W Krakowie, w miejscu o swojskiej nazwie Goldex Poldex pełniącym funkcję galerii sztuki współczesnej i innych działań kulturalnych, ma miejsce niezwykła wystawa i towarzyszące jej wykłady. Otóż jest to wystawa tworów psa, które przez jego opiekunów, Martę Ojrzyńską i Kubę de Barbaro, zostały uznane za obiekty artystyczne.
W czasie trwania wystawy w galerii odbędzie się seria wydarzeń towarzyszących: wykład Joanny Warszy o performatywnych aspektach ogrodów zoologicznych, Mateusza Borowskiego o posthumanizmie, rozmowa z Pimpkiem prowadzona przez telepatyczny komunikator. Niestety nie mogę wybrać się do Krakowa, czego bardzo żałuję. Ciekawa jestem jednak, w jaki sposób Warsza podchodzi do ogrodów zoologicznych, czy jej tekst jest radosna apoteozą performatywnych cech tych ogrodów, które mogą być wątpliwą zaletą co najwyżej dla ludzi, czy może, czego bym sobie życzyła, krytycznie podejdzie do tematu, patrząc na ZOO jako na miejsce więzienia do zwiedzania. Interesuje mnie też, w jaki sposób Borowski rozumie pojęcie posthumanizmu, do którego, po pierwszym zauroczeniu (co widać być może w pierwszych wpisach na moim blogu), podchodzę już bardziej ostrożnie. Myślę też, że odchodzenie od antropocentryzmu wcale nie musi być jednoznaczne z rezygnacją z humanizmu, a niektóre wymiary posthumanizmu jawią się jako dalece ambiwalentne. I wreszcie ostatnie z tych wydarzeń, rozmowa z psem-artystą przez telepatyczny komunikator, brzmi dość infantylnie lub satyrycznie. Pomysł ten wydaje mi się poniekąd wtłaczaniem zwierzęcia na siłę w obręb jakichś ludzkich pojęć i działań. Nie mogę jednak ostatecznie oceniać, póki nie wiem, na czym to w rzeczywistości polega. Niestety - Kraków daleko.
Zagadnienie zwierzęcia jako artysty poruszone zostało przez autorów wystaw z 2009 roku: "Tier-Werden, Mensch-Werden" w NGBK i "Tierperspektiven" w Georg-Kolbe Museum w Berlinie. Jedna z kuratorek, Jessica Ullrich, opowiada w wywiadzie dla Artmixa m. in. o pracy Bärbel Rothhaar, stworzonej we współpracy ze społecznością pszczół. W tej instalacji pszczoły otrzymują jedno piętro z woskowymi popiersiami i kartkę zapisaną notatkami z wywiadów. Zwierzęta łamią, przebudowują i przeżuwają te woskowe i papierowe przedmioty, a przez to stają się współtwórcami sztuki. Rzeczywiście niesamowite jest, w jaki sposób pszczoły przekształcają woskowe głowy. Niesamowita work in progress. Operują co prawda na rzeźbach stworzonych przez jakiegoś człowieka, ale bazowanie na czyichś pracach i przetwarzanie ich to wszak jedną z najbardziej charakterystycznych cech postmodernistycznej sztuki.
Bärbel Rothhaar, Talking Heads, 2008/2009,(wystawa "Tierperspektiven")
Tymczasem prace Pimpka z wystawy w Krakowie to raczej przetworzone przedmioty, ready mades. Unicestwianie zaś przedmiotów, sprowadzanie ich do "nieistnienia", do strzępów to dynamiczny performance, a to, co z niego pozostaje to prace swoiście minimalistyczne. Z jednej strony brzmi to żartobliwie, ironicznie lub naiwnie, z drugiej zaś taka działalność zwierząt faktycznie jest bardzo bliska twórczości niektórych artystów. Różni je niekiedy jedynie świadomość artystów i nieświadomość (której zresztą nie możemy być pewni) zwierząt, że tworzą sztukę. Ale czy świadomość jest decydującą cechą definicji sztuki?
Niemniej zastanawiam się, na ile ma sens rozważanie artystycznego wymiaru czynności zwierząt i przedmiotów przez nie tworzonych lub przetwarzanych. W perspektywie etycznej uznanie zwierząt za potencjalnych artystów miałoby znaczenie o tyle, że byłby to kolejny aspekt, który zrównuje zwierzęta z ludźmi, a tym samym nie pozwala ich krzywdzić, np. wykorzystując je bez ich zgody jako materiał w pracy artystycznej. Z drugiej strony artyści przekraczają tę granicę również względem ludzi (np. "Łaźnia" i "Łaźnia II" Kozyry). Niemniej, zarówno konsekwencje prawne jak i ich własna mentalność sprawiają, że praktyka artystyczna nie sięga np. zabijania ludzi dla sztuki. Konkludując optymistycznie: gdyby zwierzę miało status artysty i zakładając, że artyści nie zabijają innych artystów w imię sztuki, wówczas artyści nie zabijaliby zwierząt w imię sztuki. :-D
Istnieje jeszcze inny wymiar twórczości zwierząt, o którym wspomniałam we wpisie na temat sztuki ziemi: gdzie przebiega granica między sztuką a naturą? A także: co odróżnia sztukę od reszty kultury? Czy każdy tworzony lub przetwarzany przez zwierzę przedmiot ma być sztuką, np. gniazdo ptasie? Wszak nie każdy przedmiot wytwarzany przez człowieka nią jest.
Uff... Czasami zastanawiam się, jak długo jeszcze sztuka i teoria sztuki pociągną bez jakichkolwiek granic i definicji?
Poniżej zamieszczam informację na temat wystawy w Goldexie Poldexie w oryginalnym kształcie z tą tylko różnicą, że poprawiłam dwa błędy językowe (jeden dotyczył nieprawidłowego tworzenia imiesłowu, drugi nieprawidłowej odmiany przez przypadki - tak modny ostatnio błąd stosowania dopełniacza zamiast biernika). Przyznam, że upadek kultury językowej i niestaranne redagowanie książek, które się coraz bardziej upowszechnia, czasem mnie dobijają. Humaniści nie maja pracy, a tymczasem dobrzy redaktorzy, choć i tak jest ich jak na lekarstwo, zarabiają grosze...
Mimo wszystko warto przeczytać poniższy tekst:
----------
Spółdzielnia Goldex Poldex
Józefińska 21/12, Stare Podgórze
Kraków
"Czy zwierzę może być artystą"
W sobotę, 22 stycznia o godz. 19, Spółdzielnia Goldex Poldex zaprasza na wystawę prac Pimpka, psa Marty Ojrzyńskiej i Kuby de Barbaro.
Piesek wykazuje wyjątkowy pociąg i energię do radosnej destrukcji: drze na strzępy szmaty, gryzie buty i fotele, rozszarpuje na części książki czy gazety. Powstałe obiekty uwodzą kompulsywną precyzją wykonania - patyk rozgryziony zostaje na setki kawałków, chusteczka higieniczna znika. Zoopsychologia podpowiada nam że jednym z głównych przycz...yn destrukcyjnych popędów zwierząt domowych jest lęk przed porzuceniem. Pozostawiony sam w domu pies zaczyna kompensować stres niszcząc elementy otoczenia. Pimpek jednak zdaje się wykonywać swoją pracę ze szczerą radością.
Czy zwierzę może być artystą?
Co najmniej od czasów oglądniętego w dzieciństwie Blade Runnera wiadomo że granice człowieczeństwa nie są sztywne; podobna refleksja na pewno towarzyszyła komuś kto spojrzał w oczy małpie.
Nie ulega wątpliwości ze zwierzęta się bawią, odczuwają radość i tracą energię na pozbawione celu czynności: przynoszą patyki, biegają w kółko za własnym ogonem czy podają łapę. Psychoanalityczne teorie twórczości szukały jej źródeł w sublimacji lęków pochodzących z nieświadomości. Być może zatem procesy zachodzące w głowie Pimpka drącego na kawałki polarowy koc można porównać do emocji - na przykład - Jacksona Pollocka czy Edwarda Dwurnika dziko wylewających farbę na dużych rozmiarów płótna. Niektóre prace pieska są też zaskakująco podobne do obiektów, które można ostatnio zobaczyć na międzynarodowych targach sztuki.
Przede wszystkim jednak te przedmioty po prostu bardzo nam się podobają, dlatego od ponad roku je zbieramy i dlatego postanowiliśmy pokazać je na tej wystawie.
Wystawa trwa do 20 Lutego 2011.
----------
A na zakończenie rozważań muszę bez fałszywej skromności przyznać, że mój pies Gwidon jest doskonałym performerem. W swojej twórczości używa najczęściej zabawek, które dostanie, najlepiej piszczących. Pierwszym elementem performansu jest zazwyczaj entuzjastyczna, wręcz namiętna eliminacja intrygującego gwizdka przez precyzyjne rozgryzienie, wobec czego reszta show odbywa się w ciszy. Następnie cała reszta gumowej zabawki zostaje konsekwentnie przetwarzana na marne strzępy w ciągu zaledwie jednej do trzech godzin. Fakt ten nie jest bez znaczenia, gdyż tego typu zabawki wedle zamierzeń producentów mają służyć przez długi czas. ;-)
Gwidon, "Zabawa w destrukcję"
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
blog Doroty Łagodzkiej o zwierzętach w sztuce / Dorota Łagodzka's blog about animals in art
piątek, 28 stycznia 2011
środa, 19 stycznia 2011
Straszne bajki Basi Bańdy
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
Zauważyłam, że ostatnio ożywiły się pod względem artystycznym i kulturalnym różne zakątki kraju. Ciekawe wystawy pojawiają się coraz częściej w mniejszych miastach czy też mniej znanych galeriach. Wcześniej pisałam o Przemyślu, tym razem o BWA w Olsztynie. Odbywają się tam obecnie dwie, jak mniemam ciekawe, oddzielne, ale równolegle trwające wystawy: Eli Jabłońskiej "Nadzwyczaj(nie)udanedzieło" i Basi Bańdy „Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać". Chciałabym się wybrać do Olsztyna, póki co zaś mogę wnioskować na podstawie zapowiedzi na stronie galerii i dotychczasowego dorobku artystek. Magda Ujma jako kuratorka wystawy Jabłońskiej też brzmi obiecująco.
Elżbieta Jabłońska, "Supermatka"
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
W obrazach Basi Bańdy zaczęły się od jakiegoś czasu coraz liczniej pojawiać zwierzęta. Na prezentowanej w olsztyńskiej galerii wystawie zwierzęta obecne są chyba w każdym obrazie. Podobnie jak w bajkach i baśniach, w obrazach Bańdy są nośnikami różnych znaczeń. Stają się symbolami sił natury, seksualności, reprezentantami cech różnego rodzaju istot, obarczone niepokojącymi, nie do końca jasnymi znaczeniami. Syntetyczne, doskonale uchwycone sylwetki zwierząt sąsiadują z dziwnymi, często odstręczającymi postaciami ludzkimi, półludzkimi, hybrydalnymi, embrionalnymi, pokawałkowanymi, niepełnymi, obgryzionymi... Artystka obrazuje niebezpieczne sytuacje zachodzące pomiędzy światem przyrody i wkraczającym w niego człowiekiem, stosując delikatną, ładną formę, przypominającą ilustrację z dziecięcej książki. Obłe, świetliste plamy słodkich, pastelowych kolorów zderza z brunatnym, czernią lub brązem przybierającymi dziwne, przypominające różne rzeczy, kształty. Sposób kładzenia transparentnej farby delikatnymi dotknięciami pędzla integruje wszystkie rodzaje plam. Dzięki temu powstaje wrażenie, że to, co urocze i bezpieczne współistnieje w świecie z tym, co wstrętne i groźne. Obrazy te przypominają mi obrazki i ilustracje książek dla dzieci Józefa Wilkonia. U niego jednak świat jest bardziej prostolinijny, bezpieczny i realistyczny. Bańda zaś abstrahuje bardziej od rzeczywistości widzialnej, sięgając głębiej w pełną brudów podświadomość ludzką. Jej obrazy to ilustracje do nieistniejących baśni dla dorosłych.
Basia Bańda, "Myśliwa"
Basia Bańda, "Calineczka"
Basia Bańda, "Nocą"
Józef Wilkoń, "Baśnie perskie"
Józef Wilkoń, "Księga dżunglii"
Józef Wilkoń, paw
Józef Wilkoń, kotek
Warto wspomnieć także o katalogu wystawy Basi Bańdy z tekstem Wojciecha Kozłowskiego.
A tak o wystawie pisze Ewelina Bobińska:
„Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać" - Basia Bańda
BWA w Olsztynie
Sala Kameralna
14 stycznia – 24 lutego 2011
Najnowszy projekt Basi Bańdy to seria obrazów, powstałych pod wpływem czytanych na nowo legend ludowych i baśni braci Grimm. Gdy dorosły siada do dawno zapomnianych lektur, odkrywa inne treści niż te, które potrafi przyswoić małe dziecko. Złe siostry, macochy i staruchy lub uległe sierotki to postaci stereotypowo utożsamiane z kobiecą aktywnością/pasywnością. Basia Bańda dokonuje w swych obrazach reinterpretacji baśniowych wizerunków wyznaczających podziały w społeczeństwie na bierne role kobiece i aktywne postawy męskie, a jednocześnie przywołuje lęki i obawy z dzieciństwa.
Wśród dominującej w pracach landrynkowej aury pojawia się czasem cielisto-różowa, zdeformowana postać. To człowiek, który stracił pierwotny kontakt z naturą, umiejętność zrozumienia jej prawideł. Basia Bańda wplata w historie swoich obrazów duszną atmosferę i nastrój grozy, z fascynacją obserwując jak surowa natura wymierza sprawiedliwą karę baśniowym bohaterom. Ich bezbronne ciała kąsane i atakowane przez wysłanników przyrody momentami stają się hybrydami ze zwierzęcymi paszczami, pazurami i włochatymi łapami. A wszystko to w prześlicznej oprawie delikatnych niczym akwarele plam farby, którą artystka maluje nam dziecięce wizerunki świata. /Ewelina Bobińska/
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
Zauważyłam, że ostatnio ożywiły się pod względem artystycznym i kulturalnym różne zakątki kraju. Ciekawe wystawy pojawiają się coraz częściej w mniejszych miastach czy też mniej znanych galeriach. Wcześniej pisałam o Przemyślu, tym razem o BWA w Olsztynie. Odbywają się tam obecnie dwie, jak mniemam ciekawe, oddzielne, ale równolegle trwające wystawy: Eli Jabłońskiej "Nadzwyczaj(nie)udanedzieło" i Basi Bańdy „Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać". Chciałabym się wybrać do Olsztyna, póki co zaś mogę wnioskować na podstawie zapowiedzi na stronie galerii i dotychczasowego dorobku artystek. Magda Ujma jako kuratorka wystawy Jabłońskiej też brzmi obiecująco.
Elżbieta Jabłońska, "Supermatka"
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
W obrazach Basi Bańdy zaczęły się od jakiegoś czasu coraz liczniej pojawiać zwierzęta. Na prezentowanej w olsztyńskiej galerii wystawie zwierzęta obecne są chyba w każdym obrazie. Podobnie jak w bajkach i baśniach, w obrazach Bańdy są nośnikami różnych znaczeń. Stają się symbolami sił natury, seksualności, reprezentantami cech różnego rodzaju istot, obarczone niepokojącymi, nie do końca jasnymi znaczeniami. Syntetyczne, doskonale uchwycone sylwetki zwierząt sąsiadują z dziwnymi, często odstręczającymi postaciami ludzkimi, półludzkimi, hybrydalnymi, embrionalnymi, pokawałkowanymi, niepełnymi, obgryzionymi... Artystka obrazuje niebezpieczne sytuacje zachodzące pomiędzy światem przyrody i wkraczającym w niego człowiekiem, stosując delikatną, ładną formę, przypominającą ilustrację z dziecięcej książki. Obłe, świetliste plamy słodkich, pastelowych kolorów zderza z brunatnym, czernią lub brązem przybierającymi dziwne, przypominające różne rzeczy, kształty. Sposób kładzenia transparentnej farby delikatnymi dotknięciami pędzla integruje wszystkie rodzaje plam. Dzięki temu powstaje wrażenie, że to, co urocze i bezpieczne współistnieje w świecie z tym, co wstrętne i groźne. Obrazy te przypominają mi obrazki i ilustracje książek dla dzieci Józefa Wilkonia. U niego jednak świat jest bardziej prostolinijny, bezpieczny i realistyczny. Bańda zaś abstrahuje bardziej od rzeczywistości widzialnej, sięgając głębiej w pełną brudów podświadomość ludzką. Jej obrazy to ilustracje do nieistniejących baśni dla dorosłych.
Basia Bańda, "Myśliwa"
Basia Bańda, "Calineczka"
Basia Bańda, "Nocą"
Józef Wilkoń, "Baśnie perskie"
Józef Wilkoń, "Księga dżunglii"
Józef Wilkoń, paw
Józef Wilkoń, kotek
Warto wspomnieć także o katalogu wystawy Basi Bańdy z tekstem Wojciecha Kozłowskiego.
A tak o wystawie pisze Ewelina Bobińska:
„Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać" - Basia Bańda
BWA w Olsztynie
Sala Kameralna
14 stycznia – 24 lutego 2011
Najnowszy projekt Basi Bańdy to seria obrazów, powstałych pod wpływem czytanych na nowo legend ludowych i baśni braci Grimm. Gdy dorosły siada do dawno zapomnianych lektur, odkrywa inne treści niż te, które potrafi przyswoić małe dziecko. Złe siostry, macochy i staruchy lub uległe sierotki to postaci stereotypowo utożsamiane z kobiecą aktywnością/pasywnością. Basia Bańda dokonuje w swych obrazach reinterpretacji baśniowych wizerunków wyznaczających podziały w społeczeństwie na bierne role kobiece i aktywne postawy męskie, a jednocześnie przywołuje lęki i obawy z dzieciństwa.
Wśród dominującej w pracach landrynkowej aury pojawia się czasem cielisto-różowa, zdeformowana postać. To człowiek, który stracił pierwotny kontakt z naturą, umiejętność zrozumienia jej prawideł. Basia Bańda wplata w historie swoich obrazów duszną atmosferę i nastrój grozy, z fascynacją obserwując jak surowa natura wymierza sprawiedliwą karę baśniowym bohaterom. Ich bezbronne ciała kąsane i atakowane przez wysłanników przyrody momentami stają się hybrydami ze zwierzęcymi paszczami, pazurami i włochatymi łapami. A wszystko to w prześlicznej oprawie delikatnych niczym akwarele plam farby, którą artystka maluje nam dziecięce wizerunki świata. /Ewelina Bobińska/
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
Basia Bańda, z serii "Bajka o takim, co wyruszył w świat, żeby nauczyć się bać"
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
sobota, 8 stycznia 2011
Artmix nr 25(15) "Intymność"
To już 25. - jubileuszowy numer naszego pisma! Zarazem w tym roku stuknie "Artmixowi" 10 lat! Z tej okazji pijemy za zdrowie dawnych i obecnych redaktorek, autorek i autorów, współpracowniczek i współpracowników oraz za powodzenie dalszych numerów. Dla Aleki serdeczne podziękowania za współpracę oraz za "ćwiartkę na ćwiartkę"! ;-)
We wstępie do tego numeru znajdziecie kilka słów na temat początków "Artmixa" i fragmenty manifestu feministycznego z pierwszego numeru pisma.
Artmix nr 25(15) "Intymność"
Spis treści:
Wstępniak
Matylda Szewczyk, Momenty kryzysu. Stan Brakhage i Marjorie Keller o doświadczeniu porodu
Ewelina Jarosz, Intymny dystans. Sztuka lesbijska w Polsce
Dorota Łagodzka, Intymność w kontakcie ludzi i zwierząt w twórczości Janine Antoni, Kiry O'Reilly i Catherine E. Bell a wybrane idee ekofeminizmu
Eliza Bernatowicz, Janusowe oblicze Louise Bourgois
Agnieszka Kwiecień, Egzystencje intymności w obrazach Natalii LL
Edyta Zierkiewicz, Harda Wenus. Obrazy kobiet niestandardowo pięknych?
Izabela Kowalczyk, Przestrzenie intymności u Klaudii Urbanek-Kękuś
Angelika Richter, Self Directing. Women Artists from the GDR and the Expansion of their Art in Performance and Actions
Janine Antonie, "2038", 2000
Stan Brakhage, "Window Water Baby Moving", 1959
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
We wstępie do tego numeru znajdziecie kilka słów na temat początków "Artmixa" i fragmenty manifestu feministycznego z pierwszego numeru pisma.
Artmix nr 25(15) "Intymność"
Spis treści:
Wstępniak
Matylda Szewczyk, Momenty kryzysu. Stan Brakhage i Marjorie Keller o doświadczeniu porodu
Ewelina Jarosz, Intymny dystans. Sztuka lesbijska w Polsce
Dorota Łagodzka, Intymność w kontakcie ludzi i zwierząt w twórczości Janine Antoni, Kiry O'Reilly i Catherine E. Bell a wybrane idee ekofeminizmu
Eliza Bernatowicz, Janusowe oblicze Louise Bourgois
Agnieszka Kwiecień, Egzystencje intymności w obrazach Natalii LL
Edyta Zierkiewicz, Harda Wenus. Obrazy kobiet niestandardowo pięknych?
Izabela Kowalczyk, Przestrzenie intymności u Klaudii Urbanek-Kękuś
Angelika Richter, Self Directing. Women Artists from the GDR and the Expansion of their Art in Performance and Actions
Janine Antonie, "2038", 2000
Stan Brakhage, "Window Water Baby Moving", 1959
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
piątek, 31 grudnia 2010
Sylwestrowo i Noworocznie
Życzę udanej zabawy sylwestrowej bez fajerwerków, bowiem wywoływany przez nie huk jest wybitnie niekomfortowy dla maleńkich dzieci, osób starszych, chorych, a dla większości zwierząt domowych i dzikich jest po prostu koszmarem.
Tak więc życzę udanej imprezki bez poobrywanych paluchów, bez uszkodzeń słuchu i wzroku!
A w Nowym Roku wszystkiego najwspanialszego oraz wielu inspirujących spotkań ze sztuką! :-)

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
Tak więc życzę udanej imprezki bez poobrywanych paluchów, bez uszkodzeń słuchu i wzroku!
A w Nowym Roku wszystkiego najwspanialszego oraz wielu inspirujących spotkań ze sztuką! :-)
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
czwartek, 30 grudnia 2010
Zwierzęce wątki na wystawach w Krakowie i Przemyślu
W Przemyślu:

Iwona Demko, "Uroki miasta", 2010 (fot. materiały BWA w Przemyślu)
...i w Krakowie:

Jarosław Modzelewski, "Zabijanie świni", 1983
W Muzeum Narodowym w Krakowie do 16 stycznia 2011 trwa wystawa "POKOLENIE'80. Niezależna twórczość młodych w latach 1980-1989", w ramach której prezentowany jest niezwykły obraz Jarosława Modzelewskiego przedstawiający człowieka zabijającego świnię. Obie postacie, w szczególności zaś człowiek, przedstawione są w syntetycznej formie lekko zgeometryzowanych kształtów figur, wypełnionych plamami niemal jednolitych kolorów. Taki sposób malowania charakterystyczny jest dla twórczości Modzelewskiego z wczesnych lat osiemdziesiątych, a zatem z czasów, gdy m. in. z jego inicjatywy powstała Gruppa - grupa artystyczna działająca poza głównym, oficjalnym obiegiem sztuki. Wystawa w MNK jest w założeniu - jak można przeczytać na stronie instytucji - prezentacją prac powstałych w tzw. „drugim obiegu” w latach 1980-1989, tworzonych przez artystów, którzy debiutowali w kręgu Kultury Niezależnej. Okazją do zorganizowania tej wystawy jest przypadająca w 2010 roku 30. rocznica powstania NSZZ „Solidarność” i Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Do Gruppy należał także Marek Sobczyk, w którego obrazach bardzo często pojawiają się zwierzęta, choć nie ma to nic wspólnego z programem artystycznym Gruppy. Na krakowskiej ekspozycji znajduje się na przykład jego obraz "Afrykańskie pieski".

Marek Sobczyk, "Dwa afrykańskie pieski", 1983.
Znajdziemy tu także obraz Włodzimierza Pawlaka "Droga z piekła do piekła", na którym zwierzęce postacie - również ujęte syntetycznie, w formie jednokolorowej plamy w uproszczonym kształcie ciała - wprzęgnięte zostają w symbolikę społeczno-polityczną. Ich nogi widniejące an tle sowieckiej gwiazdy, układają się w kształt swastyki. Interpretując ten obraz w perspektywie antygatunkowistycznej, można powiedzieć, że tytuł i przedstawienie jest o tyle trafne, że żaden z XX-wiecznych systemów politycznych, żadna z władz, żaden z masowych ruchów społecznych, nie miał na celu zmiany sytuacji zwierząt i nie podejmował kwestii etyki wobec nich. Dla zwierząt piekłem był nie tylko faszyzm i komunizm, dla nich piekłem jest także dzisiejsza demokracja z jej kapitalizmem, który napędza przemysłową hodowlę i rzeź - współczesne obozy śmierci, współczesne łagry.

Włodzimierz Pawlak, "Droga z piekła do piekła", 1985.
Dla równowagi wątki zwierzęce na wystawie "Artefakty" w BWA w Przemyślu prezentują się zupełnie inaczej - dowcipnie, ironicznie, z nutką kiczu. Jaskraworóżowe, antropomorfizowane pieski, ubrane w lateksowe miniówy i dresy otoczone są uroczymi, milusimi, różowymi kupami z tkaniny i równie sympatyczną plamą moczu pod murkiem, uszytą z połyskującego materiału. Abiekt, jakim są odchody został przez artystkę, Iwonę Demko, przetworzony na ładny, przyjemny w dotyku przedmiot, przypominający zabawkę. Mimo ładnego koloru i gładkiej, miękkiej tkaniny, pozostaje w nich coś odrzucającego, przypominają też robale.

Iwona Demko, "Uroki miasta", 2010 (z archiwum artystki)
Jak pisze Agata Sulikowska-Dejena, kuratorka wystawy, projekt Demko to komentarz do agresywnej urbanizacji, która wyrywa miastu każdy skrawek zieleni. Psy miejskie pojawiły się jako reakcja na toczącą się aktualnie w Paryżu walkę z opiekunami zwierząt i zabetonowywanie wysepek zieleni. Artystka tworzy miękkie, kolorowe, domagające się dotyku prace, w których ze zjadliwą ironią paradoksalnie wypowiada się o poważnych sprawach.

Iwona Demko, "Uroki miasta", 2010 (z archiwum artystki)
Demko operuje estetyką kiczu, tak charakterystyczną dla otaczającego nas nadmiaru byle jakich przedmiotów, efektów masowej produkcji i importu z Chin. Rzeźby te atakują widza nie tylko kolorem, ale też hałasują na różne sposoby, przez co stają się metaforą nadmiaru bodźców, którymi traktuje nas rzeczywistość współczesnych miast, przepełniona obrazami i dźwiękami. Wczoraj byłam z koleżanką na kawie w warszawskim centrum handlowym Złote Tarasy, gdyż spotkałyśmy się przypadkiem w przebieralni sklepu z ciuchami. Wybrałyśmy najspokojniejsze piętro -1, ale wypicie tam herbaty okazało się czynnością niebywale męczącą, ponieważ wszelakie dźwięki (nasz rozmowa, reklamy, muzyka) rozlegały się nie w ciszy, ale we wszechogarniającym przestrzeń szumie. Mam wrażenie, że współcześni architekci często zapominają o akustycznych właściwościach projektowanych przez siebie budynków i w ogóle o wpływie przestrzeni na samopoczucie przebywających w nim osób, w szczególności zaś na "efekt zmęczenia".

Iwona Demko, "Uroki miasta", 2010 (z archiwum artystki)
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.

Iwona Demko, "Uroki miasta", 2010 (fot. materiały BWA w Przemyślu)
...i w Krakowie:

Jarosław Modzelewski, "Zabijanie świni", 1983
W Muzeum Narodowym w Krakowie do 16 stycznia 2011 trwa wystawa "POKOLENIE'80. Niezależna twórczość młodych w latach 1980-1989", w ramach której prezentowany jest niezwykły obraz Jarosława Modzelewskiego przedstawiający człowieka zabijającego świnię. Obie postacie, w szczególności zaś człowiek, przedstawione są w syntetycznej formie lekko zgeometryzowanych kształtów figur, wypełnionych plamami niemal jednolitych kolorów. Taki sposób malowania charakterystyczny jest dla twórczości Modzelewskiego z wczesnych lat osiemdziesiątych, a zatem z czasów, gdy m. in. z jego inicjatywy powstała Gruppa - grupa artystyczna działająca poza głównym, oficjalnym obiegiem sztuki. Wystawa w MNK jest w założeniu - jak można przeczytać na stronie instytucji - prezentacją prac powstałych w tzw. „drugim obiegu” w latach 1980-1989, tworzonych przez artystów, którzy debiutowali w kręgu Kultury Niezależnej. Okazją do zorganizowania tej wystawy jest przypadająca w 2010 roku 30. rocznica powstania NSZZ „Solidarność” i Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Do Gruppy należał także Marek Sobczyk, w którego obrazach bardzo często pojawiają się zwierzęta, choć nie ma to nic wspólnego z programem artystycznym Gruppy. Na krakowskiej ekspozycji znajduje się na przykład jego obraz "Afrykańskie pieski".

Marek Sobczyk, "Dwa afrykańskie pieski", 1983.
Znajdziemy tu także obraz Włodzimierza Pawlaka "Droga z piekła do piekła", na którym zwierzęce postacie - również ujęte syntetycznie, w formie jednokolorowej plamy w uproszczonym kształcie ciała - wprzęgnięte zostają w symbolikę społeczno-polityczną. Ich nogi widniejące an tle sowieckiej gwiazdy, układają się w kształt swastyki. Interpretując ten obraz w perspektywie antygatunkowistycznej, można powiedzieć, że tytuł i przedstawienie jest o tyle trafne, że żaden z XX-wiecznych systemów politycznych, żadna z władz, żaden z masowych ruchów społecznych, nie miał na celu zmiany sytuacji zwierząt i nie podejmował kwestii etyki wobec nich. Dla zwierząt piekłem był nie tylko faszyzm i komunizm, dla nich piekłem jest także dzisiejsza demokracja z jej kapitalizmem, który napędza przemysłową hodowlę i rzeź - współczesne obozy śmierci, współczesne łagry.

Włodzimierz Pawlak, "Droga z piekła do piekła", 1985.
Dla równowagi wątki zwierzęce na wystawie "Artefakty" w BWA w Przemyślu prezentują się zupełnie inaczej - dowcipnie, ironicznie, z nutką kiczu. Jaskraworóżowe, antropomorfizowane pieski, ubrane w lateksowe miniówy i dresy otoczone są uroczymi, milusimi, różowymi kupami z tkaniny i równie sympatyczną plamą moczu pod murkiem, uszytą z połyskującego materiału. Abiekt, jakim są odchody został przez artystkę, Iwonę Demko, przetworzony na ładny, przyjemny w dotyku przedmiot, przypominający zabawkę. Mimo ładnego koloru i gładkiej, miękkiej tkaniny, pozostaje w nich coś odrzucającego, przypominają też robale.

Iwona Demko, "Uroki miasta", 2010 (z archiwum artystki)
Jak pisze Agata Sulikowska-Dejena, kuratorka wystawy, projekt Demko to komentarz do agresywnej urbanizacji, która wyrywa miastu każdy skrawek zieleni. Psy miejskie pojawiły się jako reakcja na toczącą się aktualnie w Paryżu walkę z opiekunami zwierząt i zabetonowywanie wysepek zieleni. Artystka tworzy miękkie, kolorowe, domagające się dotyku prace, w których ze zjadliwą ironią paradoksalnie wypowiada się o poważnych sprawach.

Iwona Demko, "Uroki miasta", 2010 (z archiwum artystki)
Demko operuje estetyką kiczu, tak charakterystyczną dla otaczającego nas nadmiaru byle jakich przedmiotów, efektów masowej produkcji i importu z Chin. Rzeźby te atakują widza nie tylko kolorem, ale też hałasują na różne sposoby, przez co stają się metaforą nadmiaru bodźców, którymi traktuje nas rzeczywistość współczesnych miast, przepełniona obrazami i dźwiękami. Wczoraj byłam z koleżanką na kawie w warszawskim centrum handlowym Złote Tarasy, gdyż spotkałyśmy się przypadkiem w przebieralni sklepu z ciuchami. Wybrałyśmy najspokojniejsze piętro -1, ale wypicie tam herbaty okazało się czynnością niebywale męczącą, ponieważ wszelakie dźwięki (nasz rozmowa, reklamy, muzyka) rozlegały się nie w ciszy, ale we wszechogarniającym przestrzeń szumie. Mam wrażenie, że współcześni architekci często zapominają o akustycznych właściwościach projektowanych przez siebie budynków i w ogóle o wpływie przestrzeni na samopoczucie przebywających w nim osób, w szczególności zaś na "efekt zmęczenia".

Iwona Demko, "Uroki miasta", 2010 (z archiwum artystki)
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
czwartek, 23 grudnia 2010
Gwiazdka (z butelek)
Czytelni(cz)kom mojego blogu życzę miłych Świąt bez martwego karpia. A w Nowym Roku spokoju ducha i dużo energii do działania!

W tym roku nie kupowałam choinki. Tuż przed Świętami dzwonił do mnie Greenpeace z prośbą o zwiększenie kwoty przekazywanej comiesięcznie na ratowanie drzew w Puszczy Białowieskiej. Nie zgodziłam się, bo nie stać mnie na to, poza tym pragnę wspierać także inne organizacje. Ale nie byłam potem w stanie wydać ani grosza na ścięte drzewo. Dlatego zrobiłam bukiet-stroik ze znalezionych gałązek świerkowych. Jak widać nie ja jedna miałam taki dylemat. Na zdjęciu - jeden z ciekawszych rezultatów alternatywnych rozwiązań choinkowych, estetycznie całkiem satysfakcjonujący. Choinka Sebastiana Płocharskiego, będąca przykładem recyklingowego dizajnu, otrzymała pierwsze miejsce w konkursie "Zielone Święta" zorganizowanym przez ekologiczną inicjatywę All For Planet.
A w Nowym Roku czyhajcie na nowy numer Artmixa :)
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.

W tym roku nie kupowałam choinki. Tuż przed Świętami dzwonił do mnie Greenpeace z prośbą o zwiększenie kwoty przekazywanej comiesięcznie na ratowanie drzew w Puszczy Białowieskiej. Nie zgodziłam się, bo nie stać mnie na to, poza tym pragnę wspierać także inne organizacje. Ale nie byłam potem w stanie wydać ani grosza na ścięte drzewo. Dlatego zrobiłam bukiet-stroik ze znalezionych gałązek świerkowych. Jak widać nie ja jedna miałam taki dylemat. Na zdjęciu - jeden z ciekawszych rezultatów alternatywnych rozwiązań choinkowych, estetycznie całkiem satysfakcjonujący. Choinka Sebastiana Płocharskiego, będąca przykładem recyklingowego dizajnu, otrzymała pierwsze miejsce w konkursie "Zielone Święta" zorganizowanym przez ekologiczną inicjatywę All For Planet.
A w Nowym Roku czyhajcie na nowy numer Artmixa :)
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
niedziela, 19 grudnia 2010
Animals' Confessions. Tenderness of Being
artists: Tomasz Rogaliński, Filip Sadowski
curator: Dorota Łagodzka
7.01. – 13.02.2011
opening: 7th January, 6 PM
Wozownia Art Gallery
Ducha Św. street No 6, Torun
www.wozownia.pl
director: Anna Jackowska
I confess as an animal, that therefore I am – Agata Araszkiewicz wrote to paraphrase Jacques Derrida. Through a play on words ‘to confess’ and ‘animal’, possible only in Polish, the author added emotions to Derrida's philosophical reflections on animality. One of the artistic comments on these considerations are presented on the exhibition in Wozownia: the sculptures of Tomasz Rogaliński and the videos of Filip Sadowski.
The thing that unites them is the figure of a dog. It is the main character; a man appears as apposition, addition, the hero of the second plan. All works contemplate, in some way, the ordinariness of the dog, of the animal in itself, rather than as a symbol of something human, not as a carrier of human meanings and metaphors. In these works the dogs appear as specific individuals, as persons, but also as universal signs of “what-is-doggy” and animality in general. The works reveal a way of being a dog in the world and they are not abstracted from the animal's relationship with the man; they bring on the different ways of human presence.
The works of Rogaliński and Sadowski are full of emotional atmosphere: they contain specific measure of sensitivity and feelings that are very hard to put in a way that is not banal or kitsch. They did it! It is the sensitivity, which is accompanied by a sense of death and by a situation of threatened carnality but in each of the artists' work they all take another look. After all, the sculpture and the video art are two completely different art media.
(text: Dorota Łagodzka, translated by: Anna Orzechowska-Barcz)
Tomasz Rogaliński – born in 1987; he creates sculptures, objects and sculptural installations; he lives and works in Koszalin.
Filip Sadowski – born in 1983; he makes films and collages; he is associated with the Warsaw gallery Kolonie; he lives and works in Warsaw.
Filip Sadowski, Cage
Tomasz Rogaliński, Dog in bedclothes
---
'Nie-zła sztuka' by Dorota Lagodzka is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska License. If you quote text from this blog, you must specify the name of the author and the blog.
curator: Dorota Łagodzka
7.01. – 13.02.2011
opening: 7th January, 6 PM
Wozownia Art Gallery
Ducha Św. street No 6, Torun
www.wozownia.pl
director: Anna Jackowska
I confess as an animal, that therefore I am – Agata Araszkiewicz wrote to paraphrase Jacques Derrida. Through a play on words ‘to confess’ and ‘animal’, possible only in Polish, the author added emotions to Derrida's philosophical reflections on animality. One of the artistic comments on these considerations are presented on the exhibition in Wozownia: the sculptures of Tomasz Rogaliński and the videos of Filip Sadowski.
The thing that unites them is the figure of a dog. It is the main character; a man appears as apposition, addition, the hero of the second plan. All works contemplate, in some way, the ordinariness of the dog, of the animal in itself, rather than as a symbol of something human, not as a carrier of human meanings and metaphors. In these works the dogs appear as specific individuals, as persons, but also as universal signs of “what-is-doggy” and animality in general. The works reveal a way of being a dog in the world and they are not abstracted from the animal's relationship with the man; they bring on the different ways of human presence.
The works of Rogaliński and Sadowski are full of emotional atmosphere: they contain specific measure of sensitivity and feelings that are very hard to put in a way that is not banal or kitsch. They did it! It is the sensitivity, which is accompanied by a sense of death and by a situation of threatened carnality but in each of the artists' work they all take another look. After all, the sculpture and the video art are two completely different art media.
(text: Dorota Łagodzka, translated by: Anna Orzechowska-Barcz)
Tomasz Rogaliński – born in 1987; he creates sculptures, objects and sculptural installations; he lives and works in Koszalin.
Filip Sadowski – born in 1983; he makes films and collages; he is associated with the Warsaw gallery Kolonie; he lives and works in Warsaw.
Filip Sadowski, Cage---
'Nie-zła sztuka' by Dorota Lagodzka is licensed under a Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska License. If you quote text from this blog, you must specify the name of the author and the blog.
poniedziałek, 13 grudnia 2010
Spokój nieżywych ciał



W Madrycie miał miejsce performens z okazji Międzynarodowego Dnia Praw Zwierząt. Uczestnicy hiszpańskiego oddziału organizacji Animal Equality trzymali na rękach nieżywe zwierzęta, sugerując, że wybierając weganizm każdy człowiek może uratować konkretne zwierzęta. W ich objęciach i na ich dłoniach spoczywały bowiem prawdziwe trupy kotów, kotków, prosiaczków, jagniątek, ryb, królików, kur, kurczaczków... Zostały one zabrane ze śmietników gospodarstw, na które trafiły jako odpady. Estetyczny porządek stojących ludzi, emanujący z ich twarzy smutek i całkowity, wręcz przerażający spokój korespondują ze spokojem, ciszą i smutkiem nieżywych ciał. Odrzucająca organiczność trupa zostaje oswojona w taki sposób, że bardziej rozczula i zasmuca niż odrzuca. Artywizm prozwierzęcy przybrał w tym wypadku formę nie tylko wymowną, ale i dobrą artystycznie, co zdarza się nie tak znowuż często. I tak jak zazwyczaj sztuka jest nieoczywista, bardziej sugeruje niż oznajmia, bardziej budzi wątpliwości niż wyjaśnia, tak w tym wypadku artystyczny wymiar tego działania sprzyja jasności przekazu i dodaje mu siły. Cisza i bezruch stały się najwymowniejszym znakiem śmierci.
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
sobota, 11 grudnia 2010
To nie my powinnyśmy się wstydzić!
"Zostałyśmy zgwałcone. To nie my powinnyśmy się wstydzić."
Dziś rano w centrum Warszawy zawisł billboard na zakończenie 16 Dni Akcji Przeciwko Przemocy Wobec Kobiet. "Tylko 8% gwałtów jest zgłaszanych na policję..." - fragment tekstu grupy Vagina Dentata komentującego plakat. Całe oświadczenie na stronie Feminoteki: http://www.feminoteka.pl

Swoją drogą plakat ten jest rodzajem street artu i zarazem kolejnym przykładem artywizmu. Właściwie to spora część street artu jest artywizmem.
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
Dziś rano w centrum Warszawy zawisł billboard na zakończenie 16 Dni Akcji Przeciwko Przemocy Wobec Kobiet. "Tylko 8% gwałtów jest zgłaszanych na policję..." - fragment tekstu grupy Vagina Dentata komentującego plakat. Całe oświadczenie na stronie Feminoteki: http://www.feminoteka.pl
Swoją drogą plakat ten jest rodzajem street artu i zarazem kolejnym przykładem artywizmu. Właściwie to spora część street artu jest artywizmem.
---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
Każde zwierzę Natalii Szostak
wystawa nowej serii rysunków Natalii Szostak inspirowanych "Manifestem Zwierzęcym" Andrzeja Partuma z 1980r.
Klub Aler Ego
Pl. Batorego 4
Szczecin
16.12.2010 – 13.01.2010, godz. 14-20
wernisaż 16.12.2010, godz. 20.00

Natalia Szostak ur. 1980 w Szczecinie. W 2007 roku uzyskała dyplom z malarstwa i rysunku na San Francisco State University. Dwa lata później otrzymała nagrodę dla wyróżniających się młodych artystów w międzynarodowym konkursie organizowanym przez X-Power Gallery w Los Angeles. Obecnie studentka grafiki w szczecińskiej Akademii Sztuki. Zajmuje się malarstwem, fotografią i sztuką wideo, niejednokrotnie łącząc je ze sobą. Jej prace pokazywane były w Polsce, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Mieszka i pracuje w Szczecinie.

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
Klub Aler Ego
Pl. Batorego 4
Szczecin
16.12.2010 – 13.01.2010, godz. 14-20
wernisaż 16.12.2010, godz. 20.00

Natalia Szostak ur. 1980 w Szczecinie. W 2007 roku uzyskała dyplom z malarstwa i rysunku na San Francisco State University. Dwa lata później otrzymała nagrodę dla wyróżniających się młodych artystów w międzynarodowym konkursie organizowanym przez X-Power Gallery w Los Angeles. Obecnie studentka grafiki w szczecińskiej Akademii Sztuki. Zajmuje się malarstwem, fotografią i sztuką wideo, niejednokrotnie łącząc je ze sobą. Jej prace pokazywane były w Polsce, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Mieszka i pracuje w Szczecinie.

---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
sobota, 4 grudnia 2010
ZWIERZenia. Czułość istnienia
Na dobry początek nowego roku zapraszam do Wozowni 7 stycznia o godz. 18:00 na otwarcie wystawy:
ZWIERZenia. Czułość istnienia / Animals' Confessions. Tenderness of Being
artyści / artists: Tomasz Rogaliński, Filip Sadowski
kuratorka / curator: Dorota Łagodzka
7.01. - 13.02.2011
otwarcie: 7 stycznia, godz. 18.00 / opening: 7th January, 6 PM
Galeria Sztuki Wozownia / Wozownia Art Gallery
ul. Ducha Świętego 6, Toruń / Ducha Swiętego street No 6, Torun, Poland
www.wozownia.pl
dyrektorka / director: Anna Jackowska
Zwierz-am się, więc jestem – napisała Agata Araszkiewicz, parafrazując Jacquesa Derridę. Poprzez grę słów, możliwą tylko w języku polskim, do filozoficznych rozważań Derridy na temat zwierzęcości autorka dodała warstwę emocjonalną. Jednym z możliwych artystycznych komentarzy do tych rozważań są prezentowane na wystawie w Wozowni rzeźby Tomasza Rogalińskiego i filmy Filipa Sadowskiego.
Tym, co je łączy, jest postać psa. Jest on głównym bohaterem, człowiek pojawia się jako dopowiedzenie, uzupełnienie, bohater drugoplanowy. Wszystkie kontemplują też w jakiś sposób zwyczajność psa, zwierzęcia samego w sobie, nie zaś jako symbolu czegoś, co ludzkie, nie jako nośnika ludzkich znaczeń i metafor. W tych pracach psy pojawiają się jako konkretne jednostki, jako osoby, ale także jako uniwersalne znaki „psowatości” i zwierzęcości w ogóle. Prace uwidaczniają sposób bycia psa w świecie, nie abstrahują przy tym od relacji zwierzęcia z człowiekiem, przywołują na różne sposoby ludzką obecność.
Dzieła Rogalińskiego i Sadowskiego łączy też rodzaj emocjonalnej atmosfery: zawierają dozę swoistej czułości, uczucia, które bardzo trudno oddać w sposób, który nie trąciłby banałem lub kiczem. Im się to udało! Jest to czułość, której towarzyszy poczucie śmierci i sytuacja zagrożenia cielesności, przy czym u każdego z artystów wszystkie one przybierają inny wyraz. Wszak rzeźba i wideo art to dwa zupełnie inne media sztuki. (tekst: Dorota Łagodzka)
Tomasz Rogaliński - ur.1987, tworzy rzeźby, obiekty i instalacje rzeźbiarskie, mieszka i pracuje w Koszalinie.
Filip Sadowski – ur. 1983, tworzy filmy i kolaże, związany z warszawską galerią Kolonie, mieszka i pracuje w Warszawie.
---
ENGLISH version will be added soon!
---
Tomasz Rogaliński, "Pies w pościeli"
Filip Sadowski, "Klatka"
---
Niniejszy tekst i zdjęcia można kopiować i rozpowszechniać wyłącznie w celu informowania o wystawie, osobach ją tworzących lub galerii Wozownia, przy czym należy zamieścić nazwiska autorów.
ZWIERZenia. Czułość istnienia / Animals' Confessions. Tenderness of Being
artyści / artists: Tomasz Rogaliński, Filip Sadowski
kuratorka / curator: Dorota Łagodzka
7.01. - 13.02.2011
otwarcie: 7 stycznia, godz. 18.00 / opening: 7th January, 6 PM
Galeria Sztuki Wozownia / Wozownia Art Gallery
ul. Ducha Świętego 6, Toruń / Ducha Swiętego street No 6, Torun, Poland
www.wozownia.pl
dyrektorka / director: Anna Jackowska
Zwierz-am się, więc jestem – napisała Agata Araszkiewicz, parafrazując Jacquesa Derridę. Poprzez grę słów, możliwą tylko w języku polskim, do filozoficznych rozważań Derridy na temat zwierzęcości autorka dodała warstwę emocjonalną. Jednym z możliwych artystycznych komentarzy do tych rozważań są prezentowane na wystawie w Wozowni rzeźby Tomasza Rogalińskiego i filmy Filipa Sadowskiego.
Tym, co je łączy, jest postać psa. Jest on głównym bohaterem, człowiek pojawia się jako dopowiedzenie, uzupełnienie, bohater drugoplanowy. Wszystkie kontemplują też w jakiś sposób zwyczajność psa, zwierzęcia samego w sobie, nie zaś jako symbolu czegoś, co ludzkie, nie jako nośnika ludzkich znaczeń i metafor. W tych pracach psy pojawiają się jako konkretne jednostki, jako osoby, ale także jako uniwersalne znaki „psowatości” i zwierzęcości w ogóle. Prace uwidaczniają sposób bycia psa w świecie, nie abstrahują przy tym od relacji zwierzęcia z człowiekiem, przywołują na różne sposoby ludzką obecność.
Dzieła Rogalińskiego i Sadowskiego łączy też rodzaj emocjonalnej atmosfery: zawierają dozę swoistej czułości, uczucia, które bardzo trudno oddać w sposób, który nie trąciłby banałem lub kiczem. Im się to udało! Jest to czułość, której towarzyszy poczucie śmierci i sytuacja zagrożenia cielesności, przy czym u każdego z artystów wszystkie one przybierają inny wyraz. Wszak rzeźba i wideo art to dwa zupełnie inne media sztuki. (tekst: Dorota Łagodzka)
Tomasz Rogaliński - ur.1987, tworzy rzeźby, obiekty i instalacje rzeźbiarskie, mieszka i pracuje w Koszalinie.
Filip Sadowski – ur. 1983, tworzy filmy i kolaże, związany z warszawską galerią Kolonie, mieszka i pracuje w Warszawie.
---
ENGLISH version will be added soon!
---
Filip Sadowski, "Klatka"---
Niniejszy tekst i zdjęcia można kopiować i rozpowszechniać wyłącznie w celu informowania o wystawie, osobach ją tworzących lub galerii Wozownia, przy czym należy zamieścić nazwiska autorów.
piątek, 3 grudnia 2010
NIE dla Piramidy!
Byłabym hipokrytką, gdybym nie zaprotestowała przeciwko celebrowaniu sztuki, która okupiona jest śmiercią zwierząt. Przykładem takiej sztuki(?)jest "Piramida zwierząt" Katarzyny Kozyry z 1993 roku. Wiele jest okrucieństw i morderstw popełnianych na zwierzętach, ale mało które z nich są otwarcie i legalnie aprobowane przez intelektualistów i celebrowane w narodowych instytucjach kultury.

Monograficzna wystawa Katarzyny Kozyry, na której znajdzie się "Piramida zwierząt" zostanie otwarta w Narodowej Galerii Sztuki Zachęta w dniu 4 grudnia 2010:
http://www.zacheta.art.pl. Prawdopodobnie znajdą się tam także inne prace tej artystki, być może warte uwagi, ale wątpię, czy będę w stanie się na nich skupić. Nie odbieram wartości całemu jej dorobkowi artystycznemu. Ale też jako krytyczka sztuki czuję przymus lub co najmniej presję uwielbiania Kozyry, bo "Kozyra wielką artystką jest". Niemalże nie można poddać jej krytyce, czy to od strony etycznej czy innej, bo w środowisku skupionym wokół sztuki współczesnej zostanie się uznaną za ignorantkę.
Antygatunkowistyczna perspektywa w percepcji sztuki jest obecna w USA i Europie Zachodniej w debacie publicznej, instytucjach kultury, czasopismach i na uniwersytetach. W Polsce jednak dyskurs proanimalistyczny związany z prawami zwierząt jest ciągle marginalizowany, a w środowisku sztuki współczesnej wręcz wyśmiewany jako emocjonalny i nieobiektywny. Warto zauważyć, że podobnie traktowany był niegdyś feminizm. Choć faktem jest też, że w środowiskach działających na rzecz zwierząt trudno znaleźć osoby, które znałyby się na sztuce.
Tych, którzy są zainteresowani poszerzeniem uzasadnienia mojej postawy, odsyłam do tekstu "Paradoksy wolności" z 23(13) numeru "Artmixa", który traktuje o konflikcie wartości artystycznych i etycznych.


---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
Monograficzna wystawa Katarzyny Kozyry, na której znajdzie się "Piramida zwierząt" zostanie otwarta w Narodowej Galerii Sztuki Zachęta w dniu 4 grudnia 2010:
http://www.zacheta.art.pl. Prawdopodobnie znajdą się tam także inne prace tej artystki, być może warte uwagi, ale wątpię, czy będę w stanie się na nich skupić. Nie odbieram wartości całemu jej dorobkowi artystycznemu. Ale też jako krytyczka sztuki czuję przymus lub co najmniej presję uwielbiania Kozyry, bo "Kozyra wielką artystką jest". Niemalże nie można poddać jej krytyce, czy to od strony etycznej czy innej, bo w środowisku skupionym wokół sztuki współczesnej zostanie się uznaną za ignorantkę.
Antygatunkowistyczna perspektywa w percepcji sztuki jest obecna w USA i Europie Zachodniej w debacie publicznej, instytucjach kultury, czasopismach i na uniwersytetach. W Polsce jednak dyskurs proanimalistyczny związany z prawami zwierząt jest ciągle marginalizowany, a w środowisku sztuki współczesnej wręcz wyśmiewany jako emocjonalny i nieobiektywny. Warto zauważyć, że podobnie traktowany był niegdyś feminizm. Choć faktem jest też, że w środowiskach działających na rzecz zwierząt trudno znaleźć osoby, które znałyby się na sztuce.
Tych, którzy są zainteresowani poszerzeniem uzasadnienia mojej postawy, odsyłam do tekstu "Paradoksy wolności" z 23(13) numeru "Artmixa", który traktuje o konflikcie wartości artystycznych i etycznych.


---
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
czwartek, 25 listopada 2010
Banksy' ego bunt wybiórczy

Do polskich kin wchodzi właśnie "Wyjście przez sklep z pamiątkami", film Bansy- ego, jednego z najbardziej znanych artystów sztuki ulicy na świecie. Zbuntowanego anarchisty, krytykującego neoliberalny, kapitalistyczny porządek społeczny i struktury władzy, zaangażowanego w walkę o prawa zniewolonych i krzywdzonych. Przy tym wszystkim Banksy uparcie okazuje się całkowicie niewrażliwy na kwestię zwierząt. Gdyby chodziło tylko o to, że zwierzęta nie są w jego twórczości podmiotem, że pełnią co najwyżej funkcję symboli ludzi i ich spraw, nie byłoby jeszcze tak źle, choć już świadczyłoby to o wybiórczej empatii tego twórcy. Problem jednak nie w tym, że Banksy nie dostrzega potrzeby walki o prawa zwierząt, ale o to, że sam te prawa łamie, traktując zwierzęta skrajnie przedmiotowo, używa ich jako materiału dla swojej sztuki.
Wielokrotnie malował on farbami na zwierzętach i umieszczał je w różnym otoczeniu, niekoniecznie dla zwierząt komfortowym. Można powiedzieć, że Banksy krzywdzi zwierzęta, choć w rożnym stopniu. Z pewnością nie we wszystkich przypadkach można mówić o znęcaniu się. Zazwyczaj są to łagodniejsze lub mniej oczywiste formy krzywdzenia. Zazwyczaj artysta nie sprawia zwierzętom bólu, nie zabija ich, niemniej naraża je na sytuacje, które w żaden sposób im nie służą. Służą jedynie realizacji artystycznej fantazji Banksy' ego.



instalacja Banksy' ego we wschodnim Londynie
Podobnie jak niektórym ludziom ich czworonożni przyjaciele (a raczej żywe zabawki).

Dotychczas Banksy malował na krowach, świniach czy owcach i umieszczał w bardziej lub mniej wskazanym dla nich otoczeniu. Ostatnio jednak najwyraźniej wraz z rosnącą popularnością Banksy uważa, że może sobie pozwolić na coraz więcej. W ramach wystawy "Barely Legal" w Los Angeles pokazał pomalowanego słonia jako dzieło sztuki. 38-letnia słonica Tai została wypożyczona z prywatnego zoo, pomalowana we wzór tapety wpasowujący się w dizajn pomieszczenia stylizowanego na salon; pasujący więc do ścian, mebli, dywanów, lampy, nie pasujący jednak z pewnością do dzikiego zwierzęcia. Jak powiedział Ed Boks z Animal Services Department, ta praca zawiera bardzo niewłaściwy przekaz, że " (...)krzywdzenie zwierząt jest nie tylko w porządku, ale że jest formą sztuki."(1)
Zwierzę jest zdezorientowane i osaczone na wiele sposobów - przez ściany pomieszczenia i znajdujące się w nim przedmioty, przez płot i tłum ludzi, przez jaskrawe światła reflektorów i błyski fleszy, przez hałas ludzkich głosów. Podobna sytuacja miała miejsce na Biennale Mediations w Poznaniu, była jednak chyba o wiele mniej drastyczna i mniej uprzedmiotawiająca.(2) Przyprowadzona tam koza czuła się jednak źle, co wiem z relacji naocznych świadków, w tym osób profesjonalnie zajmujących się sztuką, niekoniecznie zaangażowanych w problem praw zwierząt, co chyba obiektywizuje w jakimś stopniu ich wrażenia. Słoń wykorzystany przez Banksy' ego czuł się chyba co najmniej tak samo źle, a raczej dużo gorzej, jest bowiem zwierzęciem dzikim, w dodatku został nie tylko przyprowadzony w sztuczne, pełne ludzi miejsce, ale i pomalowany. Nie będę tu analizować mętnych tłumaczeń organizatorów całego tego cyrku (dosłownie i w przenośni), że podobno farby były nietoksyczne, a zwierzę miało dostęp do wody, gdyż nie zmienia to sedna problemu, jakim jest coraz powszechniejsze uprzedmiotowianie, upokarzanie i krzywdzenie zwierząt w sztuce czy też dla sztuki.




Krytyczne analizy takich zjawisk nie są tylko "histeryzowaniem nie rozumiejących współczesnej sztuki obrońców zwierząt", ale wpisują się w nurt, który określić można by mianem antygatunkowistycznej historii sztuki (3), lub szerzej, w nurt ekokrytyczny w humanistyce. Są krytycznym widzeniem zjawisk artystycznych i mechanizmów działania świata sztuki, popularności artystów, rynku. Wszak na wernisażu aletrnatywnego(?) artysty Banksyego pojawili się Angelina Jolie, Brad Pitt, Collin Farell, Orlando Bloom, Cameron Diaz, a jego prace osiągają ceny 10,000 £. Damien Hirst jest chyba najdroższym artystą na świecie, Katarzyna Kozyra stała się sławna dzięki "Piramidzie zwierząt". Czyżby bezwzględne wykorzystywanie zwierząt i szum wokół tego były jedną z recept na artystyczny sukces? W końcu działa to tak, że ja sama także napisałam o Banksym z tego powodu...
***
(1) Oryginalny cytat brzmi: "I think it sends a very wrong message that abusing animals is not only OK, it's an art form." (www.thisislondon.co.uk)
(2)Zob. "Koza na Biennale Mediations".
(3)Por. "Antygatunkowsityczna historia sztuki".
***
Wszystkie teksty opublikowane na blogu Nie-zła sztuka objęte są prawem autorskim na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Cytując teksty z niniejszego blogu, musisz podać imię i nazwisko autorki oraz nazwę i adres blogu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















