blog Doroty Łagodzkiej o zwierzętach w sztuce / Dorota Łagodzka's blog about animals in art
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzieci. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 5 czerwca 2011
"Wilk bardzo zły", czyli o spotkaniu baśniowej dziewczynki ze zwierzęciem
Nie jest łatwo przedzierać się przez gęstwinę lasu. Należy uważać na wystające korzenie, lawirować pomiędzy rozpościerającymi się gałęziami. Baśniowa rzeczywistość przyrody, skrywa w sobie pochowane w zakamarkach wyobraźni historię, o wilku bardzo złym, zakopanym skarbie, zagubionej wśród zarośli dziewczynce. Wystawa Natalii Bażowskiej, Ewy Juszkiewicz i Agaty Kus "Wilk bardzo zły" to trzy indywidualne narracje artystyczne oparte na spotkaniu baśniowej dziewczynki z zwierzęciem. Spotkanie z nim jest nieuniknione by iść dalej, dojść do krańca lasu. Wilk nie zawszę bywa zły...Czasem pomiędzy nim a złotowłosą dziewczynką rodzi się przedziwna fascynacja. A pomiędzy liśćmi migoczą pytania. Gdzie iść? Czy może lepiej zostać i pozwolić baśni rozwijać się w naszej głowie? - pisze Marta Kudelska, kuratorka wystawy "Wilk bardzo zły", która odbyła się w maju w krakowskiej galerii Art Agenda Nova.
Wystawa była baśniową narracją o wilkach, dziewczynkach i sarenkach - zarówno dosłowną tekstową jak i wizualną. Obie bardzo mi się podobają. Prace trzech artystek zostały zestawione ze współczesnymi baśniami, w których tradycyjne baśniowe motywy przenikają się z refleksjami o relacjach bohaterów: współczesnych czerwonych kapturków, małych księżniczek i śpiących królewien oraz mężczyzn, stworów, wilków i innych zwierząt, tworząc nowe fabuły, wykraczające poza baśniowy schemat. Pierwiastki dobra i zła, okrucieństwa i niewinności, oczywiste i nieskomplikowane w tradycyjnych baśniach, zostają tu przetransponowane na słowa i obrazy, które niepokoją swoją ambiwalencją. Charakterystyczny dla typowej baśni triumf dobra zostaje poddany w wątpliwość.
Pomieszczenia galerii dzięki delikatnej wzorzystej tapecie w pastelowych kolorach zamieniają się w dziewczęce pokoiki, w których pojawiają się zranione sarny, dziewczynki-sarenki, ale też wilki - jakby rysowane dziecięcą ręką i dziewczynki-wilki, bez twarzy, z twarzą zakrytą, zarośniętą. Dziewczynki jako alegorie niewinności, bezbronności i słodyczy, ale też dziewczynki-sarenki, dziewczynki-wilkołaczki, dzieci-potwory, dzieci-ofiary. Wystawę przenika atmosfera infantylnej słodyczy i poczucia zagrożenia w niejasny sposób związanego z seksualnością, które charakterystyczne jest dla obrazów Basi Bańdy. Podobnie jak w najnowszych obrazach Bańdy, tak i w pokazanych na wystawie "Wilk bardzo zły" pracach Bażowskiej, Juszkiewicz i Kus oraz towarzyszących im baśniach, przyroda - las i zwierzęta są odniesieniem do podświadomych lęków. I choć na wystawie w Art Agendzie stworzony przez artystki realistyczno-magiczny dziecięcy świat jest pozbawiony przedstawień nagich ludzkich ciał i oczywistych odniesień do seksualności, to jednak nie bez powodu główną bohaterką jest dziewczynka. Dziewczynka w sukience, dziewczynka z warkoczykiem, dziewczynka porośnięta włosami. A także sarna, z której różowej waginy wydobywają się niebieskie sukienki, biała sukienka ze strużkami krwi. W jednej z baśni królewna Śnieżka podążająca śladami krwi cieknącej z paszczy wilka dociera do białej sarny, której myśliwy wypatroszył serce. Kładzie się obok zwierzęcia, które przejmuje jej zapach i razem umierają. Żadnej z nich nie zabił wilk bardzo zły.
materiały prasowe
Zastanawiałam się jak pozyskane zostały ciała saren użyte przez Agatę Kus. Jak dowiedziałam się z blogu Karoliny Plinty, nie tylko ja. Sarny budziły zainteresowanie, a zwiedzającym nie było obojętne, czy zostały zabite dla sztuki. Co do jednej wiem od kuratorki, że prawdopodobnie została znaleziona na jakimś strychu. Plinta pisze, że Marta Kudelska deklaruje, że "ani artystka (czyli Agata Kus), ani kuratorka nikogo nie zabiły".
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
środa, 19 stycznia 2011
Straszne bajki Basi Bańdy
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
Zauważyłam, że ostatnio ożywiły się pod względem artystycznym i kulturalnym różne zakątki kraju. Ciekawe wystawy pojawiają się coraz częściej w mniejszych miastach czy też mniej znanych galeriach. Wcześniej pisałam o Przemyślu, tym razem o BWA w Olsztynie. Odbywają się tam obecnie dwie, jak mniemam ciekawe, oddzielne, ale równolegle trwające wystawy: Eli Jabłońskiej "Nadzwyczaj(nie)udanedzieło" i Basi Bańdy „Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać". Chciałabym się wybrać do Olsztyna, póki co zaś mogę wnioskować na podstawie zapowiedzi na stronie galerii i dotychczasowego dorobku artystek. Magda Ujma jako kuratorka wystawy Jabłońskiej też brzmi obiecująco.
Elżbieta Jabłońska, "Supermatka"
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
W obrazach Basi Bańdy zaczęły się od jakiegoś czasu coraz liczniej pojawiać zwierzęta. Na prezentowanej w olsztyńskiej galerii wystawie zwierzęta obecne są chyba w każdym obrazie. Podobnie jak w bajkach i baśniach, w obrazach Bańdy są nośnikami różnych znaczeń. Stają się symbolami sił natury, seksualności, reprezentantami cech różnego rodzaju istot, obarczone niepokojącymi, nie do końca jasnymi znaczeniami. Syntetyczne, doskonale uchwycone sylwetki zwierząt sąsiadują z dziwnymi, często odstręczającymi postaciami ludzkimi, półludzkimi, hybrydalnymi, embrionalnymi, pokawałkowanymi, niepełnymi, obgryzionymi... Artystka obrazuje niebezpieczne sytuacje zachodzące pomiędzy światem przyrody i wkraczającym w niego człowiekiem, stosując delikatną, ładną formę, przypominającą ilustrację z dziecięcej książki. Obłe, świetliste plamy słodkich, pastelowych kolorów zderza z brunatnym, czernią lub brązem przybierającymi dziwne, przypominające różne rzeczy, kształty. Sposób kładzenia transparentnej farby delikatnymi dotknięciami pędzla integruje wszystkie rodzaje plam. Dzięki temu powstaje wrażenie, że to, co urocze i bezpieczne współistnieje w świecie z tym, co wstrętne i groźne. Obrazy te przypominają mi obrazki i ilustracje książek dla dzieci Józefa Wilkonia. U niego jednak świat jest bardziej prostolinijny, bezpieczny i realistyczny. Bańda zaś abstrahuje bardziej od rzeczywistości widzialnej, sięgając głębiej w pełną brudów podświadomość ludzką. Jej obrazy to ilustracje do nieistniejących baśni dla dorosłych.
Basia Bańda, "Myśliwa"
Basia Bańda, "Calineczka"
Basia Bańda, "Nocą"
Józef Wilkoń, "Baśnie perskie"
Józef Wilkoń, "Księga dżunglii"
Józef Wilkoń, paw
Józef Wilkoń, kotek
Warto wspomnieć także o katalogu wystawy Basi Bańdy z tekstem Wojciecha Kozłowskiego.
A tak o wystawie pisze Ewelina Bobińska:
„Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać" - Basia Bańda
BWA w Olsztynie
Sala Kameralna
14 stycznia – 24 lutego 2011
Najnowszy projekt Basi Bańdy to seria obrazów, powstałych pod wpływem czytanych na nowo legend ludowych i baśni braci Grimm. Gdy dorosły siada do dawno zapomnianych lektur, odkrywa inne treści niż te, które potrafi przyswoić małe dziecko. Złe siostry, macochy i staruchy lub uległe sierotki to postaci stereotypowo utożsamiane z kobiecą aktywnością/pasywnością. Basia Bańda dokonuje w swych obrazach reinterpretacji baśniowych wizerunków wyznaczających podziały w społeczeństwie na bierne role kobiece i aktywne postawy męskie, a jednocześnie przywołuje lęki i obawy z dzieciństwa.
Wśród dominującej w pracach landrynkowej aury pojawia się czasem cielisto-różowa, zdeformowana postać. To człowiek, który stracił pierwotny kontakt z naturą, umiejętność zrozumienia jej prawideł. Basia Bańda wplata w historie swoich obrazów duszną atmosferę i nastrój grozy, z fascynacją obserwując jak surowa natura wymierza sprawiedliwą karę baśniowym bohaterom. Ich bezbronne ciała kąsane i atakowane przez wysłanników przyrody momentami stają się hybrydami ze zwierzęcymi paszczami, pazurami i włochatymi łapami. A wszystko to w prześlicznej oprawie delikatnych niczym akwarele plam farby, którą artystka maluje nam dziecięce wizerunki świata. /Ewelina Bobińska/
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
Zauważyłam, że ostatnio ożywiły się pod względem artystycznym i kulturalnym różne zakątki kraju. Ciekawe wystawy pojawiają się coraz częściej w mniejszych miastach czy też mniej znanych galeriach. Wcześniej pisałam o Przemyślu, tym razem o BWA w Olsztynie. Odbywają się tam obecnie dwie, jak mniemam ciekawe, oddzielne, ale równolegle trwające wystawy: Eli Jabłońskiej "Nadzwyczaj(nie)udanedzieło" i Basi Bańdy „Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać". Chciałabym się wybrać do Olsztyna, póki co zaś mogę wnioskować na podstawie zapowiedzi na stronie galerii i dotychczasowego dorobku artystek. Magda Ujma jako kuratorka wystawy Jabłońskiej też brzmi obiecująco.
Elżbieta Jabłońska, "Supermatka"
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
W obrazach Basi Bańdy zaczęły się od jakiegoś czasu coraz liczniej pojawiać zwierzęta. Na prezentowanej w olsztyńskiej galerii wystawie zwierzęta obecne są chyba w każdym obrazie. Podobnie jak w bajkach i baśniach, w obrazach Bańdy są nośnikami różnych znaczeń. Stają się symbolami sił natury, seksualności, reprezentantami cech różnego rodzaju istot, obarczone niepokojącymi, nie do końca jasnymi znaczeniami. Syntetyczne, doskonale uchwycone sylwetki zwierząt sąsiadują z dziwnymi, często odstręczającymi postaciami ludzkimi, półludzkimi, hybrydalnymi, embrionalnymi, pokawałkowanymi, niepełnymi, obgryzionymi... Artystka obrazuje niebezpieczne sytuacje zachodzące pomiędzy światem przyrody i wkraczającym w niego człowiekiem, stosując delikatną, ładną formę, przypominającą ilustrację z dziecięcej książki. Obłe, świetliste plamy słodkich, pastelowych kolorów zderza z brunatnym, czernią lub brązem przybierającymi dziwne, przypominające różne rzeczy, kształty. Sposób kładzenia transparentnej farby delikatnymi dotknięciami pędzla integruje wszystkie rodzaje plam. Dzięki temu powstaje wrażenie, że to, co urocze i bezpieczne współistnieje w świecie z tym, co wstrętne i groźne. Obrazy te przypominają mi obrazki i ilustracje książek dla dzieci Józefa Wilkonia. U niego jednak świat jest bardziej prostolinijny, bezpieczny i realistyczny. Bańda zaś abstrahuje bardziej od rzeczywistości widzialnej, sięgając głębiej w pełną brudów podświadomość ludzką. Jej obrazy to ilustracje do nieistniejących baśni dla dorosłych.
Basia Bańda, "Myśliwa"
Basia Bańda, "Calineczka"
Basia Bańda, "Nocą"
Józef Wilkoń, "Baśnie perskie"
Józef Wilkoń, "Księga dżunglii"
Józef Wilkoń, paw
Józef Wilkoń, kotek
Warto wspomnieć także o katalogu wystawy Basi Bańdy z tekstem Wojciecha Kozłowskiego.
A tak o wystawie pisze Ewelina Bobińska:
„Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać" - Basia Bańda
BWA w Olsztynie
Sala Kameralna
14 stycznia – 24 lutego 2011
Najnowszy projekt Basi Bańdy to seria obrazów, powstałych pod wpływem czytanych na nowo legend ludowych i baśni braci Grimm. Gdy dorosły siada do dawno zapomnianych lektur, odkrywa inne treści niż te, które potrafi przyswoić małe dziecko. Złe siostry, macochy i staruchy lub uległe sierotki to postaci stereotypowo utożsamiane z kobiecą aktywnością/pasywnością. Basia Bańda dokonuje w swych obrazach reinterpretacji baśniowych wizerunków wyznaczających podziały w społeczeństwie na bierne role kobiece i aktywne postawy męskie, a jednocześnie przywołuje lęki i obawy z dzieciństwa.
Wśród dominującej w pracach landrynkowej aury pojawia się czasem cielisto-różowa, zdeformowana postać. To człowiek, który stracił pierwotny kontakt z naturą, umiejętność zrozumienia jej prawideł. Basia Bańda wplata w historie swoich obrazów duszną atmosferę i nastrój grozy, z fascynacją obserwując jak surowa natura wymierza sprawiedliwą karę baśniowym bohaterom. Ich bezbronne ciała kąsane i atakowane przez wysłanników przyrody momentami stają się hybrydami ze zwierzęcymi paszczami, pazurami i włochatymi łapami. A wszystko to w prześlicznej oprawie delikatnych niczym akwarele plam farby, którą artystka maluje nam dziecięce wizerunki świata. /Ewelina Bobińska/
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
sobota, 8 stycznia 2011
Artmix nr 25(15) "Intymność"
To już 25. - jubileuszowy numer naszego pisma! Zarazem w tym roku stuknie "Artmixowi" 10 lat! Z tej okazji pijemy za zdrowie dawnych i obecnych redaktorek, autorek i autorów, współpracowniczek i współpracowników oraz za powodzenie dalszych numerów. Dla Aleki serdeczne podziękowania za współpracę oraz za "ćwiartkę na ćwiartkę"! ;-)
We wstępie do tego numeru znajdziecie kilka słów na temat początków "Artmixa" i fragmenty manifestu feministycznego z pierwszego numeru pisma.
Artmix nr 25(15) "Intymność"
Spis treści:
Wstępniak
Matylda Szewczyk, Momenty kryzysu. Stan Brakhage i Marjorie Keller o doświadczeniu porodu
Ewelina Jarosz, Intymny dystans. Sztuka lesbijska w Polsce
Dorota Łagodzka, Intymność w kontakcie ludzi i zwierząt w twórczości Janine Antoni, Kiry O'Reilly i Catherine E. Bell a wybrane idee ekofeminizmu
Eliza Bernatowicz, Janusowe oblicze Louise Bourgois
Agnieszka Kwiecień, Egzystencje intymności w obrazach Natalii LL
Edyta Zierkiewicz, Harda Wenus. Obrazy kobiet niestandardowo pięknych?
Izabela Kowalczyk, Przestrzenie intymności u Klaudii Urbanek-Kękuś
Angelika Richter, Self Directing. Women Artists from the GDR and the Expansion of their Art in Performance and Actions
Janine Antonie, "2038", 2000
Stan Brakhage, "Window Water Baby Moving", 1959
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
We wstępie do tego numeru znajdziecie kilka słów na temat początków "Artmixa" i fragmenty manifestu feministycznego z pierwszego numeru pisma.
Artmix nr 25(15) "Intymność"
Spis treści:
Wstępniak
Matylda Szewczyk, Momenty kryzysu. Stan Brakhage i Marjorie Keller o doświadczeniu porodu
Ewelina Jarosz, Intymny dystans. Sztuka lesbijska w Polsce
Dorota Łagodzka, Intymność w kontakcie ludzi i zwierząt w twórczości Janine Antoni, Kiry O'Reilly i Catherine E. Bell a wybrane idee ekofeminizmu
Eliza Bernatowicz, Janusowe oblicze Louise Bourgois
Agnieszka Kwiecień, Egzystencje intymności w obrazach Natalii LL
Edyta Zierkiewicz, Harda Wenus. Obrazy kobiet niestandardowo pięknych?
Izabela Kowalczyk, Przestrzenie intymności u Klaudii Urbanek-Kękuś
Angelika Richter, Self Directing. Women Artists from the GDR and the Expansion of their Art in Performance and Actions
Janine Antonie, "2038", 2000
Stan Brakhage, "Window Water Baby Moving", 1959
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
poniedziałek, 1 listopada 2010
Mateusz i Marta
Krótka opowieść o przyjaźni i uczuciu Mateusza do Marty. Mateusz jest chłopcem. Marta kurą. Jest czarna i umie wszystko. Mateusz ją uwielbia.
Film zdobył główną nagrodę w konkursie "Bierzcie i kręćcie" w kategorii "L' OFF Story" na tegorocznym festiwalu Off Plus Camera.
Mateusz i Marta
zdjęcia, scenariusz i reżyseria: Bartek Tryzna
montaż: Krzysiek Herbreder
muzyka: Damian Hajdukiewicz
wystąpili: Mateusz i jego kura Marta
Bartek Tryzna to młody niezależny filmowiec, laureat tegorocznej Doliny Kreatywnej oraz reprezentant akcji Filmowe Podlasie Atakuje!.
--
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
Film zdobył główną nagrodę w konkursie "Bierzcie i kręćcie" w kategorii "L' OFF Story" na tegorocznym festiwalu Off Plus Camera.
Mateusz i Marta
zdjęcia, scenariusz i reżyseria: Bartek Tryzna
montaż: Krzysiek Herbreder
muzyka: Damian Hajdukiewicz
wystąpili: Mateusz i jego kura Marta
Bartek Tryzna to młody niezależny filmowiec, laureat tegorocznej Doliny Kreatywnej oraz reprezentant akcji Filmowe Podlasie Atakuje!.
--
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
poniedziałek, 8 marca 2010
Kupa sztuki i sztuka kupy
UWAGA! Uprzedzam, że wpis zawiera przedstawienia odchodów i aktu defekacji.
rys. Marek Raczkowski
Jeżeli chcesz skomentować blog, a nie chcesz się logować, wybierz opcję "Anonimowy" i podpisz się w komentarzu.
Ostatnimi czasy Gazeta Wyborcza, szczególnie Stołeczna uwzięła się na temat psich kup w mieście, przedstawiając go bardzo jednostronnie. Otóż jest dla nich oczywiste i bezdyskusyjne, że ich sprzątanie to problem wyłącznie opiekunów psów. Ja widzę ten problem nieco inaczej, a gdy swój punkt widzenia przedstawiałam na Facebooku, wywołał on dyskusje jakich mało. Tyle ważnych spraw nieraz poruszałam na tym portalu, ale żaden nie wywołał takiego zaangażowania intelektualnego i emocjonalnego jak temat psich odchodów. W toku dyskusji wyłoniło się kilka argumentów przeciwko nakazowi sprzątania psich kup przez opiekunów psów, które prezentuję w odpowiedzi na prowadzoną ostatnimi czasy nagonkę na opiekunów czworonogów. Zgadzam się, że ilość psich odchodów w miastach jest problemem, ale moim zdaniem należy poszukać innego sposobu na jego rozwiązanie niż zrzucanie całej odpowiedzialności na opiekunów zwierząt. Powodów jest kilka...
Wbrew pozorom zdrowie, higiena i estetyka to argumenty przeciwko nakazowi sprzątania kup przez opiekunów psów. Powinny istnieć odpowiednie służby porządkowe, mające do tego odpowiedni ubiór i sprzęt. Tak samo jak szambiarze, śmieciarze, myjący dworce, grabiący liście. Taka osoba po pracy się myje i przebiera w czyste ciuchy. A w niedzielę może sobie iść jak każdy na spacer z dziećmi i psami w normalnym ubraniu. Dlaczego osoba idąca na spacer z dzieckiem w zwykłym ubraniu, bez rękawic itd. ma brać do ręki kupę, a potem, nie mając gdzie umyć rąk, nakarmić niemowlę, wytrzeć nos dziecku w wózku albo podać mu biszkopcik?? A dziecko idące samo z psem na spacer też ma zbierać kupy? Powinien to raczej zrobić dorosły w stroju roboczym i po szkoleniu bhp, szczególnie, że wiele kup może zawierać np. robaki. A jak posprzątać, gdy pies ma rozwolnienie? A czy w toalecie publicznej każdy myje po sobie sedes?
W tej chwili całe społeczeństwo jest narażone na kontakt podeszwy buta z odchodami. A jeśli wprowadzimy obowiązek sprzątania to 1/4 społeczeństwa (powiedzmy, ze tyle ludzi ma psy) będzie narażona na kontakt z kupą przez ręce i w pobliżu twarzy.
Chyba to normalne, że do zajmowania się odpadkami, brudem, rzeczami niehigienicznymi należy mieć odpowiedni strój, sprzęt, a najlepiej też przeszkolenie bhp.
Niektórzy twierdzą, że skoro nie mają psów, to dlaczego ich podatki miałyby iść na sprzątnie psich odchodów. Uznają, że jest to sprawa wyłącznie opiekunów psów. Ale czy w innych wypadkach nasze podatki idą wyłącznie na sprawy, które nas bezpośrednio dotyczą? Ci, którzy nie mają dzieci płacą na szkoły, ci, którzy nie palą tytoniu nie mają pretensji, że sprzątnie petów jest współfinansowane z ich pieniędzy. Dlaczego więc w wypadku kup całą odpowiedzialność próbuje się zrzucać na opiekunów psów? Nasi przodkowie udomowili niektóre zwierzęta i teraz społeczeństwo musi sobie radzić z problemem rozmnażania i opieki na tymi zwierzętami. I bynajmniej nie jest to obowiązek wyłącznie tych nielicznych o dobrym sercu, którzy postanowili się zająć czworonogami. Wiele osób ma bowiem psa nie dla kaprysu, tylko dlatego, że jest mnóstwo bezdomnych zwierząt, którymi ktoś się musi zająć. Bardzo denerwujące jest, że reszty ten problem nie interesuje. Najwygodniej uznać, że nie mam psa i mnie to nie dotyczy. Tymczasem problem nadmiernej ilości tych zwierząt to nie osobisty problem opiekunów psów, tylko całego społeczeństwa. Osoby prowadzące domy tymczasowe dla psów itd. wykonują właściwie pracę, którą powinno zrobić państwo. To jeszcze dokładać im obowiązków?? Może raczej należy się w pierwszej kolejności zająć ograniczeniem nielegalnych hodowli (w komórkach, na działkach itd., gdzie są rozmnażane kundle i pół rasowe psy do sprzedaży na allegro i bazarach) i zwykłych hodowli (bo po co rozmnażać rasowe, skoro jest tyle zwierząt w schroniskach?!), zorganizować kampanie sterylizacji. Podobne problemy dotyczą z resztą kotów, które jednak rzadziej lądują w schroniskach, za to częściej gnieżdżą się w piwnicach kamienic i bloków, zanieczyszczając budynki i umierając na koci katar.
Psy i inne istoty nie-ludzkie grają istotna rolę w społecznościach miejskich i kwestia ta zaczyna być dostrzegana przez socjologów. Podkreśla się np. prospołeczną rolę psów na blokowiskach. Opiekunowie tych zwierząt częściej niż inni zawierają znajomości z sąsiadami i prowadzą pogawędki z przypadkowo spotkanymi osobami, a pretekstem zazwyczaj staje się pies. Może wreszcie należy zacząć brać pod uwagę, że psy stanowią spory procent mieszkańców miast i należy przewidzieć dla nich jakąś przestrzeń.
Psy i inne istoty nie-ludzkie grają istotna rolę w społecznościach miejskich i kwestia ta zaczyna być dostrzegana przez socjologów. Podkreśla się np. prospołeczną rolę psów na blokowiskach. Opiekunowie tych zwierząt częściej niż inni zawierają znajomości z sąsiadami i prowadzą pogawędki z przypadkowo spotkanymi osobami, a pretekstem zazwyczaj staje się pies. Może wreszcie należy zacząć brać pod uwagę, że psy stanowią spory procent mieszkańców miast i należy przewidzieć dla nich jakąś przestrzeń.
Skutkiem obowiązku sprzątania kup przez opiekunów będzie także produkcja ton jednorazowych szufelek i opakowań na odchody. A służby porządkowe miałyby trwały porządny sprzęt, który można czyścić i dezynfekować co jakiś czas. Skutki będą zapewne też negatywne dla samych psów, bowiem mało kto będzie miał ochotę je mieć. Jeśli zaczną wlepiać mandaty, to oczywiście mnóstwo osób pozbędzie się swoich pupili, inni natomiast nie będą ich zbyt chętnie adoptować, a znalezienie domu tymczasowego psu z interwencji stanie się jeszcze trudniejsze niż dotychczas... Po dłuższym czasie okaże się jednak, że psów w Polsce jest bardzo mało. Miałam okazję zaobserwować zjawisko zaniku psów podczas pobytu w północnych Niemczech. Miasto wyglądało jak makieta, za to psów w nim się prawie nie widywało. I szczerze mówiąc stęskniłam się za polskimi obdrapanymi ścianami, starymi plakatami na słupach i ... psimi kupami! W angielskiej Kornwalii sytuacja wygląda podobnie. Dochodzi tam do takich absurdów, że znajomy na spacerze z psami (były to chyba jedyne psy, które tam widziałam) w miejscu, gdzie w promieniu kilku kilometrów nie było żadnych zabudowań, brał do kieszeni psie kupy i nosił je przez cały długi spacer. Czyż to nie paranoja?! Przecież psie odchody nie są radioaktywne ani nie rozkładają się jak styropian przez setki lat. Za to nie najlepiej sprawdzają się w roli perfum.
Wolę sobie też nie wyobrażać, czym byłyby spacery po Parku Bydgoskim w Toruniu bez spotykania mnóstwa innych ludzi z psami, psich obwąchiwań, zabaw i moich rozmów z przypadkowo spotkanymi osobami. Dzięki psom ludzie stają się bardziej otwarci i bardziej pozytywnie nastawieni do obcych. Dostrzegli to artyści-blogerzy z nowojorskiej grupy Sprinkle Brigade, którzy z psich kupek tworzą barykady dla plastikowych żołnierzyków, posypują odchody kolorową posypką albo dorabiają im koła tworząc z nich samochodziki. Wszystko zaczęło się, gdy stali w kolejce po bilety do kina i zauważyli, że ktoś wdepnął w leżącą nieopodal kupę. Jeden z panów posypał ją wtedy popcornem. Postanowili więc oswajać psie odchody estetyzując je w dowcipny sposób, tak by wywoływać uśmiech na twarzach nawet największych frustratów (takich jak z Dnia Świta), a przy okazji poznawać przy tym panie.
Wolę sobie też nie wyobrażać, czym byłyby spacery po Parku Bydgoskim w Toruniu bez spotykania mnóstwa innych ludzi z psami, psich obwąchiwań, zabaw i moich rozmów z przypadkowo spotkanymi osobami. Dzięki psom ludzie stają się bardziej otwarci i bardziej pozytywnie nastawieni do obcych. Dostrzegli to artyści-blogerzy z nowojorskiej grupy Sprinkle Brigade, którzy z psich kupek tworzą barykady dla plastikowych żołnierzyków, posypują odchody kolorową posypką albo dorabiają im koła tworząc z nich samochodziki. Wszystko zaczęło się, gdy stali w kolejce po bilety do kina i zauważyli, że ktoś wdepnął w leżącą nieopodal kupę. Jeden z panów posypał ją wtedy popcornem. Postanowili więc oswajać psie odchody estetyzując je w dowcipny sposób, tak by wywoływać uśmiech na twarzach nawet największych frustratów (takich jak z Dnia Świta), a przy okazji poznawać przy tym panie.
Nie wiem jak odchody, ale psy na pewno są okazją do poznania rożnych osób w anonimowym miejskim tłumie. Niekiedy może być to przystojniak, z którym można potem pójść na rolki, innym razem samotna starsza osoba, szczęśliwa, że ma z kim pogadać. W każdym razie psy pełnią bez wątpienia funkcję integracji ludzi, co dostrzega Joanna Erbel, socjolożka z UW pisząca doktorat na temat roli aktorów nie-ludzkich w społecznościach miejskich.
Na podobny pomysł co Sprinkle Brigade wpadli anonimowi twórcy w czeskiej Pradze. Ich radosną twórczość dostrzegł czeski artysta Martin Zet, które sfotografował te efemeryczne dziełka sztuki. Z kwestią psich odchodów łączy się, opisany przeze mnie wcześniej problem ilości i bezdomności zwierząt i związanej z tym odpowiedzialności społeczeństwa i państwa za istoty gatunków, które człowiek oswoił. Być może fakty te połączył także Martin Zet, który oprócz uroczo ozdobionych kup zaprezentował także serie fotografii przedstawiających bezdomne psy na ulicach europejskich miast. Jego projekt Psy też można odczytać także jako apel o dostrzeżenie w psach współmieszkańców, którzy muszą mieć swoje miejsce w mieście .
Psie odchody mogą także stać się narzędziem politycznej walki, jak to się stało w wypadku wtykania w nie flag z wizerunkiem Georga Busha.

Okazały się inspirujące także dla polskich twórców. Niedawno znany polski rysownik, Marek Raczkowski został postawiony przed sądem za ozdobienie psich odchodów polskimi flagami. Ma się rozumieć został oskarżony o obrazę uczuć, tym razem nie religijnych, ale narodowych. Jakże to symptomatyczne... Niedawno wznowiono proces dopiero co uniewinnionej Doroty Nieznalskiej. Podobno artystka nie stawiła się w sądzie. Nie dziwię się, ten proces to jeden z większych absurdów do jakich doszło w Polsce ostatnimi czasy. Trzymam kciuki za artystkę, żeby nie wykorkowała psychicznie, a tym, którzy spowodowali wznowienie procesu życzę, by codziennie wdeptywali w udekorowane psie kupy.

Okazały się inspirujące także dla polskich twórców. Niedawno znany polski rysownik, Marek Raczkowski został postawiony przed sądem za ozdobienie psich odchodów polskimi flagami. Ma się rozumieć został oskarżony o obrazę uczuć, tym razem nie religijnych, ale narodowych. Jakże to symptomatyczne... Niedawno wznowiono proces dopiero co uniewinnionej Doroty Nieznalskiej. Podobno artystka nie stawiła się w sądzie. Nie dziwię się, ten proces to jeden z większych absurdów do jakich doszło w Polsce ostatnimi czasy. Trzymam kciuki za artystkę, żeby nie wykorkowała psychicznie, a tym, którzy spowodowali wznowienie procesu życzę, by codziennie wdeptywali w udekorowane psie kupy.
rys. Marek RaczkowskiTematy defekacyjne w sztuce mają swoją tradycję. Z jednej strony jej korzenie tkwią w dadaistycznym absurdzie, z drugiej zaś w sztuce ciała, sztuce krytycznej, feministycznej, związanej z pojęciem abiektu (abjekt), sformułowanego przez Julię Kristevę. Wprawdzie pisuar Duchampa z 1917 roku to jeszcze nie kupa, ale już niedaleko. Natomiast w 1961 roku Piero Manzoni zapuszkował swoje odchody, przyklejając etykietę "Gówno Artysty". Praca znajduje się obecnie w zbiorach Tate Gallery w Londynie. Najbardziej abiektualny wydaje się jednak sam akt wydalania, obecny np. w pracach Alicji Żebrowskiej, Jacqueline Livingston czy Kiki Smith.
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Antygatunkowistyczna historia sztuki
Prawdę mówić tytuł wpisu jest mocno przesadzony, nie roztrząsam tu bowiem znaczenia tego pojęcia ani nie przedstawiam propozycji teoretycznej, a jedynie zaznaczam ewentualność zaistnienia czegoś, co można by określić tym mianem. We wpisie tym pojawia się tyle wątków, że trudno mi było znaleźć wspólny tytuł, a to co je łączy to sztuka i zwierzęta pozaludzkie. Uznałam więc, że ten tytuł będzie stosunkowo adekwatny.
Już drugi wpis na Strasznej sztuce zahacza o problematykę antygatunkowizmu. Cieszę się, że pojęcie to w jakiś sposób zaistniało w dyskursie o sztuce i kulturze. Wcześniej w Czasie Kultury i Krytyce politycznej, a teraz na blogu Izabeli Kowalczyk.
Straszna sztuka: Antygatunkowizm
Iza Kowalczyk zastanawia się, czy reprezentowana przez mnie postawa (we wpisie Dlaczego Nie-zła sztuka?) różni się od ekofeminizmu. Wprawdzie nie wiem wiele o ekofeminizmie, wydaje mi się jednak, że różnice są na pewno, podobieństw zaś także by się sporo znalazło. W każdym razie antygatunkowizm wydaje mi się pojęciem wykraczającym daleko poza ekologię. Jest on postawą, która obejmuje całokształt myślenia o świecie, przenika właściwie do wszystkich dziedzin życia. Myślę, że można też mówić o antygatunkowistycznym podejściu do ekologii i oczywiście do sztuki. Może zatem antygatunkowistyczna historia sztuki nie jest wcale tak absurdalnym pomysłem (choć na razie na pewno brzmiącym nierealnie i desperacko)... ;-)
Z jednej strony można dostrzec przejawy gatunkowizmu w sztuce współczesnej, z drugiej zaś chodzi też o inne spojrzenie na prace artystyczne, które podejmują tematykę związaną ze zwierzętami czy też po prostu o przedstawienia zwierząt w sztuce. Krytyk/czka sztuki - antygatunkowist/ka może też poszukiwać niegatunkowistycznej postawy artystycznej. I nie chodzi tu tylko o sztukę wyraźnie zaangażowaną w kwestię wyzwolenia zwierząt (jak np. prace Xaviera Bayle), ale też o sztukę i jej recepcję, które w jakiś sposób przełamują schematyczne, stereotypowe podejście do zwierząt jako elementu otoczenia człowieka albo jako części natury w opozycji do kultury, czy też pejoratywnej zazwyczaj zwierzęcości w opozycji do tego, co ludzkie (i nie wiedzieć czemu słowo ludzkie ma pozytywny wydźwięk??! W końcu to człowiek jest przyczyna większości zła na świecie.), czy też w końcu symbolicznej funkcji zwierząt na podobieństwo bajek Krasickiego, gdzie gatunki zwierząt mają symbolizować określone ludzkie cechy lub zachowania. Mnie takie podejście do zwierząt w sztuce nie satysfakcjonuje i chcę poszukiwać czegoś innego, czegoś więcej. Interesuje mnie sztuka, w której zwierzę jest podmiotem, a nie tylko dopełnieniem ludzkiego świata.
Nie zawsze przełamywanie schematycznego podejścia do zwierząt musi być oczywiste i jednoznaczne. Przykładem może być przypomniany przez Izabelę Kowalczyk obraz Marka Sobczyka Kasztan Mały (Pies: Kasztan Alergik) Iza przytacza też fragment wypowiedzi artysty, która pokazuje, jaką rolę w zamierzeniu twórcy gra w tym obrazie pies, dlaczego znalazł się on na tle swastyki czy też swastyka w towarzystwie psa?
Marek Sobczyk, Cudowna przemiana martwej żyrafy-idei w ideologię (Żyrafek Brownie), tempera jajkowa na płótnie, 193 x 193 cm, 2008 r., fot. archiwum Galerii Klimy Bocheńskiej
Ślimaki są po prostu genialne! :-)
Już drugi wpis na Strasznej sztuce zahacza o problematykę antygatunkowizmu. Cieszę się, że pojęcie to w jakiś sposób zaistniało w dyskursie o sztuce i kulturze. Wcześniej w Czasie Kultury i Krytyce politycznej, a teraz na blogu Izabeli Kowalczyk.
Straszna sztuka: Antygatunkowizm
Iza Kowalczyk zastanawia się, czy reprezentowana przez mnie postawa (we wpisie Dlaczego Nie-zła sztuka?) różni się od ekofeminizmu. Wprawdzie nie wiem wiele o ekofeminizmie, wydaje mi się jednak, że różnice są na pewno, podobieństw zaś także by się sporo znalazło. W każdym razie antygatunkowizm wydaje mi się pojęciem wykraczającym daleko poza ekologię. Jest on postawą, która obejmuje całokształt myślenia o świecie, przenika właściwie do wszystkich dziedzin życia. Myślę, że można też mówić o antygatunkowistycznym podejściu do ekologii i oczywiście do sztuki. Może zatem antygatunkowistyczna historia sztuki nie jest wcale tak absurdalnym pomysłem (choć na razie na pewno brzmiącym nierealnie i desperacko)... ;-)
Z jednej strony można dostrzec przejawy gatunkowizmu w sztuce współczesnej, z drugiej zaś chodzi też o inne spojrzenie na prace artystyczne, które podejmują tematykę związaną ze zwierzętami czy też po prostu o przedstawienia zwierząt w sztuce. Krytyk/czka sztuki - antygatunkowist/ka może też poszukiwać niegatunkowistycznej postawy artystycznej. I nie chodzi tu tylko o sztukę wyraźnie zaangażowaną w kwestię wyzwolenia zwierząt (jak np. prace Xaviera Bayle), ale też o sztukę i jej recepcję, które w jakiś sposób przełamują schematyczne, stereotypowe podejście do zwierząt jako elementu otoczenia człowieka albo jako części natury w opozycji do kultury, czy też pejoratywnej zazwyczaj zwierzęcości w opozycji do tego, co ludzkie (i nie wiedzieć czemu słowo ludzkie ma pozytywny wydźwięk??! W końcu to człowiek jest przyczyna większości zła na świecie.), czy też w końcu symbolicznej funkcji zwierząt na podobieństwo bajek Krasickiego, gdzie gatunki zwierząt mają symbolizować określone ludzkie cechy lub zachowania. Mnie takie podejście do zwierząt w sztuce nie satysfakcjonuje i chcę poszukiwać czegoś innego, czegoś więcej. Interesuje mnie sztuka, w której zwierzę jest podmiotem, a nie tylko dopełnieniem ludzkiego świata.
Nie zawsze przełamywanie schematycznego podejścia do zwierząt musi być oczywiste i jednoznaczne. Przykładem może być przypomniany przez Izabelę Kowalczyk obraz Marka Sobczyka Kasztan Mały (Pies: Kasztan Alergik) Iza przytacza też fragment wypowiedzi artysty, która pokazuje, jaką rolę w zamierzeniu twórcy gra w tym obrazie pies, dlaczego znalazł się on na tle swastyki czy też swastyka w towarzystwie psa?
U Sobczyka także inne zwierzęta pojawiają się w nieoczekiwanych kontekstach. Tu np. znowu ideologia, tym razem nieokreślona, w towarzystwie żyrafy.
Marek Sobczyk, Cudowna przemiana martwej żyrafy-idei w ideologię (Żyrafek Brownie), tempera jajkowa na płótnie, 193 x 193 cm, 2008 r., fot. archiwum Galerii Klimy BocheńskiejPojawia się także Kobieta-pies... (tytuł oczywiście kojarzy się z Kobietą-zwierzęciem Sanji Iveković.)
A jak już jesteśmy przy Sobczyku, w którego pracach bardzo często pojawiają się zwierzęta pozaludzkie, a najczęściej chyba psy, to warto wspomnieć wystawę Pies w sztuce polskiej, która, już co prawda dawno, bo w 2003 roku, odbyła się w białostockiej Galerii Arsenał. Jeżeli podobna wystawa byłaby robiona dziś, to nie mogłoby na niej zabraknąć kilku fantastycznych rzeźb Tomka Rogalińskiego. Ciekawe z resztą, że właśnie rzeźba jest medium tak często wybieranym dla psów...
Ślimaki są po prostu genialne! :-)
W tym miejscu warto przywołać jeszcze jeden blog - Czyli komiks o niczym, na którym pojawił się tekst o pracach Patrici Piccinini, o której Katarzyna wspomniała w jednym z komentarzy do wpisu o Sanji Ivekovic i o której też zamierzałam napisać. Autorka Komiksu o niczym co prawda nie przywołuje tu pojęcia anty/gatunkowizmu, ale wskazuje na nieoczywistość podziałów na to, co ludzkie i zwierzęce. Z pewnością zwierzęco-ludzkie postacie Piccinini mają wiele wspólnego z małpio-ludzką hybrydą oraz Zukunftige Lebensformen (Przyszłymi formami życia) Reinera Marii Matysika. Mnie interesuje też, jaką rolę grają w pracach Patricii Piccinini dzieci. Ale o tym już kiedy indziej.
Jeżeli chcesz skomentować blog, a nie chcesz się logować, wybierz opcję Anonimowy i podpisz się w komentarzu.wtorek, 10 listopada 2009
Dziecięcy artywizm
Któregoś szarego październikowego dnia na słupie ogłoszeniowym przy ulicy Mickiewicza w Toruniu znalazłam piękny przykład artywizmu w wydaniu dzieci.
Artywizm to najkrócej rzecz ujmując aktywizm społeczny poprzez sztukę. Często mówi się o braku skuteczności tym podobnych działań, gdyż, jak napisała Komuna Otwock w swoim Manifeście na koniec Komuny Otwock inicjującym Komunę Warszawa (opublikowanym w Notesie na 6 tygodni), (...) działalnośc artystyczna ma żaden albo znikomy wpływ na życie społeczne. Jakkolwiek prawdziwie (i dołująco) by to brzmiało, biorąc pod uwagę 20-letni staż Komuny Otwock, to artywizm nie zanika. Być może dążenie do niego, albo raczej poprzez niego do celów, tkwi w ludziach gdzieś głęboko od zawsze i na zawsze pozostanie - jak sama sztuka. Wskazywałby na to ten oto przykład proanimalistycznej działalności w dzielnicy Bydgoskie Przedmieście w Toruniu, który napawa mnie niezmiernym optymizmem:
Artywizm to najkrócej rzecz ujmując aktywizm społeczny poprzez sztukę. Często mówi się o braku skuteczności tym podobnych działań, gdyż, jak napisała Komuna Otwock w swoim Manifeście na koniec Komuny Otwock inicjującym Komunę Warszawa (opublikowanym w Notesie na 6 tygodni), (...) działalnośc artystyczna ma żaden albo znikomy wpływ na życie społeczne. Jakkolwiek prawdziwie (i dołująco) by to brzmiało, biorąc pod uwagę 20-letni staż Komuny Otwock, to artywizm nie zanika. Być może dążenie do niego, albo raczej poprzez niego do celów, tkwi w ludziach gdzieś głęboko od zawsze i na zawsze pozostanie - jak sama sztuka. Wskazywałby na to ten oto przykład proanimalistycznej działalności w dzielnicy Bydgoskie Przedmieście w Toruniu, który napawa mnie niezmiernym optymizmem:
Jak to często bywa w działalności aktywistów, z konieczności są podejmowane działania naruszające prawo, tak też i w tym wypadku dzieciaki powiesiły plakat, zapewne nieświadomie, nielegalnie. Jednak wbrew pozorom legalne wcale nie znaczy moralne. Być może zdanie to należałoby odnieść do poważniejszych form działalności prowadzonej przez dorosłych, której najlepszym przykładem jest Animal Liberation Front, nielegalne i ścigane przez FBI. Wracając jednak do tematu, dlaczego artywizmu dziecięcego nie traktować poważnie?! Chyba raczej należy podejść do dzieci jak Książę Myszkin z Idioty Dostojewskiego, a wtedy dziecięcy artywizm z pewnością zyska na skuteczności. Ale skoro nawet aktywizm pro animalistyczny dorosłych jest traktowany z przymrużeniem oka, to co dopiero dziecięcy...
Tematem artywizmu chciałabym się jeszcze zająć, a tymczasem polecam tekst Katarzyny Pabijanek w najnowszym Artmixie, pt. Artywizm Sanji I.
Tematem artywizmu chciałabym się jeszcze zająć, a tymczasem polecam tekst Katarzyny Pabijanek w najnowszym Artmixie, pt. Artywizm Sanji I.
Komentarze:
Jeżeli chcesz skomentować blog, a nie chcesz się logować, wybierz opcję Anonimowy i podpisz się w komentarzu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










































