poniedziałek, 8 marca 2010

Kupa sztuki i sztuka kupy

UWAGA! Uprzedzam, że wpis zawiera przedstawienia odchodów i aktu defekacji.

Ostatnimi czasy Gazeta Wyborcza, szczególnie Stołeczna uwzięła się na temat psich kup w mieście, przedstawiając go bardzo jednostronnie. Otóż jest dla nich oczywiste i bezdyskusyjne, że ich sprzątanie to problem wyłącznie opiekunów psów. Ja widzę ten problem nieco inaczej, a gdy swój punkt widzenia przedstawiałam na Facebooku, wywołał on dyskusje jakich mało. Tyle ważnych spraw nieraz poruszałam na tym portalu, ale żaden nie wywołał takiego zaangażowania intelektualnego i emocjonalnego jak temat psich odchodów. W toku dyskusji wyłoniło się kilka argumentów przeciwko nakazowi sprzątania psich kup przez opiekunów psów, które prezentuję w odpowiedzi na prowadzoną ostatnimi czasy nagonkę na opiekunów czworonogów. Zgadzam się, że ilość psich odchodów w miastach jest problemem, ale moim zdaniem należy poszukać innego sposobu na jego rozwiązanie niż zrzucanie całej odpowiedzialności na opiekunów zwierząt. Powodów jest kilka...

Wbrew pozorom zdrowie, higiena i estetyka to argumenty przeciwko nakazowi sprzątania kup przez opiekunów psów. Powinny istnieć odpowiednie służby porządkowe, mające do tego odpowiedni ubiór i sprzęt. Tak samo jak szambiarze, śmieciarze, myjący dworce, grabiący liście. Taka osoba po pracy się myje i przebiera w czyste ciuchy. A w niedzielę może sobie iść jak każdy na spacer z dziećmi i psami w normalnym ubraniu. Dlaczego osoba idąca na spacer z dzieckiem w zwykłym ubraniu, bez rękawic itd. ma brać do ręki kupę, a potem, nie mając gdzie umyć rąk, nakarmić niemowlę, wytrzeć nos dziecku w wózku albo podać mu biszkopcik?? A dziecko idące samo z psem na spacer też ma zbierać kupy? Powinien to raczej zrobić dorosły w stroju roboczym i po szkoleniu bhp, szczególnie, że wiele kup może zawierać np. robaki. A jak posprzątać, gdy pies ma rozwolnienie? A czy w toalecie publicznej każdy myje po sobie sedes?

W tej chwili całe społeczeństwo jest narażone na kontakt podeszwy buta z odchodami. A jeśli wprowadzimy obowiązek sprzątania to 1/4 społeczeństwa (powiedzmy, ze tyle ludzi ma psy) będzie narażona na kontakt z kupą przez ręce i w pobliżu twarzy.

rys. Marek Raczkowski

Chyba to normalne, że do zajmowania się odpadkami, brudem, rzeczami niehigienicznymi należy mieć odpowiedni strój, sprzęt, a najlepiej też przeszkolenie bhp.

Niektórzy twierdzą, że skoro nie mają psów, to dlaczego ich podatki miałyby iść na sprzątnie psich odchodów. Uznają, że jest to sprawa wyłącznie opiekunów psów. Ale czy w innych wypadkach nasze podatki idą wyłącznie na sprawy, które nas bezpośrednio dotyczą? Ci, którzy nie mają dzieci płacą na szkoły, ci, którzy nie palą tytoniu nie mają pretensji, że sprzątnie petów jest współfinansowane z ich pieniędzy. Dlaczego więc w wypadku kup całą odpowiedzialność próbuje się zrzucać na opiekunów psów? Nasi przodkowie udomowili niektóre zwierzęta i teraz społeczeństwo musi sobie radzić z problemem rozmnażania i opieki na tymi zwierzętami. I bynajmniej nie jest to obowiązek wyłącznie tych nielicznych o dobrym sercu, którzy postanowili się zająć czworonogami. Wiele osób ma bowiem psa nie dla kaprysu, tylko dlatego, że jest mnóstwo bezdomnych zwierząt, którymi ktoś się musi zająć. Bardzo denerwujące jest, że reszty ten problem nie interesuje. Najwygodniej uznać, że nie mam psa i mnie to nie dotyczy. Tymczasem problem nadmiernej ilości tych zwierząt to nie osobisty problem opiekunów psów, tylko całego społeczeństwa. Osoby prowadzące domy tymczasowe dla psów itd. wykonują właściwie pracę, którą powinno zrobić państwo. To jeszcze dokładać im obowiązków?? Może raczej należy się w pierwszej kolejności zająć ograniczeniem nielegalnych hodowli (w komórkach, na działkach itd., gdzie są rozmnażane kundle i pół rasowe psy do sprzedaży na allegro i bazarach) i zwykłych hodowli (bo po co rozmnażać rasowe, skoro jest tyle zwierząt w schroniskach?!), zorganizować kampanie sterylizacji. Podobne problemy dotyczą z resztą kotów, które jednak rzadziej lądują w schroniskach, za to częściej gnieżdżą się w piwnicach kamienic i bloków, zanieczyszczając budynki i umierając na koci katar.

Psy i inne istoty nie-ludzkie grają istotna rolę w
społecznościach miejskich i kwestia ta zaczyna być dostrzegana przez socjologów. Podkreśla się np. prospołeczną rolę psów na blokowiskach. Opiekunowie tych zwierząt częściej niż inni zawierają znajomości z sąsiadami i prowadzą pogawędki z przypadkowo spotkanymi osobami, a pretekstem zazwyczaj staje się pies. Może wreszcie należy zacząć brać pod uwagę, że psy stanowią spory procent mieszkańców miast i należy przewidzieć dla nich jakąś przestrzeń.







Skutkiem obowiązku sprzątania kup przez opiekunów będzie także produkcja ton jednorazowych szufelek i opakowań na odchody. A służby porządkowe miałyby trwały porządny sprzęt, który można czyścić i dezynfekować co jakiś czas. Skutki będą zapewne też negatywne dla samych psów, bowiem mało kto będzie miał ochotę je mieć. Jeśli zaczną wlepiać mandaty, to oczywiście mnóstwo osób pozbędzie się swoich pupili, inni natomiast nie będą ich zbyt chętnie adoptować, a znalezienie domu tymczasowego psu z interwencji stanie się jeszcze trudniejsze niż dotychczas... Po dłuższym czasie okaże się jednak, że psów w Polsce jest bardzo mało. Miałam okazję zaobserwować zjawisko zaniku psów podczas pobytu w północnych Niemczech. Miasto wyglądało jak makieta, za to psów w nim się prawie nie widywało. I szczerze mówiąc stęskniłam się za polskimi obdrapanymi ścianami, starymi plakatami na słupach i ... psimi kupami! W angielskiej Kornwalii sytuacja wygląda podobnie. Dochodzi tam do takich absurdów, że znajomy na spacerze z psami (były to chyba jedyne psy, które tam widziałam) w miejscu, gdzie w promieniu kilku kilometrów nie było żadnych zabudowań, brał do kieszeni psie kupy i nosił je przez cały długi spacer. Czyż to nie paranoja?! Przecież psie odchody nie są radioaktywne ani nie rozkładają się jak styropian przez setki lat. Za to nie najlepiej sprawdzają się w roli perfum.

Wolę sobie też nie wyobrażać, czym byłyby spacery po Parku Bydgoskim w Toruniu bez spotykania mnóstwa innych ludzi z psami, psich obwąchiwań, zabaw i moich rozmów z przypadkowo spotkanymi osobami. Dzięki psom ludzie stają się bardziej otwarci i bardziej pozytywnie nastawieni do obcych. Dostrzegli to artyści-blogerzy z nowojorskiej grupy Sprinkle Brigade, którzy z psich kupek tworzą barykady dla plastikowych żołnierzyków, posypują odchody kolorową posypką albo dorabiają im koła tworząc z nich samochodziki. Wszystko zaczęło się, gdy stali w kolejce po bilety do kina i zauważyli, że ktoś wdepnął w leżącą nieopodal kupę. Jeden z panów posypał ją wtedy popcornem. Postanowili więc oswajać psie odchody estetyzując je w dowcipny sposób, tak by wywoływać uśmiech na twarzach nawet największych frustratów (takich jak z Dnia Świta), a przy okazji poznawać przy tym panie.

Sprinkle Brigade, Nowy Jork

Nie wiem jak odchody, ale psy na pewno są okazją do poznania rożnych osób w anonimowym miejskim tłumie. Niekiedy może być to przystojniak, z którym można potem pójść na rolki, innym razem samotna starsza osoba, szczęśliwa, że ma z kim pogadać. W każdym razie psy pełnią bez wątpienia funkcję integracji ludzi, co dostrzega Joanna Erbel, socjolożka z UW pisząca doktorat na temat roli aktorów nie-ludzkich w społecznościach miejskich.

Na podobny pomysł co Sprinkle Brigade wpadli anonimowi twórcy w czeskiej Pradze. Ich radosną twórczość dostrzegł czeski artysta Martin Zet, które sfotografował te efemeryczne dziełka sztuki. Z kwestią psich odchodów łączy się, opisany przeze mnie wcześniej problem ilości i bezdomności zwierząt i związanej z tym odpowiedzialności społeczeństwa i państwa za istoty gatunków, które człowiek oswoił. Być może fakty te połączył także Martin Zet, który oprócz uroczo ozdobionych kup zaprezentował także serie fotografii przedstawiających bezdomne psy na ulicach europejskich miast. Jego projekt Psy też można odczytać także jako apel o dostrzeżenie w psach współmieszkańców, którzy muszą mieć swoje miejsce w mieście .

fot. Martin Zet

Martin Zet, Psy też


Martin Zet, Psy też


Martin Zet, Psy też


Martin Zet, Psy też


Psie odchody mogą także stać się narzędziem politycznej walki, jak to się stało w wypadku wtykania w nie flag z wizerunkiem Georga Busha.


Okazały się inspirujące także dla polskich twórców. Niedawno znany polski rysownik, Marek Raczkowski został postawiony przed sądem za ozdobienie psich odchodów polskimi flagami. Ma się rozumieć został oskarżony o obrazę uczuć, tym razem nie religijnych, ale narodowych. Jakże to symptomatyczne... Niedawno wznowiono proces dopiero co uniewinnionej Doroty Nieznalskiej. Podobno artystka nie stawiła się w sądzie. Nie dziwię się, ten proces to jeden z większych absurdów do jakich doszło w Polsce ostatnimi czasy. Trzymam kciuki za artystkę, żeby nie wykorkowała psychicznie, a tym, którzy spowodowali wznowienie procesu życzę, by codziennie wdeptywali w udekorowane psie kupy.

Dorota Nieznalska, Pasja


rys. Marek Raczkowski

Tematy defekacyjne w sztuce mają swoją tradycję. Z jednej strony jej korzenie tkwią w dadaistycznym absurdzie, z drugiej zaś w sztuce ciała, sztuce krytycznej, feministycznej, związanej z pojęciem abiektu (abjekt), sformułowanego przez Julię Kristevę. Wprawdzie pisuar Duchampa z 1917 roku to jeszcze nie kupa, ale już niedaleko. Natomiast w 1961 roku Piero Manzoni zapuszkował swoje odchody, przyklejając etykietę "Gówno Artysty". Praca znajduje się obecnie w zbiorach Tate Gallery w Londynie. Najbardziej abiektualny wydaje się jednak sam akt wydalania, obecny np. w pracach Alicji Żebrowskiej, Jacqueline Livingston czy Kiki Smith.

Piero Manzoni, Artist's Shit

Kiki Smith, Tale

Jacqueline Livingston, Self Portait, Better Phone Home


Jeżeli chcesz skomentować blog, a nie chcesz się logować, wybierz opcję "Anonimowy" i podpisz się w komentarzu.

11 komentarzy:

Anonimowy pisze...

W Polsce płaci się przecież podatek od posiadania psa. Nie istnieją jednak ani służby sprzątające psie kupy, ani "psie publiczne toalety" (wysypane piaskiem, specjalnie wyznaczone miejsca w parkach, które z powodzeniem funkcjonują w wielu krajach). Jeśli nawet gdzieś pojawią się nieliczne automaty z woreczkami, to trzeba za nie płacić. Nie ma nawet osobnych śmietników na kupy, a jest przecież taki wymóg sanitarno-epidemiologiczny. Nie ineresują mnie podatki wszystkich obywateli, ale co się dzieje z pieniędzmi pochodzącymi z mojego podatku od posiadania psa?

heizez

Pistacjowy Kosmita pisze...

Przykro mi, ale nie zgadzam się, żeby "zwalniać" właścicieli od odpowiedzialności za zbieranie psich odchodów. Higiena? Pies, który obwąchuje zadek innego psa, a potem liże twarz dziecka lub właściciela, całym sobą jest mało higieniczny. Tak to już jest. Nikt nie każe brać do gołej ręki psich bobków, a potem wcinać kanapkę. Trudno, jak się ma czworonoga, trzeba się przygotować do wyjścia z nim na spacer i mieć przy sobie jednorazowe rękawiczki, kawałek tekturki i worek plastikowy. I jeśli nie ma możliwości umycia rąk, nie zbliżać ich do swojej czy dziecka twarzy. Nawet po dotknięciu poręczy w tramwaju czy autobusie powinno się natychmiast myć ręce itd. Twoje argumenty uważam za chybione, droga Autorko.

Dorota Łagodzka pisze...

Ponawiam więc pytanie heizez: na co idzie mój podatek płacony za psa?? Skoro nawet za obowiązkowe szczepienie przeciw wściekliźnie się płaci?

Dorota Łagodzka pisze...

Wszystkim, którzy uważają moje argumenty za chybione, proponuję, by od dziś myli po sobie sedes ile razy są w toalecie publicznej, ale przy tym nosili własną szczotkę do kibla i wyobrażając sobie, że nie mają zlewu, robili to w rękawiczkach. :P To obowiązek tym bardziej oczywisty, że będą sprzątać po sobie samym!!

No dobra, kupy jako problem społeczny wzbudzają emocje. A co z kupami w sztuce? :)

Pistacjowy Kosmita pisze...

Otóż to: nie własną szczotką, ale ZAWSZE zostawiam po sobie czysty klozet. Byłoby mi głupio, aby osoba zaraz po mnie musiała być narażona na takie tam...

P.S. Kupy mnie nie pociągają, kojarzą się ze smrodem, a aspekt wywołuje czasem odruch wymiotny. Pogodzon jestem, że jest to naturalny rezultat zwierzęco-ludzkiej egzystencji, ale epatowanie kupami w zakresie "sztuki", uważam jedynie za prowokację i chęć wzbudzenia zainteresowania sobą samym. A wszystko z braku autentycznego talentu czy ciekawego pomysłu.
To moja bardzo subiektywna opinia :)

Dorota Łagodzka pisze...

Jeśli koszy na pasie odchody będzie wystarczająca ilość (bo na razie trzeba taką kupę nieść przez pół miasta zanim się znajdzie pojemnik lub nie znajdzie się wcale), a także jeśli przy każdym takim koszu będzie zlew i mydło (jak w toalecie) oraz szufelka, której potem, brudnej, nie muszę nosić po mieście, w autobusie, w pociągu itd.(tak jak nie trzeba nosić szczotki do kibla), to wtedy wycofam się z argumentów higieniczno-estetycznych i bez problemu będę sprzątać. Tylko, że to rozwiązanie kosztowniejsze niż służby sprzątające, które nie wiedzieć czemu, sprzątają wszystko z wyjątkiem psich odchodów.

Nie zmienia to faktu, że chciałabym wiedzieć, na co idzie mój podatek na psa!!

A tymczasem, czy znajomy idący ze mną i moim psem na spacer do parku poczęstuje mnie na spacerze ciasteczkiem lub czipsami, jeśli przedtem sprzątałam kupę (choćby szufelką lub przez torebkę)? A kto będzie chciał ze mną jechać w przedziale w pociągu, jeśli będę miała ze sobą ufajdaną szufelkę? he he

Co do SZTUKI natomiast, to nie uogólniałabym tak. Myślę, że motywy oraz cele powstawania "sztuki kupy" są zupełnie inne w wypadku dowcipnej i spontanicznej działalności performatywnej w przestrzeni mias, inna w przypadku feministycznej sztuki ciała (ukazywanie prawdy o cielesności, przełamywanie tabu dotyczących ciała, szczególnie kobiecego, odczarowywanie "idealnego" ciała kobiecego), a jeszcze inne w wypadku takich akcji jak Duchampa czy Manzoniego, gdzie chodziło o przekraczanie granic sztuki i ukazywanie absurdalności pewnych procesów. Chyba im się to udało, skoro pisuar i kupa w puszcze są jednymi z najdroższych i najbardziej znanych dzieł sztuki! :-D
Oczywiście to, co piszę jest w wielkim skrócie i jest siłą rzeczy uogólniającym przyporządkowywaniem.

Pistacjowy Kosmita pisze...

"Chyba im się to udało, skoro pisuar i kupa w puszcze są jednymi z najdroższych i najbardziej znanych dzieł sztuki! :-D" - i TO ma mnie niby przekonać? Gdybym miał forsę na "inwestowanie w sztukę" wybierałbym intuicyjnie dzieła niekoniecznie znane i kosztowne. Musiałyby mnie jedynie zachwycić. "Kupy" + parę innych nie mają u mnie żadnych szans :))

Dorota Łagodzka pisze...

Mam na myśli, że udało im się pokazać absurd funkcjonowania pewnych mechanizmów, np. rynku sztuki oraz granic sztuki. Manzoni bowiem pokazał, że wszystko, co zrobi artysta może być sztuką, nawet kupa. To jest przecież rodzaj ironii. Doceniam taki pomysł, jest on też po prostu historycznym świadectwem ewolucji sposobu myślenia o sztuce i o tym, co nią może być. Ale to jeszcze nie znaczy, że uważam to za wielką sztukę albo, że są to moje ulubione prace.

Pistacjowy Kosmita pisze...

I tu się w pełni z Tobą zgadzam! Pozdrawiam :)

Anonimowy pisze...

Dokładnie , właśnie tak jest, że jeżeli pokazujemy coś to nie znaczy, że to nam się podoba, nas zachwyca. Czasem chodzi właśnie o przybliżenie jakiegoś problemu w celu poszerzenia wizji świata. Od nas zależy czy przyjmujemy to , czy nie. Dążenie do zrozumienia sztuki, przekazu, na pewno nikomu nie zaszkodzi.
Jeżeli nastawiamy się na doznania estetyczne piękna i nastawiamy się tylko na piękno w sztuce, to warto sobie uświadomić, że działania artystów podejmują równie często brzydkie tematy. A piękno i brzydota to znowu względne pojęcia. Istnieją różne psychiki, różne gusta, człowiek ma zmienne wnętrze, raz coś mu się podoba, drugi raz to samo wydaje mu się głupie.

Ciekawe jest obserwowanie reakcji na tematy tego rodzaju. Na swoim blogu Dorota porusza bardzo ciekawe kwestie (wpisy poprzednie) i niewiele jest pod nimi komentarzy, wystarczy natomiast poruszyć temat "kup" i "gówien", a już pojawia się wysyp poglądów. Nie jest to oczywiście złe, ale można określić to paradoksem.
Czasem trzeba zrobić burzę, żeby poruszyć do działania. I to jest dobre, chociaż budzi ze sobą pewne zagrożenia... Nic nie jest doskonałe.

Nie powiedziałbym , że kupa w sztuce jest wynikiem braku dobrego pomysłu. Wszystko zależy od kontekstu, wypowiedzi artystycznej, czasem działa to na zasadzie - skoro jestem człowiekiem, artystą/tką i chcę wypowiadać się szczerze, opowiadać o sobie, a więc tez o swoim otoczeniu, to dlaczego nie mogę w swojej sztuce wykorzystać motywu "kupy", z którą co jakiś czas mam styczność, która jeżeli obrzydza mnie, to na pewno i innych, a ja chcę o tym opowiedzieć, że jest to proces naturalny, dotyczący wszystkich istot żywych. Osobiście uważam, że wszystko zalezy od kontekstu. Nikt przecież nie mówi, że to ma się nam podobać. Przecież nie wszystko podoba się w wymiarze rzeczywistym. Albo zawiera cechy, które się podobają i nie podobają. Mówienie, że sztuka ma prowadzić do rozbudowywania poczucia piękna w człowieku jest fajne, ale nie jedyne jako teoria podejście. Uświadamianie ludzi o tym również jest interesujące.

Pozdrawiam
Tomek Rogaliński

Anonimowy pisze...

Zgadzam sie z Toba w calej rozciaglosci.
Mam 3 psy, ktore sa przybledami.
Przyszly i je wzielam.
Zgadzam sie z Toba w 100%, ze to my karmimy bezpanskie i psy i koty, nie panstwo. I zupelnie normalnie nalezy nam sie za to wdziecznosci i pomoc!