Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plakat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plakat. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 grudnia 2012

Nie strzelaj w Sylwestra! - drugi plakat TPN


Kolejny dobry plakat Tatrzańskiego Parku Narodowego mający zwrócić uwagę na to, że wystrzałów boją się nie tylko zwierzęta domowe, ale także dzikie, których nie możemy przytulić na pocieszenie ani podać im środków uspokajających. Poważną sprawą jest to, że wybuchy petard wybudzają je z zimowego snu, który pozwala im przetrwać zimę. Także błyski świateł powodują popłoch wśród kozic i sprawiają, że niedźwiedź ucieka z gawry - swojej zimowej kryjówki. Gdy taki naturalny proces snu-letargu zostanie zaburzony, co gorsza gwałtownie przerwany, zwierzę może nie przeżyć, na ucieczkę zużywa energię, którą miało zmagazynowaną, by przetrwać do wisony.

Wpis ten jest jednocześnie kontynuacją wątku dobrych projektów plakatów proanimalistycznych. Plakat jest nieco retro, oscyluje wokół stylistyki modernistycznej i przywodzi na myśl drzeworyty tatrzańskie Władysława Skoczylasa. Nie jest minimalistyczny w duchu dzisiejszej estetyki plakatowej, ale prosty i oszczędny, choć bynajmniej nie subtelny, raczej zbliżony do stylistyki art brut. Skojarzenie z drzeworytami Skoczylasa nie jest chyba przypadkowe, bowiem plakat powstał na zamówienie TPN, przede wszystkim z myślą o turystach, którzy zamierzają spędzić Sylwestra w Zakopanem.


Przypominam jak wyglądał plakat zeszłoroczny w podobnej stylistyce: http://niezla-sztuka.blogspot.com/2012/01/sylwestrowy-plakat-tpn.html. Jego autorem był Krzysztof Kokoryn, więc podejrzewam, że tegoroczny plakat też można mu przypisać.
 







---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

czwartek, 13 grudnia 2012

Czy prawdziwy facet zjada krowę w 5 sekund?



W najbliższy piątek w Kawiarni Fawory przy ul. Mickiewicza 21 w Wawie odbędzie się wernisaż  wystawy "Prawa człowieka - zobacz je" wraz z dyskusją. Na początku wkurzyłam się, że w kontekście praw człowieka promowane jest mięsożerstwo (więc i zabijanie zwierząt) oraz przy okazji stereotypowy model męskości. W naszej kulturze bardzo silnie zakorzeniony jest stereotyp, że prawdziwy mężczyzna musi jeść mięso. Źródła tego stereotypu są złożone, ale można przytoczyć choćby niektóre. Prawdziwy mężczyzna poluje na mamuty, zabija. Ale w tym modelu prawdziwa kobieta siedzi przy garach, co pokazuje, w jaki sposób taki "mięsny" model męśkości konotuje seksitowskie podejście do kobiet i utwierdza tradycyjne role społeczne kobiet i mężczyzn. Prawdziwy mężczyzna jest silny, ma mięśnie, jak pan na plakacie.  A żeby być silnym i mieć mięśnie jeszcze do niedawna (dzięki stereotypom medycznym) trzeba było bezapelacyjnie jeść mięso. Na szczęście lekarze i dietetycy stopniowo zmieniają zdanie. Poza tym przecież gej też może być wegetarianinem. A czy gej może być prawdziwym mężczyzną? Tak, pod warunkiem, że je mięso ;-)

Pomijam już, że prawdziwy mężczyzna, zgodnie z plakatem powstałym w ramach warsztatów Humanity in Action Polska jest łysy i niedogolony...  Ale już tego się nie czepiam. Nie chodzi przecież o to, że nie mam poczucia humoru. Zgrzytem jest jednak to, że plakat próbuje mówić o prawach człowieka traktując je przecież poważnie - taki jest cel, a jednocześnie żartuje sobie z praw zwierząt, z ich śmierci. Biorąc pod uwagę, że śmierć krów z powodu ich zjadania jest powszechnym masowym, codziennym procederem, jest to porównywalne do dowcipów o Żydach uciekających z Auschiwtz przez komin... W ciągu roku na świecie ginie ok. 24 mln zwierząt zabijanych na mięso. Można sobie policzyć ile ich ginie w ciągu 5 sekund.

Reakcja była spora, rozgorzały dyskusje, choć zdecydowana większość się ze mną zgadzała. Dotarłam jednak do informacji, że w Faworach serwowane są dania wegańskie. Knajpa deklaruje, że jest wegetariańska (choć chyba nie jest to do końca prawdą, gdyż podobno czasem serwują rybę). Ponadto Fawory podkreślają także, że są przeciw WSZELKIEJ dyskryminacji, co w tym kontekście miało potwierdzać także sprzeciw wobec dyskryminacji zwierząt.

Wydaje mi się więc, że umieszczenie niniejszego plakatu jako zdjęcia promującego wydarzenie było prowkacją, mającą na celu... No właśnie, co? Poruszenie ważnego tematu czy wypromowanie wydarzenia poprzez gorącą dyskusję. W sumie metoda okazała się skuteczna, w końcu dowiedziałam się o kawiarni, polubiłam na facebooku, żeby sprawdzić, co mają w menu, a jak się okazało, że wege jedzenie, to nie było powodu, żeby lubienie odkliknąć. Teraz w dodatku piszę na blogu, potem wrzucę to na swój facebook, w dodatku informacja dotrze do odpowiedniej grupy odbiorców, potencjalnych klientów. Tak zwany marketing wirusowy. Problem jednak w tym, że czasem może on przynieść efekt odwrotny, negatywny pogłos w tle... Nie jestem więc pewna, czy to dobrze, że Fawory będą kojarzyć się z tym plakatem. Gdybym była trochę mniej dociekliwa, nie dotarłabym do informacji, że serwowane są tam wege potrawy, więc również nie doszłabym do wniosku, że to prowokacja, a co za tym idzie nie miałabym najlepszego zdania o Faworach. Szkoda by było. Istnieje ryzyko, że nie ja jedna...

Ktoś zapytał "czy chodziło o to, żeby ktoś napisał, że plakat jest do dupy", ktoś napisał, że o to właśnie chodziło, by wzbudził emocje i by "drogie Panie zaczęły gorącą debatę o archetypie (...) mężczyzny. Właśnie po to jest to dzieło". Jest to "dzieło" trójki cudzoziemców, którzy uczestniczyli w warsztatach Humanity in Action Polska (nazwiska dodam jutro jak otrzymam je od organizatorów wystawy). Gdy zapytałam o autora plakatu, ktoś próbował mnie sprowokować do emocjonalnych wypowiedzi (nie udało mu się, więc rozmowa potoczyła się w miarę konstruktywnie). Zasugerowano mi jednak więcej dystansu. Tak samo można by poprosić o dystans do hasła "zakaz pedałowania" (też na swój sposób jest dowcipne). Niestety trudno o dystans, gdy żyje się w kulturze, w której mięsożerność i męskość kojarzone są ze sobą nader często i bardzo serio. Pojawiło się spostrzeżenie, że kontekst jest ważny. Owszem, hasło o zjadaniu krowy w 5 sekund jest tym bardziej żenujące, że występuje w kontekście praw człowieka. Gdyby wystąpiło w kontekście "konserwy" lub mowy nienawiści, wcale by mnie nie zdziwiło, ba, nawet bym się nie fatygowała, by dyskutować. Po tym, jak odkryłam wege jedzenie w menu Faworów, uznałam umieszczenie tego plakatu na profilu wydarzenia za prowokację do dyskusji, ale też sprytny zabieg marketingowy. Więc rzeczywiście kontekst jest ważny. 

Napisałam, że apeluję o usunięcie plakatu, ale  zaznaczyłam (dwukrotnie), że dotyczy to usunięcia plakatu z Facebooka jako reprezentatywnego dla tego wydarzenia. Dla jasności - nie chodziło mi o usuwanie go z wystawy. Na wystawie mają prawo zostać pokazane różne podejścia, także te głupie i stereotypowe.


---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Plakat zimowej zbiórki dla Schroniska w Korabiewicach


Miło patrzeć jak projekty graficzne akcji prozwierzecych przechodzą pozytywną przemianę. Organizacje działające na rzecz praw zwierząt zazwyczaj nie mają pieniędzy na dobrych projektantów, a ludzie w nich pracujący często nie mają czasu i siły myśleć o takich mało istotnych (w porównaniu z ratowaniem życia) sprawach jak estetyka plakatów i ulotek. Od jakiegoś czasu na szczęście się to zmienia, dostrzeżono chyba, że estetyka ma wpływ na skuteczność w docieraniu do odbiorców, czego przykładem jest fajny plakat dotyczący zimowej zbiórki koców, kołder, ręczników i innych rzeczy, które mogą przydać się w schronisku w Korabiewicach. Może typografia, rozmieszczenie liter mogłaby byc lepiej dopracowana, ale kolorystyka jest udana, a wizerunki zwierząt urocze.

Przypominam, że Schronisko w Korabiewicach parę lat temu zostało zastane w stanie strasznym, zwierzęta umierały z głodu, brudu i chorób. Na szczęście dzięki uporowi i konsekwentnym działaniom Fundacji Viva! udało się je doprowadzić do przyzwoitego stanu, większość zwierząt (łącznie z niedźwiedziem!) została wyleczona.


Swoją drogą estetyka plakatów, ulotek, akcji ulicznych (demonstracji, happeningów) proanimalistycznych to ciekawy temat do analizy. Wspominałam po krótce o happeningach Igualdad Animal, ale chciałabym jeszcze kiedyś napisać o zupełnie innych estetykach i ich sile oddziaływania (gdyż to jest cecha najbardziej liczącą się dla tych organizacji). Członkowie Igualdad Animal wytwarzają w swoich akcjach rodzaj szoku, który pozostając szokujący, jest jednocześnie piękny. 8 grudnia w Madrycie miał miejsce po raz kolejny.

Interesuje mnie też sposób przedstawiania zwierząt w formie rysunków czy grafik w tekstach wizualnych kultury popularnej. Fascynuje mnie jak w uproszczonej, estetyzowanej, stylizowanej formie (zdawałoby się tak dalekiej od realizmu) można uchwycić istotę bycia danego zwierzęcia - czasem postrzeganego jako przedstawiciel gatunku, a czasem również jako indywiduum. Niedoścignionym mistrzem jest oczywiście Wilkoń, ale ilustracja książki dziecięcej to jeszcze trochę co innego. Plakat zbiórki dla Korabiewic kojarzy mi się natomiast z okładką Darwinowskiego "Czasu Kultury" projektu Marianny Sztymy. Chciałabym wiedzieć, kto jest autorem korabiewickiego plakatu...


---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
---