. Artist’s recognition is provided with any use. By submission for jurying, artists whose submissions are chosen for the Co-existence exhibition grant Eastern Kentucky University (EKU) and the Living with Animals/Seeing with Animals (LwA/SwA) Conference/Exhibition organizers the right to use their images for the purpose of inclusion in the exhibition and in the exhibition booklet (digital, print and on-line versions), promoting the artist, promoting EKU and their programs, promoting LwA/SwA’s current and future conferences and exhibitions, and subsequent display on EKU’s website and on the LwA/SwA websites for current and past exhibitions. Promotions and images may also be placed on social networks for EKU and LwA/SwA Conferences/Exhibitions with artist credit. Artists grant the use of their image(s) as stated without further contact or compensation from EKU or LwA/SwA Conference/Exhibition organizers.

Visit: https://seeingwithanimals.wordpress.com
http://livingwithanimals.eku.edu | Email: seeingwithanimals2017@gmail.com

JURORS:
Julia Schlosser
Lecturer, History and Practice of Photography
California State University, Northridge
Julia Schlosser is a Los Angeles based artist, art historian, and educator. Her artwork elucidates the multilayered relationships formed between people and their pets. Her writing and research interests focus on contemporary photographic artwork that depicts animals’ lives and deaths. Her photographs will be included in Antennae’s upcoming issue entitled Exposing Animals and in Mourning Animals: Rituals and Practices Surrounding Animal Death edited by Margo DeMello, Michigan State University Press, 2016.

Alexandra Murphy 
Senior Lecturer, Photography
University of Northampton, UK
Alexandra Murphy is a photographer based in Cambridgeshire, England. Her research and project work explores the dialectical relationship between the photograph and the museum specimen and its defiance of what Sigmund Freud termed the death-drive. In August 2015, Alexandra was awarded funding from the Royal Photographic Society for her current project at the Natural History Museum, London. This project explores the constructed museological space through the salt print, one of the earliest methods of preserving the photographic image to light.

czwartek, 10 listopada 2016

Czarne kur(w)y domowe, kur(w)y strajkowe




O sytuacji kobiet w Polsce jest ostatnio głośno na całym świecie. Stało się to za sprawą tzw. Czarnego Protestu i Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, o którym zapewne czytelnicy mojego blogu słyszeli. Omówienie problemu politycznego per se zostawiam innym autorom, przywołując go tutaj jedynie w odniesieniu do zjawisk z zakresu kultury wizualnej, sztuki i jej pogranicza komentujących sytuację polityczną, zaangażowanych w nią lub nią inspirowanych. Pozwalam sobie jednak jednoznacznie stwierdzić, że w Polsce dzieje się bardzo źle jeśli chodzi o prawa kobiet, prawa człowieka. Internet przepełniony jest językiem pogardy i mizoginii. Wypowiedzi o rozkładających nogi czarnych kurwach padały z ust polityków, dziennikarzy i wielu internautów. Studiowałam, pracuję i piszę o zwierzętach w sztuce i mam (przynajmniej teoretycznie) pełnię praw obywatelskich w ogromnej mierze dzięki sufrażystkom i feministkom, które żyły i walczyły przede mną. Teraz boję się utraty pewnych praw, które uważam za podstawowe oraz mam obawy, że zwrot antykobiecy w mentalności i polityce, a co za tym idzie też w prawie i życiu codziennym, będzie się nasilał. Zdałam sobie sprawę, że muszę w tym momencie zawalczyć o siebie, jako kobietę-człowieka, jakkolwiek górnolotnie i dramatycznie to brzmi.

Z tego względu postanowiłam udostępnić na blogu grafikę Ogólnopolskiego Strajku Kobiet zachęcającą do podpisywania petycji "Dość pogardy i przemocy wobec kobiet". Znalazły się na niej wizerunki zwierząt uwikłane w znaczenia symboliczne, wyrażenia językowe i nasuwające odniesienia do innych prac artystycznych. Obrazek ten przedstawia kury z parasolkami, a towarzyszy mu hasło "Zostań kurą strajkową! Chodź wysiadywać petycję!". Kury strajkowe z parasolkami były pomysłem Karoliny Dróżdż, a tę trafioną formę graficzną nadała im Renata Czyluba. Jak wiadomo kura domowa to popularne i pejoratywne, a nawet dosyć pogardliwe określenie kobiety, która pracuje wyłącznie w domu, pełniąc rolę gospodyni domowej i sprawując opiekę nad dziećmi. Niekiedy o kobietach mówi się też kwoki i to określenie także nie ma pochlebnego zabarwienia. Pogarda wobec zwierząt świetnie współgra i zazwyczaj idzie w parze z pogardą wobec kobiet. Istnieją badania, które potwierdzają korelację między przemocą wobec ludzi (szczególnie przemocą domową) a przemocą wobec zwierząt.


W 2009 roku pisałam o pracach Sanji Iveković - zestawienia fotografii pobitych kobiet z fotografiami zwierząt płci żeńskiej i podpisami: suka, kwoka, krowa: http://niezla-sztuka.blogspot.com/2009/11/kobieta-zwierze-sanji-ivekovic.html

Sanja Iveković, Kwoka


Wredna suka, głupia gęś, stara krowa...

Tak więc kury na plakacie OSK są uwikłaną kulturowo metaforą. Porównania do kur są jednoznacznie pejoratywne, celem osób ich używających jest obrażenie, umniejszenie, zdyskredytowanie kobiet. OSK świadomie używa wizerunków kur, gdyż sarkazm, dowcip i dystans do siebie są jedną z dosyć skutecznych, a z pewnością od dziesięcioleci stosowanych, taktyk walki ideowej i politycznej. Ten negatywny wydźwięk porównania do zwierząt świadczy o naszym do nich stosunku opartym na braku szacunku, wykorzystywaniu i poczuciu wyższości. Taką postawę prezentuje większość ludzi w stosunku do zwierząt, a niektórzy mężczyźni o mizoginistycznym światopoglądzie w stosunku do kobiet. Oczywiście jest to daleko idące uproszczenie, lecz nie sposób zaprzeczyć istnieniu pewnej analogii. 

Mary Britton Clouse, Nemo: Portait/Self-Portrait, 2005, sepia photograph.

Mary Britton Clouse, Spent Hen: Self-portrait for Nellie, 2005, mixed media. 

Kura domowa jest zwierzęciem kontaktowym i inteligentnym, o czym pisałam w moim artykule "Taking chickens seriously. Empathy and responsibility as sources of Mary Britton Clouse art" w książce "Sustainable art" pod redakcją prof. Anny Markowskiej. Prace Britton Clouse to jedne z tych dzieł sztuki, których nigdy nie zapomnę, które głęboko utkwiły we mnie. Są świetnym przykładem sztuki o wysokiej wartości artystycznej zaangażowanej w prawa zwierząt i pokazującej zwierzęcą podmiotowość, ściśle przy tym związanych z aktywizmem. A takiego dobrego artywizmu bynajmniej nie jest wiele. Prace Briton Clouse można było zobaczyć w Polsce w 2014 roku na wystawie "Ecce Animalia". 

widok wystawy "Ecce Animalia", CRP w Orońsku, 2014, fot. Leszek Golec

książka "Sustainable art" pod red. A Markowskiej: http://world-art.pl/publikacje.html

W Polsce artystką, która swoje życie poświęciła szyciu tkaninowych rzeźb kur, a także wierszom i wykładom o kurach jest Beata Rokosz Szymanek. Zgromadziła ona też imponującą kolekcję wszelakich artystycznych i popularnych przedstawień kur: obrazów, fotografii, kolaży, memów. Od niej m. in. mam ten piękny i tylko pozornie banalny obraz Mostafy Keyhaniego**, którego głównym tematem są kury czy raczej ich wizualne piękno. 


Mostafa Keyhani

 Beaty Rokosz-Szymanek, czarna kura, tkaninowa rzeźba

Zestawienie wielu tkaninowych rzeźb Beaty Rokosz-Szymanek

W grafice OSK widzimy kury siedzące pod parasolkami. Kury są czarne, ponieważ grupa strajku kobiet zawiązała się wokół tzw. Czarnego Protestu przeciwko drastycznemu zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Parasolki stały się zaś symbolem OSK. W dniu pierwszego masowego strajku w dniu 3.10.2016 w większej części Polski padał deszcz. Były obawy, że przez to mało osób zdecyduje się demonstrować moknąć w jesiennym deszczu przez kilka godzin. Kobiety (oraz wspierający ich mężczyźni) stanęły jednak na wysokości zadania pojawiając się tłumnie z parasolkami. W ten sposób piersiasta parasolka stała się znakiem rozpoznawczym tzw. Polki Walczącej obok logo strajku - profilu kobiety z błyskawicą autorstwa Oli Jasionowskiej. Czerwoną błyskawicą - stąd też taki kolor parasolek. Podoba mi się zabieg z kolorem tła w plakacie petycyjnym z kurami. Jest to kolor nieba o wschodzie lub zachodzie słońca. Czarne kury zaś wyglądają jak podświetlone jego światłem, a parasolki są w rzeczywistości czarne, lecz w promieniach wschodzącego słońca wydają się czerwone. Tak sobie popłynęłam z interpretacją, ale chyba przecież o to chodzi w sztuce. 


Istnieje powiedzenie "chodzić spać z kurami", które oznacza chodzić wcześniej spać. Z kolei koguty (oczywiście tylko te popierające protestujące kury) pieją o poranku na pobudkę. Dyrektor warszawskiego ZOO, dr Andrzej Kruszewicz opowiadał swego czasu w radio, jak to powiedzenie ma się do rzeczywistości: Sygnałem do snu jest dla każdej kury zmiana intensywności światła. Nioski żyją w zgodzie z prawami natury. Chodzą spać tak, jak większość gospodarzy na wsi, czyli wtedy, kiedy robi się ciemno, a budzą się ze wschodem słońca. W ciągu roku kury nie wysypiają się jednak równomiernie. Zimą śpią długo, a latem zdecydowanie krócej. To dlatego, że gdy jest ciepło, noce są znacznie krótsze. Czasem, w ciągu letniego dnia kury ucinają sobie drzemki na słońcu, bo są zwyczajnie niewyspane. Za to zimą śpią długo, są rześkie, intensywnie sobie żerują. Jest wtedy chłodniej, to też je stymuluje do życia*. Niestety fakty są takie, że większość hodowanych kur żyje w potwornych warunkach chowu klatkowego (3) lub niewiele lepszych chowu ściółkowego (2) i wolnowybiegowego (1). W chowie klatkowym i ściółkowym kury nie mają dostępu do naturalnego światła ani świeżego powietrza, są tez stłoczone na bardzo małej powierzchni, opryskiwane środkami owadobójczymi, faszerowane antybiotykami i sztuczną karmą, chore fizycznie i psychicznie: https://jakonetoznosza.pl/

Pozostaje mi jeszcze wyrazić ubolewanie, że prawdziwe kury nie są w stanie zawalczyć o swoje prawa. Dlatego polecam zapoznanie się działalnością przytuliska dla kur Chicken Run Rescue prowadzonego przez wspomnianą artystkę Mary Britton Clouse i jej męża. Ta ich działalność stała się źródłem jej najlepszych prac i pozostaje koniecznym punktem odniesienia przy próbach ich odczytania. 



--- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

sobota, 14 maja 2016

UW w pogoni za mitycznymi zwierzobestiami

Magda Dukaczewska

Tym razem prezentuję wystawę "Chasing Mythical Beasts”, będącą częścią projektu prof. Katarzyny Marciniak, której wernisaż odbył się 13.05.2016 w galerii UW w Pałacu Kazimierzowskim. Wystawa została przygotowana przez Jana Rusińskiego i Tomasza Łaptaszyńskiego, którzy jednocześnie wzięli w niej udział jako artyści, a ja miałam przyjemność powiedzieć kilka słów na jej otwarciu jako, że została poświęcona mitycznym stworzeniom, które w większej mierze mają zwierzęcą aparycję i, przynajmniej częściowo, tożsamość. 

Na wystawie można było spotkać grono mitycznych gatunków, które nigdy nie istniały w przyrodzie, lecz istniały i nadal istnieją w ludzkiej wyobraźni, zarówno w czasach antycznych, jak i dziś. W ewolucji biologicznej gatunki przystosowują się do zmieniających się warunków i otoczenia, stopniowo zmieniając cechy i wygląd. Podobnie w ciągu stuleci mityczne hybrydalne stworzenia ewoluowały, przystosowując się do zmieniającego się środowiska historyczno-kulturowego, w którym się znajdowały i w zależności od roli, jaką pełniły w kulturze. Na tej wystawie można zobaczyć, że przetrwały i jak funkcjonują w postmodernistycznej rzeczywiści i postnaturalnym środowisku. 


Wacław Marat

Wystawa była poświęcona pamięci prof. Zygmunta Januszewksiego, którego dzieła też się na niej znalazły. Prace, które się na niej znalazły są autorstwa studentów i absolwentów i są rezultatem 3-miesięcznego warsztatu komiksowego na Wydziale Ilustracji Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie we współpracy z Fundacją Ilustro. Uczestnicy mieli zagwarantowaną dowolność interpretacji tematu, stąd prace w bardzo rożnych technikach i stylistykach, choć wszystko mieszczące się w ramach dosyć konwencjonalnych mediów, takich jak malarstwo, rysunek, grafika, relief, fotografia. Dodatkowo znalazły się na niej także fotografie Tomasza Łaptaszyńskiego z cyklu "Antiquity now", powstałe poza warsztatem. 


Tomasz Łaptaszyński, fotografia z cyklu Antiquity now.

Przestrzeń wystawiennicza galerii UW nie daje zbyt dużych możliwości aranżacyjnych, posiada jednak tę zaletę, że bywalcy rektoratu mimowolnie do niej zaglądają. Prawdę mówiąc uniwersytetowi przydałaby się galeria z prawdziwego zdarzenia. Uważam, że połączenie konferencji naukowej i wystawy sztuki to doskonały pomysł i warto, by uniwersytet rozwijał galerię. Może kiedyś uda mi się o to zawalczyć, tymczasem prezentuję kilka zdjęć wybranych prac. 

Reliefy laserowe Michała Kowalczyka:
















--- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

poniedziałek, 15 lutego 2016

Johna Cage'a "Litania dla wieloryba"

13 lutego ustanowiony został Światowym Dniem Wielorybów (World Whales Day) przez Pacific Whale Foundation. Pamiętajmy też o naszych bałtyckich morświnach zagrożonych wyginięciem. Z tej okazji chciałabym zapoznać moich czytelników z Lithany for the Whale Johna Cage'a (1912-1992), trwającym ok. 12 minut wokalnym utworem na dwa głosy z 1980 r., tego samego roku, w którym ustanowiono World Whales Day.




Najbardziej bodaj znanym dziełem Cage'a, eksperymentalnego artysty, który pracował głównie z dźwiękiem i muzyką, jest 4' 33'' (4 minuty 33 sekundy). Jest to trzyczęściowy utwór na dowolny instrument skomponowany wyłącznie z samych pauz, zwanych tacetami, które oznaczają, że żadne instrumenty ani głosy nie biorą udziału w jego wykonaniu. Przez cały czas trwania utworu nie zostaje zagrany ani jeden dźwięk. Utwór ten często opisywany jest jako „cztery i pół minuty ciszy” co odpowiada przybliżonemu czasowi trwania kompozycji. Premiera w wykonaniu Davida Tudora na fortepianie odbyła się 29 sierpnia 1952 roku w Woodstock w stanie Nowy Jork. Utwór może być jednak wykonywany na dowolnym instrumencie i często, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, wykonują go orkiestry. Jak napisał Jerzy Kutnik, Cage odkrył ciszę dla muzyki.
Momenty ciszy odgrywają dużą rolę także w Litanii dla wieloryba. Do rozprawy Kutnika Gra słów. Muzyka poezji Johna Cage’a warto zajrzeć w kontekście tego utworu także dlatego, że jest on swoistą poezja śpiewaną, choć przypomina raczej próby zaśpiewania Mirona Białoszewskiego lub futurystów (ale tych drugich w pewnej opozycji tematycznej - przyroda zamiast miasta i maszyny). Utwór polega bowiem na śpiewaniu kolejnych liter słowa WHALE, z których każda posiada swoistą wysokość tonu. Słowo śpiewane jest na jednym oddechu, a każda z liter wymawiana jest oddzielnie w taki sposób, że długość dźwięku jest dla wszystkich liter jednakowa z wyjątkiem ostatniej, która śpiewana jest dłużej niż pozostałe. Pierwszy wokalista śpiewa dany motyw, a drugi wykonuje niejako odpowiedź na to. Powtarzalne momenty ciszy odgrywają w tym dialogu wokalnym dużą rolę. Utwór jest stosunkowo jednorodny. Mnie osobiście bardzo się podoba, mimo iż bynajmniej nie jestem z założenia entuzjastką wokalnych eksperymentów muzycznych, a nawet bywam na nie mało odporna. Słowo litania w tytule nie znalazło się bez powodu, gdyż sposób wykonania utworu przypomina stary tradycyjny śpiew kościelny. Cage był przede wszystkim kompozytorem i teoretykiem muzyki, lecz wiele jego dzieł wkracza w obszar sztuki konceptualnej, która z kolei wykracza poza sztuki wizualne. Określenie "sztuk i wizualne" upowszechniło się jako szersze i bardziej adekwatne niż wcześniejsze miano sztuk plastycznych, lecz coraz częściej wydaje się niewystarczające. Sztuka wchodzi bowiem coraz częściej w obszary innych zmysłów: dotyku, węchu i słuchu. Jeśli chodzi o ten ostatni, to posiadam już całą "kolekcję" utworów muzycznych o zwierzętach, dźwiękowych instalacji artystycznych z udziałem zwierząt i innych eksperymentów muzycznych, w które zwierzęta pozaludzkie zostały na różne sposoby włączone. Warte uwagi są także estetyczne (i być może artystyczne?) właściwości naturalnych zachowań zwierząt w sferze dźwięków i w ogóle estetyki przyrody, nad czym ja obecnie pracuję, lecz w kontekście wizualności. Odczuwam jednak dotkliwy brak kompetencji, by badać zjawiska naturalne, artystyczne i i estetyczne, w których ważną role odgrywają dźwięki, muzyka i obawiam się, że jest to rodzaj niekompetencji historyka sztuki, którą niełatwo nadrobić. Konieczna byłaby tu współpraca z muzykologami. 
Tym bardziej więc cieszy mnie, że jeden ze studentów będących uczestnikami moich zajęć Zwierzęta w sztuce i kulturze wizualnej w Kolegium Artes Liberales na UW, Andrzej Frelek, który studiuje także muzykologię napisał pracę zaliczeniową, w której podjął się analizy instalacji dźwiękowej Céleste Boursier-Mougenot from here to ear z udziałem gitar elektrycznych i ptaków - zeberek. O podobnej instalacji tegoż artysty w Barbican Center pisałam na blogu w 2010 roku: http://niezla-sztuka.blogspot.com/2010/02/zeberki-w-barbican-centre.html Tekst Frelka,* który łączy analizę muzykologiczną i perspektywę etyczną w duchu animal studies zostanie, mam nadzieję, opublikowany. W Polsce brakuje bowiem muzykologicznych studiów nad zwierzętami. Teoretyczny tekst niemieckiego muzykologa Martina Ullrich Między filologia a biologią. Muzyka zwierząt z epistemologicznej i metodologicznej perspektywy ukazał się w książce Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu? pod red. Anny Barcz i moją. W kontekście Cage istotne jednak wydają się także badania nad językiem, nad słowami w sztuce. Analiz językowych także bardzo brakuje w polskich raczkujących studiach nad zwierzętami, a luka w badaniach nad językiem jest akurat taką, której z oczywisto-logicznych względów nie są w stanie wypełnić badania anglo- czy niemieckojęzyczne. W wyżej wymienionej książce ukazał się tekst Anny Łagodzkiej Zezwierzęcenie, zwierzątko i animalizacja języka, który miejmy nadzieję będzie zachętą także dla innych badaczy do refleksji nad językiem w kontekście naszych sposobów myślenia o zwierzętach. Z nieco innej, raczej literaturoznawczej perspektywy porusza ten problem Aleksander Nawarecki w tekście Zoofilologia pod auspicjami Augurów. Badacze sztuki i muzyki mogliby znacząco czerpać z takich językowych badań. Właśnie językowo-muzycznych analiz wymagałyby także utwory muzyczne ze słowami dotyczącymi zwierząt, o których wyżej wspomniałam nie podając konkretnych tytułów, lecz niektóre z nich zamieszczałam swego czasu na blogu, m. in. My Life as a Duck Charliego Winstona czy Moan TrentØllera.

P.S. Za przypomnienie o Światowym Dniu Wieloryba i utworze Cage'a serdecznie dziękuję Oli Kozioł.































---
* Aktualizacja: Tekst Andrzeja Frelka został opublikowany 25.07.2016 w "Glissando": http://www.glissando.pl/artykuly/zwierze-muzykalne-we-from-here-to-ear-celeste-boursier-mougenota-narzedzie-czy-artysta/


--- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

czwartek, 24 grudnia 2015

Kocie życzenia rozkoszno-wolnościowe


Tak wiem, jako autorka bloga od dłuższego czasu zawodzę. Tym razem też zawiodę, publikując bez obszerniejszego komentarza zabawne obrazki (a nie sztukę "wysoką", co swego czasu "wypomniała mi" Iza Kowalczyk ;-). Dopiero w 2017 roku możecie się spodziewać powrotu do dawnej aktywności mojego blogowania, tymczasem życzę Wam wszystkiego dobrego w 2016. I miłych Świąt oraz udanego wieczoru wegelijnego ;)

Animowana choinka z przymrużeniem oczu:



... oraz wersja nieco bardziej mroczna i surrealistyczna:



W obliczu dostępności memów z kotami z Internecie w ilości dowolnej, pozwolę sobie przypomnieć tradycyjną symbolikę kota w europejskim malarstwie. 


Kot, w wierzeniach ludowych nieodłączny towarzysz czarownicy, był zawsze traktowany podejrzliwie, być może z powodu swego niezwykłego daru widzenia w ciemności - pisze Lucia Impelusso w książce "Natura i jej symbole".* 


Bożonarodzeniowa choinka, choć jest spadkiem tradycji pogańskich i nie ma znaczenia religijnego, zadomowiła się na stałe w tradycji tego chrześcijańskiego święta. Na choinkę z czarnych kotów święcących i mrugających oczami niczym lampki spójrzmy zatem w kontekście symboliki kota w tradycyjnej chrześciajńskiej europejskiej ikonografii nowożytnej. Z reguły zwierzę to uważane było za wcielenie diabła, w szczególności negatywną szatańska symbolikę zyskał sobie czarny kot. Niemniej kot bywał także atrybutem Matki Boskiej. Impeluccia pisze o legendzie, wedle której pewna kotka okociła się tej samej nocy, której przyszedł na świat Chrystus. Spodziewam się, że nie ta jedna kotka, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę różnice klimatyczne i kalendarzowe pomiędzy naszym grudniowym Bożym Narodzeniem a rzeczywistym momentem historycznym narodzin Jezusa. 

Niekiedy kota, jako doskonałego łowcę porównuje się z Chrystusem, łowcą dusz. W ikonografii Ostatniej Wieczerzy możemy spotkać wizerunki kota broniącego się przed psem, co ma symbolizować niezgodę lub wrogość. Szkoda, ze Impeluccia nie wyjaśnia, dlaczego taka symbolika pojawia się w scenie Ostatniej Wieczerzy, w której kot bywał przedstawiany także u stóp Judasza, wtedy oznacza on zdradę. Znaczenie kota jako zdrajcy prawdopodobnie można powiązać z obserwacjami zabawy upolowana myszą przez ostatecznym jej zabiciem. Kot wpatrujący się w ptaka może symbolizować także zło czyhające na duszę. W takim znaczeniu odnaleźć go możemy np. w portrecie małego Manuela Osorio Manrique de Zuniga autorstwa Francisco Goyi. Kot symbolizował także lubieżność, a znaczenie to jest jednocześnie przejściem od ikonografii religijnej do świeckiej. 

Duży biały zaspany kot jest symbolem temperamentu flegmatycznego. Wcielenie takiego symbolu spotkałam kiedyś w Udine ;-) Gdzieś jeszcze mam z nim zdjęcie. Wyglądał dokładnie jak z obrazu Hansa Baldunga Griena "Muzyka" z 1529 roku, znajdującego się w Alte Pinakothek w Monachium. Z tymże tamten miał sporą domieszkę temperamentu sangwinicznego i potrafił bardzo agresywnie ugryźć i podrapać nieznajomych. Mi dał się pogłaskać, co było, wedle mojej koleżanki, jego współlokatorki, wielkim wyróżnieniem. 

Ambiwalentne znaczenia przypisywano wizerunkowi kota igrającego z myszą w klatce. Miał być on ostrzeżeniem przed niebezpieczeństwami miłości i zalotów, a jednocześnie był symbolem rozkoszy. W tym znaczeniu kot obecny jest w "Ikonologii" Cesare Ripy:

ROZKOSZ
   Kobieta piękna i zmysłowa, w dłoni trzymająca uskrzydloną kulę i krocząca po drodze zasłanej kwiatami i różami;, w pobok, miast balustrady ma jakby przepaść.
    Nie wiem, czy można w naszym języku jednym słowem oddać to, co Latynowie określają mianem voluptas, tzn. czczą, szybko przemijającą przyjemność. Dlatego maluje się ją piękna i zmysłową, z uskrzydloną kulą, która leci i wiruje. W ten sposób jedno słowo niesie w sobie dwa znaczenia jednego i tego samego rezultatu, przypominającego uskrzydloną kulę. 
    O tym samym mówią zasłana kwieciem droga i pobliska przepaść.**

Na koniec symbolika raczej jednoznacznie pozytywna. Kot bywa także atrybutem wolności i w tym charakterze pojawia się w herbach szlacheckich rodów szwabskich i burgundzkich. Źródłem tej symboliki były znowu obserwacje zachowań kota, a mianowicie to, że nie lubi być zamykany w klatce. 

W obliczu obecnej sytuacji politycznej w Nowym Roku życzę Wam zatem wolności. Wobec wzmożenia działań cenzorskich w ostatnim czasie, życzę artystom, by nie dali się zamknąć w klatce. 

---

Przypisy:
* Luca Impeluccio, Natura i jej symbole, tłum. Hanna Cieśla, Warszawa: Arkady 2003, s. 223.
**  Cesare Ripa, Ikonologia, tłum. Ireneusz Kania, Kraków: Universitas, 2002. s. 359.




wtorek, 20 października 2015

Animacja ewolucji

Bardzo rzadko, coraz rzadziej piszę na blogu. Prawdę mówiąc, prawie wcale. Najpierw nie mogłam się z tym pogodzić, ale ostatecznie zaakceptowałam fakt, że mój blog przekształci się raczej w moją stronę internetową, zawierająca zestaw stałych i czasem aktualizowanych informacji o mnie i mojej aktywności na polu nauki i sztuki, niż miejsce żywej refleksji. Trochę szkoda, bo blog był dla mnie rodzajem notatnika, a przy tym - jak się okazuje - zdarzyło się, że był cytowany w popularnych gazetach i artykułach naukowych. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócę do pisania, tymczasem postaram się, by od czasu do czasu pojawiały się krótkie, luźniejsze wpisy. 



Trafiłam dziś na Facebooku na animowany obrazek gif tak doskonały i uroczy, że nie mogłam go zignorować i postanowiłam się nim podzielić także na blogu. Przedstawia on w doskonałej artystycznie formie ewolucję gatunków: począwszy od organizmów najprostszych, poprzez rośliny, kolejne stadia rozwoju królestwa zwierząt, a raczej Królestwa Zwierzęta (bo mam tu na myśli biologiczną klasyfikację), a skończywszy na naczelnych. Przy tym, co istotne, człowiek i inne naczelne wyłaniają się i przeistaczają w odnawialnym płynnym cyklu, by następnie przemieć się w kształty małych ssaków, wśród których można chyba dostrzec mysz. Tak więc ewolucja nie jest tu przedstawiona w formie uproszczonej liniowej hierarchii. Owszem, hierarchia jest obecna, lecz jest usytuowana w animacji w dwojaki sposób: rozwija się po spiralnej linii od środka koła oraz równomiernie dookoła - promieniście. Zostaje jednak zaburzona, podważona czy też po prostu nieco skomplikowana przez horyzontalne przemiany kształtów istot na linii kolejnych okręgów. A zatem twórca wykorzystał trojaką właściwość geometryczno-optyczną okrągłej spirali, obrazując złożoność procesu ewolucji. Na tym polega genialność tej wizualizacji, przy czym jest też po prostu starannie opracowana graficznie, wyrazista i zharmonizowana kolorystycznie, a schematyczne przedstawienia organizmów mają w sobie coś po dziecinnemu urokliwego, choć ta ostatnia cecha jest być może jedynie moim subiektywnym wrażeniem. 

Mam nadzieje, że poniższy szkic ilustruje nieco mój zawiły opis:



Przy tej okazji warto wspomnieć o animowanej wizualizacji ewolucji z serialu  "Cosmos: A Personal Voyage" Carla Sagana, Ann Druyan i Stevena Sotera", o istnieniu którego dowiedziałam sie od  Michała Kosakowskiego:



Dla porównania zamieszczam gif przedstawiający ten fragment "Cosmosu", do którego na końcu dodano niewyszukane żartobliwe zakończenie, które jest niestety o tyle bliskie prawdzie, że człowiek wyewoluował w istotę, która czyni wiele zła, najwięcej spośród wszystkich gatunków szkodzi zarówno przedstawicielom innych gatunków, jak i własnego. To ostatnie to dopiero jest paradoks.


Na koniec chciałabym przypomnieć także pracę Daniela Lee "Origin", który stworzył serię hiperrealistycznych grafik komputerowych ukazujących ewolucyjną przemianę od ryby do człowieka, przedstawiając istoty będące przedstawicielami kolejnych stadiów, niejako gatunkami, które istniały "pod drodze", przy czym każdy z obrazów, a tym samym każda z istot jest równorzędna. Przekształcenia są tak płynne, że przewijając obrazy szybko jeden po drugim uzyskujemy wrażenie animacji, ruchu, który działa w obydwu kierunkach: od ryby do człowieka i z powrotem. Przedstawione istoty nie ilustrują jednak oczywiście udowodnionych naukowo etapów prawdziwych procesów ewolucyjnych, lecz uzmysławiają to, o czym pisała Monika Bakke, czyli "ciągłość i płynność, tam, gdzie dotychczas widzieliśmy tylko różnice". Teoretycznie żyjemy ze świadomością ewolucji, jednak nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, co to oznacza, że jesteśmy jej produktami oraz, że ewolucja cały czas zachodzi, więc żyjemy w niej. 















Człowiek Lee ma coś niepokojąco nieludzkiego w twarzy, podobnie jak wiele postaci z jego komputerowo wykreowanych obrazów, które są hybrydami, nie całkiem ludźmi.

Pierwszy obrazek w serii "Origin" jest charakterystyczny, ponieważ obrazuje nicość, z której wyłoni się ryba, ukazuje jakby ruch w próżni, w przestrzeni lub raczej w wodzie. Choć delikatne cieniowanie o owalnym kształcie przypomina raczej moment kreacji, pojawiania się znikąd. Jest też ciekawym przedstawieniem czasu - obrazuje moment kiedy już wiadomo, że coś zaistnieje, lecz jeszcze nie zaistniało. Być może to wrażenie pojawiania się w nicości w jakiś przewrotny sposób godzi kreacjonizm z teorią ewolucji, skądś bowiem musiało się wziąć to pierwsze coś, z czego powstało cokolwiek, co mogło ewolucję zapoczątkować, choćby próżnia, przestrzeń kosmiczna, pierwszy atom, ruch powietrza (tu przydałaby się pomoc specjalisty od ewolucji Ziemi, który wskazałby prawdopodobne tropy naukowych spekulacji na ten temat), który zawierał w sobie potencjalność całych dalszych losów Ziemi, całej ewolucji, a więc w jakimś sensie dzieło stworzenia. W takim kontekście ewolucję można widzieć jako boski zamysł.  Interesuje mnie co prawda to, jak teologia poradziła sobie z akceptacją teorii ewolucji, jednak podążając tym tropem odchodzimy coraz dalej od dzieła Lee i zaprezentowanych gif-ów, a więc zatrzymajmy się. No to wyszedł całkiem długi wpis, pełen spontanicznych przemyśleń. Dobranoc ;-)



--- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

wtorek, 26 maja 2015

Nie tylko Homo sapiens. Logo Google na Dzień Matki

Dziś miło zaskoczyła mnie firma Google, która w swym logo umieściła animowany obrazek (tzw. gif) z okazji Dnia Matki. Zawiera ono wizerunki matek i dzieci różnych gatunków: łabędzica otacza pisklę skrzydłem opiekuńczym gestem, lwica przenosi w zębach wołające ją lwiątko, małe ajączki wskakują na brzuch mamy. I wreszcie Homo sapiens: kobieta, do której podbiega i wskakuje na ręce dziecko z kwiatem. Trzeba przy tym zaznaczyć, że logo jest wykonane bardzo ładnie, grafika przypomina ilustrację malowaną akwarelą na papierze, monochromatycznie w odcieniach oranżu i ochry. Litery są nieruchome, natomiast dynamiczny obrazek mieni się delikatnie świetlistymi przebłyskami w jasnym odcieniu.











 (Dźwięk w tle to kroki mojego psa Gwidona na parkiecie.) 

--- 

Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. 
---