Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artywizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artywizm. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 maja 2012

Wiejski street art w Trójce i tekst w magazynie "Kontakt"

mural Daniela Rycharskiego w Kurówku, fot. Tomasz Kaczora (źródło zdjęcia - magazyn Kontakt)


Dopiero teraz przypadkiem trafiłam na tekst Cyryla Skibińkiego o twórczości Daniela Rycharskiego odnoszący się do wystawy w Wozowni, a raczej tylko do tego, co zostało o niej powiedziane lub napisane. Autor nie wspomina bowiem o pobycie w Toruniu, pofatygował się natomiast do Kurówka, a nawet rozmawiał z mieszkańcami.

http://magazynkontakt.pl/wiejski-street-art.html

Skibiński jest trochę krytyczny jak na krytyka przystało, ale wyeksponował pewne moje słowa, a inne pominął. Dla jasności wrzucam link, pod którym można posłuchać audycji w radiowej Trójce.

http://www.polskieradio.pl/9/327/Artykul/517409,Street-art-na-wsi-http://www.polskieradio.pl/9/327/Artykul/517409,Street-art-na-wsi-

Obraz, który wyłania się z rozmowy w Trójce oraz komunikatu prasowego Wozowni jest faktycznie trochę zbyt optymistyczny, choć była mowa także o dostosowywaniu projektów do oczekiwań mieszkańców i modyfikowaniu pod kątem odbiorców. Mogę dodać także słowo o działaniach z kolorowym kisielem, z których Daniel zrezygnował właśnie dlatego, że nie trafiły do przekonania mieszkańcom Kurówka.

Prezentowane w galerii-kapliczce w Wozowni "Strachy na dziki i ptaki" pokazują autentyczne reakcje mieszkańców. Daniel nie oczekuje od nich dogłębnego zrozumienia sztuki i entuzjastycznych opinii. Byłyby to właśnie wielkomiejskie oczekiwania. Akceptacja mieszkańców dla tej sztuki jest zgodna z ich stylem życia i mentalnością, nie jest jednak reakcją, jakiej spodziewają się od widzów autorzy wystaw w prestiżowych galeriach i muzeach. Niektóre z przytoczonych cytatów o tym świadczą, podobnie jak wypowiedź sołtysa w "Strachach na dziki i ptaki" lub scena, w której babcia Daniela czyta w miejscowej gazecie informację o jego działaniach.
W tym miejscu jednak wkraczamy w obszar analiz o charakterze etnograficznym, pojawia się etnograficzno-kolonizatorska nutka, która była obecna, naszym zdaniem, w działaniach lucimskich, a której staraliśmy się uniknąć - Daniel tworząc i działając, a ja pisząc i mówiąc o tym.

W każdym razie dziękuję za zainteresowanie i autorski tekst.

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

sobota, 19 maja 2012

Artywizm. Contract Killer w Atlasie Sztuki

W magazynie Vege właśnie ukazał się tekst, niby mój, ale nie mój, bo z tytułem zmienionym bez mojej wiedzy. Ponadto nie podpisano zdjęć, naruszając tym samym autorskie prawa artystów, fotografa i galerii.

Poniżej publikuję tekst do "Vege", w kształcie, którego jestem autorką, ale najpierw krótki komentarz. (Można przewinąć komentarz i przejść od razu do tekstu - zaczyna się pod zdjęciem. :)

Redakcja wykazała się kompletnym brakiem profesjonalizmu i zwykłą bezczelnością. Piszę to, choć w 100% popieram idee etyki wobec zwierząt, które głosi to czasopismo. Jest mi jednak przykro i jestem strasznie wkurzona, ponieważ tytuł i podtytuł sprowadzają sztukę do estetyki. Cóż za wąskie rozumienie sztuki i niezrozumienie mojego tekstu!! Usunięcie z tytułu słowa artywizm sprawiło, że traci on odniesienie do tekstu i sens, który miał w założeniu. Ów nagłówek odnosi się do ostatniego akapitu, w którym cytuję Adama Mazura, ale myśl krytyka została przez redaktora "Vege" spłycona.

Jak można zmieniać coś w tekście bez wiedzy autorki?? W dodatku wysyłając tekst zastrzegłam, że wszelkie propozycje zmian muszą być ze mną konsultowane. Takiej propozycji nie otrzymałam, za to powiedziano mi, że tekst bardzo się wszystkim podoba. Tymczasem dokonane zmiany nie są poprawkami czysto redaktorskimi, tylko jakimiś niezrozumiałymi zabiegami. Świadomie napisałam ten tekst z myślą o szerokiej publiczności, więc niepotrzebne były dodatkowe próby jego uatrakcyjnienia przez uproszczenie. Gdyby jednak była taka potrzeba, redakcja ma obowiązek skonsultować zmiany.

Tytuł i nagłówek są tym, co najwięcej osób czyta i zapamiętuje. Na razie dowiedziałam się o zmianie tytułu i nagłówka przez telefon, jutro mam nadzieję dorwę ten tekst i sprawdzę, czy nie wprowadzono więcej zmian. Zrezygnuję też chyba z napisania do "Vege" relacji z wystawy stałej w Galerii Dawnego Malarstwa Europejskiej w nowo otwartym MNW, której nieduża część poświęcona jest martwym naturom oraz żywym zwierzętom.

Panie redaktorze, oczekuję opublikowania sprostowania w kolejnym numerze. Choć takie sprostowania niewiele dają, tekst poszedł już w świat.

Jest rzeczą normalną, że redakcja ma uwagi, a zmiany są uzgadniane pomiędzy redaktorem a autorem. Zarówno redakcja jak i autor mają prawo do odmowy publikacji. Jestem otwarta na propozycje redakcji, ale nie na stawianie mnie przed faktem dokonanym.

To mój tekst, ja jestem jego autorką, ja mam do niego prawo (zarówno w sensie prawnym jak i moralnym). Mam też prawo odmówić zgody na publikację.

Melania podczas wernisażu, fot. Dominik Szwemberg

Tekst w oryginalnej formie można przeczytać tutaj:

Artywizm. Contract Killer w Atlasie Sztuki

13. stycznia w łódzkiej galerii Atlas Sztuki pojawiła się Melania, ur. 17.02.2004 w Łodzi, weganka, dwoje dzieci, związana z łódzkim ogrodem zoologicznym. Do galerii miała przyjeżdżać codziennie na kilka godzin do końca trwania wystawy „Contract Killer”; do sali z legowiskiem, oddzielonej od zwiedzających szklaną ścianką. Okazało się jednak, że temperatura w galerii jest na tyle wysoka, że sprawiałaby Melanii dyskomfort. Z tego i innych względów Tatiana Czekalska i Leszek Golec w porozumieniu z opiekunką Melanii zdecydowali, że przyjdzie ona jedynie na wernisaż. Melania jest owcą. Czekalska i Golec wegańskim duetem artystów-kuratorów.

Pojawienie się prawdziwego żywego zwierzęcia w galerii budzi moją czujność. A to dlatego, że sztuka, tak jak i inne dziedziny ludzkiego życia, uwikłana jest w gatunkowizm. Artyści niestety dość często i bezrefleksyjnie wykorzystują zwierzęta do swoich celów, traktują je mniej lub bardziej przedmiotowo – jako materiał, tworzywo sztuki. Podobne obawy pojawiły się w przypadku wystawy w Atlasie Sztuki, choć duetowi Czekalska + Golec z pewnością nie można zarzucić braku refleksji czy empatii.

Melania, wychowała się od urodzenia w łódzkim zoo, gdzie mieszka do dziś, co roku bierze też udział w szopce bożonarodzeniowej. Melania nie boi się ludzi, lubi przebywać w ich towarzystwie, a wręcz nie lubi być sama. Nie wydaje mi się to wystarczającym argumentem do pomysłu umieszczenia jej w galerii, ale doceniam, że artyści potrafili zmodyfikować projekt, zrezygnować z jego części przez wzgląd na zwierzę.

Czekalska i Golec swoją postawą, zarówno życiową jak i artystyczną, zwracają uwagę na problemy związane z sytuacją zwierząt, poprzez swoją twórczość promują weganizm oraz apelują o etyczne traktowanie zwierząt i wszystkich żywych istnień. (W tym kontekście niepokoi mnie trochę w opublikowanych przez galerię rozmowach z artystami brak krytycyzmu wobec instytucji zoo i zwyczaju szopek z udziałem żywych zwierząt). Tworzyli między innymi „Avatary”, przemyślne obiekty wykonane z cennych materiałów, jak np. złoto, mające służyć ratowaniu owadów. Pozornie pusty klasyczny white cube wcale nie jest pusty, zawsze są w nim jakieś żyjątka. W którymś z kątów zaszył się pająk i ktoś mieszka pod podłogą.

Tatiana Czekalska + Leszek Golec, Avatar, 1996.



Niekiedy kwestionowali też materialność sztuki. Ich twórczość jest często metaforyczna i czysto konceptualna, a jednocześnie silnie zaangażowana etycznie, społecznie czy nawet politycznie. W 2004 roku w Galerii Kont w Lublinie przeprowadzili "The Favourite Action" – pieniądze otrzymane na realizację wystawy wpłacili na konto Polskiej Akcji Humanitarnej, utożsamiając tym samym działalność artystyczną z działalnością społeczną. W tym samym roku w Cysternie warszawskiego CSW zamiast tradycyjnie rozumianego dzieła sztuki umieścili informację o wylince – przemianie, którą przechodziły właśnie niewidoczne gołym okiem owady. Praca ta wiąże się także z charakterystycznym dla Czekaskiej i Golca podważeniem autorstwa. Artystą, twórcą niezauważalnego dla ludzkiego oka performansu, stał się owad, Czekalska i Golec zaś jego kuratorami. Podobnie w 2006 w Słupsku zostali kuratorami kołatków. Na wystawie "Homo Anobium. Święty Franciszek 100% rzeźby 1680-1985" znalazła się drewniana figura św. Franciszka z XVII wieku mocno przetworzona przez owady i w 1985 roku uratowana przez ludzi – konserwatorów, którzy utrwalili ją w ostatniej chwili, tuż przed rozpadem. Czekalska i Golec pragnęli zwrócić uwagę na działalność najmniejszych żyjątek, wydrążone przez nie kształty korytarzy uznali za kontynuację procesu rzeźbienia.


Tatiana Czekalska + Leszek Golec, Homo Anobium. Św. Franciszek 100% rzeźby 1680-1985, 2005.



Wracając do roku 2012, do łódzkiego Atlasu Sztuki, warto zaznaczyć, że obecność owcy w czerwonym pomieszczeniu galerii odnosi się do tytułu wystawy: Contract Killer. W wąskim, ciemnym korytarzu prowadzącym do szyby przez którą widać Melanię artyści zaprezentowali wyniki badań, wedle których na liście światowych zabójców spożywanie mięsa wyprzedza alkohol i papierosy. Mięso to tytułowy płatny zabójca, płacimy za nie, a ono nas zabija. Samo też jest konsekwencją zabójstwa. W tym właśnie kontekście w galerii pojawiła się owca, znana dotychczas mieszkańcom Łodzi z szopek bożonarodzeniowych.

„Jest to dość spektakularne” – mówi Leszek Golec w rozmowie z Sebastianem Cichockim – „Pojawiają się artykuły, zdjęcia w prasie (...). Pisze się o Melanii, ile ma lat, co lubi. Ludzie ją rozpoznają. (...) I tu jest problem. (...) Podczas kolacji wigilijnej nie je się mięsa. O północy wszystko się zmienia. A przecież podczas pasterki ogląda się szopkę. O, zobacz, to jest Melania, dotknij jej noska. Po 15 minutach dzieci spotykają się z koleżankami Melanii podanymi na talerzu. To samo dziecko ma tak skrajne doświadczenia ze zwierzętami w bardzo krótkim czasie.”

W drugiej sali widz zostaje skonfrontowany z fotografiami przestronnych poprzemysłowych wnętrz z jedną niewyraźną, rozmazaną postacią białego kota artystów o imieniu Wieloryb. Ta tajemnicza postać pojawia się też nad morzem, wśród ruin, na cmentarzu i we wnętrzu kościoła – kojarząc się nieodparcie z Barankiem Bożym. Ruchliwy, dynamiczny, i dlatego niewyraźny na fotografiach, wędrowiec kontrastuje ze statycznością monumentalnego otoczenia.

Jak pisze Adam Mazur sąd estetyczny nad poszczególnymi fotografiami i zastaną w dniu wernisażu sytuacją stopniowo przechodzi w refleksję etyczną. Bez etyki wystawa mogłaby się wydawać kolejnym dość minimalistycznym, postkonceptualnym projektem, jakich wiele w głównym nurcie sztuki współczesnej.

Melania podczas wernisażu w towarzystwie artystów, fot. Dominik Szwemberg

Tatiana Czekalska + Leszek Golec, Biały kot, czarna owca, WEGE Petformance for photography, wystawa „Contract Killer”, Atlas Sztuki, Łódź 2012.



Tatiana Czekalska + Leszek Golec, Contract Killer, fragment z kolekcji White Vege Fur, Petformance for photography 2009 -2012, Lambda Print, Kodak Proffesional Ultra Endura, Dibond, Plexi 10 mm.



Tatiana Czekalska + Leszek Golec, Contract Killer, fragment z kolekcji White Vege Fur, Petformance for photography 2009 -2012, Lambda Print, Kodak Proffesional Ultra Endura, Dibond, Plexi 10 mm.


Tatiana Czekalska + Leszek Golec, Contract Killer, fragment z kolekcji White Vege Fur, Petformance for photography 2009 -2012, Lambda Print, Kodak Proffesional Ultra Endura, Dibond, Plexi 10 mm.



Tatiana Czekalska + Leszek Golec, Contract Killer, fragment z kolekcji White Vege Fur, Petformance for photography 2009 -2012, Lambda Print, Kodak Proffesional Ultra Endura, Dibond, Plexi 10 mm.



Tatiana Czekalska + Leszek Golec, Contract Killer, fragment z kolekcji White Vege Fur, Petformance for photography 2009 -2012, Lambda Print, Kodak Proffesional Ultra Endura, Dibond, Plexi 10 mm.

---
Zdjęcia są własnością duetu Czekalska&Golec i nie mogą być publikowane bez ich zgody.
---

sobota, 10 marca 2012

Artmix nr 28(18) "Posthumanizm"


Artmix nr 28(18) "Posthumanizm"
Dorota Łagodzka, Anna Barcz, Izabela Kowalczyk, Edyta Zierkiewicz
08.03.2012

Heather Dodge, Nowa taksonomia - pozyskiwanie i odzyskiwanie zwierząt widoczne na szkicach Sue Coe z rzeźni
Heather Dodge, The New Animal Taxonomy: rendering animals visible in Sue Coe's slaughterhouse sketches
Magdalena Dąbrowska, Psy rasowe jako bio-dzieło sztuki?
Małgorzata Marciniak, Oczami cyborga - posthumanistyczny wymiar prac Moniki Zawadzki
Monika Rogowska-Stangret, Człowiek - pies. O Lucy Lourie w kontekście filozofii Michela Foucaulta i "polityki niezauważalności" Elizabeth Grosz
Izabela Kowalczyk, O byciu z innymi (recenzja książki Moniki Bakke Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu)
Fragment książki Moniki Bakke Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu


Czym jest posthumanizm? - pyta Cary Wolfe w tytule swojej książki. Najogólniej można powiedzieć, że posthumanizm wiąże się ze zmianą postrzegania miejsca człowieka w świecie. Człowiek przestaje być centrum świata oraz miarą wszechrzeczy. Posthumanizm wskazuje na potrzebę odejścia od antropocentrycznego punktu widzenia, według którego wszelkie nie-ludzkie formy życia podporządkowane były człowiekowi. Dzisiaj coraz częściej akcentuje się powiązania i zależności między światem ludzi a światem zwierząt i roślin, gdyż to, co ludzkie jest nierozerwalnie związane z nie-ludzkimi formami życia. Z odejściem od antropocentryzmu wiąże się także, rozwijająca się równolegle, dziedzina studiów nad zwierzętami (animal studies), postrzegana często jako część dyskursu posthumanistycznego lub jeden z jego głównych nurtów.

W Polsce posthumanizm jest wciąż traktowany jako nowy i marginalny trend w humanistyce, choć w samych sztukach wizualnych możemy obserwować już od jakiegoś czasu zjawiska, które można z tym dyskursem powiązać. Posthumanizm prowokuje do nowych interpretacji w obszarze sztuk wizualnych, a także zmusza do przewartościowania relacji między ludźmi a zwierzętami, co starają się pokazać autorki tekstów zebranych w niniejszym numerze Artmixa.

Związki sztuki z posthumanizmem nie ograniczają się do formułowania nowych teorii i kreowania nowego języka mówienia o sztuce, ale są dużo głębsze. Sztuka bowiem aktywnie uczestniczy w dokonujących się zamianach, będąc zarówno elementem posthumanistycznych procesów, jak i odpowiedzią na nie.

W niniejszym numerze prezentujemy teksty, które wpisują się w dyskurs posthumanizmu lub do niego nawiązują, bądź też są analizą zjawisk, które współtworzą to, czym jest posthumanizm.

Do dziedziny studiów nad zwierzętami, a nawet jej krytycznego nurtu (tzw. critical animal studies) można zaliczyć tekst Heather Dodge, która pisząc o szkicach Sue Coe z rzeźni przybliża etyczne znaczenie pojęcia nowej taksonomii.

Tekst dostępny jest również w wersji oryginalnej.

Magdalena Dąbrowska zastanawia się, czy psy rasowe mogą być postrzegane jako dzieła bio artu. Autorka sygnalizuje m. in. kwestie etyczne, które pojawiają się w kontekście zjawiska wytwarzania „doskonałych" reprezentantów psów wystawowych.

O pracach Moniki Zawadzki z wystawy Oczy szukają głowy do zamieszkania w kontekście posthumanistycznej myśli Donny Haraway pisze Małgorzata Marciniak.

Monika Rogowska-Stangret w artykule: Człowiek - pies. O Lucy Lourie w kontekście filozofii Michela Foucaulta i „polityki niezauważalności" Elizabeth Grosz analizuje postać bohaterki Hańby Johna Maxwella Coetzego.

Izabela Kowalczyk w tekście O byciu z innymi recenzuje książkę Moniki Bakke Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu, zwracając uwagę na to, że refleksji takich jak ta nadal brakuje w polskim dyskursie naukowym.

Publikujemy również, za zgodą Autorki i wydawnictwa fragment książki Moniki Bakke zawierający analizę prac Grzegorza Kowalskiego.

Dorota Łagodzka, Anna Barcz, Izabela Kowalczyk, Edyta Zierkiewicz

Sue Coe, Egg Machines, Dead Meat, © Sue Coe

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

niedziela, 8 stycznia 2012

Street art na wsi

Tych, którzy mają wolny wieczór w najbliższy piątek 13-ego, zapraszam do Galerii Sztuki Wozownia w Toruniu na wernisaż wystawy "Street art na wsi", która będzie dokumentacją artystycznych działań Daniela Rycharskiego we wsi Kurówko.

Daniel Rycharski, "Street art na wsi".


Daniel Rycharski
Street art na wsi

kuratorka: Dorota Łagodzka

Galeria Sztuki Wozownia, Toruń
13.01. - 19.02.2012
otwarcie 13.01., godz. 18:00

Czy mieszkańcom wsi sztuka jest do czegoś potrzebna? Może nie wpływa bezpośrednio na ich życie w wymiarze praktycznym, ale może wpływać na ich marzenia i świat wartości. Z takiego założenia wyszedł Daniel Rycharski, autor działań artystycznych w przestrzeni wiejskiej. Zainspirowany niezwykłymi opowieściami miejscowych o tajemniczych zwierzętach, rozpoczął w 2009 roku projekt, który kontynuuje do dziś w ramach doktoratu na krakowskiej ASP w pracowni prof. Zbigniewa Sałaja.

Hybrydalne zwierzęta namalowane na domu babci i dziadka artysty spotkały się z aprobatą mieszkańców wsi. Wkrótce powstały kolejne na domu sąsiadów, aż w końcu mieszkańcy zaczęli zapraszać Rycharskiego do kolejnych realizacji, proponowali nowe miejsca, w których chętnie widzieliby jego murale. W ten sposób hybrydalne zwierzęta zadomowiły się w całym Kurówku, na przystankach autobusowych, stodołach, szopach, domach. Gdy już większość miejsc w Kurówku została wykorzystana, projekt spontanicznie rozszerzył się na sąsiednie wioski, a nawet z ulicy wkroczył do wnętrz. Ale wiejski street art nie ogranicza się tylko do murali. Powstała m. in. „Galeria-Kapliczka”, a także multimedialne „Strachy na dziki i ptaki”, zrealizowane we współpracy ze streetartową fundacją vlep[v]net.

Kurówko położone jest na północnym Mazowszu w okolicach Sierpca. Tam artysta mieszka i pracuje. Inspirację stanowi dla niego twórczość Grupy Działania, która od drugiej połowy lat siedemdziesiątych prowadziła akcje artystyczne we wsi Lucim, angażując tamtejszą społeczność. (tekst: Dorota Łagodzka)

Daniel Rycharski
ur. 1986, twórca wiejskiego street artu, zajmuje się działaniami artystycznymi w przestrzeni wsi, tworzy m. in. instalacje, wideo, projekty site specific; doktorant w pracowni interdyscyplinarnej Zbigniewa Sałaja i Grzegorza Sztwiertni na ASP w Krakowie.

Daniel Rycharski, "Galeria-Kapliczka".

Daniel Rycharski, "Strachy na dziki i ptaki".

P.S. Niebawem zamieszczę dokumentację wystawy wraz z komentarzem dotyczącym różnych kontekstów pojawiania się zwierząt w twórczości Rycharskiego. Tekst w katalogu wystawy, napisany w dużej mierze na podstawie mojego wcześniejszego artykułu w Magzaynie Sztuki, dotyczy raczej charakteru i genezy samego wiejskiego street artu, działań w przestrzeni wsi, a także inspiracji artysty oraz porównań z twórczością Grupy Działania we wsi Lucim.

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu. ---

sobota, 31 grudnia 2011

Sylwestrowy plakat TPN

projekt: Krzysztof Kokoryn (dla Tatrzańskiego Parku Narodowego)

Udany plakat Krzysztofa Kokoryna krytykujący infantylną nowobogacką, kapitalistyczną i jakże egoistyczną tradycję, kultywowaną głównie przez dużych chłopców, którzy nie mogą dorosnąć. Wujek Freud na pewno by miał coś na ten temat do powiedzenia ;)

Doznałam wczoraj niechybnie uszkodzenia słuchu po tym jak banda zadowolonych z siebie kretynów pod Biedronką odpaliła na chodniku petardę.

Mój pies ciągle szczeka, ktoś musi z nim zostać, więc nie pójdzie na imprezę.

Kotka sąsiadów dostała kiedyś w Sylwestra zawału serca.

W Tatrach niedźwiedzie budzą się z zimowego snu.

Ptaki uciekają.

Ludzie starzy i chorzy się męczą.

Niemowlęta i chorzy psychicznie się boją.

Co roku komuś urywa rękę.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Spokój nieżywych ciał







W Madrycie miał miejsce performens z okazji Międzynarodowego Dnia Praw Zwierząt. Uczestnicy hiszpańskiego oddziału organizacji Animal Equality trzymali na rękach nieżywe zwierzęta, sugerując, że wybierając weganizm każdy człowiek może uratować konkretne zwierzęta. W ich objęciach i na ich dłoniach spoczywały bowiem prawdziwe trupy kotów, kotków, prosiaczków, jagniątek, ryb, królików, kur, kurczaczków... Zostały one zabrane ze śmietników gospodarstw, na które trafiły jako odpady. Estetyczny porządek stojących ludzi, emanujący z ich twarzy smutek i całkowity, wręcz przerażający spokój korespondują ze spokojem, ciszą i smutkiem nieżywych ciał. Odrzucająca organiczność trupa zostaje oswojona w taki sposób, że bardziej rozczula i zasmuca niż odrzuca. Artywizm prozwierzęcy przybrał w tym wypadku formę nie tylko wymowną, ale i dobrą artystycznie, co zdarza się nie tak znowuż często. I tak jak zazwyczaj sztuka jest nieoczywista, bardziej sugeruje niż oznajmia, bardziej budzi wątpliwości niż wyjaśnia, tak w tym wypadku artystyczny wymiar tego działania sprzyja jasności przekazu i dodaje mu siły. Cisza i bezruch stały się najwymowniejszym znakiem śmierci.

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.

sobota, 11 grudnia 2010

To nie my powinnyśmy się wstydzić!

"Zostałyśmy zgwałcone. To nie my powinnyśmy się wstydzić."
Dziś rano w centrum Warszawy zawisł billboard na zakończenie 16 Dni Akcji Przeciwko Przemocy Wobec Kobiet. "Tylko 8% gwałtów jest zgłaszanych na policję..." - fragment tekstu grupy Vagina Dentata komentującego plakat. Całe oświadczenie na stronie Feminoteki: http://www.feminoteka.pl



Swoją drogą plakat ten jest rodzajem street artu i zarazem kolejnym przykładem artywizmu. Właściwie to spora część street artu jest artywizmem.

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.

czwartek, 25 listopada 2010

Banksy' ego bunt wybiórczy



Do polskich kin wchodzi właśnie "Wyjście przez sklep z pamiątkami", film Bansy- ego, jednego z najbardziej znanych artystów sztuki ulicy na świecie. Zbuntowanego anarchisty, krytykującego neoliberalny, kapitalistyczny porządek społeczny i struktury władzy, zaangażowanego w walkę o prawa zniewolonych i krzywdzonych. Przy tym wszystkim Banksy uparcie okazuje się całkowicie niewrażliwy na kwestię zwierząt. Gdyby chodziło tylko o to, że zwierzęta nie są w jego twórczości podmiotem, że pełnią co najwyżej funkcję symboli ludzi i ich spraw, nie byłoby jeszcze tak źle, choć już świadczyłoby to o wybiórczej empatii tego twórcy. Problem jednak nie w tym, że Banksy nie dostrzega potrzeby walki o prawa zwierząt, ale o to, że sam te prawa łamie, traktując zwierzęta skrajnie przedmiotowo, używa ich jako materiału dla swojej sztuki.

Wielokrotnie malował on farbami na zwierzętach i umieszczał je w różnym otoczeniu, niekoniecznie dla zwierząt komfortowym. Można powiedzieć, że Banksy krzywdzi zwierzęta, choć w rożnym stopniu. Z pewnością nie we wszystkich przypadkach można mówić o znęcaniu się. Zazwyczaj są to łagodniejsze lub mniej oczywiste formy krzywdzenia. Zazwyczaj artysta nie sprawia zwierzętom bólu, nie zabija ich, niemniej naraża je na sytuacje, które w żaden sposób im nie służą. Służą jedynie realizacji artystycznej fantazji Banksy' ego.






instalacja Banksy' ego we wschodnim Londynie

Podobnie jak niektórym ludziom ich czworonożni przyjaciele (a raczej żywe zabawki).



Dotychczas Banksy malował na krowach, świniach czy owcach i umieszczał w bardziej lub mniej wskazanym dla nich otoczeniu. Ostatnio jednak najwyraźniej wraz z rosnącą popularnością Banksy uważa, że może sobie pozwolić na coraz więcej. W ramach wystawy "Barely Legal" w Los Angeles pokazał pomalowanego słonia jako dzieło sztuki. 38-letnia słonica Tai została wypożyczona z prywatnego zoo, pomalowana we wzór tapety wpasowujący się w dizajn pomieszczenia stylizowanego na salon; pasujący więc do ścian, mebli, dywanów, lampy, nie pasujący jednak z pewnością do dzikiego zwierzęcia. Jak powiedział Ed Boks z Animal Services Department, ta praca zawiera bardzo niewłaściwy przekaz, że " (...)krzywdzenie zwierząt jest nie tylko w porządku, ale że jest formą sztuki."(1)

Zwierzę jest zdezorientowane i osaczone na wiele sposobów - przez ściany pomieszczenia i znajdujące się w nim przedmioty, przez płot i tłum ludzi, przez jaskrawe światła reflektorów i błyski fleszy, przez hałas ludzkich głosów. Podobna sytuacja miała miejsce na Biennale Mediations w Poznaniu, była jednak chyba o wiele mniej drastyczna i mniej uprzedmiotawiająca.(2) Przyprowadzona tam koza czuła się jednak źle, co wiem z relacji naocznych świadków, w tym osób profesjonalnie zajmujących się sztuką, niekoniecznie zaangażowanych w problem praw zwierząt, co chyba obiektywizuje w jakimś stopniu ich wrażenia. Słoń wykorzystany przez Banksy' ego czuł się chyba co najmniej tak samo źle, a raczej dużo gorzej, jest bowiem zwierzęciem dzikim, w dodatku został nie tylko przyprowadzony w sztuczne, pełne ludzi miejsce, ale i pomalowany. Nie będę tu analizować mętnych tłumaczeń organizatorów całego tego cyrku (dosłownie i w przenośni), że podobno farby były nietoksyczne, a zwierzę miało dostęp do wody, gdyż nie zmienia to sedna problemu, jakim jest coraz powszechniejsze uprzedmiotowianie, upokarzanie i krzywdzenie zwierząt w sztuce czy też dla sztuki.









Krytyczne analizy takich zjawisk nie są tylko "histeryzowaniem nie rozumiejących współczesnej sztuki obrońców zwierząt", ale wpisują się w nurt, który określić można by mianem antygatunkowistycznej historii sztuki (3), lub szerzej, w nurt ekokrytyczny w humanistyce. Są krytycznym widzeniem zjawisk artystycznych i mechanizmów działania świata sztuki, popularności artystów, rynku. Wszak na wernisażu aletrnatywnego(?) artysty Banksyego pojawili się Angelina Jolie, Brad Pitt, Collin Farell, Orlando Bloom, Cameron Diaz, a jego prace osiągają ceny 10,000 £. Damien Hirst jest chyba najdroższym artystą na świecie, Katarzyna Kozyra stała się sławna dzięki "Piramidzie zwierząt". Czyżby bezwzględne wykorzystywanie zwierząt i szum wokół tego były jedną z recept na artystyczny sukces? W końcu działa to tak, że ja sama także napisałam o Banksym z tego powodu...

***
(1) Oryginalny cytat brzmi: "I think it sends a very wrong message that abusing animals is not only OK, it's an art form." (www.thisislondon.co.uk)
(2)Zob. "Koza na Biennale Mediations".
(3)Por. "Antygatunkowsityczna historia sztuki".


***
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.

środa, 25 sierpnia 2010

Artmix 24(14) "Gender Europy Wschodniej"

Właśnie ukazał się niezwykle ciekawy nowy Artmix :) www.obieg.pl/artmix
Ten numer, podobnie jak poprzedni, a może nawet bardziej, jest międzynarodowy. Kilka tekstów jest w języku angielskim, co uważam za ogromną zaletę. Wschodnioeuropejskość tego numeru odnosi się głównie do tematu, ale znajduje potwierdzenie także w gronie autorów tekstów, którzy pochodzą nie tylko z Polski, ale także innych krajów "gorszej" części Europy.



Artmix 24(14) Gender Europy Wschodniej

Spis treści:

Wściekłość Bojany Pejić; wywiad przy okazji wystawy Gender Check w warszawskiej Zachęcie

Anger of Bojana Pejić. An interview by the occasion of Gender Check Exhibition at the Warsaw's Zacheta Gallery

Bojana Pejić, Dlaczego feminizm zrobił się nagle taki "sexy"?

Izabela Kowalczyk, Ambiwalentne piękno

Katarzyna Pabijanek, Czy artystka, która nie mówi po angielsku, nie jest artystką?

Katrin Kivimaa, Opowieści o "paskudnej dziewczynie". Cyberfeminizm, Transnacjonalizm i Techno-śmiech w sztuce Mare Tralli

Katrin Kivimaa, Stories of a 'Disgusting Girl': Cyberfeminist and Trans/National, Techno-Laughter in Mare Tralla's Art

Ivana Bago, Re: Re: Re: Re: Re: Subversive Repetition and Its Consequences

Igor Siemionowicz Kon, Nagość w malarstwie rosyjskim

Paweł Leszkowicz, Sztuka gejowska?! Chłopcy z tamtych lat

Radosław Kosiada rozmawa z Pawłem Leszkowiczem, Nie cała sztuka jest queer


Zbigniew Libera, Ciotka Kena, 1995 (o tej pracy w tekście Izy Kowalczyk "Ambiwalentne piękno")



Šejla Kamerić, Bosnian Girl, 2003 (projekt publiczny: plakaty, bilboardy, reklamy prasowe, pocztówki, fot. Tarik Samarah) (o tej pracy w tekście Katarzyny Pabijanek "Czy artystka, która nie mówi po angielsku, nie jest artystką?")

***

Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.

niedziela, 22 listopada 2009

Kobieta-zwierzę Sanji Iveković

Kobieta-zwierzę - esej pisany obrazami
Sanja Iveković


(Prace zostały sfotografowane z Krytyki politycznej nr 5/2008)



Sanja Iveković, Gęś



Sanja Iveković, Koza



Sanja Iveković, Krowa



Sanja Iveković, Kwoka




Sanja Iveković, Suka


Sanja Iveković, Kobyła


Te mało znane prace Sanji Iveković przypomniały mi się w związku z wystawą artystki, która obecnie odbywa się w Łodzi, ale na której tych prac nie ma. Zostały one natomiast opublikowane ostatniego lata w Krytyce politycznejnr (nr 5/2008), w numerze poświęconym posthumanizmowi, tzw. nie-ludzkiej polityce (pisanej z łącznikiem w przeciwieństwie do nieludzkiej). Nie-ludzka polityka to, w moim rozumieniu, taka, której przedmiotem nie są tylko ludzie, sprawy, które ich dotyczą czy też leżą w ich interesie. (Może lepszym sformułowaniem byłoby pozaludzka.) W numerze pojawia się szereg ciekawych tekstów pisanych z różnych perspektyw, m. in. Giorgio Agambena, Olgi Tokarczuk, Sławomira Masłonia czy Agaty Czarnackiej. Niektóre z tekstów są źródłem naprawdę ciekawych informacji, niektórzy autorzy wyraźnie przekroczyli w dużym stopniu bariery jakie nieuświadomiony gatunkowizm stawia naszemu rozumowaniu, inni zaś, mimo podejmowania tych tematów, nie potrafią wyzwolić się od zakorzenionego w myśleniu antropocentryzmu. W każdym razie zachwycające jest, że tematyka związana z podmiotowością zwierząt zaistniała wreszcie na polskiej scenie intelektualnej, niektórym na pewno dając do myślenia i pobudzając do dyskusji. "Tekstem" niejako wprowadzającym jest ów właśnie zaprezentowany powyżej esej pisany obrazami autorstwa, urodzonej w 1949 roku w Zagrzebiu, chorwackiej artystki Sanji Iveković.

Został on dodatkowo zatytułowany Oblicza języka, co jest bardzo znaczące, ponieważ autorka poprzez grę języka i obrazów ukazuje związek pomiędzy szowinizmem płciowym a szowinizmem gatunkowym, czy też feminizmem a antygatunkowizmem. Zestawienie zdjęć pobitych kobiet ze zwierzętami płci żeńskiej: gęsią, kozą, krową, kwoką, suką i kobyłą, ukazuje stosunek wyższości wobec kobiet i zwierząt, które nadzwyczaj często wiążą się z przemocą. Prace Iveković wskazują na będące źródłem przemocy podejście do kobiet jako istot gorszych, przejawiające się w pogardliwych porównaniach do zwierząt, które unaoczniają zwroty językowe typu: Ty wredna suko! Ty stara krowo! Warto jednak zadać pytanie także o źródło obraźliwego charakteru tych sformułowań. Bierze się on bowiem z podejścia do zwierząt jako do istot niższych, gorszych, jest zatem jednym z przejawów tak wszechobecnego i zazwyczaj traktowanego jako coś oczywistego, normalnego i wcale nie złego, szowinizmu gatunkowego (gatunkowizmu). Porównanie ludzi do zwierząt pozaludzkich będące przejawem braku poszanowania ułatwia użycie przemocy. Nawiązując do tematu z mojego wpisu pt. Tiere raus, warto przytoczyć przykład nazistów, którym poniewieranie i zabijanie Żydów ułatwiało pogardliwe określanie ich jako karaluchów, szczurów czy psów. Praca Sanji Iveković pokazuje natomiast, że podobne porównania ułatwiają używanie przemocy wobec kobiet. Trudno powiedzieć jaka była intencja artystki, czy chciała ona wskazać jedynie na związki seksizmu i przemocy czy także ich powiązanie z gatunkowizmem? Chętnie bym się dowiedziała, co autorka miała na myśli, niemniej dzieła sztuki mają to do siebie, że poddają się interpretacjom także niezależnie od intencji twórcy i widz może je odczytać na swój sposób. Ja zatem widzę w nich świetny przykład ukazania związku pomiędzy przemocą i pogardą a szowinizmem płciowym i gatunkowym.

Polecam także teksty o twórczości Sanji Iveković, które dotyczą jej bardziej znanych prac o feministyczno-społecznym wydźwięku, nie nawiązujących już do kwestii zwierząt pozaludzkich. O artystce piszą:
Iza Kowalczyk na blogu Straszna sztuka
Katarzyna Pabijanek w Artmixie


Sanja Iveković, Dom kobiet (Okulary), projekt w przestrzeni publicznej, Łódź, 2009


Wystawę prac Sanji Iveković można obecnie oglądać w Muzeum Sztuki w Łodzi. Na wystawę składa się wybór dzieł z lat 1974–2007 oraz projekt Dom kobiet (Okulary) (2009) zrealizowany w formie plakatów w przestrzeni publicznej kilku polskich miast, który podnosi temat nielegalnej w Polsce aborcji. Projekt Dom kobiet (Okulary) (2009) został przygotowany wspólnie z Federacją na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.


Komentarze:
Jeżeli chcesz skomentować blog, a nie chcesz się logować, wybierz opcję Anonimowy i podpisz się w komentarzu.

czwartek, 12 listopada 2009

Tiere raus!

Xavier Bayle, z serii Tiere raus!

Auschwitz zaczyna się wszędzie tam, gdzie ktoś patrzy na rzeźnię i myśli: to tylko zwierzęta. Te słowa Theodora Adorno są świetnym komentarzem do prac Xaviera Bayle z serii Tiere raus! Bayle jest hiszpańskim artystą, który od kilku lat mieszka i tworzy w Toruniu. Jak sam pisze:

urodził się dziwnym trafem z rudymi włosami pewnego lata 1969 w Barcelonie (nie tej wenezuelskiej, a hiszpańskiej), w międzyczasie Amerykanie napadli na Wietnam.

Z trudem nauczył się pisać i dodawać na placach, by w końcu osiągnąć metę życiową: dwa lata na sztukach pięknych i parę konkursów fotografii naukowej, czym wbił w dumę swoich rodziców i bliskich krewnych, po czym rozczarowany systemem oświaty - o którym lepiej nie wspominać - przerwał naukę. Jego niski poziom intelektualny i ambicja szybkiego wzbogacenia się, przyspieszają nieuniknione: pierwsza wystawę w 1994. Od tej chwili dzięki swojemu zapałowi, uczestniczył w około 80 wystawach, zarówno indywidualnych jak i zbiorowych, przedstawiając rysunek, fotografię, rzeźbę, performance, instalację i poezję, poza tym jury paru konkursów przyznało mu za łapówkę 30 nagród w dziedzinie fotografii, rysunku i poezji.

Po odkryciu smaku piernika i z zamiarem rozwiązania zagadki płci Kopernika, w roku 2005 decyduje się zamieszkać w Toruniu. Jako weganin, prawie abstynent, prawie niepalący, prawie normalny, przyznaje, że nie potrafi żyć bez tworzenia i rzuca się w wir artywizmu. Humanista, uwrażliwiony na to, co jego gatunek wyrządza planecie, dochodzi do wniosku, iż człowiek powinien dążyć ku samoistnemu wyginięciu (zadanie to wykonywane przez część ludzkości oraz wspomagane przez rządy, to rzecz chwalebna) i całkowicie oddaje się walce o istoty najbardziej poniżane i niewinne na naszym globie: zwierzęta pozaludzkie.

Mimo dowcipnego tonu autobiograficznego opisu, prace Xaviera Bayle są jak najbardziej serio i w przeciwieństwie do tego tekstu, jego twórczość jest raczej smutna i przerażająca, a zdarza się że i odrażająca, a właściwie odrażające jest to, o czym ta twórczość mówi i co krytykuje. Przykładem mogą być prace z serii Różnica, w których Bayle przedstawia zjawiska okrutnych praktyk stosowanych wobec zwierząt, z których jedne są powszechnie akceptowane w społeczeństwie (np. wędkarstwo), inne zaś uznawane za bestialskie (np. powszechne w Hiszpanii wieszanie hartów za szyję na gałęzi). Niemniej w rysunkach z serii Różnica ofiarami przemocy są dzieci, których niewinność jest zdaniem artysty, porównywalna z niewinnością zwierząt pozaludzkich. Z resztą dzieci, podobnie jak zwierzęta, nie mogą same walczyć o swoje prawa. Na jednej z wystaw (w toruńskiej Piwnicy pod Aniołem) artysta zestawił rysunki z serii Różnica ze zdjęciami zwierząt znajdujących się w podobnych sytuacjach i opisami okrutnych praktyk, które przedstawiają.

Xavier Bayle, z serii Różnica

Jedna z najnowszych serii prac Tiere raus! jest właśnie prezentowana w klubie Marley w Nakle nad Notecią. Rysunki te odwołują się do jednego z najtrudniejszych tematów w historii, Holokaustu, a zwierzęta zostały w nich utożsamione z ludźmi. Na jednym z rysunków widzimy tłum zwierząt (ludzi i innych gatunków). W scenach znanych ze zdjęć dokumentalnych z czasów wojny widzimy ludzi ze zwierzęcą twarzą. Określenie zwierzęca twarz jest używane zazwyczaj w znaczeniu pejoratywnym, oznacza prymitywizm, brak etyki, bestialstwo. Na rysunkach Bayle' a zwierzęca twarz to twarz ofiary. Wpatrują się w nas oczy ledwo żywej, zagłodzonej krowy-więźnia i pełne cierpienia oczy psa-dziecka z wiwisekcyjnego laboratorium dr Mengele...



Xavier Bayle, z serii Tiere raus!

Xavier Bayle, z serii Tiere raus!

Xavier Bayle, z serii Tiere raus!

Xavier Bayle, z serii Tiere raus!

Porównanie przemysłowej hodowli i masowego zabijania zwierząt do Holokaustu nie jest niczym nowym. Porównanie niekoniecznie musi oznaczać całkowite utożsamienie, ale uwydatnia różnice i podobieństwa. Kilka lat temu obiegły świat zestawienia zdjęć z obozów koncentracyjnych, obozów zagłady i masowych grobów z czasów II wojny światowej ze zdjęciami zwierząt w przemysłowych hodowlach i rzeźniach, pokazywane w ramach objazdowej wystawy Holokaust na twoim talerzu przygotowanej przez organizację Ludzie na Rzecz Etycznego Traktowania Zwierząt (PETA). Wspierające wystawę w Polsce Stowarzyszenie Empatia napisało:
(...) jesteśmy świadomi wszystkich różnic pomiędzy masową rzezią zwierząt w ramach wysokowydajnej, taśmowej produkcji mięsa, a wyjątkowym zdarzeniem historycznym, jakim był Holokaust. Jednak różnice pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem, pomiędzy naszym a ich cierpieniem, podkreślane były już dostatecznie wiele razy. Były one i są wykorzystywane jako usprawiedliwienie dla ludzkich poczynań wobec zwierząt. Być może przyszedł czas, żeby zastanowić się nad podobieństwami i wspólnymi korzeniami przemocy skierowanej wobec wszystkich tych, których z jakichś względów uznamy za "innych" i "obcych".
(pojęcie "innego" "obcego" wydaje mi się tu niezmiernie ważne, ponieważ ten "inny" jest w gruncie rzeczy zawsze uważany za gorszego, niższego, mniej godnego, mniej wartościowego)
Mimo tej deklaracji Stowarzyszenie Empatia, pojawiły się głosy oburzenia. W wypadku prac artystycznych poruszających kwestię Holokaustu nie jest to z resztą nic niezwykłego. Temat jest bowiem niezwykle drażliwy, nie tylko jeśli chodzi o porównania do zwierząt. Przykładem może być zeszłoroczna afera wokół pracy Huberta Czerepoka Nie tylko dobro przychodzi z góry, prezentowanej na wrocławskim Przeglądzie Młodej sztuki w warunkach ekstremalnych SURVIVAL. Czy prace Xaviera Bayle również są z góry skazane na cenzurę lub przynajmniej niechęć?
Warto może przypomnieć, że cytowany na początku wpisu Adorno był Niemcem wywodzącym się z rodziny żydowsko-katolickiej. Co więcej Isaac Bashewis Singer, Żyd, laureat literackiej nagrody Nobla i autor m. in. świetnych powieści obrazujących życie Żydów we wschodniej Polsce, w swoim opowiadaniu Listy do Pisarza, napisał: Dla zwierząt ludzie są nazistami. Co jednak mnie bardziej przekonuje niż cytaty nawet najbardziej mądrych i cenionych ludzi, to opisane przez dr Charlesa Pattersona w Wiecznej Treblince, relacje byłych więźniów obozów nazistowskich, którzy mówiąc Byliśmy tacy jak one, sami siebie porównali do zwierząt w przemysłowych hodowlach i rzeźniach. Z resztą, jak pisze Patterson, porównanie Żydów do zwierząt, "zezwierzęcenie" ich, usprawiedliwiało i ułatwiało traktowanie ich bez szacunku i nieuznawanie wartości ich życia. A więc, czy przypadkiem nie jest tak, że odbywający się każdego dnia Holokaust zwierząt boimy się nazwać po imieniu tylko dlatego, że jesteśmy jego świadkami i go akceptujemy? (na marginesie - ja nie akceptuję!)


Mimo wszystko, przyznam, że tytuł Tiere raus!, choć bardzo sugestywny, to jednak nie wydaje mi się do końca adekwatny. Słowo raus zawarte w haśle nazistów oznaczało chęć pozbycia się Żydów, wyeliminowania ich, eksterminacji. W wypadku zwierząt natomiast w pewnym sensie jest odwrotnie, gdyż zwierzęta są w sztuczny sposób rozmnażane w chorobliwie masowych ilościach. Jednocześnie zaś mordowane i ciągle dalej rozmnażane. Ilość ludzi, która zginęła podczas Holokaustu jest porównywalna z ilością zwierząt, które giną każdej godziny w samej tylko Europie, i to tylko w celu produkowania pożywienia. Chodzi zatem o użytkowanie ich i czerpanie z nich zysków. Co prawda, mimo eksterminacji jako ostatecznego celu, Żydów też wykorzystywano - do pracy, używano ich ciała jako źródła zysku - wyrywanie złotych zębów, "mydło z ludzi"...

Prace Xaviera Bayle nie próbują być jednak intelektualnym wywodem czy logiczną argumentacją. Mają raczej przemówić do serca, obudzić emocje, wątpliwości, pobudzić do zadawania pytań. Próbują może dotrzeć do tych pokładów naszego odbioru, w których emocje łączą się z rozumem, a współczucie staje się argumentem w dyskusji. Z prac artysty dobiega jakby krzyk, że wszystkie argumenty na poparcie ludzkiej wyższości nie są w stanie zaprzeczyć jednej niezaprzeczalnej prawdzie: w cierpieniu zwierzęta są nam równe. Te słowa prof. Petera Singera, są dla mnie potwierdzeniem tezy, że dyskusja o etyce jest niemożliwa jeżeli wyrugujemy z niej odczucia, uznając je za nieracjonalne.

I choć nie wszystkie rysunki z Tiere raus! uważam za jednakowo dobre (na blog wybrałam te, moim zdaniem, najlepsze), to jednak przemawiają one do mnie i są świetnym przykładem artywizmu pro animalistycznego. Zamiast operować bezpośrednimi porównaniami, jak w kampanii Holokaust na twoim talerzu, artysta w dyskretny sposób pokazuje, że zwierzęta pozaludzkie, tak samo jak zwierzęta-ludzie to ofiary ideologii, która wybrany rodzaj istot wyrzuca poza nawias etyki. I ta ideologia dalej istnieje, a społeczeństwo ją akceptuje, tylko w odniesieniu do innej kategorii istot. Poprzez swoje prace artysta próbuje zwrócić uwagę na to, co już dawno zauważył Albert Schweitzer, że etyka, która zajmuje się wyłącznie stosunkiem człowieka do innych ludzi, może być głęboka i żywa. Jest wszakże niepełna.

Zamiast zakończenia - wiersz Xaviera Bayle podsumowanie ran towarzyszący pracom (tłumaczenie z hiszpańskiego)

(Tekst można powiększyć klikając na obrazek)



Komentarze:
Jeżeli chcesz skomentować blog, a nie chcesz się logować, wybierz opcję Anonimowy i podpisz się w komentarzu.

wtorek, 10 listopada 2009

Dziecięcy artywizm

Któregoś szarego październikowego dnia na słupie ogłoszeniowym przy ulicy Mickiewicza w Toruniu znalazłam piękny przykład artywizmu w wydaniu dzieci.
Artywizm to najkrócej rzecz ujmując aktywizm społeczny poprzez sztukę. Często mówi się o braku skuteczności tym podobnych działań, gdyż, jak napisała Komuna Otwock w swoim Manifeście na koniec Komuny Otwock inicjującym Komunę Warszawa (opublikowanym w Notesie na 6 tygodni), (...) działalnośc artystyczna ma żaden albo znikomy wpływ na życie społeczne. Jakkolwiek prawdziwie (i dołująco) by to brzmiało, biorąc pod uwagę 20-letni staż Komuny Otwock, to artywizm nie zanika. Być może dążenie do niego, albo raczej poprzez niego do celów, tkwi w ludziach gdzieś głęboko od zawsze i na zawsze pozostanie - jak sama sztuka. Wskazywałby na to ten oto przykład proanimalistycznej działalności w dzielnicy Bydgoskie Przedmieście w Toruniu, który napawa mnie niezmiernym optymizmem:

fot. Dorota Łagodzka

fot. Dorota Łagodzka

Jak to często bywa w działalności aktywistów, z konieczności są podejmowane działania naruszające prawo, tak też i w tym wypadku dzieciaki powiesiły plakat, zapewne nieświadomie, nielegalnie. Jednak wbrew pozorom legalne wcale nie znaczy moralne. Być może zdanie to należałoby odnieść do poważniejszych form działalności prowadzonej przez dorosłych, której najlepszym przykładem jest Animal Liberation Front, nielegalne i ścigane przez FBI. Wracając jednak do tematu, dlaczego artywizmu dziecięcego nie traktować poważnie?! Chyba raczej należy podejść do dzieci jak Książę Myszkin z Idioty Dostojewskiego, a wtedy dziecięcy artywizm z pewnością zyska na skuteczności. Ale skoro nawet aktywizm pro animalistyczny dorosłych jest traktowany z przymrużeniem oka, to co dopiero dziecięcy...
Tematem artywizmu chciałabym się jeszcze zająć, a tymczasem polecam tekst Katarzyny Pabijanek w najnowszym Artmixie, pt. Artywizm Sanji I.

Komentarze:
Jeżeli chcesz skomentować blog, a nie chcesz się logować, wybierz opcję Anonimowy i podpisz się w komentarzu.