Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka mięsa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka mięsa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 października 2012

Papuga umarła na wystawie w Gliwicach

Uwaga! Wpis został poprawiony i uzupełniony w dniu 6.11.2012 r. W poprzedniej wersji stanowisko Ewy Chudyby przedstawiłam nie do końca poprawnie, za co przepraszam.







fot. Gra Studzińska Cavour
opis pracy:
trans-species-communication
- papuga, komputer, software.
Papuga posługując się dźwiękami osadza słowa w zupełnie innej siatce odniesień do tego co człowiek zwykł utożsamiać z komunikacją. Postanowiłem zbudować instrument który będzie tłumaczył mowę papugi na język ludzki i jednocześnie będzie uczył papugę tego nowego kodu zrozumiałego dla człowieka.

Zacznę od tego, czego dowiedziałam się na końcu: papuga nie żyje. Jak napisali jedni "nastąpił zgon papugi", lub jak ujęli to inni "zdechła". Brała udział, czy też była częścią pracy Michała Brzezińskiego na wystawie "Expanded Life Definition" w Czytelni Sztuki - galerii, która jest częścią Muzeum w Gliwicach. (Na marginesie - nie wiedzieć czemu używano wyłącznie tytułu w języku angielskim, a przecież można go całkiem sensownie formułować po polsku jako np. "Rozszerzoną definicję życia"). Oprócz papugi na wystawie znalazły się rośliny, grzyby, pleśnie, a zatem różne organizmy żywe, tworzywa i multimedia. Brzeziński chciał pokazać, jak wąsko zazwyczaj definiujemy życie, a jak szerokie ma ono znaczenie, w jak wielu miejscach się pojawia, a także, że często jest tam, gdzie go nie dostrzegamy, np. na zamkniętym w gablocie kawałku salami. Na kawałku martwego zwierzęcia rozwija się nowe życie - życie pleśni. Dla artysty życie jest wszędzie tam, gdzie jest coś organicznego, biologicznego. W tym miejscu warto byłoby przywołać rozróżnienie na bio i zoo. Jak pisze prof. Monika Bakke we współczesnej debacie na temat życia jako takiego szczególnie przydatne okazuje się greckie rozróżnienie na bios i zoe, gdzie zoe wydaje się oznaczać życie w ogóle, życie wszelkich istot żywych(1). Wedle Karla Kerynyi, którego cytuje Bakke, znaczeniem słowa zoe jest wszelkie bliżej nieokreślone życie(2). Bio, według Arystotelesa, zarezerwowane było dla dobrego zycia, życia intelektualnego (czyli w praktyce wyłącznie ludzkiego, a konkretniej życia wolnego mężczyzny, a nie np. kobiety, niewolnika czy zwierzęcia)(3).

Brzeziński odwołuje się także do pojęcia "nagiego życia" Giorgio Agambena oraz jego maszyny antropologicznej, która generuje pojęcia tego, co postrzegamy jako ludzkie i nie-ludzkie. Powołuje się także na Donnę Haraway i na charakterystyczne dla bio-artu oraz teorii posthumanizmu przyrodniczego przypominanie o tym, że człowiek nie jest od świata i od innych żyć oddzielony, sam jest siedliskiem grzybów i bakterii.

fot. widok wystawy "Fake art", z archiwum Michała Brzezińskiego.

Jak rozumiem papuga miała się w te strategie wpisywać i je potwierdzać. Dla Brzezińskiego tematem jest posthumanizm i coś co nazywa egzoetyką, czyli tworzenie etyki międzygatunkowej dla świata bez ścisłych podziałów na formy życia, dla świata - jak to sam określa - postbiologicznego w którym zwierzęta i ludzie staną się partnerami równoprawnymi dzięki technologii. Artysta deklaruje, że o tym była  instalacja z papugą. Tłumaczy on, że zwierzęta mają być w jego sztuce partnerami człowieka, a śmierć, owszem, pojawia się w jego działaniach np. w performensie NANODISCO, kiedy artysta uśmierca mikroorganizmy Domestosem. Brzeziński próbuje skłonić odbiorcę do namysłu nad etyką i nad wszechobecnością życia. W jego zamierzeniu papuga miała żyć i, jak twierdzi, stworzył jej warunki porównywalne do sklepu czy domu. Starał się także zminimalizować jej stres, a nawet radził sie w sprawie wyboru gatunku, który najlepiej będzie umiał się przystosować do nowej sytuacji. Artysta nie jest w pełni przekonany co do tego, czy Czytelnia Sztuki zadbała o prawidłową opiekę nad ptakiem, gdyż nie wprowadziła poprawek, które sugerował po wernisażu. Z informacji, które uzyskałam w galerii wynika, że zrobili, co w ich mocy, by ptak miał odpowiednie warunki.

Są różne hipotezy na temat przyczyny zgonu ptaka - może nie wytrzymała stresu, może ktoś nakarmił ją czymś nieodpowiednim, być może po prostu była chora już w sklepie, co nie jest wykluczone, biorąc pod uwagę, że tuż przed śmiercią była mocno zarobaczona.  

Niepokojące są informacje (które otrzymałam od artysty, ale którym Muzeum w Gliwicach stanowczo zaprzecza) jakoby stan zdrowia papugi został zatajony przed artystą i jakoby dowiedział się on, że coś jest nie tak dopiero, gdy ptak był w stanie agonalnym. O śmierci poinformowano w trakcie dyskusji panelowej po hasłem "Zwierzę - żywe tworzywo artysty?", która wedle początkowych założeń miała się odbyć w trakcie trwania wystawy. Wzięli w niej udział Dariusz Gzyra ze Stowarzyszenia Empatia, Daniel Maliński - doktorant estetyku UŁ reprezentujacy artsytę, który nie mógł przybyć, dr Tomasz Pietrzykowski - prawnik, autor książki o prawach zwierząt, prof. Danuta Ślęczak-Czakon z Zakładu Etyki UŚ, a także z publiczności - Jacek Stapowicz z Galerii Sztuki Współczesnej ESTA. Spotkanie zainicjowała i poprowadziła Pani Ewa Chudyba z Czytelni Sztuki. Impulsem do podjęcia tej problematyki były tak ekstremalne przypadki jak "Zagłodzić psa" Guillermo Habacuca Vargasa, osławiona "Piramida zwierząt" Katarzyny Kozyry, a także prace z użyciem tzw. mokrych mediów z zakresu bio-artu, z których wiele jest etycznie wątpliwych, jak choćby "GFP Bunny" Eduardo Kaca.


fot. Gra Studzińska Cavour

Temat dyskusji z punktu widzenia Jacka Stapowicza był z góry ujęciem nie uwzględniającym współczesnych problemów związanych z organizmami transgenicznymi. Jednak w założeniu Ewy Chudyby debata miała poruszać także te problemy. Zakładanym rezultatem dyskusji miało być wyznaczenie granic swobody artystycznej, co, według Jacka Stapowicza, sprowadzałoby się do zakazania artystom używania żywych zwierząt w swoich działaniach. Temat debaty wpisał się w zaistniałą sytuację, bowiem wystawa została zamknięta przed dyskusją, więc żaden z zaproszonych dyskutantów nie mógł jej zobaczyć. Oficjalne ogłoszenie śmierci papugi odbyło się dopiero po około godzinie od rozpoczęcia dyskusji, co wprawiło w konsternację niektórych uczestników. W tym momencie dyskusja była zmuszona odnosić się do doświadczenia, nie mogła wygodnie pozostawać w sferze teoretyzowania.

Stapowicz miał obawy, że dyskusja sprowadzi się do krucjaty przeciwko artyście, tak się jednak nie stało. Zaznaczył także, że najważniejszym głosem w dyskusji był głos Dariusza Gzyry ze Stowarzyszenia Empatia. W tym miejscu odsyłam nie po raz pierwszy do jego bardzo wartościowego tekstu, który ukazał się w Artmixie, a który jest rozwinięciem i uzasadnieniem argumentacji przedstawionej m. in. podczas debaty w Gliwicach: http://www.obieg.pl/artmix/16522. Według mnie oznacza to, że coś się zmienia na lepsze jeśli chodzi o porozumiewanie się i poważną wspólną dyskusję środowisk artystycznych i obrońców praw zwierząt, co w latach 90-ych było abstrakcją. Trudno było o sensowną dyskusję wokół "Piramidy zwierząt", była to raczej wojna dwóch środowisk: artystycznych, którym brakowało wiedzy, empatii i otwartości w kwestii zwierząt oraz obrońców zwierząt, którym brakowało wiedzy o sztuce współczesnej i chęci jej zrozumienia, ale przede wszystkim języka, którym mogliby wyrazić swoje argumenty, w taki sposób, by były przekonujące dla artystów i krytyków. Poważna dyskusja o zwierzętach, także w sztuce staje się nie tylko możliwa, ale i ważna. Mam nadzieję, że w najbliższych latach znajdzie to swoje odbicie zarówno w strukturach instytucjonalnych i akademickich oraz w prawie, a te z kolei będą miały pozytywny wpływ na życie zwierząt. Warto jednak przytoczyć spostrzeżenie Stapowicza, że właściwie żadna z osób, które wzięły udział w dyskusji (poza Danielem Malińskim) nie zajmuje się właściwie sztuką (choć nie wiedział może, że Gzyra jest artystą). Zabrakło z pewnością teoretyka sztuki.

Wedle relacji Stapowicza Ewa Chudyba, moderatorka dyskusji z ramienia Czytelni Sztuki, uważała, że działania Brzezińskiego, który pragnie uczynić zwierzęta podmiotami, dzięki technologicznemu zapośredniczeniu dopuścić je niejako do głosu, w gruncie rzeczy dają efekt odwrotny. Samo użycie papugi jako obiektu sztuki sprawia, że zostaje uprzedmiotowiona i w świadomości ludzi (odbiorców) utwierdza się przekonanie o tym, że tego typu wykorzystywanie zwierząt jest czymś dopuszczalnym, normalnym. Stapowicza sugeruje, że takie ujęcie sprawy jest raczej niezrozumieniem nie tylko intencji artysty, ale i samej instalacji. Jest także przejawem hipokryzji społecznej, o której mówił Gzyra. Hipokryzja ta ujawnia się w wydzielaniu dwóch obszarów, z jednej strony codzienności, w której zabijamy zwierzęta i nie budzi to moralnego niepokoju, z drugiej sztuki, którą często krytykuje się w chwili jej wejścia w codzienność czy też czerpania z niej, z obszaru estetyki której nie chcemy doświadczyć (np ubojni). Zgadzam się jednak z Ewą Chudybą, że powyższy zarzut hipokryzji mentalnej nie tylko nie rozwiązuje problemu, ale może stanowić formę ucieczki od dyskutowanej kwestii. Myślę, że może zostać też wykorzystany odwrotnie do zamierzeń Gzyry, czyli na zasadzie: skoro i tak jest tyle zła na świecie, to można zrobić coś jeszcze złego, skoro wszyscy postępują źle, to artyści też mogą. Ciekawe, że swoisty radykalizm i abolicjonistyczna konsekwencja Gzyry w obronie zwierząt mogą zostać zrozumiane oraz wykorzystane odwrotnie - jako swoisty konformizm. Wedle Chudyby Gzyra nie mógł się zdecydować, czy bronić zwierząt czy artystów. Wydaje się to jednak dość dziwne, gdyż Gzyra wyraźnie zaznaczył, że jest przeciwny wykorzystywaniu zwierząt.

Wracając do papugi Brzezińskiego potraktował on papugę - by przywołać pytanie postawione w tytule debaty - jako żywe tworzywo artysty. Co prawda nie miał zamiaru jej robić krzywdy, ale w rezultacie to uczynił. Prawdopodobnie nie jest on bezpośrednio odpowiedzialny za jej śmierć, gdyż w jego zamierzeniu zwierzę miało mieć odpowiednie dla siebie warunki, a za realizację tych założeń odpowiadała galeria. Z pewnością jednak można mu zarzucić, że potraktował papugę instrumentalnie. Jego idea partnerstwa i komunikacji międzygatunkowej wydaje się w tym kontekście może nie tyle pustą deklaracją ile tworzeniem teorii, która funkcjonuje w pewnym oderwaniu od rzeczywistości. Wydaje mi się, że pojawił się tu problem kluczowy dla studiów nad zwierzętami (animal studies) - problem "konstruowania zwierzęcia", a więc myślenia i wypowiadania się o zwierzęciu w gruncie rzeczy abstrakcyjnym, życzeniowym, nie zaś prawdziwym, rzeczywistym zwierzęciu samym w sobie, takim jakie ono naprawdę jest. Chudyba dostrzegła jakie skutki dla prawdziwej, cielesnej papugi może mieć stosowanie wyabstrahowanej teorii o podmiotowości zwierząt.


fot. Gra Studzińska Cavour

Efekt debaty nie jest jednoznaczny. Wedle niektórych uczestników nieprzemyślany i spłycający problematykę był wniosek wyciągnięty przez Czytelnię Sztuki jako instytucję. Opierał się on na przekonaniu, że została przekroczona granica sztuki i odtąd Czytelnia nie będzie angażować się w wystawy z żywym materiałem. Trudno stwierdzić czy chodzi również np.o tkanki, drobnoustroje itp. Faktycznie, choć w zamierzeniu Chudyby leżało przedyskutowanie kwestii bio-artu, w tym także pracy z tkankami, komórkami, to ostatecznie kwestie te zostały zepchnięte na drugi plan. W ocenie Stapowicza nakreślenie granic sztuki wygłoszone w imieniu instytucji przez Pania Chudybę brzmi złowrogo. Porównał on jej wypowiedź do wypowiedzi posłów LPR o Nieznalskiej. Moim zdaniem kompletnie niesłusznie. Nie można instrumentalnie traktować przypadku Nieznalskiej, by blokować wszelkie próby nakreślenia granic sztuki. Jak słusznie zauważa Chudyba warto zadać pytanie, czy wolność w sferze przekazu, jaki artysta kieruje do odbiorców, oznacza równocześnie nieograniczoną swobodę wyboru „tworzywa”, sposobów, za pośrednictwem których tego przekazu dokonuje? Ponadto kwestie symboliczno-abstrakcyjnie, takie jak obraza uczuć religijnych nie są bynajmniej analogiczne do problemów z obszaru bioetyki. Nie można porównywać obrazy czyichś odczuć (samo to sformułowanie jest dość dziwne, powinno się raczej mówić o obrazie osób, jak można obrazić uczucie?) do wykorzystywania żywych, rzeczywistych, cielesnych istot.

Osobną sprawą jest tu odpowiedzialność Czytelni Sztuki, a więc Muzeum w Gliwicach. Galeria podjęła się zorganizowania takiej wystawy, wzięła na siebie odpowiedzialność za zapewnienie papudze odpowiednich warunków, podpisała umowę z artystą. Nie w porządku była reakcja muzeum na zaistniałą sytuację - choroby i śmierci papugi. Artysta otrzymał list informujący o zamknięciu wystawy i konieczności odebrania prac w określonym krótkim terminie, w razie nie zastosowania się do tego zalecenia odesłanie prac na koszt artysty. W tym wypadku galeria postąpiła odgórnie, zachowując się wobec artysty z wyższością, narzuciła warunki, które po negocjacjach jednak złagodziła. Uważam jednak, że nie w porządku było zamknięcie całej wystawy "Expanded Life Definition". Brzeziński zadeklarował, że godzi się, by kontynuować wystawę, a jednocześnie zabrać papugę z wystawy, gdy jeszcze żyła i objąć ją opieką weterynaryjną, a następnie przekazać ją pod domową opiekę pracownika galerii, który zgłosił taką gotowość. Artysta uznał, że całą sytuację można uznać za część wystawy, a pustą klatkę za pracę za pracę artystyczną w zmienionym kształcie. Galeria jednak bezdyskysyjnie zamknęła całą wystawę, choć nie było żadnych przesłanek, by to zrobić. Dopiero w tym momencie artysta uznał, że zastosowano wobec niego cenzurę. Jest jednocześnie rozżalony z powodu zniszczenia pracy z salami obrastającym pleśnią, zamkniętym w szklanej w gablocie z podświetlonym dnem. Galeria chciała odzyskać gablotę. Konkludując ten akapit - w większej mierze zgadzam się z Chudybą, (która deklaruje, że reprezentuje stanowisko nie tylko swoje, ale też Czytelni Sztuki, która jest integralną częścią Muzeum w Gliwicach, i jego dyrektora Grzegorza Krawczyka), nie rozumiem jednak decyzji o zamknięciu całej wystawy. Należałoby raczej pociągnąć temat, a pustą klatkę po papudze np. wykorzystać do informowania o realnych skutkach fantazji artystów o komunikacji międzygatunkowej w duchu posthumanizmu. Obawiam się jednak, że galeria bała się czarnego PR-u i ewentualnych skutków prawnych, gdyż, co prawda wbrew zamorzeniom, niejako wręcz wbrew własnej woli, ale jednak dopuściła do śmierci papugi w ramach organizowanego przez siebie wydarzenia.

fot. Gra Studzińska Cavour

opis pracy:
T-issue:feed-the-world
- gablota, pożywka, podświetlane podłoże, salami.
Wszelkie ciało I każda tkanka jest pełna wewnętrznego życia które
ulegając anarchistycznej emancypacji zacznie się rozwijać podczas
trwania wystawy. Salami które zostało wyprodukowane z namnozonej
tkanki mojego uda zostanie powtórnie ożywione przez mikroorganizmy
obecne w galerii dzięki zamknięciu ich w sprzyjających warunkach.


Ewa Wosz z Czytelni Sztuki deklaruje, że:

" (...) działania Czytelni Sztuki podjęte w związku z tym, że „elementem” jednej z instalacji na wystawie "Expanded Life Definition" pana Michała Brzezińskiego było żywe zwierzę, przebiegały dwutorowo. W wymiarze praktycznym decyzję o zawarciu umowy z panem Michałem Brzezińskim i zorganizowaniu wystawy  uzależniliśmy od otrzymania pozytywnej opinii Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Gliwicach, do którego skierowaliśmy prośbę o ocenę i zatwierdzenie programu wyżej wskazanej wystawy. Zgodę taką otrzymaliśmy. Papuga została nabyta przez pana Brzezińskiego w sklepie zoologicznym i przywieziona do Czytelni Sztuki."

Tu wtrącę swoje trzy grosze: Cóż na formalizm i naiwność. Powiatowi inspektorzy weterynarii pozwalają na wszystko, na wszelkie ohydne praktyki wobec zwerząt, reaguja nap[rawdę w nielicznych przypadkach i zazwyczaj pod naciskiem organizacji pozarządowych.

Dalej Wosz pisze: "Od momentu, gdy 4 października 2012 r. znalazła się w naszej przestrzeni wystawienniczej podjęliśmy wszelkie możliwe działania zmierzające do zapewnienia jej możliwie najlepszych warunków dla zdrowia. Spośród pomocy muzealnych dyrektor wyznaczył osoby, których zadaniem była codzienna opieka nad ptakiem: karmienie (odpowiednim pokarmem), czyszczenie klatki,  monitorowanie zachowania. Ponadto dyrektor wydał dyspozycję, aby  raz w tygodniu stan zdrowia papugi kontrolował weterynarz.

W czwartek 11 października weterynarz zaordynował papudze antybiotyk i preparaty witaminowe, które zostały podane zwierzęciu.  Poinformował nas również, że z uwagi na pasożyty stan zdrowia ptaka jest poważny i w ciągu najbliższych 24 godzin okaże się, czy  zwierzę wyzdrowieje czy nie. Rano stwierdzono, że papuga zdechła. Dyrektor podjął wówczas decyzję o likwidacji i zdemontowaniu wystawy o czym poinformował Michała Brzezińskiego. Od wernisażu minął tydzień."

fot. Gra Studzińska Cavour

Trzeba przyznać, że galeria mając świadomość, że posłużenie się przez artystę żywym zwierzęciem może budzić wątpliwości natury etycznej, podjęła się zorganizowania debaty i zwróciła się szerokiego grona osób, które mogłyby się na ten temat wypowiedzieć. Ostatecznie nie wszyscy przyjęli zaproszenie, pewne jest jednak, że galeria nie unikała tematu i była gotowa na konfrontacje poglądów i teoretyczną dyskusję wokół wystawy, choć decyzja o zamknięciu wystawy jest jednak unikiem. Problemem traktowania zwierząt jako „narzędzi” artysty galeria starała się zainteresować również media, jednocześnie sama w taki sposób potraktowała zwierzę.

Jak zaznacza Ewa Wosz celem Czytelni Sztuki jest przybliżanie różnych nurtów sztuki współczesnej, nigdy jednak galeria nie zdecydowałaby się na zaprezentowanie jakiegokolwiek projektu artystycznego, którego intencją jest łamanie podstawowych norm etycznych – bez względu na to, czy ich podmiotem są ludzie, czy inne istoty żywe. Intencje Brzezińskiego były bowiem pozytywne, jego celem było upodmiotowienie zwierzęcia. Wydaje mi się, że utopijnie i naiwnie podszedł on do myśli posthumanistycznej. Faktycznie w tym wypadku, gdyby papuga mogła rzeczywiście skomunikować się z człowiekiem za pośrednictwem technologii, przekazałaby zapewne Brzezińskiemu, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Wosz słusznie spostrzega, że galeria przekonała się, że konsekwencje sztuki w wymiarze praktycznym mogą naruszać granice, których nie powinno się przekraczać. Te, które oddzielają dobro od zła, życie od śmierci.

Konkluzją dla całej tej historii jest zwrócenie uwagi na szerszy kontekst społeczny. Absurdem jest to, że egzotyczne papugi w ogóle znajdują się w Polsce, że ptaki są trzymane są w klatkach, że zwierzę w ogóle jest towarem w sklepie.

Mimo dobrych intencji zarówno artysty jak i galerii nie ma wątpliwości co do tego, że papuga stała się ofiarą instrumentalnego podejścia do zwierząt. Szkoda natomiast, że za sprawą decyzji galerii zamknięto całą wystawę i ucięto poniekąd dyskusję na temat wszystkiego, co wedle kryteriów biologii jest organizmem żywym, na temat wszystkich odkryć biotechnologii, co do których stanowiska etyczne dopiero trzeba wypracować. Także w obszarze sztuki.

Szkoda, że papuga umarła.

















fot. Gra Studzińska Cavour

---
Przypisy:
(1) M. Bakke, Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu, Poznań 2010, s. 38.
(2) Cyt. za ibidem.
(3) Por. ibidem oraz Arystoteles, Polityka, tłum. L. Piotrowicz, w: Arystoteles, Dzieła wszystkie, Warszawa 2001.
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

sobota, 26 listopada 2011

Zbrodnia, kicz i komercja czy(li) klasyka sztuki?

Uwaga! Ten wpis zawiera obrazy, które mogą zostać uznane za drastyczne!

---

W krakowskim Muzeum Sztuki Współczesnej (MOCAK) trwa wystawa "Akcjonizm wiedeński. Przeciwny biegun społeczeństwa" (do 29.1.2012). Jak pisze kurator Stanisław Ruksza

"(...) owiany legendą akcjonizm nie jest dobrze znany. Dokumentacje ich działań wciąż wzbudzają emocje, nie tylko w społeczeństwie austriackim. Znaczenie zjawiska przykryte zostało strategią don't touch - pokazywać, lecz nie dyskutować".

Wydaje mi się, że znaczenia tej sztuki (sugerowane krytykom przez samych artystów) nie są wcale aż tak niechętnie zgłębiane. Strategia nie dotykania dotyczy raczej społecznego, w tym etycznego wymiaru większości prac artystycznych, które weszły do kanonu sztuki, mimo iż są wobec kogoś ewidentnie nie w porządku, łamią czyjeś prawa, podważają czyjąś godność, wykorzystują kogoś lub upokarzają. Dotyczy to choćby osławionych Łaźni Kozyry lub Piramidy zwierząt, która staje się już na tym blogu nadużywanym przykładem (ale cóż, jest jednym z nielicznych znanych przykładów w polskiej sztuce, które w podobnych sytuacjach można przywołać). Każdy krytyk, który spróbuje dyskutować z etyczna zasadnością Łaźni naraża się na to, że zostanie wrzucony do jednego worka z LPR-wocami, którzy chcieli skazać Nieznalską. Tekst Doroty Jareckiej na temat wystawy akcjonistów potwierdza te obawy: http://wyborcza.pl/Wykrwawiona_rewolucja.html

widok wystawy "Akcjonizm wiedeński. Przeciwny biegun społeczeństwa" w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie(zdjęcie pochodzi ze strony: www.obieg.pl)


Hermann Nitsch, Teatr Orgii Misteriów (kaseta). Akcja nr 3 i 4, Wiedeń 1963 / O.M. Theater (Kassette), 3. und 4. Aktion, Wien 1963, 1963/1974, dokumentacja fotograficzna: Ludwig Hoffenreich, fotografie: Atelier Graficzne Neumann, Wiedeń, ©Hermann Nitsch, Kolekcja Essla (za: www.obieg.pl)

Pozwolę sobie przytoczyć krótki wpis Magdy Ujmy z jej blogu "Krytyk sztuki na skraju załamania nerwowego". Blog polecam, a jego nazwę uwielbiam. We wpisie "W sprawie artystów i zwierząt" autorka porusza kwestię zwierząt w odniesieniu do recenzji Doroty Jareckiej:

Na początek zwracam uwagę na recenzję z wystawy akcjonistów wiedeńskich, jaka właśnie otworzyła się w krakowskim muzeum Mocak. Dorota Jarecka w "Gazecie Wyborczej" pisze:
To prawda: wiedeńscy akcjoniści urządzali drastyczne akcje połączone z zarzynaniem zwierząt i spuszczaniem z nich krwi. Prawdą jest jednak także, że nie była to powierzchowna i głupawa reakcja na to, że wiedeńczycy chodzą do opery i jedzą knedle, ale generalne odrzucenie współczesnej kultury jako zakłamanej.

Zgoda, nie zatrzymywali się na knedlach. Zgoda, gwałtownie kontestowali austriacką, zakłamaną Gemütlichkeit. Brus był najinteligentniejszy, a Mühl zbłądził? Nie za łatwe? Co z tego wynika? Dlaczego jeden jest oceniany jako ten, co się utrzymał w granicach sztuki, a drugi - trzymając się tej samej logiki - poza nie wyszedł? Dorota cytuje krytyczną opinię Michela Houellbecqua z "Cząstek elementarnych" i twierdzi, że autor się myli. Pod płaszczykiem artystycznych wyczynów akcjoniści wiedeńscy, tacy jak Nitsch, Muehl czy Schwarzkogler, dopuszczali się masakrowania zwierząt na oczach publiczności. Tłumy kretynów patrzyły, jak (...) rozciągają organy i wnętrzności, zanurzają ręce w mięsie i krwi, doprowadzając niewinne zwierzęta do ostatecznych granic cierpienia - podczas gdy jakiś palant fotografował czy filmował tę jatkę, by wystawić otrzymane w ten sposób dokumenty w galerii sztuki.

Teraz czego ja bym się chciała dowiedzieć, to dlaczego etyczny wymiar traktowania zwierząt u akcjonistów, nie jest tak ważny jak ich cel. Oczywiście, gwałt, przemoc, agresja - i rytuały. A jednak to podstawowy problem, jak przebrnąć przez krew, przez litry przelanej krwi i przez mękę zwierząt zaszlachtowanych dla potrzeb artystów. Zabite jagnięta w ilościach przemysłowych, świnie, przelana krew, nadzy ludzie polewani krwią zabitych zwierząt. Trupia sztuka. Potrzeba o tym wspomnieć i zapytać czy można występować w słusznej sprawie posługując się niesłusznymi środkami?

A dodatkowo przypomnę tylko, że wielka afera w Polsce lat 90. wybuchła wokół Piramidy zwierząt Katarzyny Kozyry. Akcjoniści działali jednak dawno, nie w Polsce, i dodatkowo byli facetami - to powód, dla którego wszystko jest OK. No i jeszcze rynek sztuki ma ich w swoim posiadaniu. Kozyra nie tworzyła zaś żadnego teatru ani orgii, po prostu wykorzystała jednego konia i tak skazanego na rzeź. Notabene, właśnie otwiera się jej "Wystawa" w krakowskim Muzeum Narodowy


Prztoczę tu w nieco zmienionej i poszerzonej formie moje komentarze do powyższego wpisu Magdy Ujmy.

Otóż jest wielu artystów, którzy na różne sposoby i w różnym stopniu zabijają lub maltretują i zabijają zwierzęta na potrzeby sztuki, używają ich jako materiału, uprzedmiotawiają je. Jest tego tak dużo, że nie nadążam z komentowaniem wszystkiego na bieżąco na moim blogu.

Wspomnę choćby działającą obecnie, w latach 2000-ych holenderską młodą artystkę Katinkę Simonse o pseudonimie Tinkebell. Ona na przykład zamordowała własnego kota, by zrobić z niego torebkę. Jedna z jej prac artystycznych polegała na umieszczeniu żywych chomików w karuzelach, z których nie mogły wyjść, a które kręciły się nieustannie w godzinach otwarcia wystawy. Czas był obliczony tak, by chomiki były ledwo żywe, ale jednak żywe. Ledwie zwierzęta odpoczęły, karuzele były uruchamiane od nowa. Tinkebell z powodzeniem robi karierę dzięki szumowi medialnemu i dzięki swoistemu "snobizmowi uwielbienia dla okrucieństwa" art worldu, galerzystów, krytyków, kuratorów. A także dzięki nietykalności sztuki, która jak się okazuje może łamać holenderskie prawo mimo protestów opinii publicznej na dużą skalę.

Akcje akcjonistów wiedeńskich chwilami sprawiają wrażenie kiczowatych show mających przyciągnąć publiczność, bazujących na tych samych środkach, co horrory w stylu "Piły".

O pewnym rysie kiczowatości i komercyjności działań akcjonistów wspominała dr Marta Smolińska, która dość dokładnie badała ich twórczość. W relacji ze 114. akcji Hermana Nitscha, na której była, pisze:
"Po akcji na stołach pozostały czerwone ślady po ściekającej krwi, rozrzucone wnętrzności, zalane krwią chleby, pogniecione winogrona i rozprute ryby. Jako dzieło sztuki - relikt akcji powstał również obraz wykonany przez Nitscha za pomocą chlustania krwią na białe płótno."
i dalej:
"Na początku działalności grupy w trakcie wystąpień wiedeńskich akcjonistów interweniowała policja, co dodawało całej sytuacji nieco pikanterii. Obecnie Nitsch stał się jednym z najbardziej uznanych artystów austriackich, a aura skandalu wypaliła się. W galerii pojawili się eleganccy konsumenci jego sztuki, których stać było na zapłacenie 35 euro za bilet wstępu. Komercja wyzierała z kątów galerii (...)
Po akcji Nitsch domagał się więcej aplauzu... Sam pozostał niezbrukany krwią, od "czerwonej" roboty miał asystentów, podających mu kolejne i kolejne dzbany z krwią".

Te mankamenty wytyka akcjonistom także Jarecka. Ale może sztuka akcjonistów była taka od początku, tylko dopiero po jakimś czasie to dostrzeżono?

Dodam od siebie, że w tym wszystkim gdzieś znika prawda o użytych do akcji zwierzętach. Pozostają tylko flaki i krew - skomercjalizowany bezosobowy abiekt, okraszony wzniosłą i tajemniczą symboliką, znaczeniami i odniesieniami. I już nikt nawet nie pamięta, skąd te flaki się właściwie wzięły i że były częścią czyjegoś ciała.


Gdy jest mowa o cenzurze, mówi się, że słaba jakość pracy nie może być argumentem przeciwko sztuce. Zgoda, ale w drugą stronę to też nie może działać. Ważne treści, poruszone problemy nie mogą usprawiedliwiać etycznie takiego postępowania ze zwierzętami.

Problem ten na przykładzie "Piramidy zwierząt" Kozyry przy okazji jej wystawy w Zachęcie, poruszyłam w kilku tekstach analizując kwestie praw zwierząt w zderzeniu z problematyką granic wolności wypowiedzi artystycznej. Nie chcę powtarzać tu całej argumentacji, odsyłam do następujących tekstów:
- "Nietykalność Piramidy zwierząt, czyli jak ograniczamy dyskurs o sztuce", „Arteon”,
nr 1(129) 2011.
- To (nie) jest wystawa! Katarzyna Kozyra w Zachęcie, „Artluk” nr 1(19) 2011.
- Paradoksy wolności, „Artmix” nr 23(13) 2010: http://obieg.pl/artmix/16533
- "Prawo-rządnośc sztuki", „Fragile” nr 1(7) 2010.

Co zaś do "Piramidy" Kozyry to muszę w odniesieniu do wypowiedzi Ujmy przypomnieć, że sprawa nie jest taka prosta, za jaką się ją powszechnie uważa, czyli że Kozyra zabiła jednego konia który i tak by zginął, więc o co cała afera.
Po pierwsze koń wcale niekoniecznie by zginął (wysoce prawdopodobne, że zostałby wykupiony przez jakąś fundację lub osobę prywatną i do dziś spacerowałby po zielonej trawie), a poza tym chodzi też o inne zwierzęta, z których niektóre zabijała bez namysłu i niepotrzebnie, o czym świadczy jej wypowiedź w "Drżących ciałach" (str. 187):

"(...) a koguty zatłukłam dwa. Nie wiedziałam, który będzie lepszy, duży czy mały".

(więcej cytatów z Kozyry na ten temat w mojej recenzji z wystawy w Zachęcie - "Artluk" nr 1(19) 2011. Ale ta recenzja dotyczy nie tylko "Piramidy" i nie jest jednakowo krytyczna wobec całej wystawy).

We "Fragile" i "Artmixie" komentowałam też podejście Doroty Jareckiej do kwestii wykorzystywania zwierząt w sztuce. Otóż parę lat temu broniła ona też kostarykańskiego artysty, który w ramach swojej akcji artystycznej przywiązał i głodził wychudzonego chorego psa złapanego na ulicy. Mam podejrzenie, że gdyby podobną rzecz popełnił zwykły nastolatek lub rolnik, to jej ocena etyczna tego czynu byłaby zupełnie inna.
I powtórzę, że mimo całego szacunku dla Doroty Jareckiej, mam jej za złe, że każdą próbę obrony zwierząt szufladkuje jako konserwatywną, prawicową, a w tym tekście wręcz przekonuje, że cytat nie pochodzi z płomiennej mowy działacza LPR, ale z Huellebequa. Co za demagogia, wynikająca z braku wiedzy lub ze świadomej manipulacji. No i przede wszystkim absurd, ponieważ ruchy związane z wyzwoleniem zwierząt były i są głównie lewicowe, anarchistyczne i feministyczne.


Otto Muehl, Testowanie artykułów spożywczych. Akcja nr 26 / Nahrungsmitteltest, 26. Aktion, 1966, dokumentacja fotograficzna: Ludwig Hoffenreich, fotografie: Stefan Fiedler – Salon Iris, Wiedeń, ©Otto Muehl, Kolekcja Essla (za: www.obieg.pl)

Kiedy patrzę na dokumentację "Testowania artykułów spożywczych" Otto Muehla, zastanawiam się, dlaczego pokawałkowanie ciał ludzkich jest tam tylko iluzją, nogi, które mają sprawiać wrażenie odciętych w rzeczywistości wystają z dziur w prześcieradle? Dlaczego nie pokawałkował ludzi naprawdę, byłoby to jednak bardziej spektakularne. A skoro zamierzony efekt udało się osiągnąć za pomocą iluzji, może należało ją też zastosować w odniesieniu do zwierząt, zamiast je naprawdę rozszarpywać. Powtórzę tu pytanie, które pisałam już w niektórych tekstach: co stanowi zatem granice sztuki? Czy tylko mentalność twórcy nie pozwala artyście rozszarpać człowieka? A może tylko prawo go od tego powstrzymuje?

Kiedy z kolei czytam o tym, że akcjonizm wiedeński był reakcją na wojnę, Holokaust, poparcie dla Hitlera w Austrii, czy też ich odreagowanie, to moja refleksja idzie raczej w stronę smutnego braku zdziwienia, że Holokaust był w ogóle możliwy. Nic dziwnego, że doszło do zagłady Żydów, skoro zagłada zwierząt jest akceptowalna cały czas, nic dziwnego, że SS-mani byli w stanie czerpać dochód ze swojej pracy i jednocześnie być poprawnymi, kochającymi mężami i ojcami, skoro takich ojców jest i dziś na pęczki, zajmujących się zawodowo hodowlą i rzezią zwierząt na mięso i futra czy też eksperymentowaniem na zwierzętach w laboratoriach, a potem bawiących się z dziećmi i całujących żonę na dobranoc. Nic dziwnego, że naziści potrafili mieć frajdę ze znęcania się nad Żydami lub innymi więźniami, skoro cyrk, corrida czy rodeo są cały czas legalną rozrywką w Europie. Nic dziwnego, że pojawili się akcjoniści.
Zaryzykowałabym stwierdzenie, że akcjonizm w tym kontekście wcale nie jest przeciwnym biegunem społeczeństwa, ale raczej wpisuje się w pewne jego mechanizmy paradoksalnego akceptowania zbrodni na co dzień.

Opinia Hullebeqa pozostaje jednak dla mnie najbardziej trafiającą w sedno, w to, czym akcjonizm wiedeński właściwie jest:

"Pod płaszczykiem artystycznych wyczynów akcjoniści wiedeńscy, tacy jak Nitsch, Muehl czy Schwarzkogler, dopuszczali się masakrowania zwierząt na oczach publiczności. Tłumy kretynów patrzyły, jak (...) rozciągają organy i wnętrzności, zanurzają ręce w mięsie i krwi, doprowadzając niewinne zwierzęta do ostatecznych granic cierpienia - podczas gdy jakiś palant fotografował czy filmował tę jatkę, by wystawić otrzymane w ten sposób dokumenty w galerii sztuki".

Na szczęście jest coraz więcej sztuki, w której zwierzę jest uPODMIOTowione. Może to właśnie tą sztuką warto się zająć.

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---