poniedziałek, 16 maja 2011

Wege porno

Uwaga! Ten wpis zawiera zdjęcia, które mogą zostać uznane za pornografię.


W majowym "Arteonie" pojawił się tekst Doroty Łuczak "Obrona cyckiem. PETA przeciw opresji(?)" o kampaniach PETA (People for Ethical Treatment of Animals) wykorzystujących nagie zdjęcia modelek, często erotyczne. Autorka analizuje fotografie, w których ukazywane są nagie modelki i wskazuje na stereotypowo erotyczny charakter tych przedstawień, w których kobieta staje się przedmiotem obserwacji męskiego spojrzenia. Zadziwiający wydaje jej się fakt, że "w Stanach Zjednoczonych - królestwie politycznej poprawności - nawet protesty feministek w tej sprawie spotykały się z niezrozumieniem. Tymczasem PETA - najbardziej znana na świecie organizacja walcząca z opresją zwierząt - aktywnie uczestnicząc w tworzeniu współczesnej kultury wizualnej, podtrzymuje opresyjny wobec kobiet porządek patriarchalny." A zatem według autorki PETA walcząc z opresją zwierząt wspiera opresję kobiet. A przecież, jak już wielokrotnie pisałam, mechanizm działania gatunkowizmu jest analogiczny do rasizmu i seksizmu. Według mnie weganizm i seksizm stoją ze sobą w sprzeczności, choć zapewne wiele jest niuansów i sytuacji nieoczywistych.


O ile w pierwszych "gołych" kampaniach PETA pod hasłem "I'd rather go naked than wear fur" ("Wolę chodzić nago niż nosić futro") Łuczak dostrzega jakiś sens - wynikający ze związku pomiędzy noszeniem futer a nagością - to pozostałe kampanie uznaje już za wpisujące kobiety w patriarchalne schematy, "ucyckowienie jej". Przyznać trzeba jednak, że to zazwyczaj kobiety noszą futra, by podkreślić swój prestiż i seksapil (co akurat zawsze mnie zastanawiało, bo futra niemiłosiernie pogrubiają).


Izabela Kowalczyk natomiast wskazuje na zupełnie inny aspekt, a mianowicie, że nagość, nawet erotyczna, przeznaczona dla męskiego widza, nie musi oznaczać uprzedmiotowienia. Nawiązując krytycznie do tzw. "feminizmu ofiary" wskazuje na możliwość czerpania przyjemności z bycia oglądaną. Dodam, że również w walce o prawa zwierząt coraz częściej podkreśla się, że zwierzęta nie tylko cierpią, czują ból i strach, ale także przyjemność, zadowolenie i entuzjazm.

Zgodzę się, że przyjemność z bycia piękną, oglądaną i pożądaną jest aspektem często pomijanym w feministycznych interpretacjach, niemniej w wypadku kampanii PETA (jak i rożnych przejawów kultury popularnej, które te kampanie kopiują), wizerunki kobiet faktycznie wpisują się w seksistowskie schematy uprzedmiotawiające kobietę bądź liczące się wyłącznie z upodobaniami mężczyzn (pytanie na ile są to rzeczywiste upodobania, na ile ukształtowane i tymczasowe?). Symptomatyczna jest też zdecydowana jednostronność płciowa, tzn. epatowanie niemal wyłącznie kobiecym ciałem, ukazywanym tak, by podobało się mężczyznom. Nadzy mężczyźni na zdjęciach dla PETA pojawiają się rzadko, i to zazwyczaj w towarzystwie kobiet. Młode, prężne, seksowne męskie ciała w ogóle są rzadkością we współczesnej kulturze wizualnej. A jeśli się pojawiają, to częściej w kontekście homoseksualnym. Podobnie jest z pornografią (i prostytucją). Istnieje właściwie wyłącznie pornografia dla mężczyzn. Występują w niej z reguły przeciętni, często dużo starsi faceci i niemal zawsze perfekcyjne, młodziutkie kobiety. Kategorie filmów, scenariusze, sposób prowadzenia kamery i sposób ukazywania ciał i seksu - wszystko to nastawione jest na męskiego widza. Kobiety wszak nie oglądają (czy na pewno??) pornografii, mogą lub powinny najwyżej oburzać się, gorszyć, wstydzić lub być zazdrosne. Jeżeli istnieje pornografia, w której można się do woli naoglądać nagiego męskiego ciała, to jest to pornografia gejowska. Bardzo nieliczne produkcje zaliczane do tzw. porno dla kobiet są trudno dostępne i słono płatne, często przeznaczone dla lesbijek (choć dużo częściej lesbijki pojawiają się jako motyw w męskim porno!) lub są rodzajem porno-artystycznego eksperymentu, a już na pewno jest ich za mało, by mogłyby uwzględniać różnorodne upodobania kobiet.


Veggie Love CASTING SESSION otwarcie wpisuje się w tę seksistowską tradycję pornograficzną. Widzimy jednego, średnio atrakcyjnego, łysiejącego i lekko przy kości faceta oraz całą plejadę idealnie zgrabnych i seksownych dziewczyn w bieliźnie i na wysokich szpilkach. Prezentują się w sposób, który jest chyba najbardziej typowym rodzajem wstępu do przeciętnego amerykańskiego pornola bez fabuły. W tym wszytskim wkurzająca jest właśnie ta jednostronność. Dlaczego bowiem nie pojawia się plejada przystojnych nagich młodzieńców w modnych bokserkach, których atrakcyjność i talent do erotycznych igraszek z warzywami ocenia filmująca je kobieta, kierująca castingiem? Odpowiedzią mogą być tylko stereotypy, które PETA skwapliwie i świadomie powiela.


No właśnie, świadomie. Dlatego też w jakimś stopniu jestem w stanie zrozumieć sens tych kampanii. Większość bowiem wegetarian i wegan to kobiety, a kulturowo męskość jest silnie związana z mięsnością. Pokutuje stereotyp, że prawdziwy mężczyzna musi jeść mięso i jajka, żeby być silny, wysportowany i budować masę mięśniową. Tak myślący o sobie mężczyzna to właśnie przeciętny widz typowego amerykańskiego pornola. I do niego właśnie chce trafić PETA. Ale może w takim razie skuteczniejsza byłaby kampania przedstawiająca seksownych nagich silnych mężczyzn z hasłem o przesłaniu: Nie musisz jeść mięsa, żeby być prawdziwym mężczyzną, żeby być dobry w łóżku, żeby mieć duży penis, żeby podobać się kobietom itd. Choć oczywiście też by to było stereotypowe i wpisywało się w opresje i obsesje współczesnej kultury popularnej.


Eksponowanie erotyczności, nagości i atrakcyjności ciała jest z resztą dla mnie jak najbardziej zrozumiałe w kampaniach promujących prawa zwierząt, a to dlatego, że w świadomości przeciętnego mięsożernego obywatela weganin to chudy, zasuszony, blady i anemiczny dziwak ubierający się w sprane sztruksy. Zapewne dlatego PETA wymyśliła także konkurs na najseksowniejszych wegetarian roku (Sexiest Vegetarian 2011), a w Polsce inicjatywę te kontynuuje portal wegetarianie.pl, który jednak ewidentnie odcina się od seksistowskich wzorów, zaczynając ogłoszenie o konkursie od słów: Wegetarianie, Weganie. Panowie i Panie!


W zupełnie inny sposób wykorzystuje pornografię Isabella Rossellini w swoim "Green porno", ale o tym już innym razem...

Isabella Rossellini, "Green porno".

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

wtorek, 10 maja 2011

Relacja z wykładu w Pokoju z kuchnią (CSW Toruń)

Bardzo mi miło, że tyle osób przyszło na mój wykład "Zwierzęta w sztuce współczesnej a problem wolności wypowiedzi artystycznej". Nie spodziewałam się, że temat ten spotka się z zainteresowaniem. Osobom związanym z ruchem wyzwolenia zwierząt sztuka wydaje się zazwyczaj kwestią marginalną, ponieważ jest elitarna i nie jest masowa, z kolei osoby związane ze sztuką niespecjalnie interesuje etyka wobec zwierząt. Ale sądząc po komentarzach na facebooku i liczbie osób obecnych na sali, chyba jednak coś się zmienia :) A sądząc po konferencjach, o których postaram się niebawem napisać, coś się zmienia w ogóle w humanistyce.

Wykład w toruńskim CSW był pewnym podsumowaniem moich dotychczasowych przemyśleń na temat wykorzystywania przez artystów zwierząt nie-ludzkich i problemu wolności sztuki w odniesieniu do tej kwestii, był zbiorem argumentów, które do tej pory pojawiały się zarówno w różnych moich tekstach jak i na blogu. Temat ten dotyka trudnego problemu cenzury, a nawet samej definicji tego pojęcia, którego jednak nie sformułowałam, a jedynie starałam się pokazać, że nie jest ono takie oczywiste, jak się czasem wydaje. Starałam się pokazać, że "między prymitywną dominacją (i żałosnym wywyższeniem) a tanim sentymentalizmem; między protekcjonalnym i eksploatacyjnym antropocentryzmem a ekscentryczną franciszkańską (dla wielu) fraternizacją ze wszystkim co żywe, jest naprawdę sporo miejsca na sensowne propozycje intelektualne."* Również w myśleniu o sztuce, o relacjach artystów ze zwierzętami.

fot. Ernest Wińczyk





---
* D. Czaja, "Zwierzęta w klatce języków", Konteksty nr 4(287) 2009, s. 7.

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Wystawy, wystawy, wystawy...

...czyli dział ogłoszeniowy. Jako, że ostatnio nastąpił wysyp wystaw, które w przeróżny sposób dotyczą zwierząt, czuję się w obowiązku poinformować o nich moich czytelników. Nie zdążę jednak napisać żadnego głębszego ani autorskiego tekstu o żadnej z nich. Nie tylko dlatego, że wiążą się ze zbyt wieloma problemami, ale także dlatego, że nie miałam okazji tych ekspozycji zobaczyć.

Na początek polecam wystawę Józefa Wilkonia w Galerii MM w Chorzowie, którą można oglądać już tylko do jutra! Nie wiem jaki był klucz doboru prac, ale wydaje mi się, że sztuka Wilkonia obroni się w każdych warunkach, a prosta biała przestrzeń chorzowskiej galerii chyba nie może jej zaszkodzić.

Odbywa się ona w ramach II Triennale Malarstwa ANIMALIS. Konkurs na obraz o tematyce zwierzęcej. Konkurs jest na razie na drugim etapie. O wystawie napiszę być może jeszcze, gdy zostanie ona otwarta, a na razie na stronie triennale można obejrzeć wszystkie nadesłane prace oraz wszystkie obrazy zakwalifikowane do wystawy. Jest tego bardzo dużo, aż trudno uwierzyć, że tylu malarzy w Polsce interesują zwierzęta. Wiele prac przeciętnych, ale też wiele ciekawych - warto poszperać:
http://www.galeriamm.art.pl/prezentacja/konkurs.php
Ekspozycja przy okazji pierwszej edycji nie była może co prawda porywająca, ale też nie żałowałam ani chwili, że się na nią wybrałam aż na Śląsk - czyli kawał drogi. Trochę byłam zawiedziona ograniczeniami lokalowymi i aranżacyjnymi galerii, ale też znalazło się tam kilka dobrych obrazów, a sam pomysł na taką imprezę uważam za fantastyczny i życzę organizatorom powodzenia. Zmieniłabym jednak zdecydowanie regulamin konkursu, wykluczający artystów, którzy nie skończyli uczelni artystycznej, nie należą do ZPAP-u ani w żaden inny formalny sposób nie potrafią udowodnić, że są "profesjonalnymi artystami". Tym samym wykluczony jest np. Xavier Bayle, którego niektóre "obrazy o tematyce zwierzęcej" są niezwykłe, a już z pewnością nie gorsze niż część prac, które widziałam w Chorzowie w 2008.

Sylwester Stabryła, "Człowiek pierwotny", olej, płótno, 100x90 cm, 2011 r. (jeden z obrazów zakwalifikowanych do wystawy)

Katalog tamtej wystawy widziałam przed jej obejrzeniem i zaskoczeniem dla mnie była zmiana postrzegania kilku prac. Niektóre z nich bowiem w katalogu wydawały się niezłe, w rzeczywistości jednak sprawiały zawód lub na odwrót - obrazy wyglądające fatalnie na reprodukcji, zaskakiwały pozytywnie. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że tak powszechne obecnie ocenianie sztuki (i to nie tylko malarstwa czy rysunku) na podstawie fotografii jest absurdem. Tymczasem na podstawie cyfrowych reprodukcji wybierane są prace na konkursy, wystawy, festiwale...

Wspomnę jeszcze o wystawie The Krasnals w galerii Art Agenda Nova w Krakowie, o której niestety informuję za późno, ponieważ sprawy osobiste nie pozwoliły mi uzupełnić blogu na czas. Wystawa do zwierząt nawiązywała już samym tytułem, który brzmiał "150 małp". Nie wiem do końca w jaki sposób go rozumieć, ale znając dotychczasowe obrazy Krasnali z małpami, mam prawo przypuszczać, że zwierzęta są w ich twórczości jedynie symbolami, i to raczej pejoratywnymi, ludzi, ich cech, działań, zachowań i funkcji oraz układów w świecie sztuki. Podejrzewam, że na krakowskiej ekspozycji małpy obarczone zostały także tego typu znaczeniami, ale pewna być nie mogę, bo wystawy nie widziałam. Jest to właściwie najbardziej tradycyjny i powszechny, również w sztuce dawnej, sposób przedstawiania zwierząt i trudno mu coś zarzucić, oprócz tego, że zwierzęta nie reprezentują wtedy samych siebie, a jedynie to, co ludzkie. W tym względzie Krasnale okazują się bardzo konwencjonalni.

otwarcie wystawy The Krasnals "150 małp", Art Agenda Nova, Kraków

Whielki Krasnal (The KRasnals), "Piramida zwierząt / na podstawie pracy Katarzyny Kozyry". 2008. Olej na płótnie. 92 x 65 cm

W tej samej galerii odbywa się obecnie wystawa "Wilk bardzo zły", na której obejrzeć można prace Natalii Bażowskiej, Ewy Juszkiewicz i Agaty Kus. Ta wystawa to "trzy indywidualne narracje artystyczne, oparte na spotkaniu baśniowej dziewczynki ze zwierzęciem. Spotkanie z nim jest nieuniknione by iść dalej, dojść do krańca lasu. Wilk nie zawszę bywa zły... Czasem pomiędzy nim a złotowłosą dziewczynką rodzi się przedziwna fascynacja. A pomiędzy liśćmi migoczą pytania. Gdzie iść? Czy może lepiej zostać i pozwolić baśni rozwijać się w naszej głowie?"(1) Podoba mi się i intryguje mnie poniższa praca, która wydaje mi się doskonałym odzwierciedleniem tych quasi baśniowych zawiłości.


Niepokoi mnie natomiast praca, która wygląda jakby zastosowano w niej tułów sarny. Nie wiem, czy artystka użyła wypchanego ciała prawdziwego zwierzęcia? Może ktoś z czytelników był na tej wystawie i mi podpowie?

---
Przypisy:
1. http://www.e-splot.pl/index.php?pid=articles&id=1227
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

niedziela, 24 kwietnia 2011

4 maja w Pokoju z kuchnią

Tuż po długim weekendzie zapraszam do Pokoju z kuchnią w toruńskim CSW na mój wykład:

"Zwierzęta w sztuce współczesnej a problem wolności wypowiedzi
artystycznej"


Wykład będzie krytyczną analizą relacji artystów ze zwierzętami w
sztuce współczesnej w kontekście etyki antygatunkowizmu, ze wskazaniem
na sytuacje konfliktu wartości artystycznych i etycznych. Omówione
zostaną wybrane praktyki artystyczne, poprzez które w sztukę zostają
uwikłane zwierzęta, stając się materiałem sztuki, jej
współuczestnikami lub twórcami.

Joseph Beuys, "I Like America And America Likes Me", 1974.

Pilar Albarracĭn, "Wilczyca", 2006.

Wykład poprzedzi projekcja filmu krótkometrażowego "Stan Oblężenia" (reż. Xavier Bayle, muz. Rafal Iwański a.k.a. X-NAVI:et, montaż: Anna Pilewicz. 20' Hiszpania-Polska 2011), a wszystkiemu towarzyszyć będzie rynek wymiany, którego regulamin można znaleźć na stronie Wegetoruń.pl.. Na koniec - wegański poczęstunek! Wydarzenia te odbędą się w ramach Tygodnia Weganizmu.

Pokój z kuchnią, fot. Ernest Wińczyk

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

Chrystus pod postacią kotka

Życzę wszystkim, którzy je obchodzą pełnych radości Świąt Wielkanocnych i dużo energii na wiosnę, mając przy tym nadzieję, że nie święcicie jajek z nr 3, z chowu klatkowego.


Z okazji Wielkiej Nocy mam dla Was bardzo dziwne wyobrażenie Chrystusa Zmartwychwstałego pod postacią zwierzaka, ale co ciekawe nie baranka, ale kotka. Ten niesamowity obraz otrzymałam od Izy Kowalczyk, która z kolei ma go bodajże od Maurycego Gomulickiego. Pochodzenie tego malowidła (lub jego komputerowej symulacji), autor i datowanie pozostają tajemnicą. Obraz wydaje mi się udaną współczesną stylizacją na sztukę dawną, gdyby nie napisy "LOVE" i "HAT..." (HATE?) na łapkach, psujące nieco jego kiczowatą harmonię. Być może jest on rodzajem żartu, być może autentycznym przejawem współczesnego kiczu religijnego (o którym to zjawisku przeczytać będzie można w najbliższym numerze "Artmixa", który ukaże się po świętach), a być może autentycznym obrazem nie współczesnym, co by mnie najbardziej ucieszyło.

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

piątek, 18 marca 2011

Artmix: call for papers - termin przedłużony

Uprzejmie informujemy, że termin nadsyłania propozycji tekstów do numeru o kiczu został przedłużony do 30-ego kwietnia 2011.

Chcemy zastanowić się, jaka jest rola kiczu we współczesnej sztuce? Kiedy można mówić, że mamy do czynienia z kiczem? Czy pojęcie to jest w ogóle adekwatne do sztuki współczesnej? Czy istnieje definicja kiczu, jak odróżnić estetykę kiczu od innej? Czy kicz może zacierać podział na kulturę popularną i kulturę czy sztukę wysoką? Czy może być wykorzystany jako rodzaj prowokacji? Dlaczego to, co dobre, miłe i piękne tak często określane jest jako kicz? Jaka jest rola kiczu w oswajaniu tego, co wstrętne, przerażające i trudne? W jaki sposób nawiązują do niego feministyczne artystki? Jaką rolę pełni kicz w sztuce odwołującej się do wątków religijnych, ale również w sztuce odnoszącej się do kwestii seksualności i cielesności?

Teksty prosimy przesyłać na adres: artmix_obieg@tlen.pl

Pozdrawiamy,
Izabela Kowalczyk, Dorota Łagodzka i Edyta Zierkiewicz



---

czwartek, 17 marca 2011

A właśnie, że nie! ... czyli znowu o "Piramidzie zwierząt"

Katarzyna Kozyra, "Piramida zwierząt". (zdjęcie pochodzi z blogu Karoliny Plinty)

Kiedy w styczniowym "Arteonie" ukazał się mój tekst krytykujący bezkrytyczność polskiego środowiska sztuki współczesnej wobec "Piramidy zwierząt" Katarzyny Kozyry, do Redakcji przyszedł list, którego anonimowy autor porównał mnie do histerycznej nastolatki i postulował, by wreszcie dać święty spokój "Piramidzie" i pozwolić jej wreszcie spokojnie cieszyć się statusem klasyki sztuki. Tym samym autor tego listu stał się wręcz modelowym reprezentantem postawy, którą opisuję w owym artykule. Postawy, która marginalizuje każdą próbę wpisania dyskursu praw zwierząt w dyskurs krytyczno-artystyczny, wyśmiewając ją jako emocjonalną i infantylną. Jest to charakterystyczne dla polskiego środowiska i wynika chyba ze strachu przed cenzurą, który to strach z kolei przeradza się w nadużywanie słowa cenzura i bezmyślne absolutyzowanie wolności wypowiedzi artystycznej, do tego stopnia, że staje się ona zaprzeczeniem wolności: wolności zwierząt i wolności wypowiedzi krytycznej. Tymczasem dyskurs proanimalistyczny w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej zaistniał już jakiś czas temu w galeriach i na uniwersytetach i bynajmniej nie jest wyśmiewany i szufladkowany jako sentymentalny. Ale o tym szerzej w "Arteonie".

Oczywiście krytyczne spojrzenie na "Piramidę zwierząt" (która moim zdaniem z etycznego punktu widzenia jest niedopuszczalna, z artystycznego natomiast też nie powala na kolana, choć jedno od drugiego nie musi zależeć), nie znaczy, że neguję całą twórczość Katarzyny Kozyry. Nie oznacza też histeryczności i braku obiektywizmu, które tak jak kiedyś powszechnie przypisywano feministkom, tak teraz antygatunkowist(k)om i innym osobom działającym na rzecz zwierząt.

Dowodem na racjonalizm antygatunkowistki w spojrzeniu na całokształt twórczości Kozyry niech będzie moja recenzja wystawy w Zachęcie, która ukazała się w "Artluku". Ale tam też czepiam się "Piramidy", a koncepcja wystawy akcentująca nierozerwalność życia i sztuki Kozyry, dostarczyła mi tylko kolejnego argumentu. Jakiego - przeczytajcie w "Artluku".

I właśnie, że nie mam zamiaru przypiąć tej pracy bezpiecznej, kuloodpornej etykietki "klasyka sztuki", jak chciał autor listu do "Arteonu"! Etykietki, która ma ją chronić przed krytycznym spojrzeniem. Na szczęście wiem, że nie jestem wśród krytyków sztuki tak całkiem osamotniona w myśleniu, że Kozyrze za "Piramidę zwierząt" jeszcze się oberwie. Dyskurs animalistyczny w Polsce dopiero się rozwija, mentalność społeczeństwa, w tym także środowiska skupionego wokół sztuki współczesnej ewoluuje i etyczna krytyka tej pracy może co najwyżej się nasilić. Niestety przysparza to Kozyrze sławy. Ale cóż, lepsze to niż aura nietykalności.

Katarzyna Kozyra, "Piramida zwierząt", 1993.

Katarzyna Kozyra, "Piramida zwierząt", 1993.

Katarzyna Kozyra, "Piramida zwierząt", 1993.



---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.

środa, 9 marca 2011

Fotoreportaż z wystawy i tekst z folderu

od lewej: Anna Jackowska, Maria Niemyjska, Tomek Rogaliński, Filip Sadowski
fot. Łukasz Żywulski

Trochę późno, bo prawie miesiąc po zakończeniu wystawy ZWIERZenia. Czułość istnienia, na której pokazane zostały prace Tomasza Rogalińskiego i Filipa Sadowskiego, zamieszczam jej dokumentację fotograficzną, wykonaną przez Kazimierza Napiórkowskiego z Wozowni. W szczególności jestem mu wdzięczna za wspaniałe zdjęcia "Psa w pościeli". Jemu też należą się podziękowania za piękny folderek i zaproszenia. Za zdjęcia z wernisażu dziękuję też Łukaszowi Żywulskiemu. Annie Jackowskiej pragnę serdecznie podziękować za możliwość zorganizowania tej wystawy i za przemiłą współpracę. Podziękowania kieruję także w stronę Marii Niemyjskiej i pozostałych pracowników Wozowni, a także Jakuba Banasiaka z Galerii Kolonie, z którą związany jest Filip. Zaś podziękowania dla samych artystów to już oczywistość! :-)

Zdjęcia na blogu pojawiają się w kolejności odpowiadającej z grubsza ruchowi widza, kolejności zwiedzania wymuszonej przestrzenią lub też przez nią podpowiadanej. Idąc klatką schodową najpierw trafiało na salę z rzeźbami Tomka Rogalińskiego, która kusiła obiektami widocznymi przez szklaną ścianę w jasnej rozświetlonej przestrzeni. Oglądaniu rzeźb towarzyszyły dźwięki z filmów Sadowskiego, które kazały podążyć w ich kierunku. Dźwięk był więc elementem integrującym obie części wystawy. W drugiej sali można było w ciemności i ciszy zagłębić się w miękkiej pufie i w skupieniu obejrzeć filmy.

Na samym końcu tego wpisu zamieszczam tekst z folderku towarzyszącego wystawie, który jest nieco rozbudowany w stosunku do tekstu rozsyłanego do mediów, który zamieściłam wcześniej na blogu w ramach zapowiedzi wystawy.

Tomek Rogaliński, "Pies w pościeli", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Pies w pościeli", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Pies w pościeli", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Pies w pościeli", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Przyszły i poszły", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

fot. Łukasz Żywulski

Tomek Rogaliński, "Przyszły i poszły", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Żółty piesek", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Żółty piesek", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Mały", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Mały", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Tomek Rogaliński, "Mały", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Łukasz Żywulski

fot. Łukasz Żywulski

Projekcja filmów Filipa Sadowskiego "Schron" i "Klatka", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Łukasz Żywulski

Projekcja filmów Filipa Sadowskiego "Schron" i "Klatka", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Łukasz Żywulski

Projekcja filmów Filipa Sadowskiego "Schron" i "Klatka", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Projekcja filmów Filipa Sadowskiego "Schron" i "Klatka", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski

Projekcja filmów Filipa Sadowskiego "Schron" i "Klatka", wystawa "ZWIERZenia. Czułość istnienia", Galeria Wozownia, styczeń/luty 2011, fot. Kazimierz Napiórkowski



Filip Sadowski, "Schron"


Filip Sadowski, "Klatka"


folderek wystawy "ZWIERZenia. Czułośc istnienia", fot. Tomasz Rogaliński

Tekst z folderu:

Dorota Łagodzka

ZWIERZenia. Czułość istnienia

Zwierz-am się, więc jestem – napisała Agata Araszkiewicz, parafrazując Jacquesa Derridę. Poprzez grę słów, możliwą tylko w języku polskim, do filozoficznych rozważań Derridy na temat zwierzęcości autorka dodała warstwę emocjonalną. Jednym z możliwych artystycznych komentarzy do tych rozważań są prezentowane na wystawie w Wozowni rzeźby Tomasza Rogalińskiego i filmy Filipa Sadowskiego.

Tym, co je łączy, jest postać psa. Jest on głównym bohaterem, człowiek pojawia się jako dopowiedzenie, uzupełnienie, bohater drugoplanowy. Wszystkie kontemplują też w jakiś sposób zwyczajność psa, zwierzęcia samego w sobie, nie zaś jako symbolu czegoś, co ludzkie, nie jako nośnika ludzkich znaczeń i metafor. W tych pracach psy pojawiają się jako konkretne jednostki, jako osoby, ale także jako uniwersalne znaki „psowatości” i zwierzęcości w ogóle. Prace uwidaczniają sposób bycia psa w świecie, nie abstrahują przy tym od relacji zwierzęcia z człowiekiem, przywołują na różne sposoby ludzką obecność.

Dzieła Rogalińskiego i Sadowskiego łączy też rodzaj emocjonalnej atmosfery: zawierają dozę swoistej czułości, uczucia, które bardzo trudno oddać w sposób, który nie trąciłby banałem lub kiczem. Im się to udało! Jest to czułość, której towarzyszy poczucie śmierci i sytuacja zagrożenia cielesności, przy czym u każdego z artystów wszystkie one przybierają inny wyraz. Wszak rzeźba i wideo art to dwa zupełnie inne media sztuki.

Filmy Sadowskiego mówią wiele nie tylko o zwierzętach, ale także, a może nawet więcej, o naturze człowieka, która ujawnia się poprzez stosunek do zwierząt. W swojej twórczości, przede wszystkim tej zebranej w powstałej rok temu książce-wystawie "Surogat", artysta sugeruje, że w ludzkich praktykach uważanych za normalne i oczywiste, tkwią zalążki zła; te same które doprowadziły ludzkość do największych zbrodni w historii. Treści te Sadowski pokazuje za pomocą kolaży obrazów i tekstów. Zazwyczaj posługuje się typowo postmodernistyczną metodą tworzenia nowej całości ze znalezionych fragmentów: pochodzących z internetu zdjęć, tekstów, reportaży, fragmentów prozy czy poezji – czyjejś lub swojej. Łączy je w sposób, który daje zupełnie nową jakość i wytwarza nowe znaczenia. Na podobnej zasadzie posługuje się obrazem filmowym i muzyką, tworząc nowe projekcje, fabuły i treści. Operuje zatem techniką found footage. Jak zauważa Tomasz Kozak, w szerszym rozumieniu found footage film, zwany niekiedy filmem kompilacyjnym, jest odrębnym gatunkiem sztuki wideo, który przy pomocy awangardowych technik montażowych dokonuje powtórnej redakcji cudzych dzieł ujawniając ich nieświadome, zaszyfrowane lub potencjalne znaczenia.

W kontekście całej twórczości artysty "Klatka" i "Schron" wydają się wręcz optymistyczne, napawają nadzieją, że w naturze ludzkiej tkwi jednak pierwiastek dobra. Egzystencjalna refleksja przepełniona jest tu skondensowaną dawką emocji, wśród których na pierwszy plan wysuwa się czułość. Połączenie pełnego napięcia dokumentu, poetyckiej narracji i oniryczności obrazu bezlitośnie wzrusza.

Rzeźby Rogalińskiego także emanują czułością, jednak nie wzbudzają odczuć tak gwałtownych. Artysta abstrahuje także bardziej od człowieka, jedynym niemal znakiem ludzkiej obecności jest prześcieradło w "Psie w pościeli" i różowa szmatka w Małym. Artysta przedstawia po prostu zwierzęta, ich cielesny i metafizyczny wymiar. Ukazuje psy i ślimaki w ich bezpośredniej zwierzęcości, w ich zwierzęcej kondycji. Ślimaki – na tej wystawie tytułowi bohaterowie rzeźby "Przyszły i poszły", są jednym z najczęściej występujących motywów w jego twórczości. Szczególnie często pojawia się wątek przemijania i śmierci, rozkładu ciała. "Żółty piesek" to portret nieżywego małego psa z wybebeszonymi wnętrznościami, może ofiary wypadku samochodowego. Nieoczywistość organicznych form sugeruje jednocześnie martwe ciało w dołku i kształt płodu, ulokowanego bezpiecznie w brzuchu matki. Ambiwalencja form przestrzennych powoduje balansowanie postrzeżenia na granicy narodzin i przemijania, życia i śmierci. Prace Rogalińskiego ukazują niesamowitość i zwyczajność zwierzęcego ciała oraz eksponują jego haptyczną organiczność ze swoistą czułością. Abiekt zostaje tu oswojony, pokazany w taki sposób, że nie odrzuca, nie jest wstrętny, a raczej uroczy. Świadomość medium, jakim jest rzeźba, świadomość materiału i maksymalne wyzyskiwanie jego wizualnych i haptycznych właściwości, współgra z charakterystyczną dla prac Rogalińskiego organiczną estetyką. Intuicyjny sposób rzeźbienia przekłada się na autentyczny i bezpośredni język jego sztuki oraz swoiście prostolinijny wyraz dzieł. Jednak, jak trafnie to ujął Andrzej Mencfel, prosta bezpośredniość działania jest zawsze najtrudniejsza do objaśnienia i poniekąd objaśnienia nie potrzebuje.

Pracą szczególną jest najmniejsza i najmniej spektakularna z obecnych tu rzeźb – "Mały". Powstała ona bowiem już po opracowaniu koncepcji wystawy i ostatecznie została w nią włączona. Rogaliński stworzył ją pod wpływem silnych emocji, jakie wzbudził w nim jeden z filmów Sadowskiego.

Tomasz Rogaliński - ur.1987, tworzy rzeźby, obiekty i instalacje rzeźbiarskie, mieszka i pracuje w Koszalinie.

Filip Sadowski – ur. 1983, tworzy filmy i kolaże, związany z warszawską galerią Kolonie, mieszka i pracuje w Warszawie.


---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.