sobota, 15 września 2018

Wredna suka! Co za bydlę! O zwierzętach w języku na Kongresie Kobiet



Na X Kongresie Kobiet w Łodzi, który odbył się w dniach 16-17 czerwca 2018 po raz pierwszy pojawiło się Centrum Zwierząt. Autorką i koordynatorką CZ jest Karolina Skowron z Fundacji Alberta Schweizera, która zaszczyciła mnie zaproszeniem do udziału w debacie inauguracyjnej "Dlaczego feministki powinny walczyć o prawa zwierząt?" razem z Olgą Tokarczuk, polską pisarką, laureatką międzynarodowo prestiżowej Men Booker Prize, a także polskiej Nagrody Nike, a także z innymi wybitnymi kobietami, takimi jak adwokatka Karolina Kuszlewicz i badaczka akademicka, dr Justyna Włodarczyk.


Po debacie podeszły do mnie dwie osoby z pytaniem, czy tekst mojego wystąpienia jest gdzieś dostępny. Obiecałam więc opublikować go na blogu. Prośbę spełniam z kilkumiesięcznym opóźnieniem, bo niestety już od dłuższego czasu blog jest poza listą priorytetów.

Zdecydowanie kiedyś chciałabym poszerzyć refleksje na ten temat, tymczasem wrzucam kilka spontanicznych myśli, których część zawdzięczam inspirującym rozmowom z moją mamą, Anną Łagodzką, która swego czasu napisała artykuł "Zezwierzęcenie, zwierzątko i animalizacja języka" w książce "Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu?". Omawiała w nim inne aspekty nasyconej znaczeniowo i wartościującej obecności zwierząt w języku potocznym. Pragnących poszerzyć temat chwilowo tam odsyłam, a także do jednego z pierwszych wpisów na tym blogu, traktującego o pracach Snaji Iveković, które cały czas mam w głowie i które stały się inspiracją dla mojej wypowiedzi na Kongresie Kobiet. 

Chciałabym zwrócić uwagę na problem związku między deprecjonowaniem kobiet i zwierząt w języku.

 

Pisałam ostatnio tekst o filmie z psem płci żeńskiej. Bohaterkę filmu określiłam "suczka", po czym zastanowiłam się, dlaczego właściwie użyłam zdrobnienia. Czy "suka" brzmi źle? Tak. Ale dlaczego? Czy ma to sens? Brzmi źle, ponieważ nazwy zwierząt płci żeńskiej używane są jako obelgi. Wredna suka, stara krowa, głupia kwoka. Kura domowa to pobłażliwo-pogardliwe określenie określenie kobiety zajmującej się domem i dziećmi. Nie jest to określenie neutralne, ma pejoratywny odcień.

To deprecjonujący język patriarchatu, który obraża kobiety porównaniami do zwierząt, ponieważ nie szanuje zwierząt.

Kobiety przez stulecia, a w wielu miejscach na świecie nadal, są postrzegane jako bliższe zwierzętom, nie całkiem ludzie lub gorsi ludzie, jako zredukowane do cielesności, mniej rozumne i refleksyjne, niezdolne do wyższej duchowości. Przypisuje się im instynkty, choćby macierzyński. Biologizuje się je wtedy, gdy ma to uzasadnić władzę nad nimi, przewagę, przemoc. Jednocześnie dezawuuje się cielesny wymiar człowieczeństwa, wiążąc go z tym, co niskie, płytkie, nieczyste (okresem, porodem, seksem, grzechem).




Przyjrzyjmy się jednak też temu, jak feministki, osoby feministycznie świadome używają metafor zwierzęcych w znaczeniu pejoratywnym. Najbardziej rozpowszechnione jest chyba określenie "męska szowinistyczna świnia". O złym traktowaniu kobiet mówimy, że jest nieludzkie. A może nader ludzkie właśnie? O mężu, który skatował żonę, że zachował się jak zwierzę. O gwałcicielach "co za zwierzęta", o molestujących seksualnie, że świnie, o człowieku okrutnym, że bydlę. Mówimy o zezwierzęceniu w przypadkach zła ludzkiego, wyłącznie ludzkiego, jak np. obozy koncentracyjne i zagłady. Taki język używany jest w gazetach (także o profilu profeministycznym), mediach społecznościowych, prywatnych rozmowach. W ten sposób wypowiadają się też kobiety, ludzie chcący piętnować zło. I nawet jeśli meritum tekstu jest słuszne etycznie, dotyczy ważnego problemu, warto byśmy dostrzegli, że w takim języku ukryte jest deprecjonowanie zwierząt. Pierwiastek zwierzęcy w człowieku jets utożsamiany z tym, co złe w człowieku. W człowieku. 

W języku często zakodowana jets też dewaluacja kobiet. Jednak piętnując ją nie powielajmy schematów antyzwierzęcych. Nie krytykujmy seksizmu, utrwalając gatunkowizm. Spróbujmy rozkodować takie wyrażenia, zastanowić się, czy przypisywanie zwierzętom ludzkiego zła, w tym seksizmu, ma sens, czy taka metaforyka jest adekwatna. W gruncie rzeczy bowiem dezawuacja językowa w stosunku do kobiet i zwierząt ma źródło w tym samym paradygmacie. Stosując metaforykę zwierzęcą o pejoratywnym wydźwięku powielamy ten sam schemat myślenia, który uprzedmiotawia kobiety. 

Video live z debaty: 




--- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

2 komentarze:

Laura pisze...

Świetne sprawozdanie. Pamiętam tę konferencję. Wrócisz do prowadzenia bloga?

BezBiku.info pisze...

Trzeba szanować zwierzęta i zwracać się do nich przyjaźnie.