piątek, 8 sierpnia 2014

"Artmix" nr 33(23) "Rzeczy"

Artmix nr 33(23) „Rzeczy"


Anna Batko, Mydło - między przedmiotem, a podmiotem. Konstruowanie biografii rzeczy
Katarzyna Pabijanek, Ich wnętrza
Bartosz Buszkiewicz, Funkcja: fetysz
Karolina Majewska, Świat z rzeczy. Wystawy/instalacje Goshki Macugi
Aleksandra Jaraszkiewicz, Linia, gest, ciało. Splątanie nicią
Dorota Łagodzka, Człowiek wśród rzeczy. O obrazach Emilii Żakiety
Zuzanna Janin, SOLARIS. Nie minął czas okrutnych cudów. O nienarracyjności języka sztuki (fragment dysertacji doktorskiej)
Za granicą sztuki - o związkach rzeczy, sztuki i emigracji rozmawiają Hubert Bilewicz, Dorota Grubba-Thiede i Monika Popow

Ukazały się już trzy numery „Artmixa", których problematyka wiązała się z posthumanizmem - najwcześniejszy skupiał się na antygatunkowizmie, który wpisuje się w nurt animal studies, kolejny numer dotyczył szerszej problematyki posthumanizmu przyrodniczego, późniejszy natomiast traktował o cyborgach, wpisując się tym samym w posthumanizm technologiczny. Posthumanizm w swych szerokich zainteresowaniach nie-ludzkimi bytami uwzględnia także rzeczy, które, wbrew pozorom, wcale nie są bierne, lecz mają znaczący wpływ na życie ludzi i (innych) zwierząt. Rzeczy, na co wskazują tacy badacze jak Arjun Appadurai, posiadają swoje biografie, które łączą się z biografiami ludzi, uwikłane są też w życie społeczne. Słowo rzecz oznacza przedmiot, coś namacalnego i konkretnego, ale jest też pojęciem ogólnym, abstrakcyjnym oznaczającym po prostu coś, sprawę, ideę, problem. Rzeczą - obiektem zazwyczaj jest też dzieło sztuki, zaś w historii awangardy zwyczajny przedmiot wyniesiony został do rangi dzieła, jak miało to miejsce, m.in. w przypadku ready mades. Również współczesna sztuka wykorzystuje rzeczy w bardzo dosłowny sposób, ukazując m.in. ich znaczenie w życiu społecznym.
W tym numerze Anna Batko, wychodząc od pracy Mirosława Bałki Mydlany Korytarz, prezentuje nam kłopotliwą semiotykę mydła naznaczonego skojarzeniami z Zagładą.
Katarzyna Pabijanek analizuje związki płci z przestrzenią domu i przedmiotami, które ją wypełniają, pisząc o dwóch projektach Miry Schor: niedawnej wystawie A ‘Womanhouse' or a Roaming House?, "A Room of One's Own" Today w nowojorskiej galerii A.I.R. w kontekście przełomowej wystawy sztuki feministycznej Womanhouse zorganizowanej przez Miriam Schapiro i Judy Chicago w 1972 roku.
  Problem funkcjonowania rzeczy w sferze seksualności podejmuje Bartosz Buszkiewicz zastanawiając się nad fetyszem w fotografiach Michała Sosny jako obszarem budowania seksualnej tożsamości i wolności.
Status rzeczy w artystycznych praktykach Goshki Macugi na przykładzie jej wystaw-instalacji When Was Modernism? i The Nature of The Beast analizuje Karolina Majewska, wskazując m. in. na zmianę funkcji i znaczenia przedmiotów poprzez zmianę kontekstu ich funkcjonowania.
Aleksandra Jaraszkiewicz opisując wystawę Dla każdego gestu inny aktor w Galerii Art Stations w Poznaniu ujawnia relacje pomiędzy rzeczą (w tym przypadku - nicią) a linią - bytem niematerialnym, lecz powoływanym do życia za pośrednictwem materii oraz ciałem.
O rzeczach i ich sile sprawczej w obrazach Emilii Żakiety, laureatki nagrody „Artmixa" na Ogólnopolskim Przeglądzie Malarstwa Młodych „Promocje" 2011 w Galerii Sztuki w Legnicy pisze Dorota Łagodzka.
Publikujemy także fragment dysertacji doktorskiej Zuzanny Janin, która w autokomentarzu na temat swoich prac z serii PASYGRAFIA SOLARIS pisze o znaczeniach rzeczy użytych w tych pracach, wskazując na nienarracyjność języka sztuki.
Na zakończenie prezentujemy rozmowę Moniki Popow z Hubertem Bilewiczem i Dorotą Grubbą-Thiede o związkach sztuki, rzeczy i emigracji. Tym samym wywiad ten odsyła także do poprzedniego numeru „Artmixa", którego hasłem przewodnim były migracje.
Zapraszamy do lektury!
Dorota Łagodzka i Izabela Kowalczyk

Nancy Grace Horton. "Red Hot", 2011. Pigment Print. 30" x 30".

poniedziałek, 30 czerwca 2014

O książce fotograficznej Antoniny Gugały "Królestwo Zwierząt"

Niedawno, 23 czerwca w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie odbyło się spotkanie wokół książki fotograficznej Antoniny Gugały, zaprojektowanej przez Michała Kożurno. Wzięli w nim udział twórcy: fotografka i projektant książek, Paweł Szyp jako prowadzący oraz ja. Dziękuję za zaproszenie także dlatego, że konieczność przemyślenia tej książki i samo spotkanie zmobilizowały mnie do napisania na blogu, co ostatnio przychodzi mi coraz trudniej.

fot. Tomasz Kaczor


Być może od książki fotograficznej niektórzy oczekują kredowego papieru i twardej oprawy. Jednak książka fotograficzna to niezupełnie to samo co album. Do niejako przypadkowych, choć jednak nie zupełnie, z pewnością jednak niewymuszonych i niestylizowanych fotografii Antoniny Gugały pasuje internetowe określenie "random photos". Skromna i prosta, wręcz zeszytowa oprawa książki współgra zatem z ich charakterem. Gugała i Kożurno podkreślają z resztą, że książka jest efektem ich pracy w duecie, a projektanta książki fotograficznej można poniekąd porównać do kuratora wystawy. 

fot. Antonina Gugała, z książki fotograficznej "Królestwo Zwierząt"

Gugała jawi się jako współczesna flâneur, spaceruje po mieście i obserwuje zwierzęta, uwieczniając je na fotografiach. Przestrzeń miasta jest tłem dla większości wizerunków zwierząt na tych fotografiach. Jawią się one jako aktorzy nie-ludzcy w znaczeniu opisnaym swego czasu przez Joannę Erbel. Zwierzeta są bowiem mieszkańcami miast i tego faktu nie da się podwarzyć, można najwyżej zastanawiać się czy i w jakim sensie uznac je za obywateli. Czy każdy mieszkaniec ma prawo być obywatelem, którego interesy są uwzględniane? Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach, kiedy granice między naturą a kulturą zacierają się, a żyjemy w zasadzie w naturokulturze - co dawno zauważyła Donna Haraway - powinniśmy pogodzić się z tym, że miasta nie są tylko nasze, ludzkie, że coraz więcej gatunków przystosowuje się do życia w nich. I z taką myślą w tle, powinniśmy też miasta projektować i organizować. 

 fot. Antonina Gugała, z książki fotograficznej "Królestwo Zwierząt"
Przestrzeń miast jest na fotografiach Gugały jedną z wielu przestrzeni ukształtowanych lub przekształconych przez człowieka: jest to sztuczny krajobraz udający naturalny, np. w ZOO, są to pola - ziemie zaorane, zarośla przegrodzone drutem kolczastym, przedmieścia, nad którymi górują bloki, wnętrza sklepów i mieszkań, które znowu wiodą nas ku miastu. Tak więc w "Królestwie Zwierząt" jego mieszkańcy pojawiają się wyłącznie w przestrzeni skolonizowanej przez ludzi. Niezależnie od tego, czy są to zwierzęta dzikie czy udomowione, przestrzeń, w której funkcjonują jest przekształcona przez człowieka. Nie tylko przestrzenie, lecz również same zwierzęta są przez człowieka ukształtowane, czasem w sposób tak oczywisty, jak pies z przyciętym ogonem lub w zabawnym ubranku z kotylionem, czasem w sposób mniej oczywisty: można się bowiem zastanawiać, na ile naturalne są zwierzęta urodzone w ogrodzie zoologicznym lub gatunki takie jak kot czy pies, ich natura ukształtowała się bowiem pod wpływem działań ludzkich. Autorka w krótkim autokomentarzu pisze: W Królestwie Zwierząt, tak jak w każdym królestwie, panuje człowiek. Ta władza przejawia się właśnie w zagarnianiu, posiadaniu, kolonizowaniu, przekształcaniu, a na fotografiach zapośredniczają ją wspomniane miejsca i rzeczy. 

Warto zauważyć, że słowo "królestwo" ma również znaczenie taksonomiczne. Królestwo Zwierzeta. W tej taksonomicznej kategorii mieszczą się bardzo rózne organizmy, od prostych bezkręgowców po hominidy. Wydaje nam się, że jesteśmy zewnętrznym władcą, tymczasem też jesteśmy obywatelami tego królestwa.

Ludzie na tych fotografiach są prawie nieobecni explicite, pojawiają się najwyżej fragmentarycznie lub drugoplanowo, a jednak ich silna i ingerencyjna obecność zostaje zaznaczona poprzez wspomniane przestrzenie, architekturę, przedmioty, organizujące zwierzętom życie. Jednak to zwierzęta są tu portretowane, to one są przedmiotem spojrzenia flâneura. I to spojrzenia zwierząt wyznaczają dynamikę w obrębie pola obrazowego poszczególnych fotografii oraz decydują o dynamice całej książki. Ostatnia fotografia przedstawia człowieka - sprzedawcę zabawek w kształcie zwierząt(ek). Jawi się on tu nie tyle jako władca, co jako jeden z mieszkańców tego królestwa, jeden z gatunków ssaków naczelnych - Homo Sapiens. Wbrew pozorom świat, który ów gatunek ukształtował, wcale nie jest dla niego zanadto przyjazny i korzystny. 

 fot. Antonina Gugała, z książki fotograficznej "Królestwo Zwierząt"

Pod koniec spotkania zauważyliśmy, że w książce nie ma jednak przedstawień zwierząt hodowlanych, rzeźnych, nie ma tego, co ukryte. Fotografka nie była bowiem ani rodzajem wścibskiego podglądacza ani bohaterskiego reportera. Fotografowała to, co jest i ma być widoczne, to, co ogólnodostępne. Jednak, mimo iż nie ma w jej książce wizerunków zwierząt zabijanych na potrzeby przemysłu spożywczego czy odzieżowego, to autorka przyznała na spotkaniu, że podczas prac nad tymi fotografiami przestała jeść mięso.

 fot. Antonina Gugała, z książki fotograficznej "Królestwo Zwierząt"

Książkę można dostać w Towarzystwie Inicjatyw Twórczych ę. Spieszcie się, bo nakład jest istnie bibliofilski, wynosi tylko 70 egzemplarzy.

--- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

niedziela, 29 czerwca 2014

Katalog "Ecce Animalia"

Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy, 

miło mi poinformować Was, że już w połowie maja ukazał się katalog wystawy "Ecce Animalia" zawierający piękne fotografie widoku wystawy autorstwa Leszka Golca i Tatiany Czekalskiej, fotografie wszystkich obiektów znajdujących się na wystawie w układzie zbliżonym do ich sąsiedztwa w przestrzeni wystawy oraz mój tekst "Ecce Animalia": Przedstawienia zwierząt w sztuce w sieci relacji i znaczeń, zawierający następujące podrozdziały:
I Wprowadzenie do wystawy "Ecce Animalia" i jej historyczny kontekst;
II Oprowadzanie po wystawie;
III Tropy gatunkowe i problemy etyczne; 
IV Animal studies jako nowa perspektywa w badaniach nad sztuką.

Steve Baker pisze: Największym osiągnięciem "Ecce Animalia", co obszernie wykazuje w swoim eseju Łagodzka, jest rozpoznanie, że kuratorskie strategie i zestawienia znacząco ułatwiają zrozumienie historycznej wagi dzieł i ich tematów, dyskretnie zapraszając widzów do ponownej refleksji nad miejscem zwierzat w naszym więcej niż ludzkim świecie.  

Książka została zaprojektowana przez niezawodną Alicję Kobzę z Poważnego Studia. Podobnie jak cała identyfikacja wizualna wystawy, którą można zobaczyć tu: http://powaznestudio.com/ecce-animalia/

Katalog można kupić w sklepie internetowym Wydawnictwa Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku i jest niewiarygodnie wręcz tani, kosztuje 25 zł. (sic!).








fot. Dorota Łagodzka

--- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

piątek, 2 maja 2014

Pobieżne spojrzenie, czyli kilka słów komentarza do recenzji "Ecce Animalia" Zofii Krawiec w "Szumie"

Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego czytając kolejną* recenzję "Ecce Animalia" mam wrażenie, że autorka tekstu nie obejrzała wystawy. Proste. Winne jest położenie Orońska, odległość i kłopotliwy dojazd bez samochodu. Obie recenzentki wybrały się na wystawę w ramach wycieczki konferencyjnej. Na zakończenie konferencji "Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu?" do Orońska wyruszyły dwa autokary, w sumie ok. 60 osób. Na miejscu byliśmy, o ile dobrze pamiętam, niecałe dwie godziny, z czego przynajmniej połowę czasu zajęło jedzenie. Było pyszne (i wegańskie), a wszyscy zmęczeni i głodni, więc na zwiedzanie wystawy nie zostało zbyt wiele czasu. Ci bardziej zainteresowani, po posiłku wrócili ponownie do sali Muzeum, jednak ogólnie czasu było za mało, by móc w spokoju zwiedzić ekspozycję, a już na pewno zdecydowanie za mało, żeby obejrzeć prace wideo, których było pięć, a z których dwa filmy Filipa Sadowskiego i jeden  Kathy High wymagały chwili czasu i skupienia. No więc wszystko jest logiczne i oczywiste:  recenzentki ("Dziennika Opinii" i "Szumu") po prostu nie zdążyły porządnie obejrzeć wystawy. Trudno mieć do nich pretensję, że nie pofatygowały się do Orońska po raz drugi, a jednak można mieć pretensję, że piszą, szafując ocenami, recenzję czegoś, co obejrzały bardzo pobieżnie.

Tekst Zofii Krawiec w "Szumie" jest bardzo krótki jak na, bądź co bądź, sporą wystawę. Biorąc pod uwagę, że bierze w niej udział ponad 30 twórców, w tym kilku cenionych na świecie, szczególnie w środowisku związanym ze sztuką animalistyczną i animal studies (Singer, High), wymienianie zaledwie dwóch prac: najlepszej (Mary Britton Clouse) i najgorszej (cyfrowa fotografia kotów anonimowego autora) jest trochę niepoważne. Czyżby krytyczka nie dostrzegła nic ciekawego w żadnej innej pracy: ani w wideo Józefa Robakowskiego, ani w fotografiach Zygmunta Rytki, ani w socrealistycznej, ale bardzo dobrej "Świniarce" Antoniego Kenara, ani w niesamowitym ready made Kuby Bąkowskiego, ani, wreszcie, w eksponatach z XIX i początków XX w. z Muzeum Narodowego w Warszawie? Skoro już krytyczka uznaje prace Britton Clouse za zdecydowanie najlepsze, to dlaczego nie dostrzega ani ich zestawienia z "Popiersiem kobiety z kurczęciem" Biernackiego z 1905 roku, ani ze "Świniarką" Kenara? Jak może nie zauważać, że te zestawienia stawiają kilka istotnych pytań!


Fot. Leszek Golec; wystawa "Ecce Animalia", na pierwszym planie: Józef Gott, "Lisica z młodymi i upolowanym łabędziem", XIX w., na drugim planie: Angela Singer, Catch/Caught, 2007.
Na szczęście żadna recenzja nie jest w stanie ująć wartości 
genialnej marmurowej lisicy z młodymi i upolowanym łabędziem Józefa Gotta! 


Zarzuty Zofii Krawiec są ogólnikowe, w ogóle nie wyjaśnione ani nie uzasadnione.  Recenzentka żadnego ze swoich zarzutów nie argumentuje ani nie odnosi do tego, co na wystawie. Jeżeli jednak nie dostrzegła ani  pytań ani problemu podmiotowości, to znaczy, że po prostu nie pamięta niektórych prac lub nie zdążyła ich zobaczyć. Choćby Lily Does Derrida Kathy High stawia mnóstwo fundamentalnych pytań związanych z podmiotowością zwierząt explicite, bynajmniej nie pozostawiając ich w sferze domysłu czy interpretacji. Zastanawiam się więc, jak można było je przegapić... Ale wszystko staje się jasne, gdy Krawiec pisze o hodowli krów. Otóż na tej wystawie nie ma pracy o hodowli krów! Film High jest jedyną pracą, w której taki wątek zostaje na moment przywołany. Skoro jednak krytyczka wydobywa go w kontekście całej wystawy, oznacza, że przechodząc trafiła na ten akurat fragment filmu i, nie oglądając całości, nie była w stanie zrozumieć, w jakim kontekście ów motyw oddziałuje, oraz, że jest jedynie fragmentem opowieści o śmierci i podmiotowości zwierząt u Derridy.

Zgadzam się, że wystawa jest mało radykalna i bez wyraźnych tez oraz, że podejmuje szerokie spektrum relacji ludzko-zwierzęcych. Taka była jej strategia i taki był cel. Choć znalazło się na niej kilka prac, moim zdaniem, radykalnych w formie i treści: Czekalskiej i Golca, Artura Malewskiego oraz Angeli Singer. Mało tego, bierze w niej udział kilku twórców, których postawy życiowe w stosunku do zwierząt, będące źródłem ich sztuki, są dość radykalne (High, Czekalska i Golec, Singer, Britton Clouse). Zastanawiam się też, jakiego rodzaju radykalizmu Krawiec oczekuje od rzeźb? Problem jest też taki, że w Polsce nie ma właściwie dobrych radykalnych prac dotyczących relacji ludzko-zwierzęcych, które zarazem nie powielałyby gatunkowistycznego dyskursu i nie wykorzystywały żywych zwierząt. Ja jednak stosuję całkowicie świadomie strategię umiarkowania, która sprawdziła się w krytyce, nauce i aktywizmie. Strategia radykalizmu spowodowałaby w wypadku wystawy zarzuty o "ideologizację", "manipulację" i "nachalną propagandę wegetarianizmu". I niech nikt nie próbuje mnie przekonać, że byłoby inaczej. Ale prawdą jest, że za cały radykalizm wystarczyłby jeden film: "Earthlings", stawiający bardzo wyraźną tezę. Być może tematy emancypacyjne zazwyczaj sytuują kuratora, artystę, krytyka lub naukowca w sytuacji, w której będzie postrzegany albo jak zideologizowany fanatyk albo jako niewyraźny konformista.

Fot. Leszek Golec; wystawa "Ecce Animalia", na pierwszym planie: Józef Gott, "Lisica z młodymi i upolowanym łabędziem", XIX w., na drugim planie: Wiktor Górka, "Hunting in Poland", w tle prace Tatarczyka i Pastwy. 

Nie zgadzam się, że wystawa nie stawia pytań i nie buduje konkretnych narracji. A już na pewno nie, że jest bezkrytyczną afirmacją. Te zarzuty mnie do tego stopnia zdumiewają, że aż trudno mi się no nich odnieść. Czy naprawdę krytyczka nie zauważyła ogromnego ekranu z animacją Małgorzaty Gurowskiej "Optymalizacja", krytycznej w zdecydowany sposób wobec wykorzystywania przez ludzi rożnych gatunków? Nie pofatygowała się, żeby sprawdzić co oznacza miarowe tykanie co sekundę, które niesie się w przestrzeni wystawy? ,,Każde zwierzę układane jest tak, by ostatecznie zmieściło się w 1 m kw., zostaje upchane, symbolicznie zoptymalizowane (…) Poszczególne obrazy optymalizacji następują po sobie co sekundę. Ma to charakter symboliczny, bo w każdej sekundzie zabija się na potrzeby konsumenckie około 1775 zwierząt na świecie” - wyjaśnia artystka. Wystawa buduje kilka bardzo konkretnych i dość oczywistych narracji, mało tego, te narracje mieszczą się w kwaterach - podziałach przestrzeni wyznaczonych "ścianowymi" filarami. Zastanawia mnie też, że krytyczka w ogóle nie wzięła pod uwagę profilu instytucji - muzeum rzeźby, a co za tym idzie (oraz równolegle do tego) nie wspomniała nawet słowem o tym, że starsze, tradycyjne rzeźby w marmurze i brązie skonfrontowano na wystawie z rzeźbami-obiektami nowoczesnymi, ale także z innymi mediami: filmem, fotografią, malarstwem.

Jest nieprawdą, że "na wystawie dominowały przedstawienia ukochanych piesków artystów", takie prace były tylko trzy - jedno wideo, jeden obraz i jedna rzeźba. Znowu więc krytyczka obnaża pobieżność swojego spojrzenia. Jestem Zofii Krawiec bardzo wdzięczna, że wzięła na wystawę mopsa Michela (wraz z jego panem Łukaszem Rondudą), dzięki temu powstały genialne fotografie do katalogu, a zachowanie psa było zadziwiającym odkryciem etologiczno-historyczno-artystycznym. Szkoda tylko, że Krawiec nie dostrzegła, że Michel mógł reagować na rzeźby, ponieważ zostały one potraktowane jak zwierzęta (stały, siedziały i leżały na podłodze), a nie jak eksponaty (na postumencie). A więc, wbrew temu, co napisała, udało się przekroczyć tradycyjną strukturę antropocentryczną, w której "podmiot patrzący, czyli zawsze człowiek ma władzę i uprzedmiotawia  eksponat". Swoją drogą Michel nie był jedynym zwierzęcym zwiedzającym, który z zaciekawieniem eksplorował przestrzeń i eksponaty. Mam jednak wrażenie, że reakcje Michela na tyle wciągnęły recenzentkę, że na obejrzenie samej wystawy, nie starczyło jej już czasu. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że jej tekst próbuje udawać, że było inaczej. 


 
Wystawa "Ecce Animalia", Michel i "Piesek" Adama Prockiego, fot. Zofia Krawiec

 
Wystawa "Ecce Animalia", Michel i "Small Field" Beaty Czapskiej, fot. Jan Gaworski

* O pierwszej pisałam tu: http://niezla-sztuka.blogspot.com/2014/04/polemika-z-tekstem-o-ecce-animalia.html


--- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Polemika z tekstem o "Ecce Animalia" Weroniki Lewandowskiej w "Dzienniku Opinii"


Kot Ylva z pracami J.A. Pastwy i T. Tatarczyka na wystawie "Ecce Animalia", Muzeum Rzeźby Współczesnej w Orońsku, 
fot. Czekalska + Golec

8 kwietnia w internetowym dzienniku opinii w dziale Sztuki Wizualne ukazał się artykuł Weroniki Lewandowskiej pod chwytliwym, acz mającym się nijak do opisywanej wystawy tytułem "Po co nam wegański smalec?". Doceniam zaangażowanie etyczne autorki po stronie zwierząt, szczególnie, że sama jako wegetarianka od urodzenia takie zaangażowanie przejawiam, a jednak trudno mi czytać ten tekst bez irytacji. Nie wiem o czym jest ów artykuł - mam wrażenie to zbieranina nieuporządkowanych myśli - ale na pewno nie o wystawie "Ecce Animalia" w Muzeum Rzeźby Współczesnej w Orońsku. Co nie znaczy, że w tej zbieraninie nie ma jakichś wartościowych wyimków.

Na samym wstępnie tekstu autorka pisze parę zdań, w których już ujawnia się chaos myślowy, przybierający na sile w dalszej części tekstu. Gorzej, że autorka konstatuje: Z tymi pytaniami mierzyła się wystawa "Ecce Animalia" w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, towarzysząca konferencji „Zwierzęta i ich ludzie”. To z jakimi pytaniami mierzyła się wystawa zostało przeze mnie opisane w folderze wystawy i pytania te brzmią inaczej niż pierwszy akapit artykułu W. Lewandowskiej. Można zapytać, na ile sie to udało, ale nie powinno się przekształcać założeń ekspozycji i wyzwań, jakie sobie postawili kuratorzy.

Jako kuratorka wystawy w pełni akceptuję prawo widza do tego, żeby mu się coś nie podobało, coś go nie przekonywało, a czegoś innego nie dostrzegł. Jednak od osoby, która podejmuje się zrecenzowania wystawy oczekiwałabym takiego patrzenia, które widzi obiekty, na które patrzy (sic!, bo autorka była na wystawie, ale chyba jej nie widziała) i dostrzegania przynajmniej tych najbardziej expilicite wyłożonych tematów.

Nie jest dla mnie jasne dlaczego właściwie W. Lewandowska próbowała napisać recenzję wystawy, skoro do tego, co jest przedmiotem jej tekstu, wystawa jest zbyteczna: rozważania na temat tęsknoty wegetarian za mięsem wyrażającej się w tworzeniu roślinnych produktów imitujących mięso. Na wystawie taki wątek się nie pojawia, mało tego, jest to problem stosunkowo błahy i marginalny także w dyskursie pozaartystycznym dotyczącym zwierząt i ich praw. Choć obecny jest oczywiście problem zabijania zwierząt, m. in. w celach konsumpcyjnych.

 fot. Leszek Golec, widok wystawy "Ecce Animalia" w Muzeum Rzeźby Współczesnej w Orońsku, na pierwszym planie prace J.A. Biernackiego i M. Britton Clouse, na drugim planie M. Tragońskiego, na trzecim J. Modzelewskiego,
w głębi B. Czapskiej i Z. Rytki.

Wystawa stała się pretekstem do mówienia o czym innym, została właściwie zmanipulowana. Autorka pozwala sobie na nadinterpretacje oraz spłyca i jednowymiarowo ustawia wystawę wraz z poszczególnymi pracami, poprzez wpisanie ich w kontekst swojej wypowiedzi. Mam wrażenie, że to jedna z sytuacji, których artyści obawiają się najbardziej. Tymczasem narracja wystawy zostawia widzowi przestrzeń na własne refleksje i interpretacje. Prace na wystawie znajdują się w swoistej sieci relacji, która siłą rzeczy jakoś pozycjonuje ich znaczenia, jakoś je interpretuje, ale nie są ubezwłasnowolnione, maja nadal swoją autonomię zarówno estetyczną, jak i znaczeniową, którą odbiera im dopiero tekst W. Lewandowskiej. Zestawienia obiektów zakreślają przenikające się pola tematyczne, które stanowią rodzaj interpretacji poszczególnych prac, jednocześnie zostawiając widzowi przestrzeń na własną interpretację. Tymczasem W. Lewandowska staje się wszechwiedzącym narratorem, który rzekomo zna nawet intencje artystów (czyste jak wegańska kolacja). Tymczasem intencje artystów mogły być bardzo różne. Można przypuszczać, że intencje i cele pracy Kuby Bąkowskiego z 2013 roku z użyciem podręcznika do chowu świń z lat 60-ych były dalekie od intencji Antoniego Kenara, który w 1962 roku wyrzeźbił socrealistyczną świniarkę.

Stosunki pomiędzy ludźmi a pozostałymi gatunkami zwierząt nie sprowadzają się do jedzenia mięsa, a co więcej do tęsknoty za nim, lecz są złożone. Dzieła sztuki jako byty ze swej natury wielowymiarowe, w każdym tego słowa znaczeniu, mają potencjał, by tę złożoność pokazać.

Recenzentce nie podoba się rozmazane zdjęcie kotów z Internetu (które swego czasu krążyło w sieci z podpisami w kilkunastu rożnych językach) pisząc, że "pojawiło się tam [w Muzeum - D.Ł.] zdecydowanie za wcześnie". Muszę przyznać, że nie rozumiem tego sformułowania. Za wcześnie w stosunku do czego, w jakim sensie za wcześnie? Autorka pisze, że "znalazło się ono obok monumentalnych realizacji rzeźbiarskich, co było spowodowane albo nieco nieudaną próbą wciągnięcia się w pęd ku nowoczesności, albo dziwną chęcią zapełnienia pustki ściany". Monumentalnych rzeźb na tej wystawie nie ma, a z kotami sąsiaduje "Portret córki Haliny z kotkiem" z 1909 roku, naturalnych rozmiarów popiersie marmurowe przedstawiające dziewczynkę z kotem na rękach oraz maleńka rzeźba Beaty Czapskiej przedstawiająca małpę ze swoim dzieckiem w ramionach i wreszcie wideo "Concerto for Head" Józefa Robakowskiego z udziałem jego kota Rudzika. Ponadto anonimowość autora z Internetu koresponduje z anonimowością XVII-wiecznego rzeźbiarza, autora drewnianego św. Franciszka, który stanowi część pracy Tatiany Czekalskiej i Leszka Golca "Św. Franciszek. Homo Anobium 100 rzeźby".  

Kot Czarek z pracą T. Czekalskiej i L. Golca (oraz XVII anonima i korników) na wystawie "Ecce Animalia",
Muzeum Rzeźby Współczesnej w Orońsku, fot. Czekalska + Golec

Lewandowska konkluduje, że "można się zastanawiać, czy sama tematyka wystawy nie jest zbyt szybkim rozbiegiem w stronę nowego, gdy wegetarianizm przez sporą część społeczeństwa jest nazywany fanaberią, a weganizm uznaje się za sektę ześwirowanych cierpiętników?" Nie rozumiem dlaczego sztuka miałaby podążać za zmianami kulturowymi, a nie je współtworzyć. Poza tym wystawa ta nie jest o wegetarianizmie, tylko o złożoności stosunków pomiędzy ludźmi a innymi zwierzętami oraz zwierzęcej podmiotowości, która ze swej istoty nie jest pojęciem prostym ani mającym określone miejsce w czasie. Po trzecie wystawa wcale nie zakłada, że relacje te ulegają poprawie, a jedynie, że są one dostrzegane przez artystów, a zainteresowanie nimi można wyczytać także w wielu pracach dawnych i współczesnych, niekoniecznie tworzonych z taką intencją.

Czekam na jakąś wnikliwą recenzję, która wychwyci przeplatające się tropy znaczeniowe na wystawie oraz to, jak koncepcja i aranżacja wpłynęły na ich ukształtowanie, na tekst, który przedstawiając problemy związane z naszym stosunkiem do zwierząt, wyjdzie od dzieł sztuki lub do nich dojdzie, a nie się z nimi rozminie. Na krytykę też jest miejsce, ale tylko "widzącą". "Obieg" i "Magazyn Sztuki" czekają na takie teksty. A więc, drodzy czytelnicy, do piór, do klawiatur!


widok wystawy "Ecce Animalia" w Muzeum Rzeźby Współczesnej w Orońsku,
na pierwszym planie rzeźba J. A. Ostrowskiego "Portret córki Haliny z kotkiem", fot. Leszek Golec



Teksy i wideo z wystawy "Ecce Animalia": http://www.rzezba-oronsko.pl/index.php?news=701

-- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

niedziela, 6 kwietnia 2014

Czarne na czarnym



 Fred Levy, Black Dogs Project

Czarne psy nie są prześladowane z powodu zabobonów tak jak czarne koty (do dziś w niektórych krajach, także europejskich, np. we Włoszech), lecz podobno często pomijane przy adopcjach, częściej zostają w schroniskach. W Polsce co prawda nie spotkałam się z takim problemem, ale takie uwagi pracowników schronisk, z którymi rozmawiał autor na pewno nie są całkiem bezpodstawne. Choć w naszym kraju zwróciłabym raczej na problem związany z odrzucaniem osobników w podeszłym wieku oraz z niepełnosprawnościami. Fred Levy potrafi jednak ukazać także urok psa starego i niewidomego.


  Fred Levy, Black Dogs Project

Iza Kowalczyk na swoim blogu straszna sztuka, pisząc o krytyce zaangażowanej stwierdziła, że na Nie-złej sztuce zaczynam coraz częściej omijać szerokim łukiem sztukę profesjonalną. Zastanowiłam się nad tym. Cokolwiek miałoby znaczyć określenie "sztuka profesjonalna", zdałam sobie sprawę, że w kulturze popularnej jest mnóstwo pokuśliwych ciekawych tematów związanych ze stosunkiem ludzi do zwierząt, które być może są łatwiejsze do odczytania niż często złożone, wielowarstwowe i niejednoznaczne prace artystyczne z półki "sztuka wysoka". Nie znaczy to oczywiście, że są bardziej warte opisania, ale być może charakter medium, jakim jest blog sprzyja jednak tematom lżejszym, o których da się napisać krócej.




  Fred Levy, Black Dogs Project

Fotografie czarnych psów są chyba znowu takim tematem, choć status fotografii jako przynależnej do sfery sztuki od jej początków wcale nie jest jednoznaczny. Sztuka jest jednym z wielu pól fotografii, a fotografia portretowa ma szerokie zastosowanie praktyczne. Czy zatem portrety czarnych psów, o których tu piszę są sztuką profesjonalną? Są na pewno zdjęciami wykonanymi profesjonalnie od strony warsztatowej, mają na pewno walory estetyczne, czy jednak oznacza to wartość artystyczną, co więcej profesjonalizm w dziedzinie sztuki? Jak zwykle pytania najbardziej ogólne o naturę i definicję sztuki są najtrudniejsze i nierozstrzygalne, mimo to warto je zadawać w różny sposób i w różnych kontekstach, np. obrazu "Białe na białym" Malewicza. I choć czarne psy na czarnym tle nie mają nic wspólnego z teorią suprematyczną Malewicza, to operują zróżnicowaną paletą odcieni czerni, podobnie jak Malewicz odcieniami bieli. Fotografie te są w jakimś sensie supremacją psiego piękna i obecne jest w nich uczucie czyste w zupełnie innym sensie niż u Malewicza, który pisał o supremacji czystego uczucia lub percepcji w sztuce malarskiej. U Freda Levy' ego percepcja wynika z pewnych społecznych spostrzeżeń i również ma czemuś służyć - dobru psów. Zabawne, jak podobne estetyczne założenia mogą wynikać z czego innego, czemu innemu służyć i nieść inne znaczenia oraz zostać wyrażone za pomocą różnych mediów w rożnych okresach historycznych.


  Fred Levy, Black Dogs Project

A więc nie figury geometryczne, nie ludzie, ale jednak postacie - czarne na czarnym tle. Ten koncept estetyczny został zbanalizowany, choćby za pośrednictwem fotografii modowej, a być może jest banalny ze swej natury, jest czystym estetyzmem, czystym koloryzmem. Okazuje się jednak, że może się przysłużyć pokrzywdzonym i przełamywać stereotypy na temat zwierząt, stereotypy mające charakter także estetyczny. Znalazłam też w Internecie informacje na temat problemów z fotografowaniem czarnych psów na potrzeby ogłoszeń adopcyjnych oraz poradnik "How to Avoid Problems Photographing Black Dogs", który zaleca coś przeciwnego do tego, co robi Fred Levy, a mianowicie portretowanie czarnych psów na kontrastowym tle.



  Fred Levy, Black Dogs Project

Pisząc o tych fotografiach używam słowa portret, które przez wiele lat odnosiło się tylko lub głównie do ludzi, obecnie jednak fotograficzne portrety zwierząt są czymś wszechobecnym. Tylko, czy wizerunek pojedynczego zwierzęcia wystarcza, by nazwać go portretem? Czy portret nie powinien wydobywać indywidualności portretowanego? W przypadku tych zdjęć każdy z czarnych psów został pokazany w taki sposób, że zarówno jego wygląd, jak i przejawiająca się w nim osobowość są skrajnie zindywidualizowane, a udało się to wydobyć dzięki jednolitości kolorystycznej. Założenie, wydawałoby się, czysto estetyczne zapośrednicza zagadnienie filozoficzne, które jest niezwykle istotne etycznie: podmiotowość zwierząt. Nie traktowanie ich wyłącznie w kategoriach gatunku, lecz jednostki.




  Fred Levy, Black Dogs Project

I na koniec mój faworyt w kategorii "urok małych kundelków":

  Fred Levy, Black Dogs Project

Ja sama mam czarnego psa, ale jak dotąd nie udało mi się, ale też nie próbowałam fotografować go na czarnym tle. I tym amatorskim zdjęciem kończę wpis.

fot. Łukasz Żywulski

--- 
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. 
---

piątek, 28 marca 2014

Artmix - call for papers




 Artmix – call for papers

Zapraszamy do nasyłania propozycji artykułów do kolejnego numeru „Artmixa”:

nr 33(23) „Rzeczy”

Ukazały się już trzy numery „Artmixa”, których problematyka wiązała się z posthumanizmem – najwcześniejszy skupiał się na antygatunkowizmie, który wpisuje się w nurt animal studies, kolejny numer dotyczył szerszej problematyki posthumanizmu przyrodniczego, późniejszy numer natomiast traktował o cyborgach, a zatem temacie, który można zaliczyć do posthumanizmu technologicznego. Posthumanizm w swych szerokich zainteresowaniach nie-ludzkimi bytami uwzględnia także rzeczy, które, wbrew pozorom, wcale nie są bierne, lecz mają znaczący wpływ na życie ludzi i (innych) zwierząt. Rzeczy, na co wskazują tacy badacze jak Arjun Appadurai, posiadają swoje biografie, które łączą się z biografiami ludzi, uwikłane są też w życie społeczne. Słowo rzecz oznacza przedmiot, coś namacalnego i konkretnego, ale jest też pojęciem ogólnym, abstrakcyjnym oznaczającym po prostu coś, sprawę, ideę, problem. Rzeczą – obiektem zazwyczaj jest też dzieło sztuki, zaś w historii awangardy zwyczajny przedmiot wyniesiony został do rangi dzieła, jak miało to miejsce m.in. w przypadku ready mades. Również współczesna sztuka wykorzystuje rzeczy w bardzo dosłowny sposób, ukazując m.in. ich znaczenie w życiu społecznym. Interesują nas teksty, które wskazują na sprawczość rzeczy oraz odkrywają ich biografię, w szczególności w obszarze sztuki, a także różnorodność funkcji i znaczeń przypisywanych rzeczom w sztukach wizualnych, w tym status gotowego przedmiotu jako dzieła sztuki i dzieła sztuki jako przedmiotu – materialnego obiektu. Zachęcamy także do zastanowienia się nad tradycją martwych natur i współczesnymi wizerunkami rzeczy w sztuce.

Proponujemy zastanowienie się na następującymi problemami:

Rzeczy w perspektywie posthumanistycznej
Rzeczy jako nie-ludzkie byty
Sprawczość rzeczy
Biografie rzeczy
Znaczenie rzeczy w życiu społecznym
Status rzeczy w sztuce
Ready mades
Rzeczy w martwych naturach
Dawne i współczesnej wizerunki rzeczy

Teksty o długości 5-8 stron prosimy nadsyłać na adres artmix_obieg@tlen.pl  lub bezpośrednio do redaktorek do 20 maja 2014.

niedziela, 23 lutego 2014

"Ecce Animalia" w Orońsku


Drodzy Czytelnicy, jeżeli chcecie czegoś więcej niż tylko czytać o zwierzętach w sztuce, wybierzcie się do Muzeum Rzeźby Współczesnej w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku na "Ecce Animalia". To druga kuratorowana przeze mnie wystawa związana ze zwierzętami po "ZWIERZEniach" w toruńskiej Wozowni. Zapraszam serdecznie 8 marca (sobota) o godzinie 14.00. Oby było tak ciepło i słonecznie jak dziś, bo w Orońsku jest też bardzo przyjemny Park Rzeźby. Z resztą dwie z rzeźb w ramach wystawy "Ecce Animalia" będą w plenerze.


Ecce Animalia

Muzeum Rzeźby Współczesnej, Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku
8 marca – 15 czerwca 2014
wernisaż: 8 marca, godz. 14.00

Międzynarodowa, zbiorowa wystawa poświęcona zwierzęcej podmiotowości i indywidualności oraz relacjom między ludźmi a zwierzętami.

Zwierzę funkcjonowało w sztuce zawsze, już od prehistorycznych malowideł naskalnych oraz rytów na kłach i rogach. Jest więc jednym z pierwszych tematów w historii sztuki. W późniejszych epokach występowało w obrębie tradycyjnej ikonografii jako symbol, atrybut, dekoracja, element krajobrazu, w martwych naturach, scenach polowań, rzadko jednak samo w sobie lub ze względu na siebie.

Obecnie mówi się o tzw. zwrocie zwierzęcym w sztuce – a także szerzej, w kulturze i społeczeństwie – niekiedy wiązanym z pojęciem posthumanizmu. Można zaobserwować nowe podejście do zwierząt w sztuce, zapoczątkowane w latach 60. i 70. XX w. przejawiające się zainteresowaniem zwierzętami raczej jako istotami żywymi niż symbolami, większą ilością wizerunków zwierząt oraz nowymi formami ich obecności w sztuce. Artyści coraz częściej podejmują nową problematykę związaną ze zwierzęcą podmiotowością i indywidualnością oraz złożonością stosunków pomiędzy ludźmi a pozostałymi gatunkami zwierząt. Sztuka staje się częścią dyskursu animal studies, w tym krytycznej analizy dotychczasowego, tradycyjnego podejścia do zwierząt, zarówno w samej sztuce, jak i w problematyce pozaartystycznej.
Dorota Łagodzka

Wystawie towarzyszy międzynarodowa konferencja naukowa Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu?, organizowana przez Instytut Badań Literackich PAN, która odbędzie się w Warszawie w dniach 12-14 marca 2014. Konferencja pod patronatem Animals & Society Institute, Minding Animals International oraz Institute for Critical Animal Studies. Więcej na Animal Studies PL: http://animalstudies.ibl.waw.pl/pl/o-projekcie/konferencje/miedzynarodowa-konferencja-zwierzeta-i-ich-ludzie

Podczas otwarcia wystawy Artur Malewski wykona performance.

kuratorzy: Dorota Łagodzka i Leszek Golec
współpraca: Anna Barcz, IBL PAN

Artyści:
Magdalena Abakanowicz, Steve Baker, Basia Bańda, Kuba Bąkowski, Jan Antoni Biernacki, Mary Britton Clouse, Cheto Castellano, Beata Czapska, Tatiana Czekalska & Leszek Golec, Józef Gott, Wiktor Górka, Justyna Górowska, Małgorzata Gurowska, Kathy High, Antoni Kenar, Piotr Kurka, Czesław Makowski, Artur Malewski, Jarosław Modzelewski, Stanisław Kazimierz Ostrowski, Antoni Janusz Pastwa, Adam Procki, Józef Robakowski, Zygmunt Rytka, Filip Sadowski, Angela Singer, Tomasz Skórka, Andrzej Szarek, Marek Targoński, Tomasz Tatarczyk, Jerzy Truszkowski


Ecce Animalia

Museum of Contemporary Sculpture, Centre of Polish Sculpture in Orońsko
8th March – 15th June 2014
opening: 8th March, 2 PM

Ecce animalia is an international exhibition focusing on animal subjectivity and individuality as well as the relationships between people and animals.

Animals have functioned in human image-making since prehistoric rock paintings and the earliest carvings on tusks and antlers. That is why they are one of the first subjects in the history of art. In later epochs animals appeared within traditional iconography as symbols, attributes, decorations, landscape elements, in hunting scenes and in still-life paintings. Rarely did they appear because of their importance or for their own sake.

More recently art has undergone a so-called animal turn – and also, more broadly, in culture and society – sometimes related to the notion of posthumanism. A new approach to animals in art which began in the 1960s and 1970s manifested a growing interest in animals as living creatures rather than symbols, a greater number of animal images, and new ways of presenting animals. Artists now engage with issues connected with animal subjectivity, individuality and the complexity of relations between people and other animals. Art participates in the animal studies discourse and – as a part of it – critical analyses of the traditional approach to animals in art, as well as in non-artistic issues.
Dorota Łagodzka

The exhibition is accompanied by international academic conference entitled Animals and Their People. The Fall of the Anthropocentric Paradigm? organized by the Institute for Literary Research of the Polish Academy of Sciences will be held in Warsaw on 12-14 March 2014. Conference with the patronage of Animals & Society Institute, Minding Animals International and the Institute for Critical Animal Studies. More at Animal Studies PL: http://animalstudies.ibl.waw.pl/uk/about-the-project/conferences/international-conference-animals-and-their-people

During the opening of the exhibition there will be a performance by Artur Malewski.

curated by Dorota Łagodzka and Leszek Golec
cooperation: Anna Barcz, IBL PAN

Artists:
Magdalena Abakanowicz, Steve Baker, Basia Bańda, Kuba Bąkowski, Jan Antoni Biernacki, Mary Britton Clouse, Cheto Castellano, Beata Czapska, Tatiana Czekalska & Leszek Golec, Józef Gott, Wiktor Górka, Justyna Górowska, Małgorzata Gurowska, Kathy High, Antoni Kenar, Piotr Kurka, Czesław Makowski, Artur Malewski, Jarosław Modzelewski, Stanisław Kazimierz Ostrowski, Janusz Antoni Pastwa, Adam Procki, Józef Robakowski, Zygmunt Rytka, Filip Sadowski, Angela Singer, Tomasz Skórka, Andrzej Szarek, Marek Targoński, Tomasz Tatarczyk, Jerzy Truszkowski