piątek, 2 maja 2014

Pobieżne spojrzenie, czyli kilka słów komentarza do recenzji "Ecce Animalia" Zofii Krawiec w "Szumie"

Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego czytając kolejną* recenzję "Ecce Animalia" mam wrażenie, że autorka tekstu nie obejrzała wystawy. Proste. Winne jest położenie Orońska, odległość i kłopotliwy dojazd bez samochodu. Obie recenzentki wybrały się na wystawę w ramach wycieczki konferencyjnej. Na zakończenie konferencji "Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu?" do Orońska wyruszyły dwa autokary, w sumie ok. 60 osób. Na miejscu byliśmy, o ile dobrze pamiętam, niecałe dwie godziny, z czego przynajmniej połowę czasu zajęło jedzenie. Było pyszne (i wegańskie), a wszyscy zmęczeni i głodni, więc na zwiedzanie wystawy nie zostało zbyt wiele czasu. Ci bardziej zainteresowani, po posiłku wrócili ponownie do sali Muzeum, jednak ogólnie czasu było za mało, by móc w spokoju zwiedzić ekspozycję, a już na pewno zdecydowanie za mało, żeby obejrzeć prace wideo, których było pięć, a z których dwa filmy Filipa Sadowskiego i jeden  Kathy High wymagały chwili czasu i skupienia. No więc wszystko jest logiczne i oczywiste:  recenzentki ("Dziennika Opinii" i "Szumu") po prostu nie zdążyły porządnie obejrzeć wystawy. Trudno mieć do nich pretensję, że nie pofatygowały się do Orońska po raz drugi, a jednak można mieć pretensję, że piszą, szafując ocenami, recenzję czegoś, co obejrzały bardzo pobieżnie.

Tekst Zofii Krawiec w "Szumie" jest bardzo krótki jak na, bądź co bądź, sporą wystawę. Biorąc pod uwagę, że bierze w niej udział ponad 30 twórców, w tym kilku cenionych na świecie, szczególnie w środowisku związanym ze sztuką animalistyczną i animal studies (Singer, High), wymienianie zaledwie dwóch prac: najlepszej (Mary Britton Clouse) i najgorszej (cyfrowa fotografia kotów anonimowego autora) jest trochę niepoważne. Czyżby krytyczka nie dostrzegła nic ciekawego w żadnej innej pracy: ani w wideo Józefa Robakowskiego, ani w fotografiach Zygmunta Rytki, ani w socrealistycznej, ale bardzo dobrej "Świniarce" Antoniego Kenara, ani w niesamowitym ready made Kuby Bąkowskiego, ani, wreszcie, w eksponatach z XIX i początków XX w. z Muzeum Narodowego w Warszawie? Skoro już krytyczka uznaje prace Britton Clouse za zdecydowanie najlepsze, to dlaczego nie dostrzega ani ich zestawienia z "Popiersiem kobiety z kurczęciem" Biernackiego z 1905 roku, ani ze "Świniarką" Kenara? Jak może nie zauważać, że te zestawienia stawiają kilka istotnych pytań!


Fot. Leszek Golec; wystawa "Ecce Animalia", na pierwszym planie: Józef Gott, "Lisica z młodymi i upolowanym łabędziem", XIX w., na drugim planie: Angela Singer, Catch/Caught, 2007.
Na szczęście żadna recenzja nie jest w stanie ująć wartości 
genialnej marmurowej lisicy z młodymi i upolowanym łabędziem Józefa Gotta! 


Zarzuty Zofii Krawiec są ogólnikowe, w ogóle nie wyjaśnione ani nie uzasadnione.  Recenzentka żadnego ze swoich zarzutów nie argumentuje ani nie odnosi do tego, co na wystawie. Jeżeli jednak nie dostrzegła ani  pytań ani problemu podmiotowości, to znaczy, że po prostu nie pamięta niektórych prac lub nie zdążyła ich zobaczyć. Choćby Lily Does Derrida Kathy High stawia mnóstwo fundamentalnych pytań związanych z podmiotowością zwierząt explicite, bynajmniej nie pozostawiając ich w sferze domysłu czy interpretacji. Zastanawiam się więc, jak można było je przegapić... Ale wszystko staje się jasne, gdy Krawiec pisze o hodowli krów. Otóż na tej wystawie nie ma pracy o hodowli krów! Film High jest jedyną pracą, w której taki wątek zostaje na moment przywołany. Skoro jednak krytyczka wydobywa go w kontekście całej wystawy, oznacza, że przechodząc trafiła na ten akurat fragment filmu i, nie oglądając całości, nie była w stanie zrozumieć, w jakim kontekście ów motyw oddziałuje, oraz, że jest jedynie fragmentem opowieści o śmierci i podmiotowości zwierząt u Derridy.

Zgadzam się, że wystawa jest mało radykalna i bez wyraźnych tez oraz, że podejmuje szerokie spektrum relacji ludzko-zwierzęcych. Taka była jej strategia i taki był cel. Choć znalazło się na niej kilka prac, moim zdaniem, radykalnych w formie i treści: Czekalskiej i Golca, Artura Malewskiego oraz Angeli Singer. Mało tego, bierze w niej udział kilku twórców, których postawy życiowe w stosunku do zwierząt, będące źródłem ich sztuki, są dość radykalne (High, Czekalska i Golec, Singer, Britton Clouse). Zastanawiam się też, jakiego rodzaju radykalizmu Krawiec oczekuje od rzeźb? Problem jest też taki, że w Polsce nie ma właściwie dobrych radykalnych prac dotyczących relacji ludzko-zwierzęcych, które zarazem nie powielałyby gatunkowistycznego dyskursu i nie wykorzystywały żywych zwierząt. Ja jednak stosuję całkowicie świadomie strategię umiarkowania, która sprawdziła się w krytyce, nauce i aktywizmie. Strategia radykalizmu spowodowałaby w wypadku wystawy zarzuty o "ideologizację", "manipulację" i "nachalną propagandę wegetarianizmu". I niech nikt nie próbuje mnie przekonać, że byłoby inaczej. Ale prawdą jest, że za cały radykalizm wystarczyłby jeden film: "Earthlings", stawiający bardzo wyraźną tezę. Być może tematy emancypacyjne zazwyczaj sytuują kuratora, artystę, krytyka lub naukowca w sytuacji, w której będzie postrzegany albo jak zideologizowany fanatyk albo jako niewyraźny konformista.

Fot. Leszek Golec; wystawa "Ecce Animalia", na pierwszym planie: Józef Gott, "Lisica z młodymi i upolowanym łabędziem", XIX w., na drugim planie: Wiktor Górka, "Hunting in Poland", w tle prace Tatarczyka i Pastwy. 

Nie zgadzam się, że wystawa nie stawia pytań i nie buduje konkretnych narracji. A już na pewno nie, że jest bezkrytyczną afirmacją. Te zarzuty mnie do tego stopnia zdumiewają, że aż trudno mi się no nich odnieść. Czy naprawdę krytyczka nie zauważyła ogromnego ekranu z animacją Małgorzaty Gurowskiej "Optymalizacja", krytycznej w zdecydowany sposób wobec wykorzystywania przez ludzi rożnych gatunków? Nie pofatygowała się, żeby sprawdzić co oznacza miarowe tykanie co sekundę, które niesie się w przestrzeni wystawy? ,,Każde zwierzę układane jest tak, by ostatecznie zmieściło się w 1 m kw., zostaje upchane, symbolicznie zoptymalizowane (…) Poszczególne obrazy optymalizacji następują po sobie co sekundę. Ma to charakter symboliczny, bo w każdej sekundzie zabija się na potrzeby konsumenckie około 1775 zwierząt na świecie” - wyjaśnia artystka. Wystawa buduje kilka bardzo konkretnych i dość oczywistych narracji, mało tego, te narracje mieszczą się w kwaterach - podziałach przestrzeni wyznaczonych "ścianowymi" filarami. Zastanawia mnie też, że krytyczka w ogóle nie wzięła pod uwagę profilu instytucji - muzeum rzeźby, a co za tym idzie (oraz równolegle do tego) nie wspomniała nawet słowem o tym, że starsze, tradycyjne rzeźby w marmurze i brązie skonfrontowano na wystawie z rzeźbami-obiektami nowoczesnymi, ale także z innymi mediami: filmem, fotografią, malarstwem.

Jest nieprawdą, że "na wystawie dominowały przedstawienia ukochanych piesków artystów", takie prace były tylko trzy - jedno wideo, jeden obraz i jedna rzeźba. Znowu więc krytyczka obnaża pobieżność swojego spojrzenia. Jestem Zofii Krawiec bardzo wdzięczna, że wzięła na wystawę mopsa Michela (wraz z jego panem Łukaszem Rondudą), dzięki temu powstały genialne fotografie do katalogu, a zachowanie psa było zadziwiającym odkryciem etologiczno-historyczno-artystycznym. Szkoda tylko, że Krawiec nie dostrzegła, że Michel mógł reagować na rzeźby, ponieważ zostały one potraktowane jak zwierzęta (stały, siedziały i leżały na podłodze), a nie jak eksponaty (na postumencie). A więc, wbrew temu, co napisała, udało się przekroczyć tradycyjną strukturę antropocentryczną, w której "podmiot patrzący, czyli zawsze człowiek ma władzę i uprzedmiotawia  eksponat". Swoją drogą Michel nie był jedynym zwierzęcym zwiedzającym, który z zaciekawieniem eksplorował przestrzeń i eksponaty. Mam jednak wrażenie, że reakcje Michela na tyle wciągnęły recenzentkę, że na obejrzenie samej wystawy, nie starczyło jej już czasu. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że jej tekst próbuje udawać, że było inaczej. 


 
Wystawa "Ecce Animalia", Michel i "Piesek" Adama Prockiego, fot. Zofia Krawiec

 
Wystawa "Ecce Animalia", Michel i "Small Field" Beaty Czapskiej, fot. Jan Gaworski

* O pierwszej pisałam tu: http://niezla-sztuka.blogspot.com/2014/04/polemika-z-tekstem-o-ecce-animalia.html


--- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Polemika z tekstem o "Ecce Animalia" Weroniki Lewandowskiej w "Dzienniku Opinii"


Kot Ylva z pracami J.A. Pastwy i T. Tatarczyka na wystawie "Ecce Animalia", Muzeum Rzeźby Współczesnej w Orońsku, 
fot. Czekalska + Golec

8 kwietnia w internetowym dzienniku opinii w dziale Sztuki Wizualne ukazał się artykuł Weroniki Lewandowskiej pod chwytliwym, acz mającym się nijak do opisywanej wystawy tytułem "Po co nam wegański smalec?". Doceniam zaangażowanie etyczne autorki po stronie zwierząt, szczególnie, że sama jako wegetarianka od urodzenia takie zaangażowanie przejawiam, a jednak trudno mi czytać ten tekst bez irytacji. Nie wiem o czym jest ów artykuł - mam wrażenie to zbieranina nieuporządkowanych myśli - ale na pewno nie o wystawie "Ecce Animalia" w Muzeum Rzeźby Współczesnej w Orońsku. Co nie znaczy, że w tej zbieraninie nie ma jakichś wartościowych wyimków.

Na samym wstępnie tekstu autorka pisze parę zdań, w których już ujawnia się chaos myślowy, przybierający na sile w dalszej części tekstu. Gorzej, że autorka konstatuje: Z tymi pytaniami mierzyła się wystawa "Ecce Animalia" w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, towarzysząca konferencji „Zwierzęta i ich ludzie”. To z jakimi pytaniami mierzyła się wystawa zostało przeze mnie opisane w folderze wystawy i pytania te brzmią inaczej niż pierwszy akapit artykułu W. Lewandowskiej. Można zapytać, na ile sie to udało, ale nie powinno się przekształcać założeń ekspozycji i wyzwań, jakie sobie postawili kuratorzy.

Jako kuratorka wystawy w pełni akceptuję prawo widza do tego, żeby mu się coś nie podobało, coś go nie przekonywało, a czegoś innego nie dostrzegł. Jednak od osoby, która podejmuje się zrecenzowania wystawy oczekiwałabym takiego patrzenia, które widzi obiekty, na które patrzy (sic!, bo autorka była na wystawie, ale chyba jej nie widziała) i dostrzegania przynajmniej tych najbardziej expilicite wyłożonych tematów.

Nie jest dla mnie jasne dlaczego właściwie W. Lewandowska próbowała napisać recenzję wystawy, skoro do tego, co jest przedmiotem jej tekstu, wystawa jest zbyteczna: rozważania na temat tęsknoty wegetarian za mięsem wyrażającej się w tworzeniu roślinnych produktów imitujących mięso. Na wystawie taki wątek się nie pojawia, mało tego, jest to problem stosunkowo błahy i marginalny także w dyskursie pozaartystycznym dotyczącym zwierząt i ich praw. Choć obecny jest oczywiście problem zabijania zwierząt, m. in. w celach konsumpcyjnych.

 fot. Leszek Golec, widok wystawy "Ecce Animalia" w Muzeum Rzeźby Współczesnej w Orońsku, na pierwszym planie prace J.A. Biernackiego i M. Britton Clouse, na drugim planie M. Tragońskiego, na trzecim J. Modzelewskiego,
w głębi B. Czapskiej i Z. Rytki.

Wystawa stała się pretekstem do mówienia o czym innym, została właściwie zmanipulowana. Autorka pozwala sobie na nadinterpretacje oraz spłyca i jednowymiarowo ustawia wystawę wraz z poszczególnymi pracami, poprzez wpisanie ich w kontekst swojej wypowiedzi. Mam wrażenie, że to jedna z sytuacji, których artyści obawiają się najbardziej. Tymczasem narracja wystawy zostawia widzowi przestrzeń na własne refleksje i interpretacje. Prace na wystawie znajdują się w swoistej sieci relacji, która siłą rzeczy jakoś pozycjonuje ich znaczenia, jakoś je interpretuje, ale nie są ubezwłasnowolnione, maja nadal swoją autonomię zarówno estetyczną, jak i znaczeniową, którą odbiera im dopiero tekst W. Lewandowskiej. Zestawienia obiektów zakreślają przenikające się pola tematyczne, które stanowią rodzaj interpretacji poszczególnych prac, jednocześnie zostawiając widzowi przestrzeń na własną interpretację. Tymczasem W. Lewandowska staje się wszechwiedzącym narratorem, który rzekomo zna nawet intencje artystów (czyste jak wegańska kolacja). Tymczasem intencje artystów mogły być bardzo różne. Można przypuszczać, że intencje i cele pracy Kuby Bąkowskiego z 2013 roku z użyciem podręcznika do chowu świń z lat 60-ych były dalekie od intencji Antoniego Kenara, który w 1962 roku wyrzeźbił socrealistyczną świniarkę.

Stosunki pomiędzy ludźmi a pozostałymi gatunkami zwierząt nie sprowadzają się do jedzenia mięsa, a co więcej do tęsknoty za nim, lecz są złożone. Dzieła sztuki jako byty ze swej natury wielowymiarowe, w każdym tego słowa znaczeniu, mają potencjał, by tę złożoność pokazać.

Recenzentce nie podoba się rozmazane zdjęcie kotów z Internetu (które swego czasu krążyło w sieci z podpisami w kilkunastu rożnych językach) pisząc, że "pojawiło się tam [w Muzeum - D.Ł.] zdecydowanie za wcześnie". Muszę przyznać, że nie rozumiem tego sformułowania. Za wcześnie w stosunku do czego, w jakim sensie za wcześnie? Autorka pisze, że "znalazło się ono obok monumentalnych realizacji rzeźbiarskich, co było spowodowane albo nieco nieudaną próbą wciągnięcia się w pęd ku nowoczesności, albo dziwną chęcią zapełnienia pustki ściany". Monumentalnych rzeźb na tej wystawie nie ma, a z kotami sąsiaduje "Portret córki Haliny z kotkiem" z 1909 roku, naturalnych rozmiarów popiersie marmurowe przedstawiające dziewczynkę z kotem na rękach oraz maleńka rzeźba Beaty Czapskiej przedstawiająca małpę ze swoim dzieckiem w ramionach i wreszcie wideo "Concerto for Head" Józefa Robakowskiego z udziałem jego kota Rudzika. Ponadto anonimowość autora z Internetu koresponduje z anonimowością XVII-wiecznego rzeźbiarza, autora drewnianego św. Franciszka, który stanowi część pracy Tatiany Czekalskiej i Leszka Golca "Św. Franciszek. Homo Anobium 100 rzeźby".  

Kot Czarek z pracą T. Czekalskiej i L. Golca (oraz XVII anonima i korników) na wystawie "Ecce Animalia",
Muzeum Rzeźby Współczesnej w Orońsku, fot. Czekalska + Golec

Lewandowska konkluduje, że "można się zastanawiać, czy sama tematyka wystawy nie jest zbyt szybkim rozbiegiem w stronę nowego, gdy wegetarianizm przez sporą część społeczeństwa jest nazywany fanaberią, a weganizm uznaje się za sektę ześwirowanych cierpiętników?" Nie rozumiem dlaczego sztuka miałaby podążać za zmianami kulturowymi, a nie je współtworzyć. Poza tym wystawa ta nie jest o wegetarianizmie, tylko o złożoności stosunków pomiędzy ludźmi a innymi zwierzętami oraz zwierzęcej podmiotowości, która ze swej istoty nie jest pojęciem prostym ani mającym określone miejsce w czasie. Po trzecie wystawa wcale nie zakłada, że relacje te ulegają poprawie, a jedynie, że są one dostrzegane przez artystów, a zainteresowanie nimi można wyczytać także w wielu pracach dawnych i współczesnych, niekoniecznie tworzonych z taką intencją.

Czekam na jakąś wnikliwą recenzję, która wychwyci przeplatające się tropy znaczeniowe na wystawie oraz to, jak koncepcja i aranżacja wpłynęły na ich ukształtowanie, na tekst, który przedstawiając problemy związane z naszym stosunkiem do zwierząt, wyjdzie od dzieł sztuki lub do nich dojdzie, a nie się z nimi rozminie. Na krytykę też jest miejsce, ale tylko "widzącą". "Obieg" i "Magazyn Sztuki" czekają na takie teksty. A więc, drodzy czytelnicy, do piór, do klawiatur!


widok wystawy "Ecce Animalia" w Muzeum Rzeźby Współczesnej w Orońsku,
na pierwszym planie rzeźba J. A. Ostrowskiego "Portret córki Haliny z kotkiem", fot. Leszek Golec



Teksy i wideo z wystawy "Ecce Animalia": http://www.rzezba-oronsko.pl/index.php?news=701

-- Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

niedziela, 6 kwietnia 2014

Czarne na czarnym



 Fred Levy, Black Dogs Project

Czarne psy nie są prześladowane z powodu zabobonów tak jak czarne koty (do dziś w niektórych krajach, także europejskich, np. we Włoszech), lecz podobno często pomijane przy adopcjach, częściej zostają w schroniskach. W Polsce co prawda nie spotkałam się z takim problemem, ale takie uwagi pracowników schronisk, z którymi rozmawiał autor na pewno nie są całkiem bezpodstawne. Choć w naszym kraju zwróciłabym raczej na problem związany z odrzucaniem osobników w podeszłym wieku oraz z niepełnosprawnościami. Fred Levy potrafi jednak ukazać także urok psa starego i niewidomego.


  Fred Levy, Black Dogs Project

Iza Kowalczyk na swoim blogu straszna sztuka, pisząc o krytyce zaangażowanej stwierdziła, że na Nie-złej sztuce zaczynam coraz częściej omijać szerokim łukiem sztukę profesjonalną. Zastanowiłam się nad tym. Cokolwiek miałoby znaczyć określenie "sztuka profesjonalna", zdałam sobie sprawę, że w kulturze popularnej jest mnóstwo pokuśliwych ciekawych tematów związanych ze stosunkiem ludzi do zwierząt, które być może są łatwiejsze do odczytania niż często złożone, wielowarstwowe i niejednoznaczne prace artystyczne z półki "sztuka wysoka". Nie znaczy to oczywiście, że są bardziej warte opisania, ale być może charakter medium, jakim jest blog sprzyja jednak tematom lżejszym, o których da się napisać krócej.




  Fred Levy, Black Dogs Project

Fotografie czarnych psów są chyba znowu takim tematem, choć status fotografii jako przynależnej do sfery sztuki od jej początków wcale nie jest jednoznaczny. Sztuka jest jednym z wielu pól fotografii, a fotografia portretowa ma szerokie zastosowanie praktyczne. Czy zatem portrety czarnych psów, o których tu piszę są sztuką profesjonalną? Są na pewno zdjęciami wykonanymi profesjonalnie od strony warsztatowej, mają na pewno walory estetyczne, czy jednak oznacza to wartość artystyczną, co więcej profesjonalizm w dziedzinie sztuki? Jak zwykle pytania najbardziej ogólne o naturę i definicję sztuki są najtrudniejsze i nierozstrzygalne, mimo to warto je zadawać w różny sposób i w różnych kontekstach, np. obrazu "Białe na białym" Malewicza. I choć czarne psy na czarnym tle nie mają nic wspólnego z teorią suprematyczną Malewicza, to operują zróżnicowaną paletą odcieni czerni, podobnie jak Malewicz odcieniami bieli. Fotografie te są w jakimś sensie supremacją psiego piękna i obecne jest w nich uczucie czyste w zupełnie innym sensie niż u Malewicza, który pisał o supremacji czystego uczucia lub percepcji w sztuce malarskiej. U Freda Levy' ego percepcja wynika z pewnych społecznych spostrzeżeń i również ma czemuś służyć - dobru psów. Zabawne, jak podobne estetyczne założenia mogą wynikać z czego innego, czemu innemu służyć i nieść inne znaczenia oraz zostać wyrażone za pomocą różnych mediów w rożnych okresach historycznych.


  Fred Levy, Black Dogs Project

A więc nie figury geometryczne, nie ludzie, ale jednak postacie - czarne na czarnym tle. Ten koncept estetyczny został zbanalizowany, choćby za pośrednictwem fotografii modowej, a być może jest banalny ze swej natury, jest czystym estetyzmem, czystym koloryzmem. Okazuje się jednak, że może się przysłużyć pokrzywdzonym i przełamywać stereotypy na temat zwierząt, stereotypy mające charakter także estetyczny. Znalazłam też w Internecie informacje na temat problemów z fotografowaniem czarnych psów na potrzeby ogłoszeń adopcyjnych oraz poradnik "How to Avoid Problems Photographing Black Dogs", który zaleca coś przeciwnego do tego, co robi Fred Levy, a mianowicie portretowanie czarnych psów na kontrastowym tle.



  Fred Levy, Black Dogs Project

Pisząc o tych fotografiach używam słowa portret, które przez wiele lat odnosiło się tylko lub głównie do ludzi, obecnie jednak fotograficzne portrety zwierząt są czymś wszechobecnym. Tylko, czy wizerunek pojedynczego zwierzęcia wystarcza, by nazwać go portretem? Czy portret nie powinien wydobywać indywidualności portretowanego? W przypadku tych zdjęć każdy z czarnych psów został pokazany w taki sposób, że zarówno jego wygląd, jak i przejawiająca się w nim osobowość są skrajnie zindywidualizowane, a udało się to wydobyć dzięki jednolitości kolorystycznej. Założenie, wydawałoby się, czysto estetyczne zapośrednicza zagadnienie filozoficzne, które jest niezwykle istotne etycznie: podmiotowość zwierząt. Nie traktowanie ich wyłącznie w kategoriach gatunku, lecz jednostki.




  Fred Levy, Black Dogs Project

I na koniec mój faworyt w kategorii "urok małych kundelków":

  Fred Levy, Black Dogs Project

Ja sama mam czarnego psa, ale jak dotąd nie udało mi się, ale też nie próbowałam fotografować go na czarnym tle. I tym amatorskim zdjęciem kończę wpis.

fot. Łukasz Żywulski

--- 
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. 
---

piątek, 28 marca 2014

Artmix - call for papers




 Artmix – call for papers

Zapraszamy do nasyłania propozycji artykułów do kolejnego numeru „Artmixa”:

nr 33(23) „Rzeczy”

Ukazały się już trzy numery „Artmixa”, których problematyka wiązała się z posthumanizmem – najwcześniejszy skupiał się na antygatunkowizmie, który wpisuje się w nurt animal studies, kolejny numer dotyczył szerszej problematyki posthumanizmu przyrodniczego, późniejszy numer natomiast traktował o cyborgach, a zatem temacie, który można zaliczyć do posthumanizmu technologicznego. Posthumanizm w swych szerokich zainteresowaniach nie-ludzkimi bytami uwzględnia także rzeczy, które, wbrew pozorom, wcale nie są bierne, lecz mają znaczący wpływ na życie ludzi i (innych) zwierząt. Rzeczy, na co wskazują tacy badacze jak Arjun Appadurai, posiadają swoje biografie, które łączą się z biografiami ludzi, uwikłane są też w życie społeczne. Słowo rzecz oznacza przedmiot, coś namacalnego i konkretnego, ale jest też pojęciem ogólnym, abstrakcyjnym oznaczającym po prostu coś, sprawę, ideę, problem. Rzeczą – obiektem zazwyczaj jest też dzieło sztuki, zaś w historii awangardy zwyczajny przedmiot wyniesiony został do rangi dzieła, jak miało to miejsce m.in. w przypadku ready mades. Również współczesna sztuka wykorzystuje rzeczy w bardzo dosłowny sposób, ukazując m.in. ich znaczenie w życiu społecznym. Interesują nas teksty, które wskazują na sprawczość rzeczy oraz odkrywają ich biografię, w szczególności w obszarze sztuki, a także różnorodność funkcji i znaczeń przypisywanych rzeczom w sztukach wizualnych, w tym status gotowego przedmiotu jako dzieła sztuki i dzieła sztuki jako przedmiotu – materialnego obiektu. Zachęcamy także do zastanowienia się nad tradycją martwych natur i współczesnymi wizerunkami rzeczy w sztuce.

Proponujemy zastanowienie się na następującymi problemami:

Rzeczy w perspektywie posthumanistycznej
Rzeczy jako nie-ludzkie byty
Sprawczość rzeczy
Biografie rzeczy
Znaczenie rzeczy w życiu społecznym
Status rzeczy w sztuce
Ready mades
Rzeczy w martwych naturach
Dawne i współczesnej wizerunki rzeczy

Teksty o długości 5-8 stron prosimy nadsyłać na adres artmix_obieg@tlen.pl  lub bezpośrednio do redaktorek do 20 maja 2014.

niedziela, 23 lutego 2014

"Ecce Animalia" w Orońsku


Drodzy Czytelnicy, jeżeli chcecie czegoś więcej niż tylko czytać o zwierzętach w sztuce, wybierzcie się do Muzeum Rzeźby Współczesnej w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku na "Ecce Animalia". To druga kuratorowana przeze mnie wystawa związana ze zwierzętami po "ZWIERZEniach" w toruńskiej Wozowni. Zapraszam serdecznie 8 marca (sobota) o godzinie 14.00. Oby było tak ciepło i słonecznie jak dziś, bo w Orońsku jest też bardzo przyjemny Park Rzeźby. Z resztą dwie z rzeźb w ramach wystawy "Ecce Animalia" będą w plenerze.


Ecce Animalia

Muzeum Rzeźby Współczesnej, Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku
8 marca – 15 czerwca 2014
wernisaż: 8 marca, godz. 14.00

Międzynarodowa, zbiorowa wystawa poświęcona zwierzęcej podmiotowości i indywidualności oraz relacjom między ludźmi a zwierzętami.

Zwierzę funkcjonowało w sztuce zawsze, już od prehistorycznych malowideł naskalnych oraz rytów na kłach i rogach. Jest więc jednym z pierwszych tematów w historii sztuki. W późniejszych epokach występowało w obrębie tradycyjnej ikonografii jako symbol, atrybut, dekoracja, element krajobrazu, w martwych naturach, scenach polowań, rzadko jednak samo w sobie lub ze względu na siebie.

Obecnie mówi się o tzw. zwrocie zwierzęcym w sztuce – a także szerzej, w kulturze i społeczeństwie – niekiedy wiązanym z pojęciem posthumanizmu. Można zaobserwować nowe podejście do zwierząt w sztuce, zapoczątkowane w latach 60. i 70. XX w. przejawiające się zainteresowaniem zwierzętami raczej jako istotami żywymi niż symbolami, większą ilością wizerunków zwierząt oraz nowymi formami ich obecności w sztuce. Artyści coraz częściej podejmują nową problematykę związaną ze zwierzęcą podmiotowością i indywidualnością oraz złożonością stosunków pomiędzy ludźmi a pozostałymi gatunkami zwierząt. Sztuka staje się częścią dyskursu animal studies, w tym krytycznej analizy dotychczasowego, tradycyjnego podejścia do zwierząt, zarówno w samej sztuce, jak i w problematyce pozaartystycznej.
Dorota Łagodzka

Wystawie towarzyszy międzynarodowa konferencja naukowa Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu?, organizowana przez Instytut Badań Literackich PAN, która odbędzie się w Warszawie w dniach 12-14 marca 2014. Konferencja pod patronatem Animals & Society Institute, Minding Animals International oraz Institute for Critical Animal Studies. Więcej na Animal Studies PL: http://animalstudies.ibl.waw.pl/pl/o-projekcie/konferencje/miedzynarodowa-konferencja-zwierzeta-i-ich-ludzie

Podczas otwarcia wystawy Artur Malewski wykona performance.

kuratorzy: Dorota Łagodzka i Leszek Golec
współpraca: Anna Barcz, IBL PAN

Artyści:
Magdalena Abakanowicz, Steve Baker, Basia Bańda, Kuba Bąkowski, Jan Antoni Biernacki, Mary Britton Clouse, Cheto Castellano, Beata Czapska, Tatiana Czekalska & Leszek Golec, Józef Gott, Wiktor Górka, Justyna Górowska, Małgorzata Gurowska, Kathy High, Antoni Kenar, Piotr Kurka, Czesław Makowski, Artur Malewski, Jarosław Modzelewski, Stanisław Kazimierz Ostrowski, Antoni Janusz Pastwa, Adam Procki, Józef Robakowski, Zygmunt Rytka, Filip Sadowski, Angela Singer, Tomasz Skórka, Andrzej Szarek, Marek Targoński, Tomasz Tatarczyk, Jerzy Truszkowski


Ecce Animalia

Museum of Contemporary Sculpture, Centre of Polish Sculpture in Orońsko
8th March – 15th June 2014
opening: 8th March, 2 PM

Ecce animalia is an international exhibition focusing on animal subjectivity and individuality as well as the relationships between people and animals.

Animals have functioned in human image-making since prehistoric rock paintings and the earliest carvings on tusks and antlers. That is why they are one of the first subjects in the history of art. In later epochs animals appeared within traditional iconography as symbols, attributes, decorations, landscape elements, in hunting scenes and in still-life paintings. Rarely did they appear because of their importance or for their own sake.

More recently art has undergone a so-called animal turn – and also, more broadly, in culture and society – sometimes related to the notion of posthumanism. A new approach to animals in art which began in the 1960s and 1970s manifested a growing interest in animals as living creatures rather than symbols, a greater number of animal images, and new ways of presenting animals. Artists now engage with issues connected with animal subjectivity, individuality and the complexity of relations between people and other animals. Art participates in the animal studies discourse and – as a part of it – critical analyses of the traditional approach to animals in art, as well as in non-artistic issues.
Dorota Łagodzka

The exhibition is accompanied by international academic conference entitled Animals and Their People. The Fall of the Anthropocentric Paradigm? organized by the Institute for Literary Research of the Polish Academy of Sciences will be held in Warsaw on 12-14 March 2014. Conference with the patronage of Animals & Society Institute, Minding Animals International and the Institute for Critical Animal Studies. More at Animal Studies PL: http://animalstudies.ibl.waw.pl/uk/about-the-project/conferences/international-conference-animals-and-their-people

During the opening of the exhibition there will be a performance by Artur Malewski.

curated by Dorota Łagodzka and Leszek Golec
cooperation: Anna Barcz, IBL PAN

Artists:
Magdalena Abakanowicz, Steve Baker, Basia Bańda, Kuba Bąkowski, Jan Antoni Biernacki, Mary Britton Clouse, Cheto Castellano, Beata Czapska, Tatiana Czekalska & Leszek Golec, Józef Gott, Wiktor Górka, Justyna Górowska, Małgorzata Gurowska, Kathy High, Antoni Kenar, Piotr Kurka, Czesław Makowski, Artur Malewski, Jarosław Modzelewski, Stanisław Kazimierz Ostrowski, Janusz Antoni Pastwa, Adam Procki, Józef Robakowski, Zygmunt Rytka, Filip Sadowski, Angela Singer, Tomasz Skórka, Andrzej Szarek, Marek Targoński, Tomasz Tatarczyk, Jerzy Truszkowski


środa, 29 stycznia 2014

Artmix nr 32(22) "Migracje"

Zapraszamy do lektury najnowszego numeru "Artmixa". W "Obiegu" żałoba po śmierci Wojciecha Krukowskiego, inicjatora "Obiegu" i wieloletniego dyrektora CSW Zamek Ujazdowski. W "Artmixie" zaś publikujemy tekst, nieżyjącej już autorki, Anny Zawadzkiej. Wbrew pozorom jednak numer wcale nie jest smutny!

Artmix nr 32(22) "Migracje"

Spis treści:
Małgorzata Quinkenstein, Żydowscy artyści w Berlinie po 1989 roku
Monika Popow, Miejskie migracje. O mobilnym projekcie Migracje/Kreacje Muzeum Emigracji w Gdyni
Video: Aleka Polis, tekst: Joanna Dąbrowska, Łukasz Kierznikiewicz: Mobilni i kreatywni. Sztuka to ruch.
Romuald Demidenko, Raj utracony – rozmowa z Moniką Weychert Waluszko, Aleksandrą Kubiak oraz Katarzyną Wiącek przy okazji wystawy Domy srebrne jak namioty
Ewelina Chwiejda, Sztuka (wro)gościnności. O dialogu: imigrant – artysta – gospodarz
Anna Zawadzka, Szkicownik podróżny Maess
„Narracja w poprzek obrazów” – Katarzyna Swinarska w rozmowie z Justyną Smoleń-Starowieyską


W tym numerze „Artmixa” podejmujemy problematykę migracji, przemieszczania się, nomadyzmu. Wraz z autorkami tekstów zastanawiamy się nad tym, na ile sztuka odpowiada na kwestie związane z dobrowolnym i przymusowym przemieszczaniem się ludzi. Czy emigracja jest pogonią za czymś, za lepszym życiem i sukcesem czy może ucieczką, na przykład przed tradycją i prawem rodzimego kraju? 

Szczególnie mobilną grupa są artyści, dla których emigracja bywa sposobem na rozwój artystycznych zainteresowań, ale również budowanie swojej kariery. Twórcy często wybierają jako obszar swego działania miejsce, które nie jest związane z ich pochodzeniem, ale funkcjonuje jako swoiste centrum międzynarodowej bohemy. Takim miejscem we współczesnej Europie jest z pewnością Berlin. Małgorzata Quinkenstein przedstawia w swoim artykule sztukę artystów żydowskiej diaspory w Berlinie. Zwraca ona uwagę na napływ Żydów Izraelskich do stolicy Niemiec. Artyści przybyli z Izraela zarówno podejmują się analiz żydowskiej tożsamości, krytyki polityki Izraela, jak też zwracają uwagę na tak drażliwe kwestie, jak np. homoseksualizm. 

Warto zastanowić się również nad tym, jak sztuka odnosi się do problemu imigrantów, którzy najczęściej traktowani są jak ludzie drugiej kategorii. Czy zwielokrotnione wykluczenia, które często dotyczą imigrantów, są problemem zauważanym i poddawanym analizie przez artystów? Tych kwestii dotyczy tekst Moniki Popow, która przedstawia sztukę prezentowaną podczas projektu „Migracje/Kreacje” zrealizowanego przez Muzeum Emigracji w Gdyni. Zaakcentowany jest tutaj przede wszystkim problem współczesnego miasta jako tworu i miejsca wzmożonych migracji. Przy okazji tego projektu przypominamy też materiał Aleki Polis z Obieg TV Mobilni i kreatywni. Sztuka to ruch.
 
O problemach polskich Romów, niechęci wobec tej mniejszości i ich koczowisk, o anarchitekturze oraz pracach artystycznych podejmujących kwestie „cygańskości” mówią Moniką Weychert Waluszko, Aleksandrą Kubiak oraz Katarzyną Wiącek w rozmowie z Romualdem Demidenko przeprowadzonej przy okazji wystawy Domy srebrne jak namioty.

Interesuje nas także problem styku kultur, wiążący się coraz częściej z konfliktem wartości reprezentowanych przez przybyszów i tubylców. W tym kontekście można mówić o „wrogościnności”, które to pojęcie zaproponował Jacques Derrida, zwracając uwagę na ambiwalentny stosunek do przybyszów oraz podszytą wrogością nieufność do nich. Termin ten stał się tytułem wystawy zorganizowanej w 2010 roku w Muzeum Sztuki w Łodzi, o której pisze Ewelina Chwiejda, zastanawiając się między innymi nad rolami przyjmowanymi przez artystów-imigrantów. 

Niezwykle interesujący jest też wątek sztuki powstającej w podróży, który podejmuje tekst nieżyjącej już Anny Zawadzkiej na temat twórczości Maess, jej podróżnych szkicowników, rysunków powstających na lotniskach czy pokładach samolotów. Tekst Zawadzkiej ukazuje zarazem, że rysunek można traktować jako najbardziej podróżnicze medium. 

Pojęcie migracji można rozumieć na wiele sposobów, nie tylko jako przemieszczanie się po świecie, ale również jako migrację form, przepływ tematów i obrazów. O swoistych migracjach form we własnych obrazach mówi Katarzyna Swinarska w rozmowie z Justyną Smoleń-Starowieyską, zwracając uwagę na narrację, która toczy się „w poprzek obrazów”.

Izabela Kowalczyk i Dorota Łagodzka

 Maess, Discourse Intercourse, 2008. 21x 29 cm ołówek na papierze

wtorek, 3 grudnia 2013

Dziecięcy artywizm w Wiatrowie

Na początku działania mojego blogu pokazałam przykład dziecięcego artywizmu w Toruniu, na Bydgoskim Przedmieściu. Pisałam też, co rozumiem pod pojęciem artywizmu: http://niezla-sztuka.blogspot.com/2009/11/dzieciecy-artywizm.html Tym razem prezentuję krytyczne wobec wykorzystywania zwierząt w cyrku rysunki dzieci ze Szkoły Podstawowej w Wiatrowie, inspirowane kolorowanką ze strony Stowarzyszenia Empatia: http://empatia.pl/cyrki/do-pobrania/.








I autokomenatrz artystów w formie listu do Stowarzyszenia Empatia:


Wzrusza mnie to, że dzieci wierzą, że Empatia może te słonie uwolnić. Niestety nie może... Może tylko próbować uwolnić umysły i serca dorosłych.

Przy tej okazji zastanawiam się nad statusem sztuki dziecięcej i tego jak się ona ma do sztuki niepełnosprawnych i w ogóle do art brut. Uświadomiłam sobie także, że te rysunki dzieci w ogóle nie przypominają prezentowanych przeze mnie w poprzednim wpisie prac szympansów. Niektóre z malunków (a może raczej malowideł) szympansich wyglądają raczej na abstrakcyjne kompozycje dorosłych ludzi, inne z kolei na twórczość ludzkich dzieci, ale dużo młodszych, kilkuletnich, w wieku określanym w języku angielskim mianem toddler. I w tym momencie przypomniał mi się pewien quiz, który przywołuję pół żartem:
Czy umiesz dostrzec różnice między malunkami dzieci (toddlers) a sztuką nowoczesną? Quiz jest oczywiście złośliwy wobec sztuki nowoczesnej, ale i tendencyjny, ponieważ prezentowane są tylko fragmenty prac, w dodatku nie zawsze w porównywalnej skali: QUIZ: Can You Tell The Difference Between Modern Art And Paintings By Toddlers?

--- 
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. 
---

piątek, 8 listopada 2013

Szympansi konkurs malarski


The Humane Society of The United States (HSUS) ogłosiło konkurs malarski, w którym wzięły udział szympansy z sześciu amerykańskich azyli-przytulisk dla szympansów, do których trafiają małpy mające za sobą trudne, smutne oraz zazwyczaj bolesne i długie życie w laboratoriach, cyrkach i zoo lub były zmuszane do występowania w roli aktorów. W azylach mają zapewnione spokojne życie i na ile to możliwe powrót do naturalnych warunków. Z reguły jednak zwierzęta te wychowały się w warunkach sztucznych, w cywilizacji ludzkiej, w związku z czym postawienie ich w sytuacji za bardzo zbliżonej do naturalnego środowiska też nie jest wskazane. Z reguły cierpią one na rożnego rodzaju zaburzenia psychiczne i traumy, przechodzą rehabilitacje, leczenie i psychoterapie. Jedną z form terapii dla szympansów jest sztuka. Małpy w azylach malują z własnej woli, to, co chcą i tak jak chcą. Nie są do sztuki zmuszane ani nawet nakłaniane, a tym bardziej nie wchodzi w grę żadna tresura. Każdy szympans ma swoją osobowość, nie wszystkie lubią malować, ale te, które lubią, za pośrednictwem swoich opiekunów wzięły udział w konkursie. O ile jednak twórczość małp traktuję zupełnie poważnie, o tyle idea konkursu wydaje mi się nieco infantylna, co nie zmienia faktu, że przyniosła całkiem konkretne korzyści finansowe dla wiecznie szukających funduszy azyli. Wszystkie azyle, które wzięły udział w konkursie za sam udział otrzymały tę samą pulę pieniędzy w wysokości 500$, ponadto przyznano I, II i III nagrodę w wysokości 10.000$, 5.000$ i 2.500$. Nie przepadam za konkursami w ogóle, także wśród ludzi, zarówno na polu sztuki, jak i w sporcie oraz innych dziedzinach, tym bardziej więc nie zachwyca mnie idea tworzenia sytuacji konkurencji wśród zwierząt, które prawdopodobnie nie są jej w tym wypadku świadomie (co nie znaczy, że konkurencja jest w ogóle szympansom obca). Poza tym, dlaczego to ludzie mają oceniać twórczość małp?

Pomysł na pracę zarobkową zwierząt-artystów przypomina mi, wspominany już na tym blogu, projekt ekowspółpracy ze słoniami podjętej przez duet artystyczny Vitaly'ego Komara i Aleksandra Melamida.

Poniżej przedstawiam uczestników szympansiego konkursu artystycznego, nie mam pewności, czy są to wszyscy, ale przynajmniej Ci, których do tej pory udało mi się znaleźć.

Pierwsze miejsce zajął Brent, 37-letni samiec mieszkający w Chimp Heaven w Keithvill, gdzie mieszka od 2006 roku. Podobno maluje tylko językiem i ma swój oryginalny styl malarski. Lubi się śmiać i bawić, ochrania Grandmę, najstarszą mieszkankę azylu.



Cheetach, szympansica, która zajęła II miejsce urodziła się najprawdopodobniej w latach 70-ych XX w. i przez 19 lat samotnie mieszkała w laboratorium. W 2002 roku została uratowana przez Save The Chimps w Ft. Pierce. 




III miejsce zajął Ripley, choć przyznałabym je raczej Jaimie, lecz, tak jak wspomniałam, idea konkurencji w tym wypadku mnie odstręcza, no i niby dlaczego ja, czyli homo sapines, mam być sędzią? Nie jestem w stanie ocenić, która praca jest najlepsza, a jedynie, która jest najbardziej atrakcyjna dla ludzi. Choć zapewne wśród przedstawicieli homo sapiens zdania byłyby podzielone. Brenta podziwiam za technikę i regularną kompozycję, choć w swoim domu wolałabym powiesić pracę Cheetach.

Ripley, który stworzył abstrakcyjną kompozycję w pastelowych barwach, był używany jako aktor, po czym został umieszczony w ZOO. Ostatecznie trafił do Center for Great Apes in Wauchula. Charakterystycznymi cechami jego osobowości jest odporność i umiejętność wybaczania.



Jamie ma z kolei upodobanie do kolaży, tutaj do rozedrganego obrazu malowanego dwoma rozcieńczonymi kolorami wkleiła łupinki pestek słonecznika. Mieszka w Chimpanzee Sanctuary Northwes, gdzie jest szefową w grupie szympansów. Ma bardzo osobliwy umysł i uwielbia różnego rodzaju aktywności, m. in. okazjonalne działania artystyczne. Zazwyczaj woli tworzyć na niestandardowych powierzchniach, takich jak ściany lub zabawki. Trudno sobie wyobrazić jak zdołała znieść wiele lat nudy i strachu w laboratorium.



Jenny urodziła się 19 maja 1995 roku w LEMSIP, jednym z laboratoriów biomedycznych w Nowym Jorku. Została uratowana przez Primate Rescue Center in Nicholasville. Jej praca jest zdecydowana, i dynamiczna, malowana zamaszystym ruchem przy harmonijnym doborze pastelowych kolorów, przełamanych ciepłym żółcieniem. 




Patti z kolei w równie dynamicznym obrazie zastosowała czyste i mocne kolory podstawowe. Urodziła się 11 września 1982, została wychowana przez ludzi i zmuszona do występowania dla tłumów gapiów zanim trafiła na emeryturę w 1996 roku. Obecnie mieszka w azylu Chimps, Inc. w Bend.




Co ciekawe trudno byłoby określić ich twórczość mianem art brut, bowiem prace Brenta i Cheetach to, moim zdaniem, całkiem dojrzałe abstrakcyjne kompozycje malarskie, niespecjalnie wpisujące się w stylistykę art brut. Pytanie, na ile świadome, na ile intencjonalne, a na ile przypadkowe? Tego do końca nie wiedzą nawet najlepsi prymatolodzy, ale na pewno mogę się dowiedzieć trochę więcej. Mam ochotę poznać więcej szczegółów dotyczących pracy twórczej szympansów po przejściach, mieszkających w azylach: okoliczności, tryb pracy i rolę ludzi, a przede wszytskim bardzo chciałabym zobaczyć więcej prac i to najlepiej bez pośrednictwa komputera!

Pisząc ten tekst zastanawiałam się też nad antropomorfizacją małp w postrzeganiu zachowań małp, przejawiającego się w języku, którym je opisuję. Ale o tym więcej może innym razem, i może nie tylko na blogu... 
---
Bibliografia:
Bussiness Insider, Meredith Lee/For The HSUS:
http://www.businessinsider.com/winners-of-the-chimpanzee-art-contest-2013-8# (dostęp dn. 1.09.2013).

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. 
---