22 lipca w toruńskim Muzeum Etnograficznym została otwarta wystawa prac Genowefy Magiery, 91-letniej podopiecznej Domu Pomocy Społecznej w Wielkiej Nieszawce. Urodziła się 18 stycznia 1921 r., w Lgocie, w pow. wadowickim. Jako dziecko wraz z rodzicami przyjechała do Dąbrowy Chełmińskiej. Zmiana miejsca zamieszkania spowodowana była biedą. Po przyjeździe na ziemię chełmińską, jej rodzice zajęli się prowadzeniem gospodarstwa. Genowefa Magiera ukończyła cztery klasy szkoły podstawowej. Kiedy jako dziecko pasła krowy, umilała sobie czas lepieniem glinianych ptaszków. Niestety z biegiem lat, obowiązki gospodarskie uniemożliwiały Genowefie poświęcanie czasu na twórczość artystyczną*. Jej talent znalazł ujście dopiero niedawno na warsztatach terapii zajęciowej w DPS, prowadzonych przez Krzysztofa Majczuka**. W ciągu dwóch lat stworzyła około półtora tysiąca prac.
Genowefa Magiera podczas wernisażu na tle rekonstrukcji atelier, fot. Wojciech Kardas (Agencja Gazeta).
"Zwierzęta idą do nieba" to tytuł toruńskiej wystawy jej prac, kuratorowanej przez Aleksandrę Jarysz. Oprócz prac artystki znajduje się na niej instalacja odzwierciedlająca jej pracownię. Obrazy Genowefy Magiery zaludniają zwierzęta (celowo używam tego paradoksalnego sformułowania), wypełnia je gęstwina zwierząt (to drugie określenie odnosi się z kolei do roślin). Wyjątkowo urocze w jej wykonaniu są sowy z rozpostartymi skrzydłami i żyrafy. Magiera najczęściej używa flamastrów oraz farb plakatowych, ale bardzo często tworzy kolaże, w których wykorzystuje rozmaite materiały: koraliki, skrawki materiału, pióra czy ziarna fasoli. Artystka tworzy także postacie zwierząt w formie rzeźb.
Genowefa Magiera
Genowefa Magiera
Genowefa Magiera
Genowefa Magiera
Genowefa Magiera
Genowefa Magiera
widok wystawy "Zwierzęta idą do nieba", fot. Wojciech Kardas (Agencja Gazeta)
Kuratorka zalicza prace Magiery do art brut. Do jej prac pasuje także określenie sztuka naiwna i nieodpracie kojarzą się one z Nikiforem. Podobnie jak on Genowefa Magiera ma swój styl, jej zwierzęta są charakterystyczne. Kreska Magiery jest jednak mniej geometryczna niż u Nikifora, bardziej miękka. Nie zachwycają mnie natomiast w jej wykonaniu postacie ludzkie, podobnie z resztą jak u Nikifora. U krynickiego twórcy podobają mi się przede wszystkim krajobrazy i architektura. U Magiery zwierzęta, które stanowią zdecydowanie główny, niemal jedyny temat twórczości i inspirację. Tak jak w naturze nie istnieją dwa identyczne liście, choć pozornie są do siebie podobne, tak w pracach Magiery nie sposób znaleźć dwóch identycznych postaci zwierzęcych. Możliwość wariantów wydaje się być w jej wyobraźni i jej dłoniach nieskończona. Może jednak i ludzie w jej wykonaniu okażą się interesujący. Artystka zapowiedziała bowiem, że zaczną się oni pojawiać w jej obrazach, że poprzez swoją sztukę opowie całe swoje nieszczęsne życie.
Nikifor Krynicki (Epifaniusz Drowniak)
Nikifor Krynicki (Epifaniusz Drowniak)
Dla Genowefy Magiery znalazło się miejsce w muzeum etnograficznym jako dla pewnego fenomenu kulturowo-społecznego, choć nie wątpię, że zarówno kuratorka jak i widzowie docenili jej twórczość przede wszystkim jako sztukę. A czy jej prace mają szansę trafić do galerii sztuki współczesnej lub muzeum sztuki, jako po prostu dobra sztuka, nie zaś zjawisko antropologiczne? Wątpię, choć jednocześnie zadaję sobie pytanie na czym właściwie polega różnica pomiędzy zwierzęcymi obrazami Genowefy Magiery, Józefa Wilkonia i Basi Bańdy. Na czym zasadza się rozróżnienie na sztukę ludową i sztukę wysoką? Jak do tych podziałów ma się warsztat artysty, jak samoświadomość, jak dziecięcość, a jak zwierzęta?
Józef Wilkoń
Józef Wilkoń
Basia Bańda
---
* informacje biograficzne cytuję za stroną Kujawsko-Pomorskiej Organizacji Turystycznej: http://visitkujawsko-pomorskie.pl/zwierz%C4%99ta-id%C4%85-do-nieba-toru%C5%84-2011,178,503,2315.html.
** źródło Gazeta.pl: http://torun.gazeta.pl/torun/1,35574,9993541,Zwierzeta_ida_do_nieba___niesamowita_wystawa_91_letniej.html
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---
blog Doroty Łagodzkiej o zwierzętach w sztuce / Dorota Łagodzka's blog about animals in art
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą natura. Pokaż wszystkie posty
sobota, 30 lipca 2011
niedziela, 5 czerwca 2011
"Wilk bardzo zły", czyli o spotkaniu baśniowej dziewczynki ze zwierzęciem
Nie jest łatwo przedzierać się przez gęstwinę lasu. Należy uważać na wystające korzenie, lawirować pomiędzy rozpościerającymi się gałęziami. Baśniowa rzeczywistość przyrody, skrywa w sobie pochowane w zakamarkach wyobraźni historię, o wilku bardzo złym, zakopanym skarbie, zagubionej wśród zarośli dziewczynce. Wystawa Natalii Bażowskiej, Ewy Juszkiewicz i Agaty Kus "Wilk bardzo zły" to trzy indywidualne narracje artystyczne oparte na spotkaniu baśniowej dziewczynki z zwierzęciem. Spotkanie z nim jest nieuniknione by iść dalej, dojść do krańca lasu. Wilk nie zawszę bywa zły...Czasem pomiędzy nim a złotowłosą dziewczynką rodzi się przedziwna fascynacja. A pomiędzy liśćmi migoczą pytania. Gdzie iść? Czy może lepiej zostać i pozwolić baśni rozwijać się w naszej głowie? - pisze Marta Kudelska, kuratorka wystawy "Wilk bardzo zły", która odbyła się w maju w krakowskiej galerii Art Agenda Nova.
Wystawa była baśniową narracją o wilkach, dziewczynkach i sarenkach - zarówno dosłowną tekstową jak i wizualną. Obie bardzo mi się podobają. Prace trzech artystek zostały zestawione ze współczesnymi baśniami, w których tradycyjne baśniowe motywy przenikają się z refleksjami o relacjach bohaterów: współczesnych czerwonych kapturków, małych księżniczek i śpiących królewien oraz mężczyzn, stworów, wilków i innych zwierząt, tworząc nowe fabuły, wykraczające poza baśniowy schemat. Pierwiastki dobra i zła, okrucieństwa i niewinności, oczywiste i nieskomplikowane w tradycyjnych baśniach, zostają tu przetransponowane na słowa i obrazy, które niepokoją swoją ambiwalencją. Charakterystyczny dla typowej baśni triumf dobra zostaje poddany w wątpliwość.
Pomieszczenia galerii dzięki delikatnej wzorzystej tapecie w pastelowych kolorach zamieniają się w dziewczęce pokoiki, w których pojawiają się zranione sarny, dziewczynki-sarenki, ale też wilki - jakby rysowane dziecięcą ręką i dziewczynki-wilki, bez twarzy, z twarzą zakrytą, zarośniętą. Dziewczynki jako alegorie niewinności, bezbronności i słodyczy, ale też dziewczynki-sarenki, dziewczynki-wilkołaczki, dzieci-potwory, dzieci-ofiary. Wystawę przenika atmosfera infantylnej słodyczy i poczucia zagrożenia w niejasny sposób związanego z seksualnością, które charakterystyczne jest dla obrazów Basi Bańdy. Podobnie jak w najnowszych obrazach Bańdy, tak i w pokazanych na wystawie "Wilk bardzo zły" pracach Bażowskiej, Juszkiewicz i Kus oraz towarzyszących im baśniach, przyroda - las i zwierzęta są odniesieniem do podświadomych lęków. I choć na wystawie w Art Agendzie stworzony przez artystki realistyczno-magiczny dziecięcy świat jest pozbawiony przedstawień nagich ludzkich ciał i oczywistych odniesień do seksualności, to jednak nie bez powodu główną bohaterką jest dziewczynka. Dziewczynka w sukience, dziewczynka z warkoczykiem, dziewczynka porośnięta włosami. A także sarna, z której różowej waginy wydobywają się niebieskie sukienki, biała sukienka ze strużkami krwi. W jednej z baśni królewna Śnieżka podążająca śladami krwi cieknącej z paszczy wilka dociera do białej sarny, której myśliwy wypatroszył serce. Kładzie się obok zwierzęcia, które przejmuje jej zapach i razem umierają. Żadnej z nich nie zabił wilk bardzo zły.
materiały prasowe
Zastanawiałam się jak pozyskane zostały ciała saren użyte przez Agatę Kus. Jak dowiedziałam się z blogu Karoliny Plinty, nie tylko ja. Sarny budziły zainteresowanie, a zwiedzającym nie było obojętne, czy zostały zabite dla sztuki. Co do jednej wiem od kuratorki, że prawdopodobnie została znaleziona na jakimś strychu. Plinta pisze, że Marta Kudelska deklaruje, że "ani artystka (czyli Agata Kus), ani kuratorka nikogo nie zabiły".
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
środa, 16 lutego 2011
Pogranicza ludzkiej natury i granica zwana zwierzęciem
Daniel Lee, seria "Origin"
W najbliższym czasie szykuje się kilka ciekawych wydarzeń związanych ze zwierzętami w kulturze (Katowice - UŚ, Kraków - Goldex Poldex, USA - Wesleyan University). Zacznę od tego, w którym sama zamierzam brać udział. Będzie to konferencja "Potwory, hybrydy, mutanty. Pogranicza ludzkiej natury" na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach w dniach 23-25 lutego. O ile tylko wstęp na konferencje dla słuchaczy jest wolny ( a uważam, że powinno tak być i mam nadzieję, że jest) pragnę zaprosić ewentualnych zainteresowanych na mój referat "Ludzko-nieludzkie hybrydy w sztuce współczesnej", z którym według planu mam wystąpić 24 lutego jakoś między 16:15 a 17:15.
Referat ma być analizą tematu zwierzęco-ludzkich hybryd w twórczości wybranych artystów współczesnych: Patricii Piccinini, Sama Jinksa, Ewy Łowżył, Reinera Marii Matysik i Tomasza Rogalińskiego. Posługują się oni różnymi mediami, m. in. rzeźbą, fotografią i animacją. Ich dzieła analizuję w kontekście filozoficzno-etycznej teorii antygatunkowizmu prof. Petera Singera próbującej przełamać moralny antropocentryzm. Drugim punktem odniesienia są rozważania Giorgio Agambena o związku pomiędzy tym, co ludzkie i tym, co zwierzęce, które przeciwstawiają się konceptualizacji relacji człowiek-zwierzę w obrębie dyskursów humanizmu.
Tytułowe określenie "nieludzki" odnosi się do zwierząt nie-ludzkich lub inaczej pozaludzkich, czyli zwierząt innych gatunków niż człowiek. Gra słowna dotyczy tu także potocznego rozumienia etycznego wymiaru epitetu „ludzki” i stereotypowego rozumienia „zezwięrzęcenia”. Zezwierzęcenie i uczłowieczenie odnieść można do ontologicznych teorii Gillesa Deluze’a i Felixa Guattariego i ich rozumienia „stawania się zwierzęciem” oraz „stawania się człowiekiem”.
Analizy konkretnych dzieł pokazują, w jaki sposób przełamywanie antropocentryzmu w sztuce poprzez kreowanie hybryd łączy się ze świadomością medium artystycznego i organiczną estetyką tych prac.
Konferencja skupia się na obecności potworów, hybryd, mutantów w literaturze, kinie, komiksie, serialach, nowych mediach, ale także w filozofii czy naukach humanistycznych i posthumanistycznych. Referaty mają być próbą odpowiedzi na pytanie, jak kultura przedstawia istoty nie-ludzkie, ale też jakie są reguły dyskursów produkujących wiedzę o tych formach, jakie funkcje (społeczne, polityczne, ideologiczne) spełnia nasza potoczna i „naukowa” wiedza o potworach, hybrydach, mutantach. Dotyczy zatem nie ludzi i zwierząt, czy też zwierząt ludzkich i nie-ludzkich, ale form pośrednich, które siłą rzeczy są intrygujące i kłopotliwe. Dotyczy istot, które, nawet jeśli tylko wyobrażone, teoretyczne, to zacierają pozornie oczywistą granicę miedzy tym, co ludzkie i tym, co nieludzkie.
Do problemu granicy między ludzkim i zwierzęcym odnosić się będzie także wykład Mateusza Borowskiego* "Granica zwana zwierzęciem. Maszyna antropologiczna i definicje humanitas", który odbędzie się 17 lutego o godz. 19:00 w krakowskim Goldexie-Poldexie. Pisałam o nim przy okazji wystawy prac Pimpka.
Wykład poświęcony będzie problemom przemian historycznych definicji człowieka, wytyczających za każdym razem inaczej granice między światem ludzi i zwierząt. Funkcjonowanie opisanej przez Giorgio Agambena "maszyny antropologicznej", wytwarzającej wyobrażenia na temat człowieczeństwa i jego relacji ze zwierzęcością, zostaną zilustrowane na dwóch przykładach - "Wyspy doktora Moreau" H. G. Wellsa i "Planety małp" Pierre'a Boule.
Tego samego dnia, kiedy kończy się konferencja w Katowicach, rozpoczyna się konferencja "Sex, Gender, Species" na Wesleyan University w Stanach Zjednoczonych.
Oczywiście nie mogę na niej być, nie wysyłałam nawet zgłoszenia, bo przecież nie stać mnie na podróż do Stanów w tym celu, ale mam nadzieję nabyć publikację pokonferencyjną. Organizatorem konferencji jest instytut animal studies na w. w. uczelni. Debata ma dotyczyć związków pomiędzy gender studies i animal studies, pomiędzy teorią feministyczną i animalistyczną, prawami kobiet i prawami zwierząt, innością kobiet i innością istot pozaludzkich, mechanizmami wykluczania jednych i drugich. Program konferencji dostępny jest na stronie instytutu: http://sexgenderspecies.conference.wesleyan.edu/conference-program/. Tej tematyce ma być też poświęcony kolejny numer amerykańskiego czasopisma filozofii feministycznej "Hypatia".
Daniel Lee, seria "Origin":
---
* Mateusz Borowski - adiunkt w Katedrze Dramatu UJ, zajmuje się przede wszystkich historią i teorią współczesnego dramatu, kulturoznawstem i teorią queer.
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
W najbliższym czasie szykuje się kilka ciekawych wydarzeń związanych ze zwierzętami w kulturze (Katowice - UŚ, Kraków - Goldex Poldex, USA - Wesleyan University). Zacznę od tego, w którym sama zamierzam brać udział. Będzie to konferencja "Potwory, hybrydy, mutanty. Pogranicza ludzkiej natury" na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach w dniach 23-25 lutego. O ile tylko wstęp na konferencje dla słuchaczy jest wolny ( a uważam, że powinno tak być i mam nadzieję, że jest) pragnę zaprosić ewentualnych zainteresowanych na mój referat "Ludzko-nieludzkie hybrydy w sztuce współczesnej", z którym według planu mam wystąpić 24 lutego jakoś między 16:15 a 17:15.
Referat ma być analizą tematu zwierzęco-ludzkich hybryd w twórczości wybranych artystów współczesnych: Patricii Piccinini, Sama Jinksa, Ewy Łowżył, Reinera Marii Matysik i Tomasza Rogalińskiego. Posługują się oni różnymi mediami, m. in. rzeźbą, fotografią i animacją. Ich dzieła analizuję w kontekście filozoficzno-etycznej teorii antygatunkowizmu prof. Petera Singera próbującej przełamać moralny antropocentryzm. Drugim punktem odniesienia są rozważania Giorgio Agambena o związku pomiędzy tym, co ludzkie i tym, co zwierzęce, które przeciwstawiają się konceptualizacji relacji człowiek-zwierzę w obrębie dyskursów humanizmu.
Tytułowe określenie "nieludzki" odnosi się do zwierząt nie-ludzkich lub inaczej pozaludzkich, czyli zwierząt innych gatunków niż człowiek. Gra słowna dotyczy tu także potocznego rozumienia etycznego wymiaru epitetu „ludzki” i stereotypowego rozumienia „zezwięrzęcenia”. Zezwierzęcenie i uczłowieczenie odnieść można do ontologicznych teorii Gillesa Deluze’a i Felixa Guattariego i ich rozumienia „stawania się zwierzęciem” oraz „stawania się człowiekiem”.
Analizy konkretnych dzieł pokazują, w jaki sposób przełamywanie antropocentryzmu w sztuce poprzez kreowanie hybryd łączy się ze świadomością medium artystycznego i organiczną estetyką tych prac.
Konferencja skupia się na obecności potworów, hybryd, mutantów w literaturze, kinie, komiksie, serialach, nowych mediach, ale także w filozofii czy naukach humanistycznych i posthumanistycznych. Referaty mają być próbą odpowiedzi na pytanie, jak kultura przedstawia istoty nie-ludzkie, ale też jakie są reguły dyskursów produkujących wiedzę o tych formach, jakie funkcje (społeczne, polityczne, ideologiczne) spełnia nasza potoczna i „naukowa” wiedza o potworach, hybrydach, mutantach. Dotyczy zatem nie ludzi i zwierząt, czy też zwierząt ludzkich i nie-ludzkich, ale form pośrednich, które siłą rzeczy są intrygujące i kłopotliwe. Dotyczy istot, które, nawet jeśli tylko wyobrażone, teoretyczne, to zacierają pozornie oczywistą granicę miedzy tym, co ludzkie i tym, co nieludzkie.
Do problemu granicy między ludzkim i zwierzęcym odnosić się będzie także wykład Mateusza Borowskiego* "Granica zwana zwierzęciem. Maszyna antropologiczna i definicje humanitas", który odbędzie się 17 lutego o godz. 19:00 w krakowskim Goldexie-Poldexie. Pisałam o nim przy okazji wystawy prac Pimpka.
Wykład poświęcony będzie problemom przemian historycznych definicji człowieka, wytyczających za każdym razem inaczej granice między światem ludzi i zwierząt. Funkcjonowanie opisanej przez Giorgio Agambena "maszyny antropologicznej", wytwarzającej wyobrażenia na temat człowieczeństwa i jego relacji ze zwierzęcością, zostaną zilustrowane na dwóch przykładach - "Wyspy doktora Moreau" H. G. Wellsa i "Planety małp" Pierre'a Boule.
Tego samego dnia, kiedy kończy się konferencja w Katowicach, rozpoczyna się konferencja "Sex, Gender, Species" na Wesleyan University w Stanach Zjednoczonych.
Oczywiście nie mogę na niej być, nie wysyłałam nawet zgłoszenia, bo przecież nie stać mnie na podróż do Stanów w tym celu, ale mam nadzieję nabyć publikację pokonferencyjną. Organizatorem konferencji jest instytut animal studies na w. w. uczelni. Debata ma dotyczyć związków pomiędzy gender studies i animal studies, pomiędzy teorią feministyczną i animalistyczną, prawami kobiet i prawami zwierząt, innością kobiet i innością istot pozaludzkich, mechanizmami wykluczania jednych i drugich. Program konferencji dostępny jest na stronie instytutu: http://sexgenderspecies.conference.wesleyan.edu/conference-program/. Tej tematyce ma być też poświęcony kolejny numer amerykańskiego czasopisma filozofii feministycznej "Hypatia".
Daniel Lee, seria "Origin":
---
* Mateusz Borowski - adiunkt w Katedrze Dramatu UJ, zajmuje się przede wszystkich historią i teorią współczesnego dramatu, kulturoznawstem i teorią queer.
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---
środa, 19 stycznia 2011
Straszne bajki Basi Bańdy
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
Zauważyłam, że ostatnio ożywiły się pod względem artystycznym i kulturalnym różne zakątki kraju. Ciekawe wystawy pojawiają się coraz częściej w mniejszych miastach czy też mniej znanych galeriach. Wcześniej pisałam o Przemyślu, tym razem o BWA w Olsztynie. Odbywają się tam obecnie dwie, jak mniemam ciekawe, oddzielne, ale równolegle trwające wystawy: Eli Jabłońskiej "Nadzwyczaj(nie)udanedzieło" i Basi Bańdy „Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać". Chciałabym się wybrać do Olsztyna, póki co zaś mogę wnioskować na podstawie zapowiedzi na stronie galerii i dotychczasowego dorobku artystek. Magda Ujma jako kuratorka wystawy Jabłońskiej też brzmi obiecująco.
Elżbieta Jabłońska, "Supermatka"
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
W obrazach Basi Bańdy zaczęły się od jakiegoś czasu coraz liczniej pojawiać zwierzęta. Na prezentowanej w olsztyńskiej galerii wystawie zwierzęta obecne są chyba w każdym obrazie. Podobnie jak w bajkach i baśniach, w obrazach Bańdy są nośnikami różnych znaczeń. Stają się symbolami sił natury, seksualności, reprezentantami cech różnego rodzaju istot, obarczone niepokojącymi, nie do końca jasnymi znaczeniami. Syntetyczne, doskonale uchwycone sylwetki zwierząt sąsiadują z dziwnymi, często odstręczającymi postaciami ludzkimi, półludzkimi, hybrydalnymi, embrionalnymi, pokawałkowanymi, niepełnymi, obgryzionymi... Artystka obrazuje niebezpieczne sytuacje zachodzące pomiędzy światem przyrody i wkraczającym w niego człowiekiem, stosując delikatną, ładną formę, przypominającą ilustrację z dziecięcej książki. Obłe, świetliste plamy słodkich, pastelowych kolorów zderza z brunatnym, czernią lub brązem przybierającymi dziwne, przypominające różne rzeczy, kształty. Sposób kładzenia transparentnej farby delikatnymi dotknięciami pędzla integruje wszystkie rodzaje plam. Dzięki temu powstaje wrażenie, że to, co urocze i bezpieczne współistnieje w świecie z tym, co wstrętne i groźne. Obrazy te przypominają mi obrazki i ilustracje książek dla dzieci Józefa Wilkonia. U niego jednak świat jest bardziej prostolinijny, bezpieczny i realistyczny. Bańda zaś abstrahuje bardziej od rzeczywistości widzialnej, sięgając głębiej w pełną brudów podświadomość ludzką. Jej obrazy to ilustracje do nieistniejących baśni dla dorosłych.
Basia Bańda, "Myśliwa"
Basia Bańda, "Calineczka"
Basia Bańda, "Nocą"
Józef Wilkoń, "Baśnie perskie"
Józef Wilkoń, "Księga dżunglii"
Józef Wilkoń, paw
Józef Wilkoń, kotek
Warto wspomnieć także o katalogu wystawy Basi Bańdy z tekstem Wojciecha Kozłowskiego.
A tak o wystawie pisze Ewelina Bobińska:
„Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać" - Basia Bańda
BWA w Olsztynie
Sala Kameralna
14 stycznia – 24 lutego 2011
Najnowszy projekt Basi Bańdy to seria obrazów, powstałych pod wpływem czytanych na nowo legend ludowych i baśni braci Grimm. Gdy dorosły siada do dawno zapomnianych lektur, odkrywa inne treści niż te, które potrafi przyswoić małe dziecko. Złe siostry, macochy i staruchy lub uległe sierotki to postaci stereotypowo utożsamiane z kobiecą aktywnością/pasywnością. Basia Bańda dokonuje w swych obrazach reinterpretacji baśniowych wizerunków wyznaczających podziały w społeczeństwie na bierne role kobiece i aktywne postawy męskie, a jednocześnie przywołuje lęki i obawy z dzieciństwa.
Wśród dominującej w pracach landrynkowej aury pojawia się czasem cielisto-różowa, zdeformowana postać. To człowiek, który stracił pierwotny kontakt z naturą, umiejętność zrozumienia jej prawideł. Basia Bańda wplata w historie swoich obrazów duszną atmosferę i nastrój grozy, z fascynacją obserwując jak surowa natura wymierza sprawiedliwą karę baśniowym bohaterom. Ich bezbronne ciała kąsane i atakowane przez wysłanników przyrody momentami stają się hybrydami ze zwierzęcymi paszczami, pazurami i włochatymi łapami. A wszystko to w prześlicznej oprawie delikatnych niczym akwarele plam farby, którą artystka maluje nam dziecięce wizerunki świata. /Ewelina Bobińska/
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
Zauważyłam, że ostatnio ożywiły się pod względem artystycznym i kulturalnym różne zakątki kraju. Ciekawe wystawy pojawiają się coraz częściej w mniejszych miastach czy też mniej znanych galeriach. Wcześniej pisałam o Przemyślu, tym razem o BWA w Olsztynie. Odbywają się tam obecnie dwie, jak mniemam ciekawe, oddzielne, ale równolegle trwające wystawy: Eli Jabłońskiej "Nadzwyczaj(nie)udanedzieło" i Basi Bańdy „Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać". Chciałabym się wybrać do Olsztyna, póki co zaś mogę wnioskować na podstawie zapowiedzi na stronie galerii i dotychczasowego dorobku artystek. Magda Ujma jako kuratorka wystawy Jabłońskiej też brzmi obiecująco.
Elżbieta Jabłońska, "Supermatka"
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
W obrazach Basi Bańdy zaczęły się od jakiegoś czasu coraz liczniej pojawiać zwierzęta. Na prezentowanej w olsztyńskiej galerii wystawie zwierzęta obecne są chyba w każdym obrazie. Podobnie jak w bajkach i baśniach, w obrazach Bańdy są nośnikami różnych znaczeń. Stają się symbolami sił natury, seksualności, reprezentantami cech różnego rodzaju istot, obarczone niepokojącymi, nie do końca jasnymi znaczeniami. Syntetyczne, doskonale uchwycone sylwetki zwierząt sąsiadują z dziwnymi, często odstręczającymi postaciami ludzkimi, półludzkimi, hybrydalnymi, embrionalnymi, pokawałkowanymi, niepełnymi, obgryzionymi... Artystka obrazuje niebezpieczne sytuacje zachodzące pomiędzy światem przyrody i wkraczającym w niego człowiekiem, stosując delikatną, ładną formę, przypominającą ilustrację z dziecięcej książki. Obłe, świetliste plamy słodkich, pastelowych kolorów zderza z brunatnym, czernią lub brązem przybierającymi dziwne, przypominające różne rzeczy, kształty. Sposób kładzenia transparentnej farby delikatnymi dotknięciami pędzla integruje wszystkie rodzaje plam. Dzięki temu powstaje wrażenie, że to, co urocze i bezpieczne współistnieje w świecie z tym, co wstrętne i groźne. Obrazy te przypominają mi obrazki i ilustracje książek dla dzieci Józefa Wilkonia. U niego jednak świat jest bardziej prostolinijny, bezpieczny i realistyczny. Bańda zaś abstrahuje bardziej od rzeczywistości widzialnej, sięgając głębiej w pełną brudów podświadomość ludzką. Jej obrazy to ilustracje do nieistniejących baśni dla dorosłych.
Basia Bańda, "Myśliwa"
Basia Bańda, "Calineczka"
Basia Bańda, "Nocą"
Józef Wilkoń, "Baśnie perskie"
Józef Wilkoń, "Księga dżunglii"
Józef Wilkoń, paw
Józef Wilkoń, kotek
Warto wspomnieć także o katalogu wystawy Basi Bańdy z tekstem Wojciecha Kozłowskiego.
A tak o wystawie pisze Ewelina Bobińska:
„Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać" - Basia Bańda
BWA w Olsztynie
Sala Kameralna
14 stycznia – 24 lutego 2011
Najnowszy projekt Basi Bańdy to seria obrazów, powstałych pod wpływem czytanych na nowo legend ludowych i baśni braci Grimm. Gdy dorosły siada do dawno zapomnianych lektur, odkrywa inne treści niż te, które potrafi przyswoić małe dziecko. Złe siostry, macochy i staruchy lub uległe sierotki to postaci stereotypowo utożsamiane z kobiecą aktywnością/pasywnością. Basia Bańda dokonuje w swych obrazach reinterpretacji baśniowych wizerunków wyznaczających podziały w społeczeństwie na bierne role kobiece i aktywne postawy męskie, a jednocześnie przywołuje lęki i obawy z dzieciństwa.
Wśród dominującej w pracach landrynkowej aury pojawia się czasem cielisto-różowa, zdeformowana postać. To człowiek, który stracił pierwotny kontakt z naturą, umiejętność zrozumienia jej prawideł. Basia Bańda wplata w historie swoich obrazów duszną atmosferę i nastrój grozy, z fascynacją obserwując jak surowa natura wymierza sprawiedliwą karę baśniowym bohaterom. Ich bezbronne ciała kąsane i atakowane przez wysłanników przyrody momentami stają się hybrydami ze zwierzęcymi paszczami, pazurami i włochatymi łapami. A wszystko to w prześlicznej oprawie delikatnych niczym akwarele plam farby, którą artystka maluje nam dziecięce wizerunki świata. /Ewelina Bobińska/
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
wtorek, 10 sierpnia 2010
Przypadkowe spotkanie z land artem
Podczas wycieczki rowerowej, na obrzeżach Flensburga niespodziewanie wyłoniły się z pokrzyw, traw i krzaków dwa dzieła sztuki. Pnie starych, uschniętych drzew przekształcone w rzeźby. Jedna z nich przypomina mi rzeźbiony indiański pal totemowy w trawestacji środkowoeuropejskiej. Druga to postać wyłaniająca się z pnia, wygląda trochę jakby gramoliła się ze środka drzewa, poprzez korzenie wychodziła z podziemi lub też próbowała się uwolnić od swej drzewowatości, od drewnianego ciała, które już umarło i porosło mchem oraz hubami, a które wciąż przykuwa ją do tego jednego miejsca. Uroczy przykład nieinwazyjnej sztuki ziemi, miłe zaskoczenie sztuką w okolicznościach przyrody.

autor nieznany (Flensburg, Niemcy), fot. Dorota Łagodzka

autor nieznany (Flensburg, Niemcy), fot. Dorota Łagodzka

autor nieznany (Flensburg, Niemcy), fot. Dorota Łagodzka

autor nieznany (Flensburg, Niemcy), fot. Dorota Łagodzka

autor nieznany (Flensburg, Niemcy), fot. Dorota Łagodzka

autor nieznany (Flensburg, Niemcy), fot. Dorota Łagodzka
Podoba mi się, że prace te nie ingerują w destrukcyjny sposób w ekosystem, w przeciwieństwie do spektakularnych przedsięwzięć niektórych artystów land artu, np. Christo & Jeanne-Claude.

Christo & Jeanne-Claude
Poniżej znalezione w internecie przykłady niezwykle finezyjnego land artu, które mnie urzekły.

June-Jo-Jodie, Automn land art

(autora nie znalazłam)
A tu jedne z najbardziej znanych przykładów i chciałoby się powiedzieć, że najwcześniejszych, bo pochodzące z początku lat 70-ych, kiedy to pojawia się i rozwija ten rodzaj sztuki, a pojęcie land artu wpisuje się na stałe w historię sztuki.

Robert Smithson, Spiral Jetty

Christo & Jeanne-Claude
Ale przecież monumentalne rzeźby ze skał, labirynty i obrazy-krajobrazy pojawiały się już kilkaset lub kilka tysięcy lat temu...

monumentalny rysunek kolibra na płaskowyżu Nazca


Posągi z Wyspy Wielkanocnej
Ciekawe też, jak w sztuce ziemi zacierają się nie tylko granice pomiędzy dziełem przyrody a dziełem człowieka, ale także między sztuką wysoką i niską, profesjonalną i amatorską. Przykładem mogą być choćby rzeźby z piasku czy śniegu.


Jan Szczypka, Małgorzata Wiśniewska, Jacek Borcz, Snow (Grand Prix na VI Festiwalu Rzeźby w Śniegu organizowanym przez Galerię El w Elblągu)
Dość oczywistą i podstawową kwestią związaną ze sztuką ziemi jest granica między dziełem człowieka a dziełem przyrody. Wiąże się ona z pytaniem o definicję sztuki i artysty. Czy sztuka musi być tworem człowieka, co ją odróżnia od dzieł natury? Czy artystą może być tylko człowiek? No właśnie, a może siły przyrody i zwierzęta także, np. kaczki lecące w kluczu...



Problem ten, choć nie wydaje mi się najistotniejszy ani dla sztuki ani dla wyzwolenia zwierząt, to jednak istnieje. W ciekawy sposób opowiada o nim Jessica Ulrich, badaczka i kuratorka z Berlina, założycielka Animal Studies Berlin, w wywiadzie dla Artmixa [nr 23(13)"Anty-gatunkowizm"]. Artyści również podejmowali próby współpracy ze zwierzętami jako artystami. Przykładem mogą być akcje malarskie Komar i Melamid, które przedsięwzięli oni razem ze słoniami indyjskimi. Na marginesie dodam, że dochód z powstałych obrazów został przeznaczony na projekt ochrony słoni. Mimo to zwierzęta te były bądź co bądź narzędziem w rękach artystów. Oni też figurują jako twórcy, w przeciwieństwie do słonia Renee, który wymieniony jest jedynie w tytule przedsięwzięcia. Ludzie zdecydowali także o czasie i miejscu tworzenia, technice artystycznej, rodzaju i rozmiarze powierzchni malarskiej. Z drugiej strony to, co powstało było dziełem indywidualnej kreatywności zwierząt. Ale jednak kaczkom lecącym w kluczu człowiek niczego nie sugeruje i nie narzuca, a mimo to, tworzą one ruchomy obraz na niebie, swoisty landartowy performance.

Vitaly Komar und Alexander Melamid, Ekowspółpraca ze słoniem Renee, Toledo Zoo, 1995, dzięki uprzejmości artystów i National Center for Contemporary Arts, Moskwa
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.

autor nieznany (Flensburg, Niemcy), fot. Dorota Łagodzka

autor nieznany (Flensburg, Niemcy), fot. Dorota Łagodzka

autor nieznany (Flensburg, Niemcy), fot. Dorota Łagodzka

autor nieznany (Flensburg, Niemcy), fot. Dorota Łagodzka

autor nieznany (Flensburg, Niemcy), fot. Dorota Łagodzka

autor nieznany (Flensburg, Niemcy), fot. Dorota Łagodzka
Podoba mi się, że prace te nie ingerują w destrukcyjny sposób w ekosystem, w przeciwieństwie do spektakularnych przedsięwzięć niektórych artystów land artu, np. Christo & Jeanne-Claude.

Christo & Jeanne-Claude
Poniżej znalezione w internecie przykłady niezwykle finezyjnego land artu, które mnie urzekły.

June-Jo-Jodie, Automn land art

(autora nie znalazłam)
A tu jedne z najbardziej znanych przykładów i chciałoby się powiedzieć, że najwcześniejszych, bo pochodzące z początku lat 70-ych, kiedy to pojawia się i rozwija ten rodzaj sztuki, a pojęcie land artu wpisuje się na stałe w historię sztuki.

Robert Smithson, Spiral Jetty

Christo & Jeanne-Claude
Ale przecież monumentalne rzeźby ze skał, labirynty i obrazy-krajobrazy pojawiały się już kilkaset lub kilka tysięcy lat temu...
monumentalny rysunek kolibra na płaskowyżu Nazca


Posągi z Wyspy Wielkanocnej
Ciekawe też, jak w sztuce ziemi zacierają się nie tylko granice pomiędzy dziełem przyrody a dziełem człowieka, ale także między sztuką wysoką i niską, profesjonalną i amatorską. Przykładem mogą być choćby rzeźby z piasku czy śniegu.

Jan Szczypka, Małgorzata Wiśniewska, Jacek Borcz, Snow (Grand Prix na VI Festiwalu Rzeźby w Śniegu organizowanym przez Galerię El w Elblągu)
Dość oczywistą i podstawową kwestią związaną ze sztuką ziemi jest granica między dziełem człowieka a dziełem przyrody. Wiąże się ona z pytaniem o definicję sztuki i artysty. Czy sztuka musi być tworem człowieka, co ją odróżnia od dzieł natury? Czy artystą może być tylko człowiek? No właśnie, a może siły przyrody i zwierzęta także, np. kaczki lecące w kluczu...



Problem ten, choć nie wydaje mi się najistotniejszy ani dla sztuki ani dla wyzwolenia zwierząt, to jednak istnieje. W ciekawy sposób opowiada o nim Jessica Ulrich, badaczka i kuratorka z Berlina, założycielka Animal Studies Berlin, w wywiadzie dla Artmixa [nr 23(13)"Anty-gatunkowizm"]. Artyści również podejmowali próby współpracy ze zwierzętami jako artystami. Przykładem mogą być akcje malarskie Komar i Melamid, które przedsięwzięli oni razem ze słoniami indyjskimi. Na marginesie dodam, że dochód z powstałych obrazów został przeznaczony na projekt ochrony słoni. Mimo to zwierzęta te były bądź co bądź narzędziem w rękach artystów. Oni też figurują jako twórcy, w przeciwieństwie do słonia Renee, który wymieniony jest jedynie w tytule przedsięwzięcia. Ludzie zdecydowali także o czasie i miejscu tworzenia, technice artystycznej, rodzaju i rozmiarze powierzchni malarskiej. Z drugiej strony to, co powstało było dziełem indywidualnej kreatywności zwierząt. Ale jednak kaczkom lecącym w kluczu człowiek niczego nie sugeruje i nie narzuca, a mimo to, tworzą one ruchomy obraz na niebie, swoisty landartowy performance.

Vitaly Komar und Alexander Melamid, Ekowspółpraca ze słoniem Renee, Toledo Zoo, 1995, dzięki uprzejmości artystów i National Center for Contemporary Arts, Moskwa
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)














































